piątek, 28 sierpnia 2015

"Nocny kowboj" (8+/10)

Buddy & New Hollywood, 1969


Joe Buck jest wieśniakiem w kowbojskim kapeluszu. Wciąż młody i piękny, postanawia porzucić dotychczasowe życie by wyruszyć do Nowego Jorku, gdzie będzie zarabiać na kawior jako męska dziwka, świadcząca usługi starszym damom. Realia okażą się inne: będzie musiał nauczyć się żyć na ulicy, gdy okaże się, że większość klienteli szukających z nim seksualność kontaktu ma tę samą płeć co on. Z kolei jego nastawienie, które cechuje gburowatość, wieśniackość i miękka dupa - to go nie zaprowadzi daleko.




Ale dlaczego tak jest? Chociaż historia jest linearna i wyraźnie zaakcentowana, to wiele tu momentów silnie eksploatowanych przez reżysera w montażu. To chwile snu, fantazji i podróży autobusem, gdy bohater jest sam ze sobą przez długie godziny. Pozwala swoim myślom swobodnie przemykać przed oczami, co często ma związek ze wspomnieniami. Forma eksperymentalna będzie tu dominować. Jeśli mówimy teraz tylko o Bucku, to tutaj poznamy jego rodzinne miasteczko, urywki dzieciństwa, wydarzenia z dziewczynami. Takie sekwencje szybko zaczynają się mieszać z obrazem społeczeństwa, nowego Hollywood zainspirowanego kinem europejskim, i nowej Ameryki, która opuściła Johna Wayne'a. Ludzie już zachowują się inaczej, ich życie ma inny rytm. Im bardziej się w to wkleić, tym zmiany te jawią się jako gwałtowniejsze.

Pomimo takiego kolażu, pozwalającego zachować świeżość i poszerzyć kontekst, twórcy zachowali na pierwszym planie wątek indywidualny. "Nocny kowboj" to przede wszystkim gorzka opowieść o ludziach, którzy zapewne nigdy nie mieli szansy na tym świecie. Co gorsza, trudno winić ich samych za to, kiedy większość problemów nie wynikło z ich winy. Początek zafundował im ktoś inny. Im przyszło tylko walczyć o kolejny przeżyty dzień, nie znając lepszej drogi. Tak, to byli słabi ludzie, do tego przestępcy i z pewnością po jakimś czasie trudno ich nawet nazwać cywilizowanymi. Ale też trudno im nie współczuć i nie rozumieć wszystkiego, przez co przechodzili. Im bliżej końca tym większy smutek.

Wspaniały film!
Film widziałem w tv! (pierwotnie - na VHS!)

"Jak dla mnie Hans to gej, a Gretel woli się bawić sama ze sobą. Kij z tym, atakuje my salami." - perełka od polskiego lektora. Ale generalnie był na minus, ktoś zbyt wiele razy kazał mu mówić" do diabła " itd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz