niedziela, 1 maja 2016

Recenzja filmu "Późna jesień"

Komedia romantyczna, 1960



Tak, dobrze przeczytaliście. Yasujiro Ozu stwierdził na stare lata, że dla odmiany nakręci komedię romantyczną. Cholera, 1960 był dla tego gatunku szczególnie dobry... Dobra, tymczasem - "Późna jesień". Mamy tu przeważnie starszych bohaterów, którzy mają już swoje dzieci, te dzieci dorosły, i teraz starszyzna kombinuje za kogo tu wydać swoich potomków. A skoro już przy tym jesteśmy - to może warto byłoby się zakręcić wokół wdowy? Wiecie, by nie zostać samotnym na starość...






Ozu kontynuuje tutaj styl, który już poznałem przy okazji "Tokyo Twilight". Akcja toczy się wolno, niepostrzeżenie zawiązuje się pomiędzy kolejnymi - zdawałoby się - nieistotnymi wydarzeniami. Podarowano również widzowi nieco czasu, by sam poznał bohaterów. Przyłapał ich na kłamstwie, przy którym zachowują się tak jak wcześniej. Aktorzy ponownie grają tu ludzi, którzy grają w prawdziwym życiu. A te dwie godziny który z nimi spędzimy są uzasadnione - zobaczymy w końcu zmęczenie za każdym uśmiechem, i ile cierpliwości ich kosztuje, by nie stracić panowania nad sobą w kluczowych momentach.

Abstrakcją u Ozu jest to, że wszystkie jego filmy* wydają się identyczne, a jednak każdy jest unikatowy na polu całej kinematografii. W "Późnej jesieni" mamy motywy nie tylko swatania swoich dzieci i kłopotów które z tego wynikają (swoją drogą, ujęto to naprawdę dobrze - teraz nasi rodzice i dalsza rodzina może obejrzeć taki film i sami dojdą do wniosku, żeby lepiej nas nie pytać, kiedy w końcu wejdziemy w związek sakralny). Film Ozu to przede wszystkim strach przed zmianą - oddaleniem między członkami rodziny które nastąpi, gdy pociecha zacznie budować własne gniazdo. Obawa przed opuszczeniem swojej samotnej matki, bo jak ona sobie jako wdowa sama poradzi na starość? A to tylko niektóre z nich. Kilka tysięcy pełnych metraży za mną, i pierwszy raz stykam się z takimi rzeczami na ekranie.

Dla rozluźnienia, reżyser ubrał to w lekkie szaty komedii romantycznej. Wraz z kolejnymi komplikacjami fabularnymi dochodzi do kosmicznych nieporozumień, wszyscy się kłócą, połowa nie ma pojęcia o czym druga połowa mówi, a na końcu śmieją się z tego i dochodzą do wniosku, żeby otwarcie porozmawiać o swoich obawach, przemyśleniach... decyzjach. Brzmi jak schemat z tych współczesnych komedii romantycznych, ale różnica jest taka, że "Późna jesień" dla odmiany zdaje się stworzona przez człowieka. Rozumiecie, co mam na myśli?...
Film widziałem na Hulu.


Aha - film zdaje się częścią serii o porach roku, ale ja oglądając (lub nie pamiętając) pozostałych segmentów, i nie czułem zagubienia. Po prostu oglądajcie.

*znaczy wszystkich... sześć widziałem. Oto ich ranking:

1. Tokijska opowieść
2. Jedyny syn
3. Późna jesień
4. Zmierzch nad Tokio
5. Późna wiosna
6. Urodziłem się, ale...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz