środa, 10 czerwca 2015

"Memento" (8+/10) Dla takich tytułów powstało kino

Neo-Noir, 2000


Dawno temu "Memento" zostało mi przedstawione jako produkt który zrewolucjonizował skostniałą narrację USA. Wtedy nawet nie wiedziałem, czym narracja jest, ale obejrzałem, i poznałem po raz pierwszy historię Leonarda - człowieka który po napaści został pozbawiony żony oraz pamięci krótkotrwałej. Pamięta co było przed wypadkiem, jednak wszystko potem wylatuje z jego głowy po chwili. Nie ma poczucia czasu - myśli, że minął rok od czasu, gdy odeszła jego ukochana, ale tak naprawdę - jaką ma pewność? Teraz szuka jej mordercy.



Od początku reżyser Christopher Nolan pokazuje, że miał mnóstwo pomysłów na tę fabułę. Główny bohater cały czas fotografuje wszystko polaroidem i zapisuje z tyłu, co uchwycony obiekt dla niego znaczy. Robi tak z nowo poznanymi ludźmi, samochodem, motelem w którym się zatrzymał. Tatuuje również swoje ciało by najważniejsze fakty o celu mieć na swoim ciele. Jest zdyscyplinowany, ma system i trzyma się go. Cała opowieść zaprezentowana jest od tyłu - dopadnięcia mordercy - by następnie cofać się małymi kroczkami do tyłu. W każdej scenie bohater budzi się bez pamięci tego, co było wcześniej, a widz razem z nim.

A na końcu piorunujące zakończenie, kiedy widz dowiaduje się, że bohater tak naprawdę nie ma żadnej choroby i cały czas tylko udawał... Albo coś w tym stylu, prawdy przecież nie zdradzę. Mimo to chcę o nim napisać, ponieważ to ostateczna kropka w tej opowieści, podkreślająca każdy akcent tej smutnej historii. Abstrakcyjna fabuła która wzięła mały fragment życia by opisać jej wagę w sposób, który tylko w sztuce jest możliwy. W jaki sposób pamięć definiuje każdego z nas, szczęście i życie? Czy człowiek jest na tyle silny, by żyć bez niej - i czy w ogóle wtedy jeszcze jest człowiekiem? Bardzo lubię takie opowieści które biorą coś, co współczesny obywatel świata bierze za pewnik - i zabiera to od niego. Choćby na te dwie godziny. Niemożliwe, nieprawdopodobne, trudne do wyobrażenia - bo abstrakcyjne. Po to jest sztuka.

Albo jest to debilny, słaby film o tym, że - ojej - nie wszystko pamiętamy i, kurteczka, PAMIĘĆ JEST ZAWODNA! NIE MOŻNA JEJ UFAĆ! BO XXI WIEK, JESTEŚMY ZABIEGANI. A POWINNIŚMY USIĄŚĆ W BIEGU I POMYŚLEĆ NAD OBECNĄ CHWILĄ. Wybierzcie wedle własnego uznania.

I pomimo moich podejrzeń, już tu są ślady tego samego Nolana, który w przyszłości nakręci "Interstellar". Posłuchajcie Carrie-Anne Moss jak w pewnym momencie opowiada o miłości pokonującej chorobę utraty pamięci krótkotrwałej. Oczywiście, po pocałunku.:)
Dziwne, że takiego tytułu nie ma w Polsce na vod. Sam widziałem teraz w tv.

6 komentarzy:

  1. Już prawie w ogóle nie pamiętam tego filmu więc...
    Kiedy wreszcie obejrzysz "Inherent Vice"?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten nowy film Nolana? Sam nie wiem... Jakoś około podsumowania 2014 roku, gdy będzie polska premiera.


    Oh wait...


    Ale taka prawda. Okres właściwy minął, teraz oglądam Netflixa. Nawet nowości z 2015 roku nie chce mi się oglądać, skoro już są do ściągnięcia... Poczekają do końca roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie. Kiedy obejrzysz "Inherent vice" ? :) Nowy film Paula Thomasa Andersona

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale powyższa odpowiedź była na serio. Zrobiłem parę podejść na początku 2015 roku, nie rozumiałem ani słowa to się poddałem i teraz tak szczerze to nie mam werwy.


    Ale dobra, obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Garret kiedy obejrzysz "Inherent Vice"? hehe


    "Memento" 8 albo 9 na 10.

    OdpowiedzUsuń
  6. Godamnit! Już mam na dysku, ale "Amadeusza" chcę powtórzyć zanim mi zniknie 20 czerwca z Netflixa.

    OdpowiedzUsuń