wtorek, 1 grudnia 2015

"Prestiż" (7/10) Zagadka nad którą warto przysiąść

W przypadku tego tytułu dochodzi do jedności obrazu i tematu - film opowiada o sztuczce i sztuczką też jest. Bohaterami są dwaj magicy żyjących w XIX wieku, którzy są opętani na punkcie wykonania najlepszego numeru w historii. A ten wymaga poświęcenia,nawet własnego życia. Kiedyś pracowali razem jako asystenci innego artysty scenicznego, jednak ich drogi się rozeszły gdy jeden z nich popełnił błąd. W imię sztuczki przekroczył granicę ryzyka i doprowadził do śmierci ukochanej drugiego. Od tego momentu ze sobą rywalizują - jeden chce pokonać drugiego, ośmieszyć, upokorzyć. Za wszelką cenę... W imię najlepszej sztuczki wszechczasów.



I to powoli przestaje wystarczać. Cena staje się za wysoka, i w takim przypadku poważnie zadawałem sobie pytanie, czemu nadal to robią, czemu nadal robią coraz gorsze rzeczy (zakopują ludzi żywcem!). I wyraźnie chodzi tutaj nie o zemstę, albo osiągnięcie czegoś. Nie, bohaterowie są zbyt płascy na to. Tu chodzi cały czas o sztuczkę. O rozrywkę. A w takim przypadku zabrnięto za daleko w powagę, w ogóle nie powinienem przecież nawet zacząć głęboko myśleć o motywacjach bohaterów. W ostatnim monologu Jackman zaczyna nawet chrzanić o głębszym sensie wykonywania sztuczek...

Zresztą, jeśli tylko zacznie się coś kwestionować w tym filmie, to rozwala się on szybciej niż "The Dark Knight Rises". Okulary Clarka Kenta czekają tu na każdym kroku, tylko pozbawione lekkiej baśniowej otoczki filmu z lat '70tych. Nie, tutaj ludzie dosłownie umierają przez te okulary.

Dodać do tego problematyczną adaptacje (już teraz obstawiam, że książka musi być dużo lepsza) oraz nadmiar dialogów (szczególnie boli to w ostatniej scenie, gdzie dialogi są na poziomie "Grawitacji" - mieli mało tlenu, mieli nie gadać, po czym zaczęli gadać o tym, że nie mogą gadać). Z moich słów wyrasta obraz produkcji, której nie da się oglądać, prawda?

A jednak, bo filmowi udaje się ta... Sztuczka. Pomimo błędów i problemów, opowiedziany jest z ogromną energią, chce się znać ciąg dalszy, wyczerkuje się finału, do tego wybornie czaruje widza machając mu przed oczami wskazówkami i dwuznacznymi wypowiedziami. Smaczków do odkrycia przy kolejnym seansie tu mnóstwo, do tego narracja cały czas skacze między różnymi punktami widzenia i okresami czasu. Tutaj nie mam żadnych uwag, czysta doskonałość.

I ten finał! Szok, zaskoczenie, nogi same się uginają. Ostatnie sceny zachwycają i satysfakcjonują. Czy można je kupić? Można. Ale nie zdziwię się, jeśli tak się nie stanie, bo w obu przypadkach będziecie mieć rację. W pełni rozumiem zarówno ludzi, którzy dają oceny wysokie jak i strasznie niskie. Warto się przekonać, jak ten film zadziała na was.

I niezależnie od tego, "Prestiż" jest zagadka nad którą warto przysiąść.
Film widziałem w telewizji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz