sobota, 20 czerwca 2015

"Żołnierze kosmosu" (7+/10) Takiej zabawy na filmie nie miałem od...

Science Fiction, 1997


..Cóż, prawda jest taka, że od kilku tygodni (czyli seansu "Mad Maxa 4"). Niezbyt imponujące. Niemniej, bawiłem się przednio, bez dwóch zdań. Dawno już nie obejrzałem jakiegokolwiek filmu w domu na jednym posiedzeniu. Tutaj zrobiłem tylko jeden wyjątek - by pod koniec sprawdzić, czy wyszły kontynuacje. Wyszły. To dobrze, oby była jeszcze lepsze!



Historia prezentuje się następująco: akcja rozgrywa się w przyszłości, gdy ludzkość już dosyć śmiało hula sobie pomiędzy planetami. Johnny Rico zaraz kończy szkołę i wkroczy w dorosłość, jest ustawiany przez rodziców na dalszą naukę, ale jego dziewczyna wybiera szkolenie na pilota, a więc Rico również wybiera kierunek wojskowy. Szeregowego. Drogi postaci chwilowo się rozchodzą, gdy przychodzi czas na trening, którego główną motywacją ma być atak robali z kosmosu na rasę ludzką. A ten faktycznie z czasem nadchodzi...

Pewnie nie mógłbym nachwalić tego filmu wystarczająco i opisać, jak dobrze się przy nim bawiłem, zachowując jakąś spójną formę. Ta produkcja po prostu rozwija się z każdą minutą, nieustająco zmienia. Dość powiedzieć, że pierwsza połowa przywodzi na myśl jeden z moich ulubionych "Na zachodzie bez zmian" z 1930 roku, by w drugiej połowie pozwolić mi powspominać statki z "Babylon 5". Każda poszczególna sekwencja zapewnia mnóstwo zabawy, ale gdy tak spojrzeć z dystansu to zaskoczenie jest tylko większe! "Żołnierze kosmosu" są fantastycznie wyreżyserowani i basta!

Wciąż nie mogę uwierzyć, jak w takiej lekkiej produkcji upchnięto tyle zgonów. Pierwsza śmierć jest tak niespodziewany, że nie ma szans bym nie poczuł wtedy jakby mnie zdzielono w twarz. A potem dopiero zaczyna być ciepło, bo widać skalę bitw i można na paluszkach policzyć, ilu udaje się je przeżyć. Czy w takim razie te "przyjemne" scenki już nie będą miały miejsca? A skąd! - bohaterowie wciąż spędzają ze sobą czas pomiędzy zesłaniem na pole bitwy. I te sceny również działają bez grama fałszu. Podobnie jak pozostałe, funkcjonują na swoich własnych zasadach, ale i zlewają się z pozostałymi w spójną całość. Wątek romansowy na ten przykład: przejąłem się nim. A to nie zdarza się w ogóle. Co prawda jest to czysty schemat, ale przez cały seans nie wiedziałem o który schemat chodzi! Wyglądało to naturalnie, więc mogłem się wczuć. A sekundę po romansie przychodzi walka, akcja, krzyki... nie zauważyłem, kiedy zacząłem napinać mięśnie z nerwów podczas konfrontacji ludzi z robalami. Ale praktycznie nie było tego typu sceny, na którą zareagowałbym obojętnością. Starcia nie były równe, i jeśli spodziewacie się, że wystarczy kilka naboi by rozwalić takiego kosmitę, to będziecie porządnie zdziwieni. Zaskakują one w jeszcze jeden sposób: budowanie atmosfery i rozmiaru nadchodzących starć jest bardzo krótkie i skondensowane, ale... również działa. I w zupełności satysfakcjonuje!

A jeszcze były kiczowate, motywacyjne przemowy, w które aż chce się uwierzyć. Postaci, o których pamiętasz i rozpoznajesz, bo mieli w sobie COŚ. Nie mogę przypomnieć sobie czegokolwiek, co by nie zadziałało w tym filmie. To po prostu przyjemne, męskie kino, z aktorami którzy grać pewnie nie bardzo umieją ale tak przyjemnie się na nich patrzy, że nie ma to znaczenia. Są emocje i niezapomniane sceny, jest walka o życie, jak również charakter i natychmiastowy kult. To się ogląda!
https://rateyourmusic.com/film/starship_troopers/


PS. Aż dodałem do kolejki inne filmy Verhoevena ("Flesh+Blood", Total Recall") i zrobię ranking filmów z 1997 roku, żeby jeszcze raz pochwalić ten tytuł.

4 komentarze:

  1. I teraz kurczę, zastanawiam, się czy ja to kiedyś oglądałem. Mam jakieś przebłsyki, ale pochodzą one jednak z niedokończonych przeze mnie, ale ponapoczynanych beznadziejnych Duchów Marsa. Ale jeśli nei pamiętam, to znaczy że chyba nie oglądałem, a Verhoevena sobie cenię, więc wypada spróbować

    OdpowiedzUsuń
  2. Zobacz tę scenę, jedną z najlepszych. Jak nie rozpoznasz po kilku minutach to wyłącz, bo potem parę ważnych postaci ginie :)

    https://www.youtube.com/watch?v=VywKJSglL24

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi się kojarzy. Ale chodzi o to, że na pewno nie znam w ogóle fabuły tego filmu i jak patrzę na filmwebie to musiał mi ten element twórczości Verhoevena całkowicie umnknąć. Z kolei jak patrzę na to zdjęcie na górze recki i te fragmenty, to mam takie dziwne wrażenie. Wydaje mi się, że chyba po prostu jako dzieciak musiałem gdzieś to widzieć, w ogole nie świadomy co oglądam, a potem mi z głowy wyleciało, stąd te przebłyski. No ale pewne jest jedno - pozycja do nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W dziesiątce moich ulubionych filmów s-f znajdują się aż trzy filmy Verhoevena, bo uważam go za mistrza gatunku, który nawet z kiczowatej fabułki o monstrualnych robalach potrafi stworzyć wypasione widowisko. Oprócz efektownej rozrywki mamy tu doskonały pastisz gatunków (kina wojennego i sci-fi) oraz kpinę z totalitaryzmu, propagandy medialnej i nachalnego patosu. Przednia i niegłupia rozrywka, do której zawsze miło jest wrócić.

    OdpowiedzUsuń