niedziela, 28 lutego 2016

"Broken Flowers" (8+/10)

Drama, 2005


Mój ulubiony film Jarmusha, a ponad to jeden z najlepszych, jakie widziałem w ogóle. Bohaterem jest mężczyzna w średnim wieku, Don Johnston, grany przez Billa Mureya. Don zrobił kiedyś karierę na komputerach, dziś prowadzi stabilne życie w domu, sam. Otrzymał anonimowy list od jednej ze swoich kochanek z przeszłości - dowiaduje się, że ma syna, który narodził się już po rozstaniu matki z Donem, wiec nic mu nie mówiła. Teraz ów syn wyruszył w podróż. Najprawdopodobniej by poznać ojca. Don pomimo początkowych oporów wyrusza w podróż, by odwiedzić kobiety które kochał wiele lat temu, i sprawdzić czy list był prawdziwy.



Podczas pierwszego seansu film zachwycił mnie tak po prostu - atmosferą, prostotą i takimi tam. Nie wgłębiałem się w to za bardzo, w końcu to był rok 2008, jeszcze istniały wypożyczalnie wideo, a ja miałem jakieś 40 lat. Teraz jestem starszy, i już tak łatwo nie przychodzi mi zachwyt, jeśli nie stoją za nim konkretne argumenty. Nie oczekuję przy tym oczywiście, że film będzie nimi we mnie krzyczał, jednak...

Cóż, "Broken Flower" dąży w druga stronę. Mianowicie, jest absolutnie niezainteresowany znajomością z widzem. Nie zależy mu na byciu poznanym. Nie jest też tak, że uczyniono z bohatera postać enigmatyczną - zamiast tego twórcy są obojętni na to, czy widz zrozumie jego osobowość lub nie.

Kino to artystyczne oraz niezależne jak tylko się da, ale włożono w ten film od kopa wysiłku! Każdy szczegół jest istotny, nawet jeśli widzimy tylko jakiś przypadkowy program lecący w telewizji przez 7 sekund - nawet nad tym myślano, i szukano odpowiednich 7 sekund, które też będą mogły coś od siebie dodać. Tak jest cały czas - wystarczy nadstawić oka, by je dostrzec. Jeśli wam, oczywiście, zależy.

Najbardziej szokujące jest to, że ta wygaszona opowieść jest też bardzo zmysłowa. W niewytłumaczalny sposób, pomiędzy Donem i jego byłymi miłościami utrzymuje się pewne seksualne napięcie. Nie można go wyłapać, nazwać, wskazać wyraźnego sygnału lub momentu, ale to tam jest. A jednak, seksualności tu nie ma. Ani nagości. Jest za to starość, apatyczność i nieznajomość.

Chociaż to kino drogi, wszystko staje się istotne. Zakończenie jest przewrotne, bo Don znajduje syna i jednocześnie tego nie robi. To nie o niego chodziło przez cały ten czas. A więc, o co? O czym jest ten film? Nie mogę napisać. To wyzwanie dla was. Tu trzeba być czujnym i zadawać właściwe pytania. Dlaczego Don tak się ubiera? Z jakiego powodu Don nie przedstawia się kochankom? Skąd ten tytuł? Czemu go nie interesowało, że może mieć syna? Czemu w końcu zaczęło?
Teraz widziałem w telewizji (listopad). Pierwotne seanse były na dvd (2008).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz