środa, 4 listopada 2015

"Światło rampy" (8+/10)

Początek XX wieku. Zataczajacy się od alkoholu starszy mężczyzna wraca do mieszkania. Na klatce czuje jednak ulatniający się gaz w lokalu na dole. Wyważa drzwi i widzi młodą kobietę leżąca na łóżku. Bierz ja na plecy, wynosi na korytarz, biegnie po lekarza. To była młoda artystka, baletnica, która miała swoje problemy i straciła grunt pod nogami. Jej wybawcą jest Calvero, słynny komik który już od dawna nie występuje. Tez ma swoje problemy, jednak udaje mu się wyleczyć optymizm do tej młodej osoby.




A skoro piszę o filmie Chaplina, to można się domyślić, czego należy się spodziewać: sentymentalizmu, trochę taniego i naiwnego romantyzmu, sloganów o wartości życia. I po raz kolejny to działa, bo idzie ramię w ramie z reszta składnikach filmu. Bohaterowie potrzebowali to usłyszeć, to autentycznie im pomaga, i gdy o tym mówią - to właśnie mieli na myśli. Nie kłamali, nie zmyślali, nie wciskanie bzdur byle tylko coś powiedzieć. "Światła rampy" jako całość są proste, sentymentalne i... Podstawowe? To dobre słowo?

To produkcja wysoce autobiograficzna. Akcja dzieje się w czasach, gdy Chaplin zaczynał karierę, i to zanim jeszcze trafił do filmu. Swojemu bohaterowi dał alkoholizm, na który "chory" był jego prawdziwy ojciec. Jest tu nawet scena w wykonaniu Chaplin i jego starego przyjaciela, którego zagrał Buster Keaton. Chyba pierwszy raz usłyszałem jego głos. Ponadto, w jednej ze scen Calvaro bije Teresę, gdy ta tuż przed występem straciła czucie w nogach. Przyłożył jej, by wybić paranoję z głowy, czucie wróciło i natychmiast zaczęła tańczyć. Myk polega na tym, że sam Chaplin był agresywny na planie i namiętnie terroryzował aktorkę grającą Teresę, zanim ta odegrała scenę płaczu tak, jak tego chciał.

W temat nie będę się zagłębiać. Powiem tylko, że sceny wieńczące film oraz ta, w której Teresa krzyczy: "Calvero, I can walk!" są jednymi z najlepszych w historii mojego kina.

Chaplin żegna się tu z postacią Trampa, samym sobą, swoją legendą, widzami, życiem i okresem czasu, gdy tworzył. Może w 1910 roku sam był takim człowiekiem jak Teresa, i spotkał wtedy kogoś takiego jak Calvaro. I pomyślał, że pod koniec kariery zostaje mu tylko to powtórzyć. Przyjąć na siebie rolę mentora z nadzieją, iż na widowni będzie ktoś kto zostanie zainspirowany jak on przed blisko półwieczem.
Film widziałem na Hulu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz