czwartek, 20 sierpnia 2015

"Psychoza" (9+/10)

Thriller, 1960


Nie wiem, co zrobić z Hitchcockiem. Z jednej strony kręcił prawie same adaptacje literatury i sztuk teatralnych, z drugiej jednak miał zmysł filmowy i umiał reżyserować, był sprawnym rzemieślnikiem. Tworzył produkty średnie, słabe, fajne, dobre. Raz pokazywał, że nie ma pojęcia o kinie, kręcąc sztukę teatralną ("M jak morderstwo", '54), by potem stworzyć hymn o przyjemności patrzenia ("Okno na podwórze", '54).



Ponadto stał się słynnym twórcą uważanym za geniusza, co mnie szczególnie wkurza. Mistrz suspensu, u którego opowieść zaczyna się od trzęsienia ziemi, strach towarzyszy widzowi do samego końca, który jest obowiązkowo zaskakujący... jeśli słyszę, że ktoś mówi takie rzeczy to wiem, ze nie ma pojęcia o kinie, i tylko powtarza by zabłysnąć. Hitch tworzył głównie przeciętne, rozrywkowe kino, które zresztą ktoś wymyślał za niego.

I tu wchodzi na scenę "Psychoza", które każe przemyśleć to stanowisko. Może Hitch był geniuszem, tylko mu na to nie pozwalali - w końcu sam zebrał fundusze na produkcję. A może każdy jest geniuszem, tylko to się ujawnia po zrobieniu 30 filmów?
Bo "Psychoza" jest arcydziełem. To wciąż adaptacja, dialogi też są miejscami tanie, a parę sekund przedramatyzowano... a całą resztę filmu wykonano perfekcyjnie. To nie tylko rewelacyjne kino gatunkowe, ale i autorskie, a do tego idealne przełożenie historii na język filmowy jakby tu było jej pierwotne miejsce. Każda chwila i scena działa na kilku poziomach, dostarczając nie tylko ponadczasowej rozrywki, ale też zaskakuje głębią.

Weźmy choćby początek. Nie, nie chodzi mi o to, że brakuje trzęsienia ziemi. Ale spójrzmy: na początku wydaje się, że to romans. Kobieta chce być z mężczyzną, ale są problemy. Niespodzianka: kobieta w następnych scenach kradnie pieniądze z pracy i ucieka samochodem poza miasto. Schematyczne kryminał połączony z kinem drogi, gdzie w finale bohaterowie giną? Też nie! Bohaterka prowadzi ze sobą wewnętrzny monolog, popadają w obsesję i budzi się w niej poczucie winy. Chce zawrócić. Realizm psychologiczny? Również nie, bo zapada wieczór i bohaterka zjeżdża do motelu, gdzie nastaje horror i thriller. A to dopiero pół godziny. Jest jeszcze druga połowa filmu, gdzie reguły gry zmieniają się kompletnie, jednak ta pierwsza połowa wciąż jest niezbędna. Zarówno z punktu widzenia świata filmu, bohaterów jak i widza, który nie czuje, ze ogląda żart, ale poważna produkcję gdzie każdy element układanki jest istotny.



A tych elementów jest sporo, Hitchcock o to zadbał wypełniając kadr po brzegi. Muzyka, czołówka, scenografia, detale, rzeczy które się dzieją gdzieś z boku, tematy przez bohaterów poruszane - wszystko to w pewien sposób nawiązuje do głównego motywu tej opowieści. Buduje odbiór ze strony widzą również na poziomie podświadomości. A tym motywem jest psychologia. Tak, ten film potrafi przestraszyć, a napięcie momentami skacze pod sufit, jednak jako klasyczny kryminał "Psychoza" nie sprawdza się. Wiadomo od początku kto i jak zabijał. Jednak prawdziwym szokiem na końcu jest dowiedzenia się, dlaczego to ta osoba robiła. Ponoć Orsona Wellesa wkurzało to w nowoczesnym kinie, że teraz każda zbrodnia jest tłumaczona i zabrakło miejsca dla zwyczajnych zwyrodnialców. Ja jestem z drugiej strony - przez lekturę Agathy Christie brakuje mi właśnie poważnego traktowania odbiorcy. Motywy zbrodni są banalne, jednowymiarowe. Jedynym wyjątkiem jest właśnie "Psychoza" - opowieść oparta na złożonej psychologii, którą wykorzystano do stworzenia niebanalnej intrygi z zagadkami pozornie nie dającymi się wytłumaczyć oraz strasznym, mrocznym klimatem. Słuchanie tego medycznego żargonu jest zaskakujące i interesujące. Można? Można. Takiego szacunku dla człowieczeństwa mi brakuje.
Film widziałem w telewizji :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz