piątek, 2 października 2015

"Piętno śmierci" (7/10)

Drama, 1952


Ikiru to film w filmografii Kurosawy wyjątkowy, nie tylko ze względu na czasy w których dzieje się akcja (brak samurajów). Zazwyczaj, pierwszoplanową rolę grał u niego Miffune, a Shimura królował na drugim planie. "Piętno..." jest jednym z nielicznych, w których Shimura grał pierwsze skrzypce. I poradził sobie różnie, chociaż w sumie nadal grał tu trochę z boku wszystkiego. Ale po kolei:

Po seansie mogłem dojść do wniosku, że Kurosawa nie lubił urzędników. Widział ich jako mumie, które już nie żyją chociaż chodzą do pracy i przewracają te formularze. Nic nie robią, egzystuje w bezruchu i powstrzymują ruch wokół siebie, utrudniając życie obywatelom. A nawet uniemożliwiając im jakąkolwiek inicjatywę. Choćby ideę wybudowania placu zabaw. Przerzucają się wtedy, do czyich kompetencji to należy. Departamentu edukacji? Zarządzania drobnymi sprawami? Czarnej magii? W efekcie nikt się tym nie zajmuje. A jednym z ważniejszych urzędników jest nasz główny bohater, który od blisko 30 lat nie opuścił ani jednego dnia pracy. Właśnie dowiedział się, że ma raka żołądka i najwyżej sześć miesięcy życia.



To co potem następuje to desperacka próba powrotu zza grobu, zanim trafi się tam dosłownie. Niezręcznie rozmowy z pewną kobietą, wyjawienie przeszłości głównego bohatera, postanowienie zmiany. Oraz wyjątkowe przejście montażowe, dzięki któremu film zaskakuje NIE kończąc się śmiercią głównego bohatera. To moment, którego nie pamiętałem i po tylu latach zaskoczył mnie jak za pierwszym razem. Wspaniałe!

Pomimo to, film jest dosyć przewidywalny, a styl Kurosawy jest jeszcze prostszy, dlatego łatwo uznać seans za nużący. Fabułę można zgadnąć, rozwój bohatera to banał, i tak naprawdę niewiele tu się dzieje. Pewnym utrudnieniem jest też pozorny brak spójności. Wydaje się, jakby obraz pustych urzędników miał byc satyrą, potem jednak dochodzi rak i smutek. Sam bohater niby wzbudza żal, ale często mówi tak niewyraźnie i cicho, że ma się ochotę go strzelić po policzku. Dopiero wraz z drugą połową klaruje się ten film i o czym miał opowiadać.

Wtedy widać wyraźnie, jak udany to film. Przejmujący smutny. Widzieć, jak niewiele trzeba było systemowi, by sukces jednostki przerobić w porażkę - to zatrważający widok. Zaskakujące, że 60 lat temu Japonia miała taką biurokrację, a dziś jest tak potężnym krajem... Co się stało w tym czasie? Chętnie zobaczyłbym o tym film!
Film widziałem na Hulu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz