sobota, 28 listopada 2015

"Życie jest piękne" (7/10)

Komediodramat o włoskiej rodzinie spędzającej wakacje w obozie koncentracyjnym. Matce która nic nie mówi, ojcu robiącym całą robotę i synku, który kupuje wszystko co mu tatko powiedział. On naprawdę myślał przez ten cały czas, że są na wakacjach...

Pierwszy raz widziałem ten film mając jakieś 12 lat na VHS. Był to zły wiek, bo nie mogłem go odebrać ani ze strony młodego człowieka który jest oszukiwany przez ojca, żebym mógł zostać nabranym; ani też ze strony osoby starszej która mogłaby zrozumieć sens okłamywania dziecka. Ale zapamiętałem do dziś trzy momenty - pojedynek na zagadki, ostatnią scenę Guido oraz przejście montażowe gdzieś w połowie filmu, gdy Guido zdobył kobietę swojego życia i miał z nią gdzieś pójść. Kobieta oczywiście się zgubiła, poszła gdzie nie powinna, do szklarni, Guido za nią podąża... I następuje niewidzialne cięcie montażowe, bo za chwilę z owej szklarni wybiega dziecko, okazuje się, że to syn Guido i nie wiadomo kiedy minęło kilka lat! To był chyba pierwszy taki moment w moim życiu, że sam musiałem rozumieć taką scenę, posługując się wyłącznie językiem obrazu. Dziś wracam do filmu i przypominam sobie to wszystko... Wspaniałe uczucie.

Bardziej mnie cieszy jednak fakt, że to taki dobry film. I za ten fakt odpowiadają dwa główne punkty: mądre poczucie humoru oraz rewelacyjny bohater.




"Życie jest piękne" trwa te dwie godziny i dobrze wykorzystuje ten czas. Sporo dzieje się przed wybuchem wojny, kiedy to elementy faszystowskie dopiero pojawiają się w codziennym życiu. I wszystkie zostają wymianę, bo nie dało się ich traktować poważnie. Na witrynie sklepu pisze, ze nie obsługują Żydów? My napiszemy, że nie obsługujemy Żyraf. Przejście do okresu w obozie jest całkiem płynne, i cały czas udaje się widza zamknąć za tą barierą, gdzie nie sięga go horror Holokaustu, chociaż jest w samym centrum wydarzeń.

Gwiazdą programu jest jednak Guido, bohater idealny. Pomysłowy, cwany i działa w ułamku sekundy - udają mu się sytuacje niemożliwe, i to w zadziwiającym stylu. Znajduje nowe sposoby, by zaimponować swojej kobiecie (szkoda, że nie ma ona osobowości), ratuje swoje dziecko przed przyspieszonym i gwałtownym dojrzewaniem. Oglądanie "Życie jest piękne" to podziwianie tego człowieka - bohatera wyjątkowego sortu, którego nie mamy okazji poznać w żadnej innej produkcji. A jest przy tym większym superbohaterem niż mięśniacy w kostiumach. Szacunek dla niego i samego filmu za opowiedzenie o nim.
Film widziałem w telewizji

Film trafia na 11 pozycję w moim rankingu najlepszych filmów 1997 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz