poniedziałek, 29 czerwca 2015

"Terminator 2" (7/10)

Action, 1991


Ale dobrze było wrócić do tego filmu! W szczególności teraz, gdy widzę w nim więcej niż poprzednio. Tak powinno się robić kontynuacje: inaczej, by stały obok siebie, ale też rozwijając poszczególne elementy. Minęło wiele lat od wydarzeń z pierwszej części i jest beznadziejnie: Sarah Connor skończyła w psychiatryka, gdzie liżą ją obleśni pielęgniarze; syn mający w przyszłości być wybawcą ludzkości, w najlepszym wypadku wstydzi się swojej matki i jest na najlepszej drodze do zostania informatycznym przestępcą, a z przyszłości przybywa dwóch Terminatorów. Obaj wyglądają po Johna, ale jeden ma go bronić. Damn, to się nazywa wstęp!



Do pierwszych 40 minut nie tylko nie ma się jak przyczepić, ale nawet trudno się oderwać. Wszystko zagrało lepiej niż prawidłowo - dramaturgia jest bezbłędna, i wynika ona z historii zamiast jakiś sztucznych wypełniaczy czasu. Wydaje się naturalne, że tak właśnie potoczyłaby się historia matki i syna, więc teraz ich zjednoczenie nie jest czymś zbędnym ale istotnym punktem fabuły. Tak samo samotny John szybko zacząłby działać na bakier z prawem, więc gdy widzi Terminatora w stroju policjanta i tak od niego ucieka, bez spowalniania akcji niepotrzebnymi wyjaśnieniami itd. Fabuła wspomaga bohaterów, by ci byli w nieustającym biegu, i to wszystko czego było trzeba, ale jest tu też mnóstwo miejsca na rozwój postaci oraz relacji między nimi. Całość wieńczy fenomenalny pościg, z ciężarówką zjeżdżającą z mostu, Arnoldem skaczącym na motocyklu, wyprzedzającym ową ciężarówkę... i jeszcze robiący to z taką pewnością siebie! Zero emocji, krystaliczny spokój. Wyszło to fenomenalnie!

Potem też jest dobrze, bo Cameron miał kilka chorych pomysłów, w postaci choćby przyjaźni z robotem i znalezienia w nim substytutu ojca przez młodego Connora. I chociaż do wykonania można się przyczepić, rozumiem samą ideę i kompletnie ją kupuję. To naturalne, że taka postać zaczęłaby tyle gadać, bo pewnie to pierwsza osoba w życiu której może zaufać. Widać w nim dziecko zafascynowane faktem, że ma własnego robota, ale też jest w nim mnóstwo z dorosłej osoby. Pogodził się choćby z tym, że własnego ojca pozna w wieku 45 lat. Damn!

Czas jednak mija, orientuję się, że od pościgu z ciężarówką minęło jakieś pół godziny a ja nie wiem, co w tym czasie się wydarzyło. Film zdaje się stracił wątek i nie ma pojęcia, dokąd zmierza? Nie było też prawie w ogóle akcji, nie licząc strzelania w ścianę tego naukowca, ale ten wątek pozostawia głównie niesmak. Mając w pamięci "Titanica" winą za monologi Sary Connor mogę śmiało obwinić samego Camerona. Nie wiem, czemu obrywa mu się za "JESTEM KRÓLEM ŚWIATA!", co nigdy mi nie przeszkadzało, a nikt mu nie dowala za prawie każde zdanie jakie w tym filmie mówi Sarah C. W openingu to jeszcze działa, bo potem okazuje się, że tak naprawdę ujrzeliśmy jeden z jej koszmarów sennych, więc ma to sens... ale potem ta narracja była kompletnie zbędna, bo widz już wiedział wszystko co słowa miały niby dodać. Wynikało to już z obrazu. Matka patrząca na syna, gdy ten bawi się z maszyną, wyrażała wszystko w spojrzeniu, nie potrzebowałem usłyszeć jeszcze "Terminator jako ojciec. W tym zwariowanym świcie to najrozsądniejszy wybór".

Na szczęście to jedynie pomniejsze części całości. Bohaterowie przypominają sobie, że potrafią rozmawiać zamiast bezmyślnie zabijać, a twórcy paradoksalnie wracają do pokazywania, zamiast gadania. I robią to w szybkim stylu, z mnóstwem fascynującej akcji w finale. Helikopter lecący pod mostem, Arnold wysiadający z jadącego auta by przejść na tył i skoczyć na ciężarówkę z tyłu... A gdy to się skończy, przychodzi czas na najmocniejszą scenę z całej produkcji. Męskie kino. Kolejny tytuł, którego dziś nikt by nie zrobił, bo żaden twórca nie udźwignąłby takiego czarnego charakteru. Nie umiałby go pokonać. Takich scen akcji też dziś się nie widzi, chyba że w "Mad Max 4". A przede wszystkim: dzisiaj akcji nie łączy się w takim stopniu z ludzkim aspektem swojej historii: bohaterami, ich emocjami i poglądami. Ma swoje słabsze chwile, jednak to wciąż doskonałe kino, do którego z przyjemnością wróciłem.


A jakby ktoś znowu umarł do czasu publikacji tej notatki, to na wszelki wypadek słówko o muzyce:
https://youtu.be/3sZDpPwiEsc?t=5m58s

6 komentarzy:

  1. http://www.youtube.com/watch?v=e3t3zC7M4cw

    OdpowiedzUsuń
  2. Treściowo się zgodzę, ale dla mnie to jest 10/10. I nie daję takiej oceny często, a w zasadzie dałem ją tylko 3 filmom. Trzeba jednak podkreślić że tylko w wersji kinowej, ponieważ wersja rozszerzona wzbogacona jest o sceny, które psują ten film, np. usmiechający się Arnie. Generalnie nie ma dzisiaj takich filmów, ostatnim może był Mroczny Rycerz. Mad Max 4 jasne, ale zachwyca w inny sposób. Terminator 2 to arcydzieło kina rozrywkowego. I dla mnie nie istnieje w tej kwestii lepszy film

    OdpowiedzUsuń
  3. Klasyk. Najlepszy film akcji lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

    OdpowiedzUsuń
  4. I teraz oglądam 160 najlepszych cytatów Arnolda.:/

    OdpowiedzUsuń
  5. To najlepszy filmik w historii youtube. Na drugim miejscu jest ten:
    ___
    __


    http://www.youtube.com/watch?v=AvnH3_iPATg

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo iż ten film broni się jako sequel, a jako dyptyk dwa pierwsze "Terminatory" stanowią rewelacyjną całość, to do punktu wyjścia całej historii zawsze miałem spore obiekcje. Nie potrafię zaakceptować odpowiedzi na pytanie: "jakby tu powtórnie obsadzić Schwartzeneggara w roli głównej" brzmiącej "uczyńmy go tym razem dobrym, bo wszystkie T-800 wyglądały tak samo, a Connor posiadał akurat jeden egzemplarz" :/

    OdpowiedzUsuń