poniedziałek, 14 marca 2016

One punch man (sezon 1 - 7/10)

Action, 2015



Tytułowym bohaterem jest Satiama - człowiek tak silny, że kończy każdy pojedynek przy pomocy jednego uderzenia pięścią. Z tego powodu pragnie wyzwania, które wciąż jest niezaspokojone. Ponadto, sprawia mu to problemy - bo kończy tak szybko, że nawet nikt nie zauważa, że coś zrobił. I musi obejść się smakiem za chwałą bohatera... Nie jest nawet szanowany przez pozostałych superbohaterów.





Może to dziwnie zabrzmi, ale nie jestem fanem anime komediowych. Uwielbiam zabawne momenty w anime przygodowych i innych, ale jeśli całość ma się opierać tylko na humorze, to nie palę się do natychmiastowego oglądania. Nie skreślam danej produkcji, ale... Meh. Obejrzę lepiej coś innego. Ten podgatunek animacji kojarzy mi się z wielkimi przygodami i niezwykłymi przeżyciami, dlatego gdy wiem, że otrzymam coś lekkiego, to mój zapał maleje drastycznie.

Miejcie to w pamięci, bo przez to jest szansa, że wam bardziej się "One Punch Man" spodoba niż mi. To parodia superbohaterskiego anime, ale też przy tym solidny przedstawiciel tamtejszej animacji. Z tym, że twórcy bardziej są zainteresowani budowaniem tej solidnej treści na kolejny sezon, niż zaprezentowania jej tu i teraz. Pierwsze 12 epizodów wypełnionych jest przedstawianiem bohaterów, świata, walkami i inteligentnym parodiowaniem schematów gatunku. Sytuacje takie jak walka trwająca przez trzy odcinki zobrazowane są tu w krzywym zwierciadle. Każdy przeciwnik ma przygotowaną długą, pompatyczną przemowę o jego genezie. Intensywne, wymyślne treningi bohatera zastąpiono tu podstawowymi ćwiczeniami, jak pompki i bieganie. A zamiast włosów rosnących coraz bardziej w miarę przyrostu masy, Satiama trenował tak bardzo, że pewnego dnia obudził się łysy.

Humor jest naprawdę cwany. Za każdym razem twórcy wiedzieli kiedy wbić pinezkę w ten balon absurdu jakim jest anime - i tak za jednym zamachem udaje im się wydobyć z niego to co najlepsze (skalę walk, podniosły ton) jak i dodać do tego elementy komedii (Satiama przerywający monolog przeciwnika, bo jest znudzony słuchaniem jego genezy, i chce się już bić). Efekt jest znakomity: zbalansowany, wyrazisty i działa na każdym polu.

A teraz od drugiej strony, czyli minus: oglądać to miałem wrażenie, że sami twórcy nie wiedzą, dokąd z tym zmierzają. Pojawiają się nowi przeciwnicy, dochodzi do walki, nic z tego nie wynika, i tak mija kilka epizodów. Sztuka dla sztuki, zabawa dla zabawy... dopiero tuż koło końca sytuacja się stabilizuje. Bohaterowie wracają, dowiadujemy się o planach na przyszłość, konflikt zostaje nakreślony - i można czekać na drugi sezon, gdzie, jak zgaduję, otrzymam pełnoprawną, poważną produkcję, która nie będzie tylko nastawiona na śmieszkowanie z zasad gatunku. Mamy tu bohatera i chcemy opowiedzieć jego przygodę w tym świecie. Czekam, co z tego wyniknie.

Bo talent tu jest, i widać go doskonale. Pomyślcie: jak opowiedzieć o pojedynku, gdzie jedna strona zawsze wygrywa, i to wyprowadzając zaledwie jeden cios? Odpowiedzi są w tym serialu - każde starcie jest inne, pełne dramatyzmu i podczas oglądania poważnie rośnie pragnienie, by Satiama i tym razem sprostał wyzwaniu. Nie ma też chwili w której zaczynam lekceważyć sytuację - byłem świadomy wysiłku naszego bohatera w każdej chwili.

Jeśli nie jesteście fanami anime, to raczej was nie przekona. Jeśli jednak jest inaczej, i jeszcze nie widzieliście "One Punch Mana" - dajcie mu szansę. Dostaniecie piorunujące sceny walk, doskonałą animację i obietnicę czegoś więcej w następnych seriach. Mnie to wystarczy.
Widziałem na Hulu.


PS. Coś dla fanów "Breaking Bad" - jest tu odcinek z muchą. Tylko to sobie wyobraźcie - najsilniejszy człowiek na świecie kontra skubany owad... tak, zgadliście, ta walka trwa większą część odcinka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz