sobota, 30 stycznia 2016

"Mission: Impossible - Ghost Protocol" (7/10)

Action, 2011


Ethan Hunt podczas misji w Kremlu zostaje ranny. Ktoś podłożył bombę, od której ledwo udało się naszemu bohaterowi uciec w jednym kawałku. Teraz on, jego tajna organizacja i kraj są podejrzewane o zamach na Rosję. Wojna międzynarodowa wisi w powietrzu, a organizacja Hunta zostaje rozwiązana. Oficjalnie. W rzeczywistości wyrusza by oczyścić swoje imię, zapobiec konfliktowi i uzgodnić, kto za tym wszystkim stoi. I dlaczego.




"MI4" posiada zasadniczo trzy minusy. Po pierwsze, zatrudnili Josha Holloweya (Sawyer z "Lost") i zabili go po pierwszej minucie. Ledwo zdążyłem go rozpoznać a ten już odszedł. Son of a bitch. Drugim minusem jest numer który wykręca Tomek w końcówce, coś żywcem wyjęte z serii" Szybcy i wściekli". Brum, brum, madafaka. A po trzecie: fabuła w tej części nie jest przejrzysta. Nie wiedziałem, jaki wpływ działania bohaterów mają na sytuację i miałem to gdzieś. Teoretycznie mogli od razu przejść do finału i byłoby dla mnie git.

Ale to nie ma znaczenia, ponieważ kolejne sekwencje znamionuje zaskakująco wysokie napięcie! Co każde 15-20 minut byłem zaskakiwany w jakiś świeży, wyśmienity sposób. Twórcy mieli rewelacyjne wyczucie zarówno akcji jak i humoru. Seans mija szybko, lekko, i nie miałem dosyć. Chciałem więcej. Wszystko dzieje się w ciekawy sposób. Nie ma czasu by tłumaczyć a co dopiero zatrzymywać się by to zrobić. Każdą szpiegowską zabawkę można przedstawić od razu w działaniu, zamiast najpierw wyjaśniać co ona fajnego robi. Jeśli coś można było zrobić w ruchu - tak też to zrobiono. Zwykłe wsiadanie do pociągu zapada w pamięć, bo ciuchcia odjeżdżała, a na dodatek by dostać się do środka trzeba było jeszcze zbliżyć soczewkę do skanera na zewnątrz wagonu. Mały moment, który nawet nie był całą sceną, ale włożyli w niego wysiłek i oto mamy kawał udanego kina.

A teraz wyobraźcie to sobie na większą skalę... i macie "Mission Impossible 4: Ghost Protocol". Akcja w tym filmie ugina się od kreatywności i fizycznego wysiłku. Scena w Dubajskim wieżowcu to już legenda kina, ale film nie opiera się wyłącznie o niej. Ucieczka z więzienia, ze szpitala, sceny z gigantycznym wiatrakiem... Jeremy Renner to znakomity fizyczny aktor i bezbłędnie odgrywa każdy moment - ale lepszy od niego w każdym aspekcie jest Tom Cruise. To dzięki niemu wszelkie nielogiczności fizyczne bledną w moich oczach, bo on pozwolił mi uwierzyć w każdą ze scen. Jest zaangażowany i docenia, że w ogóle udało mu się przeżyć. Najbardziej mnie zaskoczył fakt, że jego postać właściwie rzadko się odzywa. Bohater idealny kina akcji - działa, zamiast gadać. Nie znam tej serii, widziałem jedynkę dawno temu i nic nie pamiętałem, teraz obejrzałem też "piątkę" i tam też to zauważyłem - ale oglądając "Ghost Protocol" byłem zaskoczony, że mija jakieś 50 minut zanim Ethan Hunt wypowiada pod rząd kilka zdań. Przez pierwszy kwadrans w ogóle się nie odzywa, bo jego kompanii albo nie mówią po angielsku, albo też nie mają z nim kontaktu dźwiękowego - jedynie wizualny, więc porozumiewa się gestami. A to prowadzi do humoru, i wykorzystano każdą ku temu okazję.

Czwarta część "Mission Imposible" to taki film, który aż chce się chwalić. Bawiłem się na niej idealnie, i żałuję, że dopiero w tym roku ją nadrobiłem, a przede mną jeszcze jej nie jeden seans. Teraz jeszcze tylko dwójkę i trójkę nadrobię, dla śmiechu. Jedynkę też wypada.
Widziałem na Netflixie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz