piątek, 29 maja 2015

"Niezamężna kobieta" (7/10) Kino kobiecego dialogu!

New Hollywood & Romance, 1978


Jest kilka takich produkcji, które nie są duże. Są bardzo małe, podejmują jakiś pojedynczy temat, często osobisty, który staje się twoim udziałem raz w życiu albo i wcale. Przez to nie stają się arcydziełami i nie wchodzą do historii, ale zostają w pamięci tej niewielkiej grupy widzów, którzy się z nimi zetknęli. "Syreny", "Mona Lisa", a teraz "Niezamężna kobieta". Opowieść o Erice - żonie, żyjącej w Nowym Jorku, prowadzącej galerię, obracającą się w towarzystwie artystów. Mąż zostawia ją dla innej po blisko dwóch dekadach małżeństwa. Wciąż ją kocha, ona jednak zmienia swoje życie.



Uwielbiam dialogi w tym filmie. Szczególnie, że wymiany zdań padają tu głównie między kobietami. I nie przypominają one "Sex in the City", ani też głupkowatych "Chicks-flicks". Nie skierowano się w stronę poważnego dramatu, zamiast tego... osiągnięto naturalność. Są zabawne i szczere. Słychać, że te postaci się znają i faktycznie chcą sobie nawzajem pomóc, gdy już wyjdzie temat problematyczny, a do tego czasu gadają o życiu. Najlepsze jednak jest to, że w końcu zobaczyłem na ekranie kobiety rozmawiające w taki sposób! Jedyny inny tytuł jaki przychodzi mi do głowy... to "Death Proof".

Nie są to dialogi w stylu "What if", dopieszczone i kosmiczne. Trudno uwierzyć, by ludzie rozmawiali tak ze sobą w prawdziwym świecie, ale na wszystko co święte - po seansie pragnie się, by tak było. "Niezamężna kobieta" to przeciwieństwo tego - rozmowy wypadają naturalnie i prosto, a mimo to słucha się ich z porównywalną przyjemnością.

Spodobał mi się również obraz Nowego Jorku, jako miasto wypełnione życiem i artystami. Pod koniec jest scena, jak bohaterka idzie przez skwer i w tle widać tłum ludzi zajętych graniem, tworzeniem, rozrywką na świeżym powietrzu. Jest w tym też coś więcej, niż pokaz społeczeństwa - to obraz zupełnie innej epoki, której zalety i czar trudno dziś wypatrzyć, gdy zajrzy się w podobne miejsca.

Jak zacząłem tak skończę: to nie jest wielki film. Jest wart by poświęcić mu uwagę. Ta opowieść o odnajdywaniu swojego miejsca na świecie w wieku 40 lat z pewnością znajdzie swoich zwolenników.

+ ciekawostka, czyli polski plakat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz