środa, 28 grudnia 2016

Dziesięć najczęściej czytanych tekstów na blogu w 2016 roku



Nie liczyłem tekstów-recenzji oraz tych z serii "W ubiegłym miesiącu widziałem dobre filmy". Liczę tylko publikacje oraz inne takie - czyli te teksty, które mają potencjał by przetrwać próbę czasu, i wciąż nadawać się do czytania. Dziś, teraz, i w przyszłości.

I jeszcze jedno - chociaż robię to poniżej kilkukrotnie, chcę to zrobić raz na wstępie: dziękuję, że byliście ze mną i moim blogiem w tym roku. Liczę, że zasłużę na wasze towarzystwo również w ciągu następnych dwunastu miesięcy. Do przeczytania, pogadania i zobaczenia - na festiwalu. Którymkolwiek.

PS: ciekawostka: na miejscu jedenastym, z potencjałem na wejście do zestawienia, jest poprzedni temat, poświęcony podcastowi o "Łotrze 1". Dziękuję, że słuchaliście! :)


MIEJSCE 10
Mubi - strona VoD którą warto się zainteresować

Cóż - miło, że się załapało. Test strony z filmami po ponad roku korzystania z niej. Fajnie, że ludzie się zainteresowali na tyle, by korzystać z mojego reflinku który tam podałem. W ten sposób ja otrzymywałem darmowy tydzień, przez który dłużej mogłem korzystać z Mubi. Niedługo później twórcy strony zmienili zasady, i obecnie za skorzystanie z linku mógłbym dostać darmowy miesiąc. Życie.:)

wtorek, 20 grudnia 2016

Cinema Post Cast: podcast o filmie "Łotr 1"

- Czyli robimy więcej tych podcastów?
- Tak.
- Na jaki temat?
- A co jest najbliższą dużą premierą?
- Rołg Juan.
- No to załatwione.

I poszliśmy. Obejrzeliśmy. Nagraliśmy podcast, który rozrósł się do 95 minut, w skład których wchodzi nie tylko gadanie o "Łotrze 1" (bez spoilerów oraz razem z nimi), ale też mówimy o naszych osobistych doświadczeniach dotyczących "Gwiezdnych wojen". Zebrało się nam nawet na nostalgię i wspominamy jak to zbieraliśmy czipsy w których były dodatki związane ze "Star Wars". Znalazło się też miejsce na bloopersy.

Ku mojemu zaskoczeniu, całości słucha się naprawdę dobrze. A im dalej tym jest lepiej. Wiem, że dużo, ale sam przesłuchałem całości i byłem zdziwiony, że to już koniec. Jakby co, jeśli nie jesteśmy fanami podcastów to polecam zacząć od słuchania robiąc jednocześnie coś jeszcze. Słuchać do jazdy na rowerze, sprzątania, kąpieli... Sam ostatnio bardzo lubię tego słuchać, grając jednocześnie w "Zombie Driver HD". Niby drobna gra, a jednak frajda pełna. Już ponad 10 godzin nabiłem, a nie chcę się zatrzymywać.





Wystąpili:
Garret (reżyser, wokal, twórca, hejter Star Wars)
PiQ (wokal, fan Star Wars)
Adrian (reżyser dźwięku, montażysta, człowiek słownik, montaż dźwięku, wokal)

czwartek, 15 grudnia 2016

Picie herbaty to dla już osobisty rytuał




Jest jeden temat, który wraca co jakiś czas w moim miejscu pracy. Mianowicie:

- Garret*, a ty coś pijesz?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Obejrzałem w listopadzie dobre filmy. I seriale.




Jak co miesiąc piszę o filmach i serialach, które widziałem w ciągu ostatnich ~30 dni. Od najlepszego do najmniej wartego tego, by o nim wspominać. Widać, że nie miałem w tym miesiącu czasu by oglądać cokolwiek...


7x Filmstruck (VoD)
6x Pięć Smaków (Festiwal Filmowy)
5x Scope100 (VoD)
2x Kino
1x Mubi (VoD)







Nowy początek / Arrival (2016) - 8/10. Na Ziemi pojawiają się takie duże czarne jajka z kosmosu, z kosmitami wewnątrz. Niemiec wychodzi przed chatę, widzi jedno takie jajco i mówi: "Wunderbar!". Polak widzi czarne jajo i mówi: "O kurwa". Amerykanin mówi w takiej sytuacji: "Musimy to wysadzić w powietrze, żeby mieć pewność, że jesteśmy bezpieczni". Ale najpierw z jakiegoś powodu wołają po naukowców, by ci spróbowali nawiązać kontakt i dowiedzieć się, jaki jest cel oraz charakter obcych. Pewnie twórcy chcą wybielić Amerykanów i dopierdolić Chińczykom, którzy w tej opowieści są jeszcze bardziej pierwsi do detonowania UFO od obywateli Stanów Zjednoczonych. Więcej nie warto zdradzać co się wyprawia w tym filmie, ale jest tu między innymi Amy Adams dotykająca się z ośmiornicą, która nie ma ośmiu kończyn, tak więc jest ciekawie. Przede wszystkim: reżyseria jest wspaniała. Ujęło mnie podkreślenie masywności zdarzeń w filmie, oraz celebracja każdej chwili. Rozprzestrzenienie się wieści o kontakcie. Zamarcie codziennego życia z dnia na dzień. Ujrzenie w całej okazałości statku obcych (i doliny, gdzie zaparkowali!). Wejście do ich statku. I pierwszy kontakt... pierwsze ujrzenie obcych... Cholera, opłaciło się czekać. Potem niestety tempo filmu wyraźnie przyspiesza, i za dużo jest tutaj militarnych wstawek ("MUSIMY ZNAĆ ODPOWIEDZI! MOI PRZEŁOŻENI ZACZYNAJĄ BYĆ NERWOWI! CO JA MAM IM POWIEDZIEĆ?!"), jednak film... broni się. I to jak cholera. Wzięto tutaj na warsztat kilka autentycznych naukowych zagadnień, zagarnęli w obroty ludzi którzy znają się na temacie, opakowano to w narracyjną perełkę... i opowiedziano o ważnych tematach, bez popadania w banał. Sami twórcy chcieli poruszyć temat języka i tego, jak ważny on jest dla ludzkości. Ja sam preferuję jednak widzieć tu opowieść o człowieku uczącym się, że to co dobre jest dużo ważniejsze od tego, co dobre nie jest. Staram się pisać bez spoilerów, ludzie, work with me here. Lubię po prostu kino, które ma coś do powiedzenia. Coś, z czym się zgadzam. I mówi to w godny uznania sposób.

Btw: jeśli chcecie coś podobnego, ale genialnego w inny sposób - obejrzyjcie "To Serve Man", epizod "Strefy Mroku" z 1962 roku.

wtorek, 29 listopada 2016

Podcast o Festiwalu Pięć Smaków

- Ej, Adrian.
- Tak?
- Byłeś na tym festiwalu 4 dni. Ja byłem... półtora. Wiem, że ciebie nie uprzedziłem, ale chciałbym z tego nagrać podcast. Z tobą. Myślisz, że mamy wystarczająco dużo do powiedzenia, by nagrać jakieś 10-20 minut?
- Głupie pytanie.


Usiedliśmy i wyszło nam półtorej godziny. Z czego po ostrym montażu wyszło 68 minut. Gadamy o tym, dlaczego festiwal ma taką a nie inną nazwę; co nam się podobało a co nie - negatywne i pozytywne zaskoczenia. Dwa słowa o najlepszych filmach które zobaczyliśmy, ale najistotniejsze jest to, że w trakcie tej długiej rozmowy udało się odtworzyć trochę atmosfery jaką czuje się między ludźmi podczas takiego festiwalu. A to był nasz cel - zachęcić was do uczestnictwa w takich imprezach. Filmy to tam, chuj.

Poniższy podcast można pobrać i słuchać offline kiedy wam tam pasuje. Ja najbardziej lubię słuchać takich rzeczy gdy się budzę (pomagają mi się rozbudzić) oraz podczas grania w niektóre tytuły, które nie posiadają własnych dialogów do słuchania. Ostatnio Dirt 3 był taką gierką. A jak to jest w waszym przypadku?



poniedziałek, 21 listopada 2016

"Zagubieni / Lost" - sezon 5. Słowo o każdym epizodzie


Tradycyjnie dla tej serii notatek - dwa słowa o każdym epizodzie mojego ukochanego serialu. Spoilerów nie ma, ale czytać należy tylko wtedy, gdy znacie serial do momentu danego epizodu. Dla przykładu: jeśli oglądaliście "Lost" aż do 5x11, to możecie czytać notatkę poświęconą 5x12, ale tę dotyczącą 5x13 odpuśćcie na wszelki wypadek, bo mogę tam napisać coś, czego jeszcze nie wiedzieć.


5x01 "Because You Left" (reż. Stephen Williams; scen. Damon Lindelof & Carlton Cuse) - 9/10. Ocean Six opuścił Wyspę. I teraz muszą wracać, bo inaczej stanie się coś złego. Uwielbiam ten epizod za jedną rzecz: pierwsze 10 minut. Zauważycie, że tyle trwa opening. W innych epizodach zwykle jest to kilka minut, może trzy lub cztery. Tutaj jest to ćwierć epizodu. Tu nie ma jednej płynnej historii, zamiast tego jest doświadczenie. Jesteśmy świadkami pokazywania nam małych fragmentów które dopiero za długi okres czasu nabiorą znaczenia, a my tylko je chłoniemy i cieszymy się, bo oglądamy coś wspaniałego. W naszej głowie rodzą się pytania, a scenarzyści zakręcają fabułą na tyle sposobów, że tego nie ma nawet sensu liczyć. Mnogość postaci, wątków i okresów czasowych wykracza poza znane nam jako kinomanom normy. I tak właśnie będzie przez cały piąty sezon.

I druga sprawa - przedramatyzowanie. Jest wyraźnie celowe, i robione pod widzów wkręconych w tę produkcję. Jeśli "nie czaisz bazy", albo oglądasz już któryś raz, z chłodną głową - wtedy dopiero zaczynają mocno razić momenty przedramatyzowania. Patrzenia się na kogoś, gdy muzyka "rośnie" w tle, albo używanie pół słówek i dopytywanie się "Gadaj teraz!", "Nie teraz!", "Teraz!", "NIE MOGĘ!". Znaczy, gdy oglądałem to pierwszy raz to też to widziałem, ale nie przeszkadzało mi to. Teraz w sumie też nie, ale rozumiem, że innym może. Trochę takie pójście na łatwiznę to jednak jest, ale osobiście lubię takie "chwytanie momentu". Podkreślanie go, pozwolenie mu wybrzmieć w nierealistyczny, filmowy sposób. Anime używa podobnych chwytów, tylko w inny sposób.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Filmstruck - Netflix dla niszowego kina

Rynek VOD na abonament mały obecnie nie jest, ale konkurencja zawsze jest mile widziana. W listopadzie tego roku powstał Filmstruck, portal z inicjatywy TCM oraz Criterion Collection. Można tam oglądać mnogość tytułów niszowych, artystycznych i okupujących wysokie miejsca w rankingach najlepszych filmów w historii. Obecnie można korzystać z Filmstruck'a w USA, oraz poprzez VPN.



poniedziałek, 7 listopada 2016

Ulubione piosenki Garreta z lat 70. XX wieku




Blisko sześć godzin muzyki. 70 najlepszych utworów z lat 70tych XX wieku. To przypadek. Miałem dobić do stu, ale to jeszcze nie ten moment.

wtorek, 1 listopada 2016

Obejrzałem w październiku dobre filmy. I seriale.

Październik tegoroczny to przede wszystkim bajki dla dzieci ("Gravity Falls", "Over the Garden Wall"), zapomniane produkcje poświęcone dramatom kobiet (czyli trzy filmy Mikio Naruse - chciałem więcej ale nie zdążyłem), oraz horrory (powtórka dwóch ostatnich części "Piły" czy "Lśnienia"). Trafiło mi się też kilka tytułów popieprzonych w pozytywny sposób, jak "Człowiek-scyzoryk".


*****

Furman śmierci / Körkarlen (1921) - 8+/10. Powtórka. Siostra pracująca w przytułku jest umierająca. W swoich ostatnich minutach życia domaga się, by posłać po pewnego mężczyznę, którym okazuje się bezdomny pijak siedzący obecnie na cmentarzu. Dlaczego? I jaki z tym wszystkim ma związek tytułowy furman? Odpowiedzi są po kolei ujawniane widzowi, a warto je poznać, bo to jedna z najlepszych historii jakie zagościły na ekranach - i jestem w szoku, że to w pełni autorska produkcja! Jest tu zarówno horror jak i melodramat, rozczulające i szczere momenty pozwalają nam zapomnieć o tym, by widzieć w nich naiwność i prostotę. Z czasem fabuła przeobraża się w autentyczną tragedię, gdzie główny bohater dostępuje kary totalnej za grzechy których dopuścił się za życia. Na szczęście czasy produkcji były inne, i wtedy twórcy umieli jeszcze opowiadać z nadzieją w głosie. Nawet, jeśli ich historia głosu była pozbawiona. Piękna, malownicza produkcja, którą można się zachwycać albo bawić przy niej w CinemaSins. Jak to się stało, że chłop umiera od uderzenia butelką w głowę? Albo czemu bezdomny może chodzić w kurtce pełnej zarazków i żyć w najlepsze, ale gdy zakonnica trzyma ją w ręku przez pół godziny to zaraża się i umiera na śmierć? I jak to jest, że opowiadamy historię o tym, jak ktoś inny opowiada historię o tym, że ktoś opowiada historię? Ja wybaczam. Powtórzyłem po wielu latach i podniosłem ocenę o dwa punkty w górę.






poniedziałek, 24 października 2016

Pogadajmy o "Wołyniu"



Po wyjściu z kina kłębiło mi się we łbie wiele rzeczy o których chciałbym powiedzieć swoje dwa zdania. Było tego tyle, że nie wiedziałem gdzie zacząć. Zrobię więc to od początku. Wydaje się jakbym streszczał całość, ale tak nie jest, bo obyło się bez spoilerów. Zapraszam.

Dobra, zaczynamy. Scena pierwsza i najbardziej pojebane wesele w historii. Obserwujemy zwyczaje nam całkowicie obce i niczego z nich nie rozumiemy. Jakieś śpiewanie, stanie w drzwiach, panna młoda ucieka oknem, pan młody ucieka na koniu i pije wódkę, wraca pod wieczór, ludzie rzucają w siebie podpaloną kłodą, jakiś typ rucha kogoś między drzewami, kończy, zapala papierosa, dostaje w łeb od kogoś z jakiegoś powodu, i wtedy wracamy do nowożeńców którzy dopiero w tym momencie uciekają do stodoły. Po tym, jak ojciec weźmie swoją córkę odrąbie jej kawałek włosów z głowy. Siekierą. Dzikusy, no.

poniedziałek, 17 października 2016

Adam Sandel nie mógłby tworzyć w Polsce

Obejrzałem nowy film Sandlera: "The Do-Over". Dlaczego? Bo był "za darmo" na Netflixie i zagrał w nim najlepszy aktor wszechczasów: Michael Chiklis (Vic Mackey w "The Shield"). Mała rola, wściekły mąż w wydaniu komediowym. Pojawia się od 30 minuty, ale jest przyjemna i fani tego aktora nie będą zawiedzeni. Ale o samym filmie też warto napisać kilka słów.

Sandler wie co robi. Sprzedaje marzenie. Mamy oto "The Do-Over" - opowieść o człowieku imieniem Charlie, który nie jest zadowolony ze swojego życia. Samochód i praca od lat nie zmieniły się, własne dzieci go nie szanują, nie zrealizował młodzieńczych aspiracji. Ale pojawia się w jego życiu Adam Sandler, który zabiera go na weekend, gdzie finguje śmierć obojga, i dzięki temu zaczynają życie na nowo. A ten nowy los oznacza wieczne wakacje: drogie samochody, drogie rezydencje, drogie jachty. A do tego jeszcze kobiety które nie noszą majtek (a w łóżku bawią się bez zdejmowania staników z jakiegoś powodu), chętne są na wszystko, alkohol leje się strumieniami... Ale bez nieprzyjemności. Drinki to jedynie dobra zabawa, pozwalające cieszyć się życiem. Do tego skoki na spadochronie, narty wodne, tatuaże i wieczne słońce.

poniedziałek, 10 października 2016

Najlepsze filmy 1953 roku.



W tym roku TVP rozpoczęło swoje pierwsze regularne emisje, Katowice zostały Stalinogrodem, przerwano też rozpoczętą dwa lata wcześniej budowę metra Warszawskiego. W międzyczasie telewizja i Oscary uratowały się wzajemnie dzięki pierwszej transmisji rozdania tych drugich za pomocą tych pierwszych, dzięki czemu do dziś mamy obie (przynajmniej w dużym stopniu). Skończyła się również wojna koreańska, nakręcono też parę dobrych filmów. A skoro przy nich jestem, oto:



Garretowy

*Top 13*

Ulubionych filmów z 1953 roku

poniedziałek, 3 października 2016

Obejrzałem we wrześniu dobre filmy.





Kiler (1997) - 7/10. Powtórka. Taksówkarz Jurek Kiler zostaje wzięty omyłkowo za seryjnego zabójcę. Przez każdego, czyli policję, dziennikarzy oraz świat przestępczy. Jednym z tych ostatnich jest Siara, któremu udaje się wydostać naszego bohatera z więzienia... tylko po to, by zlecić mu zabójstwo. Jurek nigdy w życiu nikogo nie zabił, a teraz musi wykombinować jak to zrobić, by zachować życie, uniknąć kryminału, i by każdy był zadowolony. I co? I to robi. "Kiler" to cholernie inteligentny tytuł. Intryga jest bezbłędna, dialogi zapadają w pamięci, a Jurek, Ryba, Siara i Ewka powinni dostać własny serial, gdyby tylko nie wystrzelali się nawzajem w pierwszej wspólnej scenie. Z przyjemnością wróciłem do tej produkcji po... prawie dwóch dekadach? Doskonała zabawa!

- Siara? To gówno w błyszczącym dresie zlecił mnie zabić?
- Chce pan o tym porozmawiać?
- Bardzo kurwa-jego-mać-chętnie!






poniedziałek, 26 września 2016

Relacja z pobytu w Warszawie. Filmweb Offline, technologia 4DX i Bela Tarr.

Uwaga na początek: nie używałem wszystkich imion i pseudonimów. Jak chcecie, żebym to zmienił, to dajcie mi znać.



****Czwartek****

Piąta rano. Wsiadam do autobusu jadącego do Warszawy. Nie spałem całą noc. Włączam sobie po raz pierwszy płytę PJ Harvey "To Bring You My Love". Pierwszy utwór zdobywa moją miłość. To jeden z tych momentów, gdy piosenka wchodzi idealnie pod otoczenie. Ten autobus, ciemność za oknem, przesuwające się latarnie... I ten kawałek. Mistrzostwo świata. W innych warunkach zapewne nawet nie zwróciłbym na nią swej uwagi. Spróbujcie kiedyś pojechać w trasę nocą na pustej drodze i puścić sobie ten kawałek.




poniedziałek, 19 września 2016

30 najlepszych filmów XXI wieku



Mamy już 2016 rok, do końca XXI wieku zaledwie 0,22 sekundy kalendarzu kosmicznego, więc to dobry moment, by zrobić podsumowanie najlepszych filmów ostatnich 15 lat i najbliższych 84. Jeszcze parę miesięcy temu to byłby najbardziej durny pomysł na świecie, ale skoro BBC zrobiło taką listę, to "coś w tym musi być", pomyślał Internet, i oto jestem. Dołączam się do inicjatywy polskich blogerów filmowych, chociaż nikt mnie do tego nie zapraszał.





Wciąż jesteśmy mądrzejsi niż nasi przodkowie, którzy w analogicznym okresie czasu mordowali się nawzajem w Wielkiej Wojnie, bo koniecznie chcieli zostać bohaterami "Na zachodzie bez zmian".

A żeby cały ten cyrk miał jeszcze mniej sensu, to nie liczymy roku 2000. Bo nie. Nikt tego roku nie szanuje najwyraźniej, i nie należy on do żadnej dekady. A jeśli mielibyście ochotę kłócić się o cyferki i lata, to przyspieszę tę dyskusję do momentu, na którym stanęła ona wiele lat temu, gdy prowadziłem ją po raz ostatni. Otóż: Jezus urodził się ok. 8–2 roku p.n.e. I teraz to sobie liczcie, jak chcecie być poważni.

Point is: jebać "Requiem dla snu". Tak samo "Harmonie Werckmeistera", "Wonder Boys", "Tańcząc w ciemności" i "Memento". Mieliście pecha. Trzeba było mieć premierę w innym roku, wtedy krytycy by was kochali. Ale że zabawa w ustalanie prawidłowego zakresu lat jest dla dzieci i matematyków, to trzeba stosować się do zasad, które organizator sobie wymyślił. Jak będę robił swoją listę, to będę liczył z 2000 rokiem włącznie. I na pewnie nie ograniczę się do trzydziestu pozycji.

A tymczasem... Oto:

poniedziałek, 12 września 2016

Ranking filmów sprzed 1920 roku


Czyli, będąc dokładnym, z lat 1888-1919. Wtedy powstała najstarsza polska partia polityczna, wybuchła pierwsza wojna światowa, Polska odzyskała niepodległość, rodził się jazz, Titanic wypływał w dziewiczy rejs, a do tego jeszcze rewolucja październikowa - było co robić! A kilku ludziom było mało, więc zaczęli się bawić w kino.

Dwa tygodnie temu napisałem, po co ja w ogóle oglądam takie starocie. Zawarłem tam powody osobiste, pomijając przy tym wiele innych. Na ten przykład, oglądając te tytuły dowiedziałem się, że wczesny Chaplin bardzo różnił się od późnego okresu twórczości tego artysty, czyli jego pełnometrażowych filmów. Wtedy niby powstała legenda Chaplina - człowieka, który utożsamiał tego zwykłego obywatela Stanów Zjednoczonych, i opowiadał o problemach które tacy ludzie mają. Szczególnie było to widoczne w "City Lights", gdzie Chaplin opowiadał z wrażliwością los ludzi dotkniętych kryzysem. A jak wyglądał początek jego kariery? Był dupkiem na ekranie. Jego krótkie metraże mogły się nawet sprowadzić do jednego żartu w postaci przebrania się za kobietę. W innych rozlewał napoje na podłogę i śmiał się, że ktoś to musi po nim sprzątać. To mnie nie śmieszyło. Lepiej było już w takim "Charlie na kuracji", gdzie otwarcie grał alkoholika, który tylko przeszkadza innym. Ale absolutne dno to "Lichwiarz", gdzie robi straszny bałagan, zrzuca winę na kogoś innego, i dostaje za to kobietę w nagrodę.

Jeśli więc chcecie Chaplina w krótkiej formie... To obejrzyjcie shorty Harolda Lloyda. Poważnie. Mam nawet osobistą teorię, że Chaplin ukradł od niego to, co widzimy w "Brzdącu" i reszcie słynnych filmów tego twórcy. Ale to tylko moje przypuszczenia.

To już kolejna kwestia - niektórzy legendarni twórcy, którzy nie podchodzili mi w pełnometrażowych produkcjach, zyskali w moich oczach gdy zobaczyłem ich krótkometrażowe dokonania. Taką osobą jest Buster Keaton, który jednak łapie się do kolejnej dekady, więc tutaj o nim nie pisałem.

Najważniejszym jednak powodem by oglądać starocie jest taki, że powstawały wtedy dobre filmy. Przygotowałem dla was zestawienie moich ulubionych, 18 tytułów spośród blisko osiemdziesięciu które widziałem z tamtego okresu. I wciąż będę oglądał kolejne. 



Garretowy
Top 18
Filmów sprzed 1920 roku




Różne tła historyczne, różne historie, jeden bohater: nietolerancja i jej przeróżne kolory oraz objawy. Wszystko połączone klamrą, ujęciem kobiety, które powraca w czasie trwania filmu. Im bliżej końca, tym częściej. W tej niewielkiej roli - Lilian Gish. Film będący sztuką, zapewne pierwszy raz w historii. Starający się nawiązać kontakt z widzem i sprawić, by świat był lepszy. Pokazać i tłumaczyć na zasadzie kontrastu, skojarzeń, by widz sam doszedł do własnych wniosków, by samodzielnie, we własnym zakresie wykrystalizował sobie definicję problemu.




poniedziałek, 5 września 2016

Widziałem w sierpniu dobre filmy. I seriale.

Zamiast oddzielnych recenzji - krótko o prawie każdej produkcji, którą widziałem w sierpniu... Prawie, bo trochę zbyt późno wpadłem na ten pomysł i nie zdążyłem o kilku produkcjach napisać czegoś "na świeżo". W zasadzie oglądałem w sierpniu same powtórki. Trochę mnie to zdziwiło, gdy robiłem podsumowanie, ale no cóż. Są to tytuły, do których nie wracałem od wielu lat, i miałem na to ochotę. Dlatego nie będę płakać.

I obowiązuje data wystawienia oceny na moim profilu na filmwebie. Dwóch pierwszych ocen z Nowych Horyzontów nie wliczam, bo te filmy omówiłem już miesiąc temu w innym temacie.



Hiroshima: Moja miłość / Hiroshima, mon amour (1959) - 8/10. Powtórka. Para kochanków spleceni na łóżku w romantycznych objęciach wspomina dramat drugiej wojny światowej, a przede wszystkim jej finału, który wydarzył się w tytułowej lokacji. Abstrahując już od tego, że bomba atomowa była wtedy mniejszym złem - czym dla bohaterów jest to miejsce? Wiemy, że ona jest aktorką która gra w filmie o świecie bez wojny. Oboje żyli już, gdy miał miejsce teatr wojny. Kobieta jutro wylatuje i już więcej nie spotka tego mężczyzny. W panice naciska, by wykorzystać do końca czas jaki mu pozostał. Szepty kochanków wypełniają półmrok, ale czy są oni tylko tym - ludźmi? A może to manifest całej ludzkości, która musi pogodzić się z tym, że do tragedii doszło, i teraz musimy żyć dalej? To trudny film, miejscami nawet nużący, ale nie jest niemożliwy do zrozumienia. Można go odczytać na kilka sposobów, a koniec końców to zawsze może być przede wszystkim piękny romans młodych ludzi. Arcydzieło nowej fali i kina surrealistycznego.






poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Po co ja oglądam to nieme kino?



Nie lubiłem, teraz lubię, ale po co mi ono?

Początki mojej przygody* z kinem niemym to 2007 rok i popołudnia na TVP Kultura, gdzie puszczali takie tytuły jak "Nosferatu" i "Metropolis". O tym, że warto je oglądać dowiadywałem się z programu dołączonego do Gazety Wyborczej, w której krytyk oceniał każdy film w pięciogwiazdkowej skali. Powyższe tytuły miały najwyższe oceny, więc oglądałem. Moja ocena tych tytułów? Cóż... Mogły być. Niewiele z nich rozumiałem. Śmieszyły mnie te pozy, jakie aktorzy wykonywali. To i tak lepiej niż przy innych filmach niemych, które mnie nudziły i zwyczajnie je olewałem przy oglądaniu. A dzisiaj nie tylko szanuję takie kino, również lubię je oglądać!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Cztery nieoczywiste rzeczy, które "Scream" zrobił dobrze




Właśnie zakończył się drugi sezon "Scream", produkcji opartej a serii slasherów Wesa Cravena. Miał on wszystko: sympatyczne postaci, wciągającą opowieść z clifhangerem na końcu prawie każdego epizodu, krwawe i zapadające w pamięć sceny morderstw. Do tego otwierające siedem minut to najlepsza scena roku, tuż za Rameyem strzelającym z łuku do Rickona w szóstym sezonie "Gry o tron". Był to pierwszy serial od wielu lat, który oglądałem na bieżąco, gdy odcinki co tydzień pojawiały się na Netflixie, i były momenty gdy nie wyrabiałem z napięcia. Zaczynałem wtedy oglądać ten serial od początku, a przed finałem obejrzałem nawet film ku czci którego ostatni epizod został zatytułowany ("When Stranger Calls" z 1979). A jednak, dziś zamiast tradycyjnej recenzji mam ochotę napisać tekst, w którym pochylę się nad elementami, które mogły ujść uwadze u większości widzów.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Wolność twórcza jest możliwa!




Są takiego kierunki filozoficzne które zakładają, że wolność w życiu nie jest możliwa. Jedna szkoła mówi, że los człowiek to skutek rzeczy, które wydarzyły się wcześniej, i na tej podstawie determinuje on swoją przyszłość. Samemu nie ma na to wpływu, bo jego decyzje podejmuje otoczenie w jego imieniu. Inna szkoła mówi, że człowiek nie jest wolny, bo musi oddychać. Innymi słowy, zawsze są jakieś warunki które człowiek musi spełnić by w ogóle funkcjonować, a przez to wolny całkowicie nie jest.

Ja jestem ze szkoły filozofii obiektywizmu, i tutaj człowiek jest jak najbardziej wolny. Sam determinuje swój kształt i los, nikt mu tego nie odmawia. Ale obiektywiści wiedzą, jak bardzo odpowiedzialne i ważne jest bycie wolnym. I nie każdy jest w stanie to udźwignąć, wielu wybiera któryś z wymienionych wcześniej kierunków jako wytłumaczenie tego, że wcale nie jest odpowiedzialny za to, co zrobił. Bo on nie jest wolny, to jego przeszłość zdeterminowała jego teraźniejszość. On tylko tam był, i w jego ocenie tylko tyle człowiek może: być. Ale to już inny temat.


Tutaj chcę napisać wam o wolności twórczej na przykładzie pisania scenariusza.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Podcast o 10 najlepszych filmach na Nowych Horyzontach 2016

...które dopiero będą mieć swoją premierę w Polsce. Niektóre nawet mają ją już ustaloną.







Jakby powyższy link nie działał, tutaj też znajdziecie ów podcast: 


01:44 Miejsce 10

05:22 Miejsce 9
10:11 Miejsce 8
12:46 Miejsce 7
15:30 Miejsce 6
20:49 Miejsce 5
24:20 Miejsce 4
27:08 Miejsce 3
30:33 Miejsce 2
32:57 Miejsce 1

Pozostałe moje teksty o Nowych Horyzontach znajdziecie tutaj:
http://garretreza.blogspot.com/search/label/Nowe%20Horyzonty

wtorek, 2 sierpnia 2016

Typowy dzień na festiwalu filmowym Nowe Horyzonty

Narosły pewne mity wokół tego, jak wygląda tryb życia uczestnika festiwalu. Ponoć pijemy cały czas kawę, na koniec ledwo trzymamy się na nogach a po powrocie do domu śpimy trzy dni. W rzeczywistości... To nie jest obowiązkowy plan dnia. U mnie wyglądał on trochę inaczej.

Jedna uwaga na początek: wszelkie przykłady są tutaj orientacyjne. Takie rzeczy nie działy się codziennie, ale coś podobnego kalibru już tak. Starałem się pisać też wyłącznie o takich umiarkowanych rzeczach. Nie będę udawać, że każdego dnia siedziałem do 4 nad ranem w Arsenale, pijąc drinki na leżaku pod drzewem skąd wracałem w deszczu, po drodze widziałem pijanego Świętego Mikołaja na czworaka pod kinem, przy Forum Muzyki prawie przejechała mnie taksówka jadąca po chodniku co podsumowałem myślą: "Ale to byłaby żałosna śmierć" i poszedłem dalej, ledwo ten punkt opuściłem to przyczepił się do mnie jakiś pijak który chciał gdzieś dojść i zaczął ze mną iść przez następne 10 minut, cały czas mówiąc: "Kolego, nie opuszczaj mnie" na zmianę z: "A ty jesteś tutejszy?", więc gdy w końcu mnie zostawił to miałem już tylko spokojną ostatnią prostą do hotelu, w czasie której mogłem się już tylko bać, że mnie okradną, bo znajomy zaczął tę noc od opowiedzenia mi historii o tym, jak jego kumpel został napadnięty przed paroma dniami - na szczęście do hotelu dotarłem w całości, poszedłem spać i obudziłem się SAM, bez budzika, cztery godziny później, by pójść na film o 9:45... To zdarzyło się tylko raz.

Tak. A więc zaczynamy:




czwartek, 21 lipca 2016

Nowe Horyzonty 2016 - krótko o każdym obejrzanym tytule.

W tym roku, poza podcastami, będzie też na blogu standardowa relacja z obejrzanych filmów w postaci tekstowej. Ot, kilka zdań o każdym tytule i tyle. Razem wyszło 47 pełnych metraży, jeden średni, trzy krótkie i dwa teledyski.




****31 lipca****


Mroczne bestie ("Dark Beast / Oscuro animal", 2016) - 6/10. W kolumbijskiej dżungli czają się bestie. Sieją postrach wśród mieszkańców interioru. Zabijają bezbronnych ludzi, nie oszczędzając kobiet i dzieci. To żołnierze formacji paramilitarnych, którzy pozostawiają po sobie opustoszałe wioski i rozpacz ocalonych. Felipe Guerrero portretuje trzy kobiety pod presją, na których życiu odcisnęły piętno wojny gangów. Pierwsza z nich nie zastaje nikogo żywego w rodzinnej wiosce, druga znosi brutalność jednego z siepaczy, trzecia jest członkinią bojówki. "Mroczne bestie" są pozbawione dialogów w taki sam sposób co kino Bartasa. Ludzie mówią coś, ale w obcym języku i nie jest to przełożone na jakiś znany nam język, więc traktujemy to jak słowa w piosenkach. Nie słyszymy ich. Ogólnie to podoba mi się taka praca, tylko jest tu jeden problem: nie miałem powodu, by samemu to rozgryzać, ponieważ opis wystarcza. Znacie opis, znacie cały film. Podczas seansu nie miałem nawet zbytnio ochoty by podziwiać i zastanawiać się, jak to zostało osiągnięte, albo czy ja bym to zrozumiał gdybym nie czytał opisu. Widownia na sali odpłynęła, i ja razem z nimi. Ale nie zasnąłem!

Kwiaty ("Flowers / Loreak", 2014) - 6/10. Kobieta dostaje kwiaty, ale nie wie od kogo. I w zasadzie trudno mi teraz napisać coś więcej, ponieważ jest to film dosyć oszczędny. Niewiele się dzieje, przesłanie szybko złapać, a film trwa, trwa i trwa... Spokojnie mógłby trwać z godzinę zamiast stu minut. Niemniej, podoba mi się ten hiszpański (baskijski) humor, konstrukcja fabularna i morał: warto kupować kobietom kwiaty, bo wtedy dzieje się magia.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Będę na Nowych Horyzontach. Te seanse możemy spędzić wspólnie.

Taki niszowy festiwal filmowy, gdzie przyjeżdżają ludzie a następnie myślą, oddychają i śpią kinem. Czasem też muszą się nim odżywić. Program w tym roku opublikowano dosyć późno, bo zaledwie dwa tygodnie przed startem (karnet kupiłem już kilkanaście miesięcy temu, hotel też zarezerwowałem dosyć dawno). Do wyboru było blisko 400 tytułów, z których ponad 300 to były pełne metraże. Reszta to krótkie formy.

W tym roku wybór swojego programu poszedł mi zaskakująco szybko, bo zajął tylko dwa dni. Rok temu męczyłem się z tym kilka tygodni, a teraz zrobiłem to w następujący sposób: przejrzałem katalog, zaznaczając na zielono wyłącznie tytuły z polski albo wyprodukowane w 2016 roku. Następnie przy układaniu okazało się, że nie musiałem za bardzo kombinować, bo o każdej godzinie zazwyczaj był tylko jeden tytuł zaznaczony przeze mnie na zielono, więc nie musiałem za bardzo wybierać. Dopiero potem zacząłem się przyglądać poszczególnym tytułom i przyznaję, w kilku miejscach było coś, co mnie nie interesowało... więc przeglądałem resztę z danej pory. I tylko o jednej porze nic dla siebie nie znalazłem. Będzie to ostatni dzień, około 16:00, kiedy to puszczą ledwie garść tytułów. Resztę miejsca zarezerwowali dla powtórnego seansu filmu, który wygra w ich konkursie. Zapewne na to pójdę, a póki co na dole zobaczycie w tym miejscu "P.S.Jerozolima".




wtorek, 12 lipca 2016

Euro, perfekcja i kino

Podoba mi się obecny turniej Euro. Piłkarze biegają, walczą do ostatnich chwil, pocą się jak trzeba, są przygotowani fizycznie i technicznie. Jednym słowem: uczciwie zarabiają na te miliony, którymi widzowie w nich rzucają. Dążą do perfekcji. A ja ich za to podziwiam, jednocześnie zastanawiając się: czy podobne staranie się jest możliwe w sztuce filmowej?

Wracam tym samym do rozmyślań rozbudzonych we mnie przez film "Whiplash". Opowiadał o perkusiście, który chciał osiągnąć perfekcję w graniu na swoim instrumencie. Chciał być najlepszy. Nawet była scena na ten temat, gdy jego rodzina bardziej zachwycała się wynikami jego brata w footballu amerykańskim niż tym, iż nasz bohater dostał się do ekskluzywnej szkoły muzycznej. Bo dla nich sztuka jest subiektywna, nie można jej zmierzyć i ocenić raz na zawsze, że coś jest "dobre". Bohater twierdzi inaczej. I dąży do perfekcji - grając dokładniej, szybciej, precyzyjniej. Skutkuje to fenomenalnym finałem, gdzie bohater poci się bardziej niż cały stadion oglądający serię karnych na koniec meczu Włochy - Niemcy na Euro 2016.


poniedziałek, 4 lipca 2016

"Prohibicja". Dokument o prohibicji.

Dokument, 2011



Kolejna produkcja Kena Burnsa w mojej kolejce, którą dodałem bez wyraźnego powodu. Nazwisko twórcy i tyle, sam temat nie wydawał się istotny. Ale jest krótki i zaraz go zdejmą z Netflixa, więc obejrzałem. Po pierwszych kilkunastu minutach wydawało mi się, że będzie to doskonały tytuł na temat... dyskusji o broni palnej i jej dostępności. Przynajmniej raz w miesiącu ten temat wraca na język całego świata, a tu okazuje się, że niecałe sto lat temu ta sama dyskusja miała miejsce. Z tymi samymi argumentami.

Ale zostawię to lepiej, bo opowieść o prohibicji to coś więcej niż się spodziewałem. To samodzielna produkcja nie tylko o tym, co się wydarzyło. Ale też dlaczego. I obejmuje przy tym wszystkie warstwy społeczne.


Trzy epizody, trwające od 94 do 110 minut.

wtorek, 28 czerwca 2016

"The War". Serial o całej drugiej wojnie światowej.

Dokument, 2007



Wiem, że to dosyć niezwykłe jak na Polaka kinomana, ale nie wiem dużo o drugiej Wojnie Światowej. Kilka haseł, ogólników, ale nie mogę napisać, że znam to wydarzenie. W filmach wydaje się on pojawiać w co drugiej produkcji, ale to zazwyczaj są jakieś osobne, malutkie wydarzenia, nieosadzone w ogólnym obrazie. A polska edukacja, cóż... trzy razy zatrzymaliśmy się na XIX wieku. Nawet nie doszedłem dzięki szkole do pierwszej wojny światowej. Podstawówka, gimnazjum, liceum. Trzy razy wracałem do prehistorii i Egiptu, i trzy razy zabrakło czasu by omówić XX wiek.

Na szczęście są tacy ludzie jak Ken Burns. Jemu chciało się w pewnym momencie wyprodukować ponad 14-godzinny miniserial dokumentalny "The War", poświęcony temu wydarzeniu. Z perspektywy USA, więc o Andersie, Katyniu, Westerplatte i Generalnej Guberni tutaj nie usłyszałem. Otrzymałem obraz spójny, w którym wszystko jest na miejscu i z czegoś wynika. Po seansie nie zapamiętuje ciekawostek. Zapamiętuję historię.


Siedem epizodów trwających od 110 do 142 minut.

czwartek, 23 czerwca 2016

Obejrzałem "Cinema Paradiso". Ludzie powinni więcej gadać w kinie!

Pewnie oglądaliście już ten film, albo przynajmniej o nim słyszeliście. To opowieść o mężczyźnie, który rozpoczyna nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa, spowodowane śmiercią dawnego przyjaciela. Zdobyła ona popularność na całym świecie, i dziś to jeden z filarów opowieści o miłości do kina. Akcja toczy się w XX wieku, w mieście które technicznie rzecz biorąc nie miało kina - jedynie budynek, który na czas projekcji stawał się kinem. Kopia z taśmą przyjeżdżała na miejsce, potem miejscowy ksiądz oglądał film i go cenzurował (czyli kazał wyciąć np. ujęcie pocałunku, bo to wtedy było uznawane za pornografię!). Następnie taśma była dopuszczalna do projekcji przed normalnymi widzami. Główny bohater, Toto, wtedy chodził jeszcze do podstawówki i w wolnym czasie uczył się obsługi projektora. Kino stawało się jego pasją.



poniedziałek, 20 czerwca 2016

Recenzja "Hush" (7/10)

Horror, 2016



Znacie mnie zapewne. Wiecie, że nie mam problemu z napisaniem małego spoilera jeśli ma to was zachęcić do obejrzenia, i omawiam w ten sposób coś ważnego. "Hush" jest inne. Tu nie wiem, czy napisać COKOLWIEK. Ten seans to prawdziwa przyjemność, w której twórca umiejętnie odsłania kolejne niespodzianki, i z każdą tylko rośnie apetyt na więcej: co będzie teraz? Co wymyśli? Czym mnie teraz zaskoczy?

A więc trzymajmy się samych podstaw: mamy tu kameralny horror rozgrywający się w lesie, którego bohaterką jest młoda kobieta. Z zawodu pisarka, która ma problem z dokończeniem swojej drugiej powieści. Brakuje jej mianowicie zakończenia. Ma ich już siedem, i żadne jej nie satysfakcjonuje.




piątek, 17 czerwca 2016

"Zarządca Sancho" (7/10) Recenzja

Jidaigeki, 1954



Słynący z dobroci względem poddanych władca jednej z prowincji Japonii okresu Heian zostaje zesłany na wygnanie. Jego żona i dzieci próbują do niego dołączyć, jednak w drodze dzieci trafiają w ręce handlarzy niewolników.

Oto coś nowego - film o niewolnictwie, w którym nie ma czarnoskórych ludzi. Są tylko żółci. Ale przez zastosowanie czarno-białej taśmy są biali. Czy to też podchodzi pod współczesny rasizm?...



wtorek, 14 czerwca 2016

Recenzja "Umberto D." (8+/10)

Italian Neorealism, 1952



Włoski neo-realizm zakładał proste fabuły, rezygnację z profesjonalnych aktorów na rzecz ludzi ulicy, oraz realną scenografię zamiast sztucznie zbudowanych makiet. Powodem było to, że artyści mieli w dupie fakt, iż wydarzyła się jakaś wojna, bo oni dalej chcieli tworzyć. Warunki były jakie były, więc postanowili obrócić ten stan w zaletę. Mianowicie, mogli tworzyć kino naprawdę banalne, a i tak wychodziło im arcydzieło. Ot, choćby Umberto, bohater omawianego filmu. Nie ma jak zapłacić czynszu. I to by było na tyle.

Dosłownie. Umberto jest już na tyle stary, że nie może pracować. Nie ma rodziny, jego jedynym towarzyszem jest piesek. Jedyną opcją jest dla niego wyprzedawanie niewielkiego majątku jaki posiada - zegarka za 5 tysięcy lirów, albo dwa tomy encyklopedii za kolejne 2 tysiące. A potem? Żebranie na ulicy? Opuszczenie swojego psa, oddanie go przypadkowej osobie na ulicy? Proste środki prowadzą tu bezpośrednio do celu - na koniec oglądający ma świadomość, ile takie rozstanie mogło by znaczyć. I myśli sam z siebie o tym, jak to na starość życie tej postaci zaczęło się sprowadzać do sprzedawania tego, co nazbierał przez wcześniejsze lata. Aż do pojedynczej walizki. Łatwo zacząć się zastanawiać, czy w ogóle warto to robić?

sobota, 11 czerwca 2016

Recenzja "Nice Guys: Równi goście" (8+/10)

Neo-noir & Buddy, 2016



Los Angeles, 1977 rok. Holland i Healy to dwaj nieoficjalni prywatni detektywi, którzy nie pracują nad typowymi dla swojego zawodu sprawami. Na to ich metody są zbyt... nowoczesne. O nich samych zaś nie można powiedzieć dobrego słowa, chociaż są na tym świecie ludzie, którzy będą mieli im za co dziękować. Nie chcą ze sobą pracować, ale los będzie chciał inaczej, gdy w mieście zaczną ginąć różni ludzie, niezwiązani ze sobą. Niektórzy z kolei będą widziani po swojej śmierci. O co tu chodzi? Z czasem intryga tylko się rozwija, wchodząc na coraz to wyższy poziom, w oparciu o pewien spalony dom, przemysł porno oraz pewną panią polityk.



wtorek, 7 czerwca 2016

Recenzja "Kapitan Ameryka: Civil War" (8+/10)

Action, 2016


W tym filmie grupa Avengers musi spojrzeć za siebie na to, co robili w przeszłości. Zdołali zrobić sporo dobrego, właściwie wszyscy ludzie na tej planecie coś im zawdzięczają. Jednak w tym oceanie chwały znajdują się pojedyncze jednostki: ludzie, którym ci sami superbohaterowie spuścili dom na głowę, pozbawiając tym samym życia. Tego nie należy zignorować. Ale jak temu zapobiec? Pojawia się idea porozumienia, w którym Uzdolnieni będą odpowiadać przed ONZ, które zadecyduje jak i kiedy pójdą do akcji. Bohaterowie dzielą się na dwa obozy: jedni popierają uchwałę. Drudzy nie podpisują się pod nią.



czwartek, 2 czerwca 2016

"Out 1", czyli obejrzałem film trwający 13 godzin.

Kino autorskie, 1971



Ta produkcja to definicja francuskiej nowej fali oraz kina nowoczesnego. Święty Graal kinematografii, jeden z najdłuższych filmów w historii (wydłużony jeszcze przez zmianę FPS), ale nie należy do gatunku "slow cinema". Podzielony na osiem części, każda różnej długości. Są tutaj dwie grupy teatralne, które trenują i przygotowują się do wystawienia sztuki. Oprócz nich mamy babkę, która chodzi po mieście i naciąga ludzi na pieniądze, oraz głuchoniemego chłopa, który robi to samo. Wchodzi do knajpy, wręcz ludziom kartki na których napisał "Nie mogę mówić, daj mi szmal". Ale wpada jeszcze na trop tajnej organizacji "Trzynastu".



poniedziałek, 30 maja 2016

"Tokijska opowieść" (8+/10). Recenzja

Drama, 1953


Rodzice wsiadają w pociąg i jadą kilka dni, by odwiedzić swoje dzieci, które wszystkie przeniosły się do Tokio. Tutaj natrafiamy jednak na problemy nowoczesności - młodzi ludzie prowadzący szybki tryb życia, gdzie każda chwila jest ważna, i tym samym trudno ją wydzielić na czas z rodziną. Goście to teraz przeszkoda, intruz ingerujący w tutejszy plan dnia, podyktowany Wielkim Miastem. Relacje rodzinne zostają wystawione tutaj na próbę.




piątek, 27 maja 2016

(felieton) Filmowa archeologia

Pewnie nie pamiętacie tego uczucia, gdy na początku kino było nie tylko zajęciem polegającym na oglądaniu. Równie często wmieszane było w to kopanie. Odkrywanie kolejnych tytułów, źródeł różnych sztuczek, znanych aktorów w nieznanych produkcjach. Jeden tytuł prowadził do kolejnego, ta studnia wydawała się pozbawiona dna... Aż pewnego dnia się okazało, że dno jak najbardziej jest, i to całe kino to w 15 lat obskoczysz. Wtedy zostaną ci już tylko powtórki, nowości i bieżące festiwale.

A teraz wchodzę głębiej w temat seriali, i odkrywam to uczucie na nowo. Każdy coś poleca i non-stop natrafiasz na tytuł, który ponoć warty jest twojego czasu. Dla przykładu: "All in the Family". Serial uznawany za jeden z najważniejszych tytułów telewizyjnych. Nie słyszeliście o nim nawet. Ja zetknąłem się z nim podczas poznawanie filmiku Nostalgia Critica poświęconego jego ulubionych odcinkom świątecznym. Teraz mam za sobą paręnaście epizodów i strasznie sobie cenię tę produkcję. Zachęcam do poznania jej, jest na YouTube, i niedługo na blogu opublikuję swoje ulubione epizody.



poniedziałek, 23 maja 2016

"Cena strachu" (8+/10). Recenzja.

Thriller, 1953



Okres tuż po drugiej wojnie światowej. W małej miejscowości gdzieś w Ameryce Południowej można spotkać ludzi o przeróżnych narodowościach - mówią tu po włosku, francusku i angielsku, byle tylko wymienić niektóre. Nie ma tu wiele możliwości - większość ludzi których tu zobaczymy pracuje dorywczo za marne grosze, byle tylko móc pozwolić sobie na posiłek i drinka pod wieczór. Żeby opuścić tę krainę potrzeba zbyt wiele środków, będących poza zasięgiem okolicznej ludności. Zapada marazm, niektórych nawet dopada depresja - dlatego nie dziwi, że gdy pojawia się okazja by zarobić 2000 dolarów na transporcie ciężarówką, to wszyscy rzucają się by podjąć okazję. Nawet jeśli transportem jest ładunek nitrogliceryny.



czwartek, 19 maja 2016

Najlepsze filmy 1962 roku. Garret & Rezy!

W tym roku otworzono w Warszawie Supersama, zaczęto nadawać pierwszą dobranockę na TVP1, Fidel Castro został ekskomunikowany, Kubę usunięto z Organizacji Państw Amerykańskich, dokonano też wymiany pokazanej przez Spielberga w filmie "Most szpiegów". Marilyn Monroe śpiewała "Sto lat" prezydentowi US, The Beatles śpiewali na swojej pierwszej płycie, The Rolling Stones śpiewali pierwszy koncert, a James Brown nagrał "Live At The Apollo". Wybuchła też wojna chińsko-indyjska, a skończyła się miesiąc później. Chiny wygrały.

Aha, i powstało też kilka filmów które polubiłem. Kurosawa, Ozu, Lean, Kobayashi, Fellini, De Sica, Visconti, Ford, Pasolini, Welles, Bunuel, Tarkowski. Niektórzy po raz ostatni, inni dopiero debiutowali. Oto


Garretowy
*Top 17*
Ulubionych filmów 1962 roku


poniedziałek, 16 maja 2016

"Harakiri / Seppuku" (8+/10). Recenzja.

Jidaigeki, 1962



XVI wiek. Czasy kryzysu. Domy dające kiedyś schronienie samurajom teraz dają im wypowiedzenie. To ciężki okres dla nich. Normalnym jest, że na dwór któregoś rodu zjawia się ronin, by prosić o możliwość popełnienia seppuku - honorowego samobójstwa, polegającego na przecięciu się krzyżowo po brzuchu. Wtedy pomocnik odcina głowę samobójcy i rytuał jest zakończony. Jeśli taka osoba nie jest w stanie zapewnić sobie utrzymania, takie było dla niej rozwiązanie, by odejść z tego świata z podniesioną głową.

Jest w tym jednak pewien haczyk, mianowicie jeden z Panów zamiast wyrazić zgodę na przeprowadzenie rytuału, wolał zaoferować zatrudnienie roninowi. Teraz ten mógł żyć. Inni Panowie nie posuwali się tak daleko - oferowali drobny podarunek pieniężny i odsyłali roninów do domu. Przez to doszło do sytuacji, w której na dworach nie pojawiają się poważni samobójcy. Najprawdopodobniej w większości są oni tylko żebrakami, którzy nie mają żadnych honorowych zamiarów. Zapewne nawet nie powodzi im się tak źle, by musieli posuwać się do nabijania swego ciała na ostrze.




czwartek, 12 maja 2016

"Jesienne popołudnie". Recenzja.

Drama, 1962



O filmach Ozu zawsze warto naskrobać kilka słów. Szczególnie, gdy mówimy o jego ostatnim tytule. W "An Autumn Afternoon" zbieramy się wokół samotnych rodziców, którzy żyją ze swoim potomkiem. Wdowiec z córką, na ten przykład. Zaraz skończy ona 24 lata, i nawet nie myśli o zakładaniu własnej rodziny. Czy to jest słuszne?



sobota, 7 maja 2016

(serial) "I nie było już nikogo" Agathy Christie

Thriller, 2015



Dziwnie sobie kosmos pogrywa. Najpierw piszę na blogu o tym, co książki Agathy Christie dla mnie znaczyły. Kilka dni potem dowiaduję się, że umarł reżyser mojej ulubionej adaptacji tej autorki - Guy Hamilton, odpowiedzialny za "Zło czai się wszędzie". A teraz znajomy obejrzał najnowszą adaptację "Dziesięciu murzynków", przełożoną na format miniserialu telewizyjnego, który miał swoją premierę pod koniec grudnia pod tytułem "And Then There Were None". Trzy epizody, trwające niecałą godzinę każdy.

Produkcja trzyma się dosyć mocno pierwowzoru. Akcja rozgrywa się w Wielkiej Brytanii pierwszej połowy XX wieku. Wciąż słychać echa wojny w Afryce. Dziesięcioro nieznajomych zostaje zaproszonych na Wyspę Żołnierzy. Niektórzy, by spotkać się tam z kimś. Innym zaproponowano pracę, w osobie ochrony lub sekretarki. Na miejscu jednak wszyscy zostają oskarżeni przez gospodarza o bycie winnym morderstwa. I na oskarżeniu zdecydowaniu się nie skończy. Muszą stawić temu czoła sami, odcięci od świata, którego nie widać z brzegu skrawka ziemi, na którym się znajdują.


środa, 4 maja 2016

Najlepsze filmy 1960 roku. Garret & Rezy!

W tym roku powstali The Beatles, "Ben Hur" dostał rekordowe 11 Oscarów, banda krajów uzyskała niepodległość względem Francji, zaczęto też nadawać pierwszy regularny serial animowany w historii - "The Flinstones". Powstała również masa filmów, z których zobaczyłem blisko 40 tytułów, a to te, które najbardziej mi się spodobały. Oto


Garretowy
Top 19
Najlepszych filmów 1960 roku



niedziela, 1 maja 2016

Recenzja filmu "Późna jesień"

Komedia romantyczna, 1960



Tak, dobrze przeczytaliście. Yasujiro Ozu stwierdził na stare lata, że dla odmiany nakręci komedię romantyczną. Cholera, 1960 był dla tego gatunku szczególnie dobry... Dobra, tymczasem - "Późna jesień". Mamy tu przeważnie starszych bohaterów, którzy mają już swoje dzieci, te dzieci dorosły, i teraz starszyzna kombinuje za kogo tu wydać swoich potomków. A skoro już przy tym jesteśmy - to może warto byłoby się zakręcić wokół wdowy? Wiecie, by nie zostać samotnym na starość...



niedziela, 24 kwietnia 2016

Obejrzałem "Hardcore Henry". Lekcja na przyszłość, jak kręcić filmy FPP



Kino na pozór stoi w miejscu, ale jednak ewoluuje. 

Kiedyś problemem było pokazanie, jak postaci na ekranie odbierają maile albo inne wiadomości tekstowe. Początkowo reżyserzy w ogóle odmawiali przyznania się, że czasy się zmieniły, i w ich filmach nie było widać postępu technologicznego. Ale ludzie zaczęli płacić za pokazywanie modelu ich telefonu na ekranie, więc... to właśnie robili. Zawieszali kamerę nad ekranikiem, by widz mógł przeczytać sms'a lub e-maila, którego postać na ekranie dostała. Ale to było nudne. Opcją było jeszcze kazanie postaci by czytała na głos... ale to było głupie. Problem istniał aż do czasu "Sherlocka", który każdą taką wiadomość umieszczał w kadrze, przepięknie całość komponując. Teraz można w końcu z przyjemnością patrzeć, jak to bohaterowie "textują" ze sobą, chociaż wcześniej była to jedna z najmniej wizualnie atrakcyjnych rzeczy na świecie. Tuż obok mężczyzn.

Perspektywa pierwszej osoby (FPP) istniała w kinie od dawna, a ostatnio zyskała na popularności wraz z wzrostem zainteresowania produkcjami stylizowanymi na amatorskie, gdzie jeden z bohaterów kręcił wydarzenia własną kamerą - to jednak tylko zarys tego, o czym teraz mówimy. "Pełne" FPP to widok bezpośrednio z widoku oczu głównego bohatera, i był do tej pory stosowany... rzadko. Do tego stopnia, że najbardziej zapadło mi w pamięci, gdy twórcy skorzystali z niego podczas kręcenia "Mrocznego przejścia" (1947) z Bogartem. A to było kilka scen. Teraz mamy w końcu film w całości* z oczu głównego bohatera.

środa, 20 kwietnia 2016

(felieton) Pięć książek, które mnie najbardziej zainspirowały

Temat dziwny zważywszy na tematykę bloga - powinienem zacząć od wymienienia filmów, które były dla mnie istotne... Ale takich nie było, więc przejdźmy dalej.

Książki od pewnego momentu zaczęły pełnić istotną rolę w moim życiu. Szanowałem je, widok ogromnych bibliotek prywatnych wzbudzał mój podziw, a wchodzenie do księgarni... Albo bibliotek... To moment ciszy. Czas się zatrzymuje i mogę tam siedzieć i siedzieć... Z czytaniem już trochę gorzej, skoro wszystko co najlepsze zdaje się być za mną, i większość nowych pozycji mnie zdąży znudzić. Dość napisać, że w zeszłym roku przeczytałem tylko jedną książkę, ale jest to jedna z moich ulubionych. Była tak dobra, że zacząłem nawet pisać jej scenariusz.

Dlatego mój szacunek do książek się utrzymuje. Bo gdzieś tam kryje się kolejne arcydzieło na miarę "Kwiatów do Algernona", które weźmie mnie z zaskoczenia. Ale właściwe źródło mojego szacunku kryje się gdzie indziej - w tej garści tytułów, które mnie faktycznie ukształtowały. Zmieniły moje życie i sprawiły, że jestem tym kim jestem. Oto one:




sobota, 16 kwietnia 2016

"Bez przebaczenia" (8+/10) Kino zbliżyło się do ideału kina szarego.

Revisionist Western, 1992



Późny Dziki Zachód. W małym miasteczku dochodzi do incydentu - klient pociął prostytutce twarz. Dla niej to koniec życia, bo żaden teraz nie będzie jej chciał. Domaga się kulki w łeb dla swojego oprawcy, ten jednak zostaje potraktowany dużo łagodniej przez miejscowego szeryfa, Little Billa. Kobieta wystawia więc nagrodę za jego głowę.



wtorek, 12 kwietnia 2016

(felieton) 10 największych minusów Filmwebu

Kilka dni temu napisałem, że tęsknię za tym, czym Filmweb kiedyś był. Dzisiaj jest zupełnie inny, i dlatego chcę wymienić garść największych wad tej strony.

Największych. Czyli obecność gustomierza albo brak informacji, kiedy użytkownik ostatnio się logował, musiałem pominąć. Bezużyteczność asystenta też, albo ograniczenia w widzeniu ocen innych użytkowników. Cenzurę przekleństw również, bo i tak wszyscy piszą "kurfa", "ja yebie" itd. Chyba, że napiszesz temat na trzy akapity bez jednego przekleństwa a i tak ci twierdzą, żebyś się uspokoił. I po trzech godzinach rozumiesz, że napisałeś "ja ci powiem", i system znalazł w tym "cipo". Ale kto dziś pisze na tej stronie cokolwiek dłuższego niż dwa zdania? :) Problem z głowy. A obecność głosów znajomych na stronach filmów akurat jest plusem. Jak można to zepsuć? Dając tylko fragment listy znajomych, reszta musi się naładować. Szybciej już będzie wejść na profil danej osoby, w jej oceny i tam sprawdzić, jak oceniła. A kiedyś to było w formie gotowej listy... Z ograniczeniem do stu pierwszych użytkowników. Czyli jeśli masz więcej niż 100 znajomych, to nie widziałeś oceny tego usera o którego Ci chodziło, jeśli był na samym dole. I ten atak paniki! Usunął mnie? Za co? Znam go tyle lat!

Przyznaję się, nawet jakby mi płacili to bym nie wymyślił takich rzeczy. Chylę czoła. Na ten przykład, nie mogę pisać na telefonie komentarzy pod ocenami, bo nie działa mi wtedy spacja. Ani kropki. Wychodzitakidługiciągznaków. Nie wpadlibyście, żeby to dodać na swoją stronę, prawda? :)

Ale już dobra, rozpisuję się, a nie przeszedłem do sedna. Wad ta strona ma wiele, a oto dziesięć najbardziej mi uwierających.




czwartek, 7 kwietnia 2016

"Świat gliniarzy / The Shield" (9+/10) Recenzja całego serialu. Bez spoilerów.

Revisionist Crime-Drama, 2002-08



Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o wyjątkowym serialu zajmującym od niedawna wysokie miejsce wśród moich ulubionych produkcji - "The Shield". Opowiada o policjancie z Los Angeles imieniem Terry Crowley, który dostaje za zadanie przyjrzeć się koledze po mundurze imieniem Vic Mackey. Łysy, barczysty, dowodzi miejscową Grupą Uderzeniową od zadań specjalnych, podejrzewany jest o nadużywanie władzy i nieczyste zagrywki, jednak nic z tego nie można mu udowodnić - a więc stosujemy infiltrację. I chociaż wszystko zaczyna się od Terry'ego to szybko okazuje się, że to Vic jest tu centralną postacią, wokół której wszystko się będzie kręcić. Brudny glina, który siłą wyciąga zeznania; nie ma oporów by podczas nalotu schować sobie kilka kilo narkotyków do kieszeni by następnie móc podłożyć je komuś i w ten sposób przymknąć grubszą rybę. Zrobi każde nielegalne gówno, jeśli oznacza to zaprzestanie przestępczej działalności w czyimś wykonaniu. Albo będzie miało dla niego korzyść osobistą, poczynioną czyimś kosztem. Policjant stojący ponad prawem; robiący rzeczy, których nikt inny nie może i nie ma prawa zrobić. Byle tylko był porządek na ulicy.



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"Batman v Superman: Świt sprawiedliwości". Warto.

Superhero, 2016



Po wydarzeniach z "Man of Steel" zaostrza się konflikt między Batmanem i Supermanem. Panowie ci nawzajem sobą gardzą i metodami, jakie stosują by zaprowadzić porządek. A gdzie dwóch się chce bić, tam trzeci spróbuje coś ugrać.

W tej wersji Batman jest osobą nieco starszą niż ostatnie wcielenie, które widzieliśmy na dużym ekranie. Teraz ma za sobą 20 lat walki z przestępczością, i jest na etapie zmęczenia. Jego wewnętrzny konflikt o to, czy jeszcze jest bohaterem czy jednak jednym z tych złych, został rozwiązany - jest przestępcą, i pogodził się z tym. A jego metody stały się ostrzejsze.


piątek, 1 kwietnia 2016

(felieton) Tęsknię za starym filmwebem

Cofnę się do teraz do roku 2007, gdy pierwszy raz natknąłem się na filmweb. Wtedy jeszcze myślałem, że recenzje pisze tam jeden człowiek, i byłem podjarany: "Hej, on myśli o Pulp Fiction to samo co ja!". Parę miesięcy później, po poznawaniu kolejnych możliwości jakie oferuje ta strona, założyłem konto i zaczęło się wiele rzeczy naraz. Teraz najistotniejsza jest oczywiście tylko jedna z nich: początek mojej przygody z kinem. A filmweb był do tego idealnym miejscem. Wtedy. Brakuje mi go czasami.


Początek 2007 roku.

czwartek, 24 marca 2016

"Stalker"

Psychological Drama, 1979



"Stalker" Tarkowskiego jest inspirowany książką braci Strugackich pt "Piknik na skraju drogi", z której zaczerpnięto motyw niebezpiecznej okolicy zwanej Zoną oraz postać Stalkera - przewodnika, który oprowadza ciekawskich, przebijając się najpierw przez zastęp strażników, a potem przez samą Zonę. W wersji Tarkowskiego mamy Pisarza oraz Naukowca, którzy chcą dostać się do Pokoju - miejsca gdzieś w Zonie, które spełni ich marzenia. Najpierw muszą się tam dostać, a droga jest wymagająca - poczynając od dziwnych zjawisk, jak brak zapachów, poprzez pułapki a kończąc na licznych regułach, których odkrycie poprzedni Stalkerzy przypłacali życiem.

A może wcale nie?



niedziela, 20 marca 2016

"Ojciec chrzestny" (7/10)

New Hollywood, 1972



Ten film był (albo będzie) prawdziwym zwrotem w życiu każdego kinomana, który zdefiniuje jego późniejsze losy w tym hobby. Oglądając produkcję uznaną za najlepszą w historii można oczywiście się zakochać od pierwszego wejrzenia, ale z własnego doświadczenia mówię, że to było bardzo rzadkie. Najczęściej, również w moim przypadku, reakcją było : "To... To już? Tylko tyle? Najlepszy? Jak to? Za co? Nie rozumiem!". I w tym miejscu szukasz odpowiedzi... Albo zadowalasz się tym, że nie rozumiesz. Ergo: film jest słaby. I stosujesz tę metodę do każdego innego filmu, jaki obejrzysz. Bo przecież skoro w tym przypadku krytycy i znawcy się pomylili, to czemu masz się nimi przejmować?




czwartek, 17 marca 2016

poniedziałek, 14 marca 2016

One punch man (sezon 1 - 7/10)

Action, 2015



Tytułowym bohaterem jest Satiama - człowiek tak silny, że kończy każdy pojedynek przy pomocy jednego uderzenia pięścią. Z tego powodu pragnie wyzwania, które wciąż jest niezaspokojone. Ponadto, sprawia mu to problemy - bo kończy tak szybko, że nawet nikt nie zauważa, że coś zrobił. I musi obejść się smakiem za chwałą bohatera... Nie jest nawet szanowany przez pozostałych superbohaterów.



piątek, 11 marca 2016

"Boogie Nights" (7/10)

Black Comedy, 1997


USA, lata 70'te zaraz dobiegną końca. Młody chłopak dojeżdża autobusem do większego miasteczka, gdzie pracuje w nocnym klubie jako pomywacz. Tam udaje mu się wkręcić w biznes pornograficzny - to pozwala mu uciec od rodziców, znaleźć swój talent (w postaci penisa na 13 cali) i zacząć drogę na sam szczyt. Sam wymyśla sobie nowe imię i nazwisko - pseudonim sceniczny - by następnie zawojować światek filmów dla dorosłych.

Dziwne określenie: "filmy dla dorosłych". Tak jakby to świadczyło o dojrzałości. "Jestem dorosły, bo oglądam pornografię. Cała reszta kina jest dla dzieci. Bergman, Tarkowski i Tarr, przestałem to oglądać w gimnazjum, teraz ruszyłem dalej". Sprytne, nie powiem.