środa, 26 sierpnia 2015

"Fenomen" (6/10)

Family, 1996


Dobra, jednak napisze o tym filmie. Powtórzyłem go po wielu latach - pierwsze seanse odbyły się za pośrednictwem wypożyczalni VHS! - i nadal go lubię. Pomimo tego, że podejmuje przynajmniej dwa poważne tematy robiąc to w lekkiej konwencji kina rodzinnego. To w końcu również przez ten film aż do momentu 18 roku życia rozumiałem mądrość jako zdolność do pamiętania wszystkiego. Dziś oglądam i to widzę, ale jednocześnie jestem usatysfakcjonowany z seansu. I z pewnością kiedyś wrócę do niego kolejny raz.




Zaczynamy, gdy nasz bohater George ma urodziny. To mężczyzna w średnim wieku pracujący jako mechanik w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają a urodziny nie różnią się za wiele od zwyczajnego dnia, bo i tak na końcu pijesz z kufla razem z przyjaciółmi. Teraz jednak jest inaczej, bo George o północy widzi jasne światło na niebie, które zbija go z pantałyku. Dzięki temu zdarzeniu staje się kimś wyjątkowym: chłonie wiedzę która od zawsze go interesowała, ale jako prosty człowiek nie miał na to ochoty. Czyta kilka książek dziennie, prowadzi eksperymenty nad nowym nawozem, ma milion pomysłów dziennie.

I co? I nic. Jest szczęśliwy, prowadzi swoje życie i z czasem będzie chciał co prawda skontaktować się z kimś na swoim poziomie, ale do końca pozostanie swojskim, sympatycznym gościem potrafiącym sprzedać bycie mądrym jako coś fajnego. Wszystkie meandry opowiedziano tak, by i dziecko mogło za nimi nadążyć, bez wnikania w szczegóły. A mi to pasuje.

Wiecie, jaka jest moja ulubiona scena? Gdy chory Portugalczyk musi wyjawić, gdzie jest jego równie chory syn. Ale nikt nie zna języka, wiec lekarz woła: dzwońcie po George'a i powiedzcie mu, by wziął z biblioteki słownik angielsko-portugalski. I ten tak robi, ucząc się prawie wszystkiego jadąc na miejsce. W 20 minut.

Potem są oczywiście nieco poważniejsze wątki, takie jak telekineza czy słabe jednostki bojące się naszego głównego bohatera. Nawet rząd USA się zesra ze strachu, gdy George złamie ich szyfr dla zabawy. Ale poradzono sobie z tym całkiem przyzwoicie, a i na tempo filmu nie mogę narzekać. Jest wysokie i cały czas dzieje się coś nowego.

Film urzeka atmosferą leniwego miasteczka i sprawdza się całkiem dobrze jako motywację do rozwijania się. Nawet w momencie gdy odkryjesz, jak niewiele ma on do zaoferowania w porównaniu do faktycznego zdobywania wiedzy, nadal jest spora szansa, że nie przestaniesz go lubić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz