piątek, 17 czerwca 2016

"Zarządca Sancho" (7/10) Recenzja

Jidaigeki, 1954



Słynący z dobroci względem poddanych władca jednej z prowincji Japonii okresu Heian zostaje zesłany na wygnanie. Jego żona i dzieci próbują do niego dołączyć, jednak w drodze dzieci trafiają w ręce handlarzy niewolników.

Oto coś nowego - film o niewolnictwie, w którym nie ma czarnoskórych ludzi. Są tylko żółci. Ale przez zastosowanie czarno-białej taśmy są biali. Czy to też podchodzi pod współczesny rasizm?...




Czasami zastanawiam się nad tym, jak zmieniły się standardy w kwestii arcydzieł na przestrzeni lat. I czy gdyby dziś wyszły niektóre tytuły to w ogóle by je krytycy ocenili pozytywnie. "Zarządca Sancho" jest jednym z takich arcydzieł, czołówka humanitarnego kina wszechczasów, i tak dalej... ale przy tym jest to też taka produkcja, w której postać podbiega do kraty zbudowanej z drewna, chwyta się "prętów" i krzyczy, że chce być wolna... podczas gdy te pręty są na tyle od siebie oddalone, że spokojnie mogłaby się przecisnąć. W końcu niewolnicy pracujący ponad normę nie są szczególnie dobrze odżywieni.

Takich momentów jest tu trochę. Traktowanie widza jak idiotę? Dzisiaj tak się może wydawać, ale wtedy to zapewne było naturalne. Proste i bezpośrednie zagranie pod widza, by zrozumiał rozpacz danej postaci, bez żadnych nieczystych intencji. Twórca chciał być zrozumiały i tyle. A może był kretynem, nie wiem, ja tu całkowicie zmyślam, próbując jakoś obronić tę produkcję. Bo mimo wszystko trzeba umieć być wyrozumiałym wobec niej. Nie mówię tu byście udawali, że tych scen w tym filmie nie ma. One są, ale można przymknąć na nie oko, bo nie są na tyle poważne jak się wydają.

A teraz o plusach: fabuła "Zarządcy Sancho" jest niesamowita. Rozwija się dynamicznie, zwroty akcji zaskakują, a każda scena jest pociągnięta stylowym melodramatycznym pędzlem. Ten film wciąga, opowiadając przy tym o ważnym temacie. Robi to z głową - skala historii jest większa i udaje się go pokryć nawet w całości. Nie usłyszysz tutaj jedynie o tym, że niewolnictwo jest złe, a ludzie zniewoleni są źle traktowani. Spory akcent położono tu przede wszystkim na Panów - tych, co mogą coś zmienić. Myślisz, że powinno być inaczej? Postaw się w miejscu tych, co są na szczycie, i pokaż wtedy co umiesz.

Mizoguchi opowiada w mądry sposób, kierując swoją opowieść przede wszystkim do owych Panów, ale przede wszystkim uwrażliwia na to, czego nie widzimy. Jedna z przewodnich myśli tej produkcji brzmi: "I found that humans have little sympathy for things that don't directly concern them. They're ruthless. Unless those hearts can be changed, the world you dream of cannot come true." To przemawia do widza. Niezależnie od czasów i kostiumu.
Widziałem na Hulu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz