wtorek, 27 października 2015

Hołd dla "Piły" - slashera mojego pokolenia

Każde pokolenie miało swoją serię slasherow. Ominęły mnie takie klasyki jak "Piątek 13-tego", "Halloween" oraz "Koszmar z ulicy wiązów". Nawet jeśli miałem z którymś kontakt, to ograniczył się on do pierwszej części.

Z "Piłą" było inaczej. Obejrzałem wszystkie części i do dziś pozostaję fanem tego cyklu. Został on zapomniany, wątpiłem w niego, wystawiałem niskie oceny... Ale gdy tylko któraś część miała premierę - szarżowałem salę kinową. Nie miało to ni chuja sensu, ale zabawa była przednia. Jeśli byliście w tym czasie na świecie, i nie oglądaliście tego gówna w kinie by po powrocie do domu przeszukiwać łazienkę i zasłony za biurkiem - to coś was w życiu ominęło. Kropka.

"Piła" niekoniecznie straszyła. Potrafiła obrzydzić, wstrząsnąć, zachęcała do odwrócenia wzroku... Oraz wzbudzała niepokój. Z całą pewnością.


Saw V




Cykl "Harry'ego Pottera" oraz przygód Jigsawa ma jeden wspólny punkt*: oba poznałem od drugiej części, by później nadrobić zaległości. Był mroźny styczniowy weekend, Garret kolejny raz majestatycznie wyminął puszkę WOŚP-u i udał się do warszawskiej Kinoteki zachęcony plakatem reklamującym "Saw II". Wydałem 13 złotych i ja pierdolę, dlaczego w ogóle mnie na to wpuścili?! Wydłubywanie oka, dom pełen pułapek i zakończenie z twistem fabularnym, od którego opadała szczęka. Nie dosłownie, tylko w przenośni. Zajebistość!

Potem znajomy opowiedział mi o pierwszej części... I jakoś poszło dalej. Wtedy mieszkałem w dużym mieście i piątek po szkole bez wyjścia do kina był czasem straconym. Musiałem pójść i coś zobaczyć, nawet jeśli miało to być gówno. Dziś myślę, że bez tego podejścia ominęła by mnie kupa dobrych filmów, takich jak "Once" czy "Ja, też!". I podobnie byłoby z historią Jigsawa. Olałbym te filmy tak samo jak inne slashery. Jak widać, na piractwie tracicie więcej niż wymieniłem w tekście o wadach piractwa. Ale wtedy byłem uczciwy, miałem dostęp i pieniądze, wiec marnowałem czas. I nie żałuję.

Ale dobra, to o czym jest ten cykl? O starszym mężczyźnie, będącym na skraju śmierci, który postanowił nauczyć współczesnych ludzi cenić życie. Jego metodą był szantaż - dostawali limit czasowy. Nagle każdy ich oddech miał cyfrę, i zmniejszała się ona bardzo szybko. Żeby to zmienić musieli walczyć. Musieli chcieć przeżyć. Musieli podjąć decyzję.

W praktyce oznacza to, że porywał jakiegoś chłopa i zamykał go w pokoju z  pułapką na niedźwiedzie, która zatrzaśnie się w ciągu minuty jeśli delikwent nie wydłubie sobie spod oka kluczyka do tej pułapki. Jigsaw często chodził do celu po linii najmniejszego oporu, to prawda. Ale był skuteczny. Gdy ktoś przeżył - naprawdę rozpoczynał życie na nowo.

Kolejne części rozwijały świat oraz sylwetkę mordercy. Widz mógł poznać jego motywację głębiej, nawet je zrozumieć i przyznać rację. Bo w sumie ją miał. Tylko te jego metody... Cóż, powiedzmy jedynie, że Jezus by na pewno tego nie zrobił. Jestem pewny. Kurosawa w "Piętnie śmierci" też zrobił to trochę inaczej.

Jeśli "Piły" miały straszyć, to właśnie w tym momencie. Na poziomie intelektualnym. Docierały do widza by ten sam zadał sobie pytanie o swój styl życia. Czy prowadzisz się tak, żeby Jigsaw nie zaczaił się na ciebie w mroku parkingu podziemnego? Czy zasługujesz by żyć, czy też jesteś śmieciem na drodze do autodestrukcji marnującym tlen? To stawało się tym bardziej interesujące, im bliżej poznawaliśmy głównego bohatera i rozumieliśmy, że ten człowiek ma własny kodeks moralny. To nie tylko 10 przykazań lub 7 grzechów głównych, ani tym bardziej fantastyczna zjawa która będzie na ciebie polować wg schematu gatunku. Z nim ta sprawa była bardziej skomplikowana. On mógł istnieć naprawdę.

Ciekawym aspektem tych produkcji jest to, że nie są one chronologicznie. Rozgrywają się w różnym czasie, albo jednocześnie z innymi. I trzymają się przy tym kupy - kolejne części dopowiadają pewne elementy tego, co miało miejsce wcześniej itd. Np. w trzeciej części jedna z postaci czyta list. Co w nim było? Dowiecie się z piątego filmu. Chyba.

Ale da się to ogarnąć, a najpoważniejszą przeszkodą jest tu w ogóle zainteresowanie się fabułą w slasherze i otworzenie się na samą myśl, że ten pierdolnik ma jakiś sensowny układ. A dosyć łatwo w to zwątpić. Wystarczy wspomnieć, że Jigsaw umiera dosyć szybko, ale akcja toczy się dalej, a on sam pojawia się aż do końca. W ten czy inny sposób, chociaż brakuje tu elementów nadnaturalnych.

Ponad to, fabuła sama w sobie jest... Taka sobie. Szybko wyleciała z głowy i do czasu seansu kolejnej części pamiętałem niewiele. Seria była atrakcyjna z wyglądu -  mroczne miasto, gdzie zawsze pada zimny deszcz, wszystkie wnętrza są słabo oświetlone i najczęściej służą do życia pojedynczym osobom. Segment z morderstwami toczył się gdzieś w odrealnionej, obskurnej ruinie z której chciało się spierdalać. Po pierwszych dwóch częściach kończących się sensacyjnymi zwrotami fabularnymi, następne rozdziały obniżały loty. Potem liczyły się głównie jakieś dramaty osobiste, i kolejne pułapki, coraz to bardziej brutalne i karykaturalne (jeden człowiek dawał rade je budować? C'mon!). Do końca jednak umiały nastraszyć i zachęcić do zajrzenia do własnej łazienki po powrocie z kina. Może kryje się tam człowiek z głową świni?

Jeśli chodzi o to, co polecam spośród tych siedmiu filmów... To tak naprawdę żaden nie przetrwał do dzisiejszych czasów. Słaba gra aktorska, braki w logice prawie jak u Nolana - to było już od pierwszej części. Nawet słynne zakończenie może wywołać uniesienie brwi zamiast szoku ("...Serio? Phew.") Niemniej, zapewne tylko ona ma prawo zająć miejsce w moich prywatnych rankingach Top 20 które robię dla każdego rocznika.

Inna sprawa, że te filmy mogą się podobać - owszem. Jeśli z automatu nie przekreślacie ich za wulgarność, zbędną przemoc lub teledyskowy styl od którego bolą oczy... Wtedy polecam dwie pierwsze części. Potem zapewne z rozbiegu zjecie cześć trzecią, która jest chujowa, i wtedy albo was chwyci albo nie. Kolejne udane rozdziały to szósty i siódmy, ale to ostatnie to usłyszycie chyba tylko ode mnie. Generalnie finał zawiódł wszystkich ośmiu widzów, którzy mieli jeszcze na tym etapie jakieś oczekiwania. Ja nie miałem.

...A może nie? Może przy powtórce zmienię zdanie? Powyższe wypowiedzi to tylko wspomnienia. W końcu minęło wiele lat - moja opinia o nich może się zmienić! Obecnie na Netflixie mam do dyspozycji 5 pierwszych części, i powtórzę je sobie. Wtedy zamieszczę poniżej skrótowo opinie o każdym z nich. Zapraszam w odwiedziny, a jako zachętę powiem, że niektóre z powyższych stwierdzeń już nie są aktualne.

Piła (2004) Dwoje ludzi budzi się w zniszczonej łazience z kajdanami na nogach. Nie wiedzą, kto ich tu sprowadził, ani jaki ma cel, i czego od nich chce. Ale jeden ma całkiem trafne podejrzenia. Słyszał już o tym człowieku, który nikogo co prawda nie zabija, ale stwarza ku temu bardzo wygodne warunki. Krok po kroku udaje im się odkryć wszystkie ślady i rozwikłać zagadkę: co takiego muszą zrobić, by przeżyć? Seans wciąż robi robotę, i przez jakiś czas nie będę chodził w słuchawkach... nigdzie. Płynnie opowiedziany, solidny thriller, z interesującą fabułą, a obłęd Lawrence'a wydaje się uzasadniony. Oglądałem na jednym wydechu. 5/5.


Piła II (2005) Jigsaw prosi o spotkanie z pewnym detektywem. Ten pojawia się wraz z całą brygadą antyterrorystyczną - już mają zamknąć mordercę, gdy okazuje się, że wszystko jest początkiem kolejnej gry... Grupa ludzi zamknięta w domu pełnym makabrycznych pułapek pachnie na kilometr niewykorzystanym potencjałem. Nawet nie poznajemy domu jako lokacji (gdy chcemy się przyjrzeć to bohaterowie chodzą po nim wbrew logice - ktoś szuka kogoś, kto jest parterze, więc w tym celu wchodzi na piętro i tam ich zastaje), bohaterowie nie zapadają w pamięci, pułapek jest malutko, a całość banalna. Zostaje tylko postać Jigsawa, jego monologi o tym, że łyk wody inaczej smakuje gdy jesteś chory na raka, oraz finał z zaskakującym zwrotem akcji. Trzeci akt naprawdę znakomicie się ogląda... 2+/5


Pilą III (2006) John Kramer porywa panią chirurg, by ta utrzymała go przy życiu do końca jego nowej gry. Plus-minus dwie godziny. Obiekt testowy staje naprzeciw kilku wyzwaniom, w których będzie mieć szansę... nauczyć się czegoś. Pierwotna ocena po seansie - 2/10. Teraz włączyłem z ciekawości, bo nie pamiętałem jak się zaczyna, miałem zamiar zobaczyć tylko parę minut... I obejrzałem do końca. A to był wieczór, więc przed spaniem musiałem sobie jeszcze wrzucić parę odcinków "BoJacka" dla uspokojenia. Ta powtórka to absolutna niespodzianka dla mnie, i to na każdym kroku! Styl wizualny jest spójny (sztuczka montażowa, dzięki której zbrodnia oraz badanie miejsca gdzie się ona wydarzyła, rozgrywają się na ekranie jednocześnie bez cięć); tutaj też "Piła" rozwija się w serię. Wprowadzono istotne postaci (żona Kramera!) i ustalono punkty do rozwinięcia w następnych rozdziałach. A to tylko ogólne zalety, bo są jeszcze konkretne sceny - ascetyczny opening bez muzyki i oświetlony pojedynczą latarką, pozbawiony nawet typowego teledyskowego stylu "Piły". Operacja na mózgu, od której zęby stają dęba. Podobała mi się też struktura fabularna i to, że większość opowieści toczy się w kryjówce Jigsawa, z obłędną scenografią. Podoba mi się więcej elementów osobistych między Amandą i Kramerem, nim wspominającym swoją żonę, pomiędzy obiektami testowymi. Pamiętasz tych ludzi i ich pułapki. A główny bohater jest wystawiony na śmieszną ilość bólu fizycznego - cierpi za to psychicznie. I to w zasadzie z własnej winy... Kurde, serio, to solidny film. Niemal tak dobry jak część pierwsza. 5-/5


Piła IV (2007) Tym razem bohaterem jest Riggs. Przewinął się już w tle poprzednich części i znał wielu ludzi, którzy zginęli w skutek działań Jigsawa. Trapi go obsesja na punkcie uratowania wszystkich. Jigsaw chce mu pokazać, że nie można uratować wszystkich. Szczególnie tych, którzy nie chcą być uratowani... Pomysł bardzo mi się podoba, bo to taka ostateczna próba przedstawienia Kramera widzowi. Riggs, a tym samym widz, ostaje zmuszony by poznać tego starego człowieka, jego motywacje i metody, dostrzec w nich coś więcej niż krew. Co więcej, mnóstwo w tej części istotnych flashbacków przedstawiających ewolucję postaci, jej punkty zwrotne. Podjęto próbę przekonania widza, że nie chodzi tu tylko o zabijanie ale danie wyboru - pozostanie na ścieżce autodestrukcji albo zejście z niej po zapłaceniu własną krwią. Efekt? Dezorientujący. Nawet mnie. Nie mam do końca pewności czy sami twórcy wiedzieli, co chcą powiedzieć, a więc to wszystko mogło być zrobione dużo lepiej. Brakuje szczegółów, precyzji, a i więcej logiki by się przydało. Niemniej, wciąż mam za co lubić ten film, poza ogólnym konceptem i retrospekcjami. Uwielbiam ironiczną scenę otwierającą, z sekcją, która jest jednocześnie bardziej brutalna niż reszta serii, ale przy tym pozbawiona bólu. Ponownie zaczęto w chłodny i spokojny sposób. Dalej - interesujący jest motyw podróży przez miasto, by znaleźć kolejne pułapki. Tylko ten limit 90 minut taki niewystarczający się wydaje... Tak czy siak - trzeba zobaczyć. Chociażby dla najbardziej brutalnego widoku w historii serii - i nie mówię tu o sekcji zwłok na początku... 4+/5


Piła V (2008) Znana jest już sylwetka nowego pomocnika Jigsawa. Dostał on w spadku nową grę, którą ma prowadzić. Jednak agent FBI jest już na jego tropie... ale woli to zrobić na własną rękę, bo... co?! Ech. Ale zacznę od plusów: nowe pomysły są ok, ale znowu zabrakło precyzji i pomyślunku w ich wykonaniu. Trudno też powiedzieć, by ta część była jakkolwiek spójna (nowa grupowa gra nie ma wiele wspólnego z resztą filmu). Na dodatek - to właśnie pierwsza część, w której braki logiki i debilność bohaterów zaczęła mi przeszkadzać, a o zbiegach okoliczności nawet nie chcę zacząć się rozpisywać. Wciąż ogląda się na jednym wydechu i jest to pozytywnego uzupełnienie serii tam, gdzie tego potrzebowała. Dostałem też najbardziej bolesną pułapkę w całej serii (finałową, a jakże). Jeśli obchodzi was fabuła "Piły", tę część też trzeba znać. 3+/5


Piła VI (2009) Już pierwsza scena mówi nam, że to nie jest znana nam "Piła". Nie ta, którą kochamy. Co ciekawe - jest to efekt zamierzony! W końcu oryginalny morderca już nie żyje od kilku części, i nowe wyzwania tworzy jego następca. Policja jednak zauważa różnice i szybko wpada na jego trop. Wszystko zazębia się z ostatnim testem, który John Kramer dosłownie zostawił w swoim testamencie, chcąc zza grobu wyrównać rachunki z człowiekiem który odmówił mu przyznania środków z jego ubezpieczenia zdrowotnego. Szósta część "Piły" trzyma poziom. Wciąga i ogląda się na jednym wydechu. Fabularnie jest zadowalająca (dowiadujemy się w końcu, co było w liście do Amandy w trzeciej części!) i skutecznie wypełnia brakujące punkty historii, zostawiając nam jedną ostatnią rzecz do zamknięcia w siódmej części. To co mnie zaskoczyło to kilka naprawdę dobrych dialogów (Kramer kontra ubezpieczyciel), a scena w której policja próbuje zdjąć filtry zmieniające głos z nagrania... cholera, to najlepsza scena w filmie. I jedna z najlepszych scen w całej serii. Napięcie jest wtedy nieziemskie, a zamknięcie wynagradza czekanie. Pułapki wciąż robią wrażenie, i nawet angażują oglądającego w to wszystko - co by on sam robił na miejscu ofiar? 3+/5


Piła 3D (2010) Finałowa konfrontacja i ostatnia gra zaplanowana przez Jigsawa. Tym razem mamy doczynienia z ludźmi, którzy przetrwali już w życiu starcie z Człowiekiem Zagadką. Problem w tym, że jeden z nich... kłamie. I zarabia na tym. Występuje w telewizji, wydał książkę jak to owe wydarzenie zmieniło jego życie, jest teraz osobowością medialną. Oczywiście, że stanie się nowym pionkiem w grze Kramera, prawda? Pułapki w tej części akurat są bardzo przemyślane (*chociaż najłatwiejsze w oszukaniu systemu, że tak to ujmę) i przypominają mi w sumie trzecią część - tam też bohater cierpiał głównie psychicznie, i była ta ciekawa bariera bezpieczeństwa która go otaczała. Tak samo jest w części siódmej. Fabularnie domyka ona w zasadzie wszystkie wątki, oferując naprawdę niecodzienne zwroty akcji (zły... wygrywa?). Patrząc wstecz po powtórzeniu wszystkich filmów... to naprawdę jest kompetentna seria filmów! Fabuła jest solidna i trzyma w napięciu, Hoffman w ostatnich częściach wyrasta na kozaka, i wydaje się jakby to wszystko naprawdę było rozpisane na siedem zwartych części. Piszę poważnie. "Piła" jako całość nadal robi na mnie wrażenie. Poszczególne filmy nie do końca. Ich największą wadą było to, że są takie małe i krótkie, oraz robili je rzemieślnicy. Widać to szczególnie w montażu równoległym gdy przebijane są różne sceny... I one nie budują całości. Dobrze przynajmniej, że nie osłabiają efektu. 3+/5




****

Teraz pozostało mi się jedynie pożegnać. Cześć i chwała tej marce, dzięki której mamy nieśmiertelne przysłowia oraz laleczkę i jej demoniczny rowerek. Marce, która postawiła na inteligentne motywację bohatera oraz nielinearną narrację, z ogromnym potencjałem, ale gdy spojrzeć na nią jako zbiór filmów a nie integralną całość - wtedy niestety objawia się rząd słabych produkcji, których nikt przy zdrowych zmysłach nie poleca. Ja zalecam zapoznać się z fundamentami cyklu. Dowiedzieć się, co tak wkurwiło Johna Kramera, co było w tym liście z trzeciej części, jak to się stało, że zabijał po swojej śmierci... I ogólnie: doświadczyć tego fenomenu. We własnym zakresie. Jesteś wart, by żyć?





Aha -  temat muzyczny pt. "Hello Zepp", Jeden z najlepszych filmowych motywów w historii, obok "Back to the Future". Jak kogoś nie lubicie to ustawcie mu to jako budzik. Gwarantowany sposób na brązową pościel.

Aha 2 - jednak kręcą ósmą część. Fani na forach gorąco dyskutują o fabule. Podoba mi się to. Do napisania w Halloween 2017 roku.

*tak naprawdę to więcej, ale bądźmy poważni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz