poniedziałek, 4 lipca 2016

"Prohibicja". Dokument o prohibicji.

Dokument, 2011



Kolejna produkcja Kena Burnsa w mojej kolejce, którą dodałem bez wyraźnego powodu. Nazwisko twórcy i tyle, sam temat nie wydawał się istotny. Ale jest krótki i zaraz go zdejmą z Netflixa, więc obejrzałem. Po pierwszych kilkunastu minutach wydawało mi się, że będzie to doskonały tytuł na temat... dyskusji o broni palnej i jej dostępności. Przynajmniej raz w miesiącu ten temat wraca na język całego świata, a tu okazuje się, że niecałe sto lat temu ta sama dyskusja miała miejsce. Z tymi samymi argumentami.

Ale zostawię to lepiej, bo opowieść o prohibicji to coś więcej niż się spodziewałem. To samodzielna produkcja nie tylko o tym, co się wydarzyło. Ale też dlaczego. I obejmuje przy tym wszystkie warstwy społeczne.


Trzy epizody, trwające od 94 do 110 minut.



Zapewne wiecie, że na początku XX wieku w USA był zakaz sprzedaży alkoholu na terenie całego kraju. Był, a potem go znieśli - koniec historii? A gdzie tam. To nawet nie jest początek, bo ten nastąpił ponad wiek wcześniej. Bo jak wyglądało życie na początku XIX wieku? Otóż, obywatele Stanów pili piwo cały czas, każdego dnia. Nawet do śniadania. Lekarze zalecali picie piwa ponad wodę, jako bezpieczniejsze i zdrowsze - w końcu wodę wtedy pozyskiwano z zabrudzonych rzek, gdzie spokojnie można się było nabawić AIDS.

Mówimy też o piwie mającym 2%. To jeszcze dało radę bezpiecznie pić bez większych konsekwencji. Mocniejsze picie jeszcze nie było wynalezione... I gdy to nastąpiło, ludzie woleli pić whisky. Problem w tym, że pili je tak samo jak wcześniejsze nisko procentowe piwo. Często i gęsto. Mówimy tu o 88 litrach whisky rocznie. Tak narodził się alkoholizm, bicie kobiet i głodujące dzieci, bo wypłata lądowała w barze. Policja nie interesowała się wtedy przemocą rodzinną, więc w ten sposób zaczęły tworzyć się stowarzyszenia promujące trzeźwość... I nie tylko. Budowali publiczne przedszkola, studnie w środku miast by każdy mógł się napić wody...

Ale ludzie nie chcieli w większości porzucać alkoholu. To była część ich życia. Pracowali ciężko, więc chcieli mieć prawo się napić w nagrodę. Między innymi dlatego zaczęto stosować nieczyste zagrywki, jak pranie dzieciom mózgów. Pokazywano im, jak ludzie umierają po wypiciu jednego kieliszka, a one w to wierzyły.

Ponad to, bary były wtedy centrum życia społecznego. Tam mogłem odebrać pocztę, spotkać się ze znajomymi i dostać darmowy posiłek. Wystarczyło, że zamówiłeś najpierw piwo, i dostawałeś do niego jedzenie. Trik polegał na tym, że było słone, i chciało ci się przez to więcej pić. Każdy mógł założyć bar i zacząć na tym zarabiać, browary wymiernie w tym pomagały jeśli tylko sprzedawałeś u siebie napoje jednego twórcy. Problem w tym, że taki zysk zachęcał niektórych do kupowania polityków, gangsterki... dzięki barom przestępcy mieli dostęp do ludzi, łatwo przekonywali ich na swoją stronę. To w połączeniu z biciem kobiet i resztą wad alkoholizmu doprowadziło do tego, że większość ludzi zaczęła dostrzegać ogólną degenerację społeczeństwa, i przyczyn tego stanu zaczęto upatrywać w alkoholu.

I nawet wtedy rząd nie chciał nic z tym zrobić, ponieważ haracz ze sprzedaży napojów wyskokowych zapełniał 70% budżetu. Najpierw musieli znaleźć zamiennik. I wymyślili podatek dochodowy. Dobra robota.




Gdy prohibicja została wprowadzona w 1920 roku, wtedy ten dokument zaczyna naprawdę lśnić. Bo zaczęło się dziać całe mnóstwo rzeczy, a twórcy zachowali wtedy niewiarygodną dyscyplinę. Umieli skupić się na jednej warstwie, skończyć temat, i przejść do drugiej. Cofnąć się w czasie i zacząć nakładać drugą, i tak po kolei, tkając misternie obraz tamtych czasów. Wyjaśnili klarownie, dlaczego prohibicja była żartem z demokracji. Kto i w jaki sposób zaczął przemyt - a takich ludzi było mnóstwo, i robili to na wiele sposobów. Metodycznie, punkt po punkcie pokazywali, jak ten zakaz tworzył przestępców, ułatwiał im jednocześnie życie. Widz szybko orientował się w tym jak doszło do tego, że w Nowym Jorku podczas prohibicji przypadał więcej niż jeden nielegalny bar na 300 mieszkańców. Policja była kupiona. Politycy też. Prohibicja doprowadziła do tego, że obywatele nie mieli zaufania do władzy.

Ale mieli za to zaufania do Alfonsa Capone, który zresztą robił więcej dobrego w czasach Wielkiego Kryzysu, niż właściwa władza. Więc poszedł do więzienia.

Ponad to, zasypywany byłem ciekawostkami. Przykładowo: władza celowo zatruwała nielegalny alkohol by zniechęcić ludzi do kupowania takiego. Inni umierali, bo ci którzy go produkowali, nie znali się na tym. Ale chcieli się za wszelką cenę napić, więc tyle właśnie zapłacili. A mogli zamiast tego pójść do apteki, kupić pewne dwa produkty, zmieszać je ze sobą... i mieli pełnoprawne wino. Poważnie.

Wymowa dokumentu jest silnie przeciwna takiej ingerencji władz w życie osobiste obywateli. Od samego początku nazywają to narzucaniem moralności. A potem mówili: "To właśnie się dzieje, gdy jeden człowiek chce siłą narzucić drugiemu własną moralność". Wnioski są ponadczasowe i uniwersalne. Pasują choćby do dyskusji o dostępie do broni palnej. To historia o błędach, których możemy uniknąć w przyszłości.

Koniec końców dzięki Kryzysowi zniesiono prohibicję, bo tam były miejsca pracy. A najzabawniejsze jest to, że wtedy... trudniej było się napić. Wcześniej, gdy obowiązywał zakaz, to piłeś kiedy chciałeś. Gdy je zniesiono, zaczęły się regulacje.;)
Oglądałem na Netflixie. Będzie tam jeszcze do 14 lipca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz