poniedziałek, 30 maja 2016

"Tokijska opowieść" (8+/10). Recenzja

Drama, 1953


Rodzice wsiadają w pociąg i jadą kilka dni, by odwiedzić swoje dzieci, które wszystkie przeniosły się do Tokio. Tutaj natrafiamy jednak na problemy nowoczesności - młodzi ludzie prowadzący szybki tryb życia, gdzie każda chwila jest ważna, i tym samym trudno ją wydzielić na czas z rodziną. Goście to teraz przeszkoda, intruz ingerujący w tutejszy plan dnia, podyktowany Wielkim Miastem. Relacje rodzinne zostają wystawione tutaj na próbę.




Ciekawostka: chociaż ten tekst powstaje w oparciu o powtórkę "Tokyo Story", to ja ten film tak naprawdę oglądam po raz pierwszy... W 2009 roku chodziłem do Iluzjonu, i to była jedyna okazja by w Polsce legalnie obejrzeć jakikolwiek filmu Ozu. Poprzedzała go prelekcja, która mnie ominęła z powodu których dziś już nie pamiętam. Może zrezygnowałem z założenia, że nie chcę typa słuchać, a może tak się wciągnąłem w przeglądanie demotywatorów aż stwierdziłem, że skoro nie zdążę to mogę olać w całości, i udać się na sam film. Gdy przyszedłem do kina okazało się, że prelekcję anulowano i film zaczął się 40 minut wcześniej... co miałem zrobić? Wszedłem na salę i obejrzałem co mogłem. Wciąż mi się to podobało.

Dobra, do rzeczy: "Tokyo Story" jest jednym z najłatwiejszych filmów do polecenia, ponieważ wypełniony jest konkretnymi motywami i uwagami. Jest tak samo aktualny wtedy co dzisiaj, i nawet nie widać specjalnego postępu. Oczywiście, nadal są ograniczenia technologiczne w postaci choćby telegramu, i podróże trwają tu więcej niż obecnie - ale głównym daniem są tutaj relacje między ludźmi. Tutaj wszystko działa od lat tak samo. Obawy przed tym, że nie spełniło się oczekiwań rodzicieli. Rodzice z kolei czujący zawód, że ich syn jest zaledwie lekarzem na przedmieściach. Tyle lat ich wychowywali, a w zamian nie mogą nawet znaleźć dla nich kilku dni czasu! To oczywiście, że będzie musiało dojść do konfrontacji. Trzeba zdecydować, czy jeszcze stać nas na coś więcej niż kłamstwa, jako środek ucieczki przed rzeczywistością.

Reżyser obiera kierunek obserwacji i pomocy, zamiast osądzania lub zawiedzionego machania głową. Woli pocieszać w obliczu zmian i zapewniać, że w tym wszystkim nadal jest miejsce na bliskość. Trzeba tylko o tym im przypomnieć. Na końcu każdy robi to, co uważa za słuszne. I nie ma w tym nic złego.
Film widziałem na Hulu. Leciał też w tv ostatnio, ale akurat wtedy padł mi Internet. I kablówka też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz