poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"Batman v Superman: Świt sprawiedliwości". Warto.

Superhero, 2016



Po wydarzeniach z "Man of Steel" zaostrza się konflikt między Batmanem i Supermanem. Panowie ci nawzajem sobą gardzą i metodami, jakie stosują by zaprowadzić porządek. A gdzie dwóch się chce bić, tam trzeci spróbuje coś ugrać.

W tej wersji Batman jest osobą nieco starszą niż ostatnie wcielenie, które widzieliśmy na dużym ekranie. Teraz ma za sobą 20 lat walki z przestępczością, i jest na etapie zmęczenia. Jego wewnętrzny konflikt o to, czy jeszcze jest bohaterem czy jednak jednym z tych złych, został rozwiązany - jest przestępcą, i pogodził się z tym. A jego metody stały się ostrzejsze.





Podoba mi się, że to nie jest jeden z tych filmów o których wszyscy mówią to samo, jak w przypadku "Man of Steel". Opinie widzów troszkę się różnią od siebie, i każdy dodaje coś nowego, dlatego w ogóle warto mi pisać ten tekst. "Świt Sprawiedliwości" spodobał mi się. Nie z powodów którymi się kierowałem żeby wyjść do kina, ale to już inna sprawa*. Zaskoczony byłem filmowością tej opowieści, ile tutaj wyraża się poprzez działanie, spojrzenia i montaż. Dla przykładu, mała scena w której Bruce Wayne ogląda podziemną walkę na pięści. Czarny zawodnik dostaje po pysku, wylatuje prawie z ringu, Bruce go łapie, pochyla się nad nim - z ułożenia postaci i zaskoczonego wyrazu twarzy u pięściarza wnioskujemy, że milioner coś mu szepnął w międzyczasie. Wraca na ring, stosuje inną taktykę i natychmiast wygrywa pojedynek. Spogląda w szoku na Wayne'a, dziękuje skinieniem głowy. To wszystko, cała scena, bez słowa. Tego tu jest prawdziwe zatrzęsienie, od czasu "Mad Maxa" nie było na ekranie czegoś takiego, i strasznie to polubiłem. Twórcy korzystają z tego nagminnie w opowiedzeniu swojej historii oraz przebiegu akcji, ale tu już musiałbym zdradzać konkretne sceny by coś więcej napisać. Grunt, że nacisk na obraz skutkuje mocnym przekazem i kilkoma pięknymi scenami. Podziwiałem finezję wizualną twórców, i każda sekwencja miała coś dla mnie, i oglądanie tego było przyjemnością. Sam mam dwoje faworytów - pierwszy jest na samym początku, gdy Bruce Wayne wbiega w zawalający się budynek. A druga to wzruszający przykład montażu równoległego w finale. Szczegółów nie zdradzę - cały świat zamknął solidarnie pyszczek, dzięki czemu nie oczekiwałem żadnego zaskoczenia, więc ja też tego nie zepsuję.





Postaci też są niezłe. O ile udało mi się oczywiście przebić przez polski dubbing, ale o tym niżej. Szczególnie spodobał mi się pomysł na Lexa Luthora: złoczyńcę który czyni zło by zbudować poczucie własnej wartości. By być tym człowiekiem, który zmusił Człowieka ze stali do uklęknięcia przed nim. Kogoś takiego chcę oglądać. Batman również jest interesujący - jak pisałem wyżej, jest osobą dużo starszą niż w trylogii Nolana. Ma za sobą lata walki, i jest na etapie zobojętnienia na misję, którą sobie wyznaczył. Nie czuje, że jego walka ma już jakiś sens, bo przestępcy wracają i wszystko zatacza koło, nic się nie zmienia. Ale pokonanie Supermana jest już czymś innym - znaczącym! To zwycięstwo wszystko zmieni i zapisze się w historii. Co prawda nie jestem przekonany, czy sama walka była konieczna, ale to i tak lepiej, niż Superman, który zaczął coś mówić, ale na stołku montażowym nie pozwolili mu dokończyć zdania, i trudno cokolwiek o nim napisać.





"Świt sprawiedliwych" (tak powinien brzmieć polski tytuł) nie jest produkcją samodzielną. To bardziej jak odcinek serialu albo środek opowieści w stylu "Dwóch wież". Osobiście nie mam z tym problemu. Widzę odwagę twórców i wyraźną wizję tego co tu robią. Ten film był niezbędny w takiej właśnie formie, by doprowadzić do kolejnych tytułów. Widać po tej produkcji, że ten świat ma więcej do zaoferowania zarówno w przyszłości jak i przeszłości - dla przykładu, Bruce Wayne ma tu nową posiadłość. Stara leży w gruzach. Dlaczego? Nie wiadomo. Rozumiem, czemu wielu będzie mieć z tym problem. Ale zapewniam: fabuła "Świtu..." jest spójna i samodzielna, chociaż trudna do opowiedzenia za pomocą słów (przypomnijcie sobie "Batman Begins" - tam przez większość czasu w ogóle nie było żadnej historii, i wtedy to oglądało mi się najlepiej). Wszystkie sceny są niezbędne i logicznie przechodzą w następne, ale to zaledwie wstęp do ciągu dalszego, wtedy uzyskamy jakąś konkluzję, podsumowanie.

O wadach nie ma ochoty za bardzo pisać, bo na tym skupia się reszta świata, i czuję się tutaj trochę zbędny... ale tak, w większości są one uzasadnione. Wątki urywają się, fabuła jest dziurawa, brakuje wielu scen, i sporo tu rzeczy które nie powinny śmieszyć, a śmieszą (tonący Superman xD). Ilość zbędnych lub pustych postaci szokuje, Superman jest na ich czele, a problemy społeczne jakie film podejmuje nie dostają domknięcia. A nawet gdy są one poruszane, to nie byłem pewny, czy film jest na tyle mądry by unieść którykolwiek. Choćby motyw człowieka który nagle stracił pierwsze miejsce w łańcuchu pokarmowym i nie może się teraz odnaleźć; nie wie, co zrobić i co czuć. Chcecie rozwinięcia? Idźcie oglądać "Twilight Zone". Ale te minusy nie przeszkadzały mi jakoś podczas seansu. Nie pozwalają mi nazwać tego filmu dobrym, i tak też go nie oceniam, ale nadal przyjemnie spędziłem czas na sali kinowej. I ciekaw jestem kontynuacji.



A co z dubbingiem?

Taką wersję oglądałem, poprzez niespodziankę. W repertuarze było, że zastanę napisy, a tu jajeczko. I jest to robota... poprawna. Jako całokształt. Wybór głosów, montaż dźwięku, tłumaczenie. Nie wiem, skąd w ogóle pomysł by taki film sprzedawać również w wersji z dubbingiem, może takie naciski Warnera? Może musieli to robić, za grosze, ale nawet takowych warunków nie potraktowałbym jako wymówki. Tej wersji nie mogę uważać za ciekawostkę choćby, którą można zobaczyć dla śmiechu. Słuchając tego czułem się jakbym oglądał serial dla nastolatków na kanale dla dzieci. Nie warto.

Ponadto, zgadnijcie jak przetłumaczyli jedyną zabawną kwestię w całym filmie, która jest też w zwiastunie? Wiecie:

Superman: Ona jest z tobą?
Batman: Myślałem, że jest z tobą.


W wersji z dubbingiem usłyszycie:


S: Znacie się?
B: To moja stara.


Pozwolicie, że zostawię to bez komentarza. A teraz już czekam aż będzie można ukraść wersję DC z Internetu w sierpniu.
6/10


*scena pojedynku akurat jest krótka, wolna i... zbędna! Wystarczyłoby, że Superman umiałby dokończyć jedno zdanie i to wszystko. Drugim powodem była udana kreacja Batmana... która taka jest, ale jest go mało. Wątpię, by swoim zmienionym głosem wypowiedział więcej niż pięć zdań.



Top Snydera

1. Watchman
2. 300
3. Legendy sowiego królestwa
4. Świt sprawiedliwości
5. Świt żywych trupów
6. Sucker Punch

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz