piątek, 13 listopada 2015

"Ścieżki chwały" (8+/10)

Czwarty film kinowy Stanleya Kubricka opowiada o krótkim epizodzie który miał miejsce podczas pierwszej wojny światowej. Francja bije się z Niemcami, którzy okupują pewien bardzo ważny punkt strategiczny. Francuzom wydany zostaje rozkaz niemożliwy: zdobyć ten punkt i utrzymać. Rozkaz trafia coraz niżej w hierarchii, aż w końcu dociera do ludzi będących na polu walki, w okopach. Cześć z nich ma już nawet shell shock. Czy wykonać rozkaz? Czy jest jakiś wybór?



"Ścieżki chwały" to kino zarówno wojenne, antywojenne i należy też do gatunku legal drama, na dodatek widać już tutaj krystalizujący się styl Kubricka. W paru momentach zalicza potknięcia, jednak już wtedy potrafił operować przestrzenią oraz ciasnością, a długie jazdy po okopie wciąż robią wrażenie.

Film co prawda nie mówi nic o pierwszej wojnie światowej, to po prostu kino wojenne ogólne. Sceny podejścia do ataku wykonano z właściwą mocą - jest tam chaos, strach, zagubienie. Trudno uwierzyć, że kiedyś batalie tak właśnie wyglądały. Zaatakować kupą, i zobaczymy. Może się uda. Straty od ognia własnego wliczone w cenę.

To był jednak tylko prolog do właściwej części programu, czyli tematyki. Rzadko zdarza się twórcom filmowym podjąć te stronę wojny - nawet jeśli wybierają ujęcie negatywne, to zwykle żołnierze zostają ludźmi. U Kubricka żołnierze tracą status człowieczeństwa w momencie przywdziania uniformu. Wtedy są już tylko mięsem armatnim, w rękach ludzi którzy chcą ich kosztem coś zyskać. I lepiej dla nich, by zginęli na polu bitwy, bo inaczej zginą po powrocie do domu, zabici przez swoich. Za tchórzostwo. Za nie wypełnienie rozkazu. Za zdradę.

Kubrick dodaje swoim filmem bardzo istotna cegiełkę do ogólnego wizerunku wojny w kinie. Trzeba zobaczyć.
Film widziałem na TVP kultura

Film trafia na #3 pozycję w moim rankingu najlepszych filmów 1957 roku.

"Patriotyzm jest ostatnim argumentem łajdaka"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz