wtorek, 14 czerwca 2016

Recenzja "Umberto D." (8+/10)

Italian Neorealism, 1952



Włoski neo-realizm zakładał proste fabuły, rezygnację z profesjonalnych aktorów na rzecz ludzi ulicy, oraz realną scenografię zamiast sztucznie zbudowanych makiet. Powodem było to, że artyści mieli w dupie fakt, iż wydarzyła się jakaś wojna, bo oni dalej chcieli tworzyć. Warunki były jakie były, więc postanowili obrócić ten stan w zaletę. Mianowicie, mogli tworzyć kino naprawdę banalne, a i tak wychodziło im arcydzieło. Ot, choćby Umberto, bohater omawianego filmu. Nie ma jak zapłacić czynszu. I to by było na tyle.

Dosłownie. Umberto jest już na tyle stary, że nie może pracować. Nie ma rodziny, jego jedynym towarzyszem jest piesek. Jedyną opcją jest dla niego wyprzedawanie niewielkiego majątku jaki posiada - zegarka za 5 tysięcy lirów, albo dwa tomy encyklopedii za kolejne 2 tysiące. A potem? Żebranie na ulicy? Opuszczenie swojego psa, oddanie go przypadkowej osobie na ulicy? Proste środki prowadzą tu bezpośrednio do celu - na koniec oglądający ma świadomość, ile takie rozstanie mogło by znaczyć. I myśli sam z siebie o tym, jak to na starość życie tej postaci zaczęło się sprowadzać do sprzedawania tego, co nazbierał przez wcześniejsze lata. Aż do pojedynczej walizki. Łatwo zacząć się zastanawiać, czy w ogóle warto to robić?


Bohaterowie De Sici to prości ludzie. Nie myślą o przyczynach. Widzą tylko siebie i aktualny problem, który dotyczy wyłącznie ich. Takowi też wypełniają drugi plan, budując tym samym wizerunek kraju, gdzie nie jest tragicznie. Dzięki temu też to nie jest taki pesymistyczny obraz. Ludzie dają sobie radę... I tyle. Nie mogą pomóc innym, i ze wstydem unikają wzroku Umberto. Wtedy spieszą się już na autobus. Co najwyżej rzucą kilka banknotów do kapelusza żebraka na ulicy.
Punkt kulminacyjny tej historii należy do najbardziej dramatycznych chwil kinematografii. A jak zakończenie? Cóż... Umberto ginie w tłumie, znika między innymi ludźmi. To był dobry pomysł. Jego sytuacja nie znajduje rozwiązania. Może jest ratunek, może nie. Zamiast tego, staje się symbolem człowieka, który wciąż gdzieś tam istnieje, pośród nas. Ponieważ to, że problem dotyka niewielu, to nie znaczy, że ten problem nie istnieje.

De Sica zadedykował ten tytuł swojemu ojcu.
Film oglądałem trzeci raz na TVP kultura. Ale jest również na Hulu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz