niedziela, 20 marca 2016

"Ojciec chrzestny" (7/10)

New Hollywood, 1972



Ten film był (albo będzie) prawdziwym zwrotem w życiu każdego kinomana, który zdefiniuje jego późniejsze losy w tym hobby. Oglądając produkcję uznaną za najlepszą w historii można oczywiście się zakochać od pierwszego wejrzenia, ale z własnego doświadczenia mówię, że to było bardzo rzadkie. Najczęściej, również w moim przypadku, reakcją było : "To... To już? Tylko tyle? Najlepszy? Jak to? Za co? Nie rozumiem!". I w tym miejscu szukasz odpowiedzi... Albo zadowalasz się tym, że nie rozumiesz. Ergo: film jest słaby. I stosujesz tę metodę do każdego innego filmu, jaki obejrzysz. Bo przecież skoro w tym przypadku krytycy i znawcy się pomylili, to czemu masz się nimi przejmować?





I ja dla was nic nie mam tej kwestii. Nie mam nic dla samego siebie sprzed paru lat. Za pierwszym razem spodziewałem się głębi i arcydzieła, nie wiedząc czym arcydzieło jest. Dostałem dramat o gangsterach i tyle, wielkie rzeczy. Za drugim razem byłem już po przeczytaniu książki i podczas oglądania skupiłem się na wyłapaniu różnic i tego, co w książce było lepiej. Bo wątek młodego Vito był interesujący, w filmie go nie ma. W książce bohaterowie są charakterystyczni w większości, a po samym seansie pamiętasz głównie kto ich grał. Teraz miałem przerwę jakichś ośmiu lat... I dziś oglądam to z przyjemnością. Podszedłem do niego jak do filmu takiego jaki jest, i tu naprawdę nie ma się do czego czepić. Nie jest to najlepszy film w moim życiu, ale mogę bez oporów napisać, że go lubię i nie czuję, iż robię tak, bo wypada.

Ten film jako całość ogląda się znakomicie, z powodu stylu i braku przypadku. Oczywiście nie wszyscy muszą lubić taki romantyzm i dojrzałość w opowiadaniu o rodzinach mafijnych, jednak i tak można docenić, że każdy detal jest na swoim miejscu i ma swoje uzasadnienie - czemu ujęcie trwa tak długo, dlaczego następuje cięcie i jaki jest powód by umieścić kamerę akurat w tym miejscu. "Ojca chrzestnego" można czytać na głos i widzieć, czemu podjęto taką właśnie decyzję artystyczną, i w jaki sposób była ona najlepsza z możliwych. Piorunująca realizacja i popis reżyserski!

Jednak wybijają się w mojej ocenie momenty. Opening, wesele, scena w której Michael odwiedza ojca w szpitalu - zawsze mnie wtedy bierze ekscytacja, nawet nie umiem do końca tego wytłumaczyć. O finałowej sekwencji chrztu nawet nie muszę wspominać - zatytułowana została jedną z najlepszych w historii kina, i ode mnie usłyszycie tylko zgodę z tą decyzją.

Na tym polega również największa słabość "Ojca chrzestnego" - podczas seansu nie czułem, że oglądam zamkniętą całość, ale właśnie zbiór świetnych i lepszych momentów, chwil, sekwencji. Oglądało mi się to jak jeden z tych rozbudowanych samodzielnych odcinków pilotażowych, na koniec którego czułem się niezaspokojony i szukałem przycisku, by włączyć kolejny epizod. Urwano wątek, jakby ktoś na planie krzyknął: "Szefie! Dobiliśmy do trzeciej godziny! Albo to zawijamy i robimy w dwóch częściach, albo zmieniamy narodowość na filipińską!". Na szczęście wtedy nie było jeszcze hejterów plujących na adaptację książki w dwóch częściach, więc twórcy mieli wolną rękę. I nakręcili dwa znakomite filmy, z czego ten drugi zawsze robił na mnie większe wrażenie.
Widziałem na Netflixie (PL)


A po napisaniu tej notatki spojrzałem na filmwebowy Top 100... Hehe.

Top 5 reżyserskiego dorobku Coppoli:

1. Czas apokalipsy
2. Ojciec chrzestny II
3. Rozmowa
4. Ojciec chrzestny
5. Dracula

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz