niedziela, 13 września 2015

Hulu - beznadziejny portal z filmami, którego potrzebuję w swoim życiu

Garret Netflixem żyje, ale nie do końca. Jeśli obserwujecie mojego bloga i oceny jakie wystwiam na FW oraz RYM to zauważyliście, że ostatnio sporo obejrzałem też na innej stronie. Warto się nią zainteresować, dlatego o niej wam opowiem.


Dostępny wyłącznie dla USA portal będący główną konkurencją Netflixa, różniący się tym, że jest tam zawartość która można oglądać za darmo oraz nowe odcinki serialu pojawiają się szybciej niż u konkurencji. Do tego dochodzi różnica w katalogu oraz...

BEZNADZIEJNY UKŁAD

Mogę narzekać, że ostatnio Netflix wprowadził kilka zmian w drobny ujemny sposób wpływające na czytelność - ale w porównaniu do Hulu to kurwa mać! To jak stary Filmweb zawierający wszystkie niezbędne poprawki w stosunku do obecnej wersji, połączonej z tymi wszystkimi innymi okropnym layoutami które są na YouTube, Facebooku czy ostatnio na last.fm

Piraci będą mieć w tym miejscu ubaw po pachy, jak daleko Jednorożce mają pokomplikowane życie by coś legalnie obejrzeć.

????


Po kolei:


Próbuję korzystać z Hulu na Operze... i Nic.

Browsec dzięki któremu mogę korzystać z Netflixa na Hulu jest za słaby. Muszę korzystać z czegoś mocniejszego, ale czegoś takiego pod Operę nie ma. Chrome albo Mozilla. To Mozilla. Różnica wobec Opery jest ogromna, nie łapię tej przeglądarki. Wciąż nie wiem, jak tam funkcjonuje strona z zakładkami. Na Operze po prostu je dodaję, pod Mozillą zdają się same dodać w losowy sposób spośród tych stron, na których ostatnio byłem. Do dupy. Do tego działa ona z 15 razy wolniej od Opery, każdorazowe przetasowanie kolejki z filmami do obejrzenia (by były np. wg daty premiery albo alfabetycznie) trwa jedno wyjście do ubikacji. Samo zmienianie IP dla Hulu też trwa swoje. A czasem w ogóle. Serio.Chcę obejrzeć film i... "Sorry". Ale dobra, zazwyczaj mogę wejść na stronę i korzystać.


Wchodzisz na stronę i... Nic.

Banery promujące produkcję, o których pierwsze słyszę, a wyglądają i brzmią z tytułu jak polskich telenoweli. Nieliczne, które coś mi mówią, jak "South Park". A niżej jakieś trailery, clipy z filmów, gier, talk-show amerykańskich... Co to za strona? Do kogo ona jest skierowana? Gdybym wcześniej nie słyszał to bym drugi raz tej strony nie odwiedził.


Przeglądanie katalogu to żart

Przypomina mi się przeglądanie oferty polskich stron vod. Co to jest? Dla kogo to jest? Na pewno nie dla mnie. Niewygodna czynność, bardzo ograniczona i zniechęcają a do bliższego poznania. Trzeba szukać z palca.


Przeglądanie z palca to żart

Przede wszystkim, szukaj od razu po nazwisku reżysera, będzie szybciej. Bo po tytułach to znajdzie ci wyłącznie tych angielskich. W przypadku jak korzystasz np. z listy na Filmwebie, gdzie masz zazwyczaj tylko tytuł polski i oryginalny, znalezienie każdorazowo tytułu międzynarodowego to nie lada zamieszanie. Ale też nie zawsze. Bo "Il Sorpasso" jest pod oryginalnym tytułem. Szukałeś Easy Road? Wypchaj się. Albo to: na tym serwisie jest cała trylogia Doli czlowieczej. Nie wiem, jak ją znalazłem, bo na pewno nie po nazwisku reżysera lub tytule oryginalnym. Ale znalazłem, jak ponad 200 innych tytułów. Jeszcze nie oglądam, dodaje sobie do kolejki.




Kolejka oglądania to żart

Przede wszystkim, zdaje się przystosowana do oglądania filmików na YouTube niż poważnego kina. Po skończeniu oglądania jednej pozycji masz kilka sekund zanim włączy się kolejna. To jest to, kurcze! "Tokijska opowieść" i zaraz będę oglądać "Słowo" z '55. Czysta bezmyślność. Po drugie, może to wina Mozilli, ale jakiekolwiek działania na tej liście trwają wieki. Wolisz inny układ listy? Przygotuj się na prędkość internetu sprzed paru lat. Aha - chcesz dodać serial? Musisz dodać pojedyncze odcinki! Ale już masz wybrany tytuł i oglądasz. Wchodzisz na stronę filmu.


Strona filmu to żart

Brak obsady, gatunku, twórców... Czegokolwiek! Jest opis i rok produkcji. Oraz opór sposobów, by kliknąć Lubie to!, możesz też skomentować film. Tego właśnie internet potrzebuje, więcej sekcji z komentarzami. I to jeszcze połączonymi z facebookiem. Niby więcej nie trzeba, gdy masz tytuł i pewność, że to właśnie chcesz obejrzeć... Do czasu, gdy klikasz "Opowieść o późnych chryzantemach" z 1979 roku. I dopiero w sekcji komentarzy upewnić się, że to na pewno film Mizogushiego, tylko ktoś spieprzył datę premiery o prawie 50 lat. Ale dobra, masz już pewność, oglądasz.


Oglądanie filmów to... Przyzwoita robota

Napisy tylko angielskie, ale jak audio jest po angielsku to oglądasz bez napisów. Jakość obrazu niby jest czterostopniowa, ale niewiele się różnią. I HD to tam nie zobaczyłem. Standard, ale w porównaniu do netflixowego oporu wersji językowych, audio i napisów, to jest biednie. Kłopoty zaczynają się, gdy oglądasz i musisz czekać, bo film za wolno się ładuje. I nawet nie wiem, dlaczego, bo nic w tle nie robiłem, o pobieraniu czegoś nie wspominając. Czasem obraz się psuje, trzeba przeładować . Dla komfortu wybierałem wiec i tak najniższa rozdzielczość, byle tylko oglądać. Często dochodziło do sytuacji, że zaczynałem buforować film na H, a w tym czasie oglądałem serial na N, gdzie NIGDY nie miałem takich problemów.


!!!!

Czy są jakieś plusy? Zalety, aspekty w których Hulu jest lepsze?

Tak. Jeśli chcesz zrobić screena i przewijać do tyłu, dzieje się to bez czekania i spadku płynności. Można oglądać więcej niż jeden film jednocześnie, jeśli macie takową potrzebę. A kolejkę filmów da radę ustawić np. w kolejności dat premier, więc u góry masz 2004 a u dołu 1920..


Czemu więc w ogóle interesować się tą stroną?

Bo mają "Shield" oraz "Dragon Balla". Ale chyba już usunęli. Co niektórzy zorientowali się po tym tekście zapewne, że mają też gigantyczną ofertę klasycznego i artystycznego kina. Jeśli interesuje was cokolwiek z tego, co działo się w kinie przed 1990 - Hulu jest miejscem dla ciebie. Tu nawet nie ma co wymieniać tytułów, tylko reżyserów. Mizogushi, Kurosawa, Bergman, Kiarostami, Fellini, Dreyer, Chaplin, Tati, Ozu, Fassbinder, Kobayashi... Po 5-15 tytułów. Prawie cały Criterion Collection tu został umieszczony. Zobaczcie zresztą screen powyżej.


****
Hulu jako portal nie ma za grosz sensu. Ale to nie ma znaczenia, skoro jest tu co oglądać i to z pewnością tytuły, za które warto płacić. Naprawdę żałuję, że nie stać mnie na opłacanie abonamentu na obu stronach. Ale z całą pewnością jeszcze kilka razy wyłączę subskrypcję na Netflixie, by przez miesiąc opłacać Hulu. Już nie mogę się doczekać robienia rankingu filmów z lat '53, '51, '60, '68...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz