niedziela, 13 grudnia 2015

"Tetsuo - Człowiek z żelaza" (7/10)

"What Else Films" to wyjątkowy dystrybutor. Stwierdzili, że w naszym szarym kraju potrzeba trochę azjatyckiej specyficzności i zaczęli wydawać na polskim rynku filmy dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Zapewnili mnie, że wiedzą co robią, i trzymam za nich kciuki, bo to ludzie z pasją co nieustająco widzę po ich autorskich tłumaczeniach. I w takie kino też inwestują - ich twórcy zazwyczaj mieli głównie pomysł, i wiarę, że to wystarczy. W taki sposób powstał "Mój sąsiad zombie" i kilka innych filmów, które nie były z mojej bajki. Dlatego po ostatnim filmie napisali mi: "Nie martw się, następnym razem damy coś, co będziesz mógł polubić :)"

I dali mi "Tetsuo". Film, który już widziałem lata temu, i nie polubiłem. Wtedy. Tym większe podziękowanie dla pań z WEF za udostępnienie mi tego filmu - i tym samym możliwość powtórki.

"Nasza miłość ma szanse zniszczyć ten pojebany świat!"


W pierwszej scenie mężczyzna przynosi narzędzia, pręty, zamyka się i rozpoczyna wkładania sobie metalowej rury do nogi w miejsce kości. Następuje przebitka na papirusy na których uwieczniono starożytny ideał człowieka, ulegają one samospaleniu, wracamy do naszego bohatera. Operacja przebiega z sukcesem, ale pojawiają się komplikacje...
Przekaz jest jasny - przeszłość zostaje wyparta, a człowieczeństwo poświęceniu na rzecz tego co "lepsze". Zamiast idealnych proporcji oraz sił mięśni, które inspirowały rzeźbiarzy w starożytnej Grecji, mamy implanty, chęć pójścia na skróty, oraz horror, gdy całe to żelastwo zaczyna żyć własnym życiem, i kontrolować naszego bohatera.

Ale by to zrozumieć, trzeba dosyć dobrze znać język obrazu. Pierwsze dialogi pojawiają się tu dopiero w połowie seansu, wcześniej historia jest opowiedziana jedynie przez akcję i ruch, a to z pewnością sprawi wielu widzom problem. Sam byłem jednym z nich, gdy lata temu podszedłem do tego filmu i zrobiłem to o wielu za wcześnie. Widziałem tylko chaos, nie rozumiałem co się działo. Tak, to nadal kino o małym budżecie, z oznakami przynależenie do klasy B, eksperymentalne. Ale przy tym to poważna produkcja która wymaga od widza, ma coś do powiedzenia... i włożono w nią mnóstwo widocznego wysiłku.

I widać to, gdy już człowiek umie właściwie patrzeć. Ten film potrafi zaimponować charyzmą twórczą, efektami specjalnymi, niełatwym językiem którym się posługuje. Jest samoświadomy swojej energii równej sile natury, krzykliwy i wulgarny. Atakuje z każdej strony w inny sposób - wizualizacją przeróżnych transformacji, jakie zachodzą w bohaterze, elektryczną muzyką, nieludzkim klimatem. Walka o człowieczeństwo w tym wydaniu zdaje się bardzo skromna.

"Tetsuo" to niełatwy film, ale warto dać mu szansę na pewnym etapie swojego życia. Albo inaczej: dać sobie szansę by zmierzyć się z tą produkcją.
Film otrzymałem od dystrybutora.

PS. Polskie wydania zawiera również drugą część "Tetsuo II" (też warte uwagi, i nawet dobrze się ogląda), wywiad z reżyserem oraz esej pana Gonerskiego "Tetsuo: człowiek z żelaza - poza granice".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz