sobota, 16 kwietnia 2016

"Bez przebaczenia" (8+/10) Kino zbliżyło się do ideału kina szarego.

Revisionist Western, 1992



Późny Dziki Zachód. W małym miasteczku dochodzi do incydentu - klient pociął prostytutce twarz. Dla niej to koniec życia, bo żaden teraz nie będzie jej chciał. Domaga się kulki w łeb dla swojego oprawcy, ten jednak zostaje potraktowany dużo łagodniej przez miejscowego szeryfa, Little Billa. Kobieta wystawia więc nagrodę za jego głowę.






Według mojej polonistyki w liceum, "Bez przebaczenia" było pierwszym westernem, który złamał zasadę klasycznej konstrukcji tego gatunku. Czyli: dobro wygrywa ze złem, szeryf w białym kapeluszu strzela w samo południe do bandyty ubranego na czarno, ratuje sytuację i odchodzi w kierunku zachodzącego słońca - tego typu schematom Eastwood zaprzecza w swoim najsłynniejszym tytule. Ja wtedy miałem ten seans za sobą, wiedziałem dlaczego Clint Eastwood dedykuje go "Dla Sergio". Ale nic nie mówiłem, bo po co? Niemniej, piszę o tym jako ciekawostce - polonistka była w porządku. Znaczy, jak na nauczyciela idącego zgodnie z planem.

Ale tak, zgadza się: "Bez przebaczenia" jest doskonałym przykładem revisionist western. Scenariusz i fabuła działają na dosłownie każdym możliwym poziomie. Nie ma tutaj postaci, którą przyjdzie Tobie ocenić łatwo. Prawdopodobnie skończysz na milczącym przyzwoleniu, by każdy robił swoje, a ewentualną ocenę wystawisz długo po seansie. Bo czy prostytutki są złe, zlecając morderstwo? Tak, ale... takie były czasy. Jeśli miały przetrwać, nie mogły pozwolić sobie na bycie traktowanymi jak gówno. Jedyną ich bronią w takiej sytuacji było grożenie, że wynajmą łowcę głów. Czy Little Bill jest zły, bo zostawił przy życiu tego, kto pociął dziwkę? Nie, to tylko kilka blizn. Gdyby pociął mężczyznę, to szeryf w ogóle by się nie zjawił. A może ten jest zły, bo nadużywa władzy? Tak, chociaż z drugiej strony dzięki temu miasteczko JEST bezpieczne. Czy to jednak czyni go dobrym? Cóż...

A główny bohater, czyli Will Munny, rewolwerowiec zgłaszający się po głowę oprawcy - może on jest zły? Oczywiście! Im więcej się o nim widz dowiaduje w czasie seansu, tym gorsze ma o nim zdanie... I jednocześnie w coraz większym konflikcie wewnętrznym się znajduje, bo trudno mu oceniać go za to, co robił w przeszłości. Z drugiej strony, teraz zgodził się zabić drugiego człowieka dla kilku drobniaków, bo mu brakuje by utrzymać farmę. Ale cholera, spójrzcie tylko na niego! Nie robi tego dla siebie, ani dla zabawy. Nienawidzi się za to, że tylko w ten sposób może utrzymać rodzinę. Nienawidzi się za przeszłość. Spłacił swój dług. A raczej nadal go spłaca. Mam rację?...


Uwielbiam tę scenę.



Termin "Późny Dziki Zachód" od którego zacząłem, pasuje tutaj nie tylko jako ogólny opis czasu trwania akcji filmu. "Bez przebaczenia" to futurospekcja każdego klasycznego westernu, który powstał. Każda postać w tym filmie była kiedyś bohaterem lub jego zaprzeczeniem. Ratowali niewiasty z rąk bandytów albo wręcz przeciwnie - porywali je i strzelali celnie do każdego, kto chciał je uratować. Pili, pojedynkowali się, tworzyli legendy o honorze i niesamowitych akcjach, w których samodzielnie wychodzili cało z każdego galimatiasu. Łączy ich jedno: przetrwali. I teraz są tutaj. Nie dzielą się na tych dobrych i złych. Tutaj nawet nie chodzi o podział na żywych i martwych. Gatunek i tamte czasy zostały tu obdarte ze swojej legendy, blasku i chwały. Teraz widać tam tylko gorycz, ból i nieuniknioną przegraną. Tym tytułem kino zbliżyło się najbliżej do idealnego rejonu szarego. Trudno napisać o czym jest. Fabuły tu technicznie rzecz biorąc nie ma. To doświadczenie czasów, które minęły, i nie pozostawia widza obojętnym. Wyzywa go.
Film widziałem na polskim Netflixie. 




Reżyserski TOP 5 Clinta Eastwooda

1. Bez przebaczenia
2. Co się wydarzyło w Madison County
3. Rzeka tajemnic
4. Gran Torino
5. Wyjęty spod prawa Josey Wales

Teraz muszę zobaczyć "Grę pozorów" i zobaczyć, co było w tamtym roku lepsze pod względem scenariusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz