poniedziałek, 8 czerwca 2015

"Gdzie mieszkają dzikie stwory" (7/10)

Family, 2009


Obejrzałem ostatnio drugi raz w tv i nadal jestem pod sporym wrażeniem tej produkcji. Tu wszystko jest na swoim miejscu, tak jak być powinno, a Spike Jonze udowadnia, że potrafi kręcić Kauffmanowe produkcję bez Charliego K. Wiecie, to było jeszcze przed "Her".



Pamiętacie taki film: "Rekin i Lava"? To dobrze, ale dla przypomnienia: była to produkcja Rodrigueza, który twierdzi, że nakręcił go jako prezent dla swojego synka, w oparciu o jego pomysły. Idea ciekawa, ale efekt końcowy wyglądał jakby owy synek miał z 60 lat i dalej nosił pieluchy. "Gdzie mieszkają..." mógłby być oparty na podobnym pomyśle tylko efekt końcowy jest wyraźnie skierowany do dziecka mądrego i gotowego by dojrzeć.

Bohater to młodzian, który niewiele jeszcze wie i rozumie. Dużo czuje i myśli, ale nad tym nie panuje. Jest wrażliwy, ale nie jest to jeszcze ukierunkowane. Ucieka od matki i trafia do obcej krainy, w której wszystko jest inaczej. Wszyscy poza nim to wielkie, włochate stwory które z jednej strony chcą go zjeść, ale też jest szansa by się z nimi zaprzyjaźnić. Słowa bohatera są tutaj rozkazem króla, a ludzie traktują go zupełnie inaczej. Wszystko dzieje się po jego myśli... Ale one wciąż będą mieć swoje konsekwencje. Zaczynamy.

Barwy są ciemne, momenty straszne będą mieć swoje miejsce, a metafory są dosyć przejrzyste - ale jednocześnie nie są banalne lub uwłaczające widzowi. To dojrzała i poważna opowieść, w której nie ma pomocnej ręki - ponieważ twórca nie ma wątpliwości, że młody sobie poradzi. W każdym możliwym znaczeniu tej sentencji. Trzeba pamiętać, że to będzie jeden z pierwszych wymagających obrazów, z jakim dziecko się zetknie, obok "Dzielnej pani Brisby" i... hm, "Wall-E"?

Technicznie jest to majstersztyk. Po dwukrotnym seansie nie mogę stwierdzić, czy zastosowano tutaj jakiekolwiek efekty komputerowe. Zgaduję jedynie, że bez nich się nie obeszło... Ale jednak, w minimalnej ilości, jak u Nolana. Kostiumy, makiety i animatronika jest bezbłedna, a na szczycie tego wszystkiego pięknie wykorzystano kamerę z ręki, potwierdzając jedynie realizm i poważną wymowę.

Już wiem, co będę oglądać ze swoim potomkiem, którego nie będę miał.

2 komentarze:

  1. Zawsze dziwiło mnie, że film nie doczekał się polskiej premiery. Przecież to idealna propozycja dla Gutka, który teraz łączy to co dla młodego widza , z tym co dla tego bardziej wymagającego. Swoją drogą, widziałeś "I'm here" S. Jonze'a ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, ale planuję shorty tego pana, może znajdę czas na to półgodzinne monstrum.


    Brak polskiej premiery by tłumaczył, czemu dopiero teraz to obejrzałem... Przecież 2009 rok to ja jeszcze mogłem do kina chodzić i wypożyczalni. Ale też dzięki temu nie ma w telewizji polskiego dubbingu :)

    OdpowiedzUsuń