sobota, 15 sierpnia 2015

"Bad Guy" (6/10) Bez słowa też się można zakochać.

Psychological Drama, 2001



Koreańska opowieść o miłości od pierwszego wejrzenia. Bohater widzi na ulicy dziewczę i decyduje się ją pocałować. Ta protestuje, ale nic to nie daje. Bohater kończy swoje ale dziewczyna żąda przeprosin. Rzuca pogardę na bohater, pluje mu w twarz i odchodzi. On w odpowiedzi zaczyna ją śledzić i stwarza sytuację, w której ona sama prowadzi się w poważne kłopoty. Zaciąga w efekcie dług i staje się prostytutką. Wszystko pod bacznym okiem bohatera. Czemu to zrobił? Na tym etapie nie jesteśmy pewni, ponieważ... Nie powiedział nam tego. Właściwie, to niewiele mówi w tym filmie. Zdaje się, jakby w ogóle miał się nie odezwać do samego końca. Cały czas komunikuje się z widzem jedynie poprzez swoje działania oraz subtelną grę aktorską. Tak, mówię to o azjatyckim aktorze. Bez użycia słów tworzy wyrazistą, bogatą postać która nie do końca jest zagadką, ale jednak ciekawie jest go poznawać.

To brutalny, dorosły film dla ludzi nieodwracających wzroku i potrafiących zaakceptować wulgarność niektórych scen. Prostytucja, więzienie, krwawe bijatyki, upokorzenie.

Film ma kilka wad, np. ukochaną bohatera wygląda jak mężczyzna z peruką. A w jednej scenie bohater oberwie cegłą w łeb i prawie w tej samej chwili podniesie się, by dalej walczyć. Takie to nierealistyczne, ale jednak mogłoby przejść, gdyby reżyser umiał utrzymać tempo i nie zabrakło mu pomysłów. A tak właśnie się stało niestety. Im bliżej końca tym mniejsza ochotę miałem na to, by zakwalifikować "Bad Guy" do top 20 moich filmów 2001 roku. To jeden z tych tytułów, które oglądasz i myślisz: "ale fajny film, ciekawe ile już minęło?". Patrzysz więc na czas i widzisz... 26 minut. Łącznie oglądałem go z 3 dni po kawałku. Nie mogłem się skoncentrować, ponieważ skupienia brakowało samemu filmowi. Kilkukrotnie w czasie seansu film nie miał pomysłu, jak przejść dalej i opowiedzieć kolejny segment. Niepotrzebnie dłużyły się te momenty, a ostatnia prosta... Ten film nie mógł się skończyć! I nie mogę zrozumieć, jaki był zamysł tych ostatnich scen, co miały dodać do historii. Na szczęście, powiedziałem to w internecie, wiec zaraz ktoś mi to wytłumaczy.

Jeśli więc jesteś maniakiem kina, ten seans z pewnością powinniście zaliczyć. Posługiwanie się językiem obrazu, postać głównego bohatera, niektóre sceny... Ten film ma chwile, kiedy jest istną petardą, i jest szansa, że tak ja będziecie potrafili wybaczyć mu słabsze momenty.
Film zobaczyłem na Mubi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz