poniedziałek, 19 września 2016

30 najlepszych filmów XXI wieku



Mamy już 2016 rok, do końca XXI wieku zaledwie 0,22 sekundy kalendarzu kosmicznego, więc to dobry moment, by zrobić podsumowanie najlepszych filmów ostatnich 15 lat i najbliższych 84. Jeszcze parę miesięcy temu to byłby najbardziej durny pomysł na świecie, ale skoro BBC zrobiło taką listę, to "coś w tym musi być", pomyślał Internet, i oto jestem. Dołączam się do inicjatywy polskich blogerów filmowych, chociaż nikt mnie do tego nie zapraszał.





Wciąż jesteśmy mądrzejsi niż nasi przodkowie, którzy w analogicznym okresie czasu mordowali się nawzajem w Wielkiej Wojnie, bo koniecznie chcieli zostać bohaterami "Na zachodzie bez zmian".

A żeby cały ten cyrk miał jeszcze mniej sensu, to nie liczymy roku 2000. Bo nie. Nikt tego roku nie szanuje najwyraźniej, i nie należy on do żadnej dekady. A jeśli mielibyście ochotę kłócić się o cyferki i lata, to przyspieszę tę dyskusję do momentu, na którym stanęła ona wiele lat temu, gdy prowadziłem ją po raz ostatni. Otóż: Jezus urodził się ok. 8–2 roku p.n.e. I teraz to sobie liczcie, jak chcecie być poważni.

Point is: jebać "Requiem dla snu". Tak samo "Harmonie Werckmeistera", "Wonder Boys", "Tańcząc w ciemności" i "Memento". Mieliście pecha. Trzeba było mieć premierę w innym roku, wtedy krytycy by was kochali. Ale że zabawa w ustalanie prawidłowego zakresu lat jest dla dzieci i matematyków, to trzeba stosować się do zasad, które organizator sobie wymyślił. Jak będę robił swoją listę, to będę liczył z 2000 rokiem włącznie. I na pewnie nie ograniczę się do trzydziestu pozycji.

A tymczasem... Oto:



Garretowy
Top 30
Najlepszych filmów XXI wieku




Miejsce 30: Potwory i spółka / Monsters, Inc. (2001)

Witajcie w świecie, gdzie potwory faktycznie istnieją. I odwiedzają nocą nasz wymiar, dostając się tutaj przez szafę w naszym pokoju. Robią to, bo nasz krzyk zasila ich miasto. Logiczne. Kaseta VHS z tym filmem była srogo katowana, ale w końcu nauczyłem się całego filmu na pamięć. Z polskim dubbingiem, oczywiście. W wersji oryginalnej ten film jest co najmniej... nieśmieszny. Prawdopodobnie, osobiście nie dałem rady nawet jednej sceny w ten sposób poznać. "Hej stary, rozchmurz się, Boo jest bezpieczna... Fakt, że to przez nas zamknęli fabrykę, i tysiące ludzi zostało bez pracy... Nie mówiąc już o zamieszkach, które wybuchną, gdy zabraknie prądu... Ale hej! Przynajmniej się pośmialiśmy, racja?"





Miejsce 29: Clerks - Sprzedawcy 2 / Clerks II (2006)

Idealna kontynuacja, która była niemożliwa do zrealizowania. Wracamy do bohaterów, który blisko dwie dekady temu prowadzili życie, z którego nie byli zadowoleni. I co się okazuje? Ich los wygląda obecnie dokładnie tak samo! Tylko dla odmiany są kasjerami w fastfoodzie. Nadal jest śmiesznie i wulgarnie, ale powstaje pytanie: ile można? Ostatnie pół godziny to jeden z najlepszych punktów kulminacyjnych tej dekady, a finałowe dziesięć minut to jedna z najmądrzejszych scen nie tylko w dorobku Kevina Smitha, ale i kina w ogóle.





Miejsce 28: Aż poleje się krew / There Will Be Blood (2007)

Na przełomie XIX i XX wieku w Nowym Meksyku zostaje odkryta ropa naftowa. Daniel Plainview odkupuje od miejscowych ziemię i dorabia się na złożach fortuny.





Na początku widzimy mroźny, wietrzny dzień nad morzem. Grupa młodych sprawdza swoją odwagę - kto nie skoczy z wysokiego podestu do morza, ten tchórz i się z nim nie bawimy. Pośród nich jest dwoje braci - jeden skacze, drugi nie, jednak twierdzi, że to zrobił. Wywiązuje się kłótnia, drobna bójka, lecą do matki. Tam jednak czeka na nich niespodzianka: po 12 latach wrócił ojciec. Sprawdzają zdjęcie - tak, to on. I chce ich zabrać na wycieczkę. Naprawdę mądra opowieść o trudach dorastania, relacjach ze starszym bratem, ojcem i jego naukach - walczeniu o swoje oraz znalezieniu tej równowagi pomiędzy kwestionowaniem wszystkiego oraz ślepym posłuszeństwie. Jeden z niewielu filmów pokazując, że życie dziecka jest trudne.





Miejsce 26: Ruchomy zamek Hauru / Hauru no ugoku shiro (2004) 

Sophie, zmieniona przez czarownicę w staruszkę, trafia do dziwnego zamku należącego do czarodzieja Hauru. Spotkany w nim demon składa jej pewną propozycję.




Miejsce 25: Spotkania na krańcach świata / Encounters at the End of the World (2007) 

Dokument przedstawia życie ludzi zamieszkujących Antarktydę oraz piękno natury tego kontynentu.




Miejsce 24: Miasto Boga / Cidade de Deus (2002) 

Oparta na faktach historia dwóch chłopców ze slumsów Rio de Janeiro. Jeden z nich dołączył do gangu, drugi wybrał sztukę i został fotografem.




Miejsce 23: Pogrzebany / Buried (2010) 

Ja pierdolę, ten film. Nie chcę go widzieć drugi raz. Jest aż tak dołujący. Człowiek budzi się w trumnie, zakopany żywcem, i ma bardzo niewiele czasu. Cały ten seans to z jednej strony zachwycają produkcja która trzyma za jaja od początku do końca, chociaż często mamy przed oczami czarny ekran i nic więcej, a nawet gdy coś widzimy, to zawsze jest to tylko ten biedny chłop i kilka desek wokół jego ryja. Nic więcej. Żadnych oszustw, pójścia na łatwiznę i taniości. Brakuje retrospektyw, sekwencji snu, majaków, jakiejś dziecinady i podtrzymywania na duchu. Całość rozgrywa się w czasie rzeczywistym. Tylko ta jedna osoba w nędznej, bezradnej sytuacji, z okropnym, OKROPNYM, finałem. Oglądajcie samemu, w słuchawkach, a najlepiej na sali kinowej.





Miejsce 22: Tatarak (2009) 

Przez takie filmy nie powinno się czytać opisów, tylko iść od razu na film. Przez takie filmy też powinno się czytać opisy, by wiedzieć na co się idzie. Te dwa zdania się nie wykluczają. Czy to jest film? Trochę tak, trochę nie. Podczas produkcji zdarzyła się... sytuacja. Która wpłynęła na kształt tej produkcji. Zmieniła ją. Fikcja ustępuje rzeczywistości, a bolesne monologi Jandy zachwycają, mieszając warsztat aktorski z osobistą misją.





Historia rozgrywa się w sporych rozmiarów domku pływającym wolno po niewielkim jeziorze pośrodku gór i ciszy. Mieszka tam starszy mędrzec oraz jego podopieczny, mający najwyżej kilka lat. To właśnie tytułowa wiosna, w której młody bohater nauczy się rozumieć przemoc, oraz wiele więcej: pozna życie. Film niewielu słów, za to pełen pomysłów na kolejne sceny. Lubię patrzeć na niego w dosłowny sposób, brać każdą scenę za to czym jest i tyle. Bardzo lubię historię o dziecku wychowanym w takich warunkach, jego relację z opiekunem, z życiem, z samym sobą, z naturą i odrobiną magii, która egzystuje w świecie tej opowieści. Motyw dorastanie, dojrzewania, bycia rodzicem, radzenia sobie z gniewem




Miejsce 20: Motyl i skafander / Le Scaphandre et le papillon / Diving Bell and the Butterfly (2007)

Prawdziwa historia sparaliżowanego redaktora francuskiego czasopisma "Elle", który leżąc w szpitalu, próbuje za pomocą mrugnięć oka opisać swoje wspomnienia.
Sparaliżowany redaktor francuskiego czasopisma leży w szpitalu i może władać tylko mrugać. To wystarczyło, by napisał książkę z pomocą pewnej kobiety... Opowieść oparta na faktach. Jak chcecie to możecie nawet przeczytać tę książkę.





Miejsce 19: Łuk / Bow (2005)

Ot, jestem dziwakiem i to dla mnie jest najlepszy film Kim Ki Duka. Stary człowiek i jego przyrodnia córka, całe życie spędzili na łodzi. Łowią ryby, czasem spotykają tubylców, ale jednak żyją cały czas w swoim świecie, nie odzywając się do nikogo, nawet do siebie samych. Generalnie pojawia się tu najmniej słów z całej filmografii Koreańczyka, przynajmniej mam takie wrażenie.




Miejsce 18: Ludzkie dzieci / Children of Men (2006)

Ponura wizja przyszłości, w której ludzie utracili zdolność reprodukcji.





Gdy historia zaczyna się, wszyscy są razem. Odpoczynek gdzieś poza miastem, mała chatka pośród natury, biesiada pod rozgwieżdżonym niebem... Nie ma fabuły, jest tylko życie, którego cała produkcja jest dramatycznie pozbawiona. Może jakaś nadzieja na takowe pod koniec, ale większość czasu bohaterowie nie żyją. Zamiast tego zajmują się śmiercią, radzeniem sobie z nią, obcowaniem z nią... próbują żyć ze śmiercią. Bo wkrótce jedna z postaci okaże się mieć raka. Po kolei, jej otoczenie zacznie się wykruszać. Zostaną nieliczni, który będą z nią razem do końca chemioterapii. Albo dalej. "33 sceny z życia" są bardzo bolesne. To przeciąganie przez wszystkie etapy obcowania ze zjawiskiem śmierci w rodzinie, bez żadnych uproszczeń i pójść na skróty. Bohaterowie są jacy są, a prawda jest taka, że nie mają zielonego pojęcia co robić. Nie wiedzą co się dzieje, nie potrafią zrozumieć lub zaakceptować. Każdy jest inny, ale zgadzają się w jednym: nie ma tu kogoś pozytywnego. Silnego dorosłego, który wytrzyma. Każdy z tej historii wyjdzie na kolanach, będą się różnić tylko momentem, w którym na nie upadli. Albo chwilą, w której uświadomili sobie, od jak dawna na nich są. To mocny film. Nie dziwię się, że został oparty o doświadczenia osobiste reżyserki. Tu ludzie nie mogą wytrzymać ze sobą, wyładowują na sobie nawzajem złość, chora czuje się "chujowo", a dawne życie idzie w odstawkę.





Z początku niewiele wiadomo. Widz znajduje się w rumuńskim akademiku, widzi dwie studentki mieszkające ze sobą. Ona źle się czuje, ale trzeba COŚ zrobić, więc druga wychodzi by się tym zająć. Z pozoru nieistotne zdarzenia powoli układają się w całość. Tu coś kupić, w hotelu zarezerwować pokój, bo były problemy z rezerwacją telefoniczną w innym, i teraz muszą wykombinować jakikolwiek... Nie chcę pisać, o co tu chodzi, i do czego bohaterkom apartament w hotelu. Jestem przekonany, że na papierze brzmiałoby to co najmniej banalnie. Na ekranie jednak można obserwować martwą powagę na twarzach postaci. Nie ma tu miejsca na udawanie - każda z nich robi co może, by znać pełny obraz sytuacji. Nie ma tu nieścisłości, tylko suche fakty: to jest nielegalne. Takie będą konsekwencje. Tyle lat więzienia grozi za to i za to. A takie są opcje. Tylko takie. Nawet przez moment nie przeszło mi przez głowę: to tylko film! Bo to bardzo poważny obraz, opowiadający precyzyjnie każdy detal, by zatrzeć tę granicę pomiędzy widzem i jego przyzwyczajeniami.



Miejsce 15: Dziecko / L'enfant (2005)

Bruno i Sonia są bardzo młodzi i wiodą beztroskie życie. Gdy na świat przychodzi ich dziecko, muszą stać się odpowiedzialni.




Myślałem, że nigdy nie zobaczę tego filmu dwa razy. Ale obejrzałem i jeszcze żyję. Niemniej, jest on wciąż cholernie smutny i depresyjny. To animacja o nieszczęśliwej dziewczynce, która wysyła list do starego, nieszczęśliwego człowieka, który jej odpisuje. Nieznają się, nigdy się nie spotkali, ale kontakt listowy zostaje utrzymany. Dzielą się ze sobą swoim bólem. "Bóg dał nam rodzinę. Bogu dzięki, że chociaż przyjaciół możemy sobie wybrać"






Starzejący się mężczyzna dowiaduje się, że ma syna. Kim on jest? Kim jest jego matka? Bohater wyrusza w podróż by odwiedzić każdą kobietę, którą kochał, by zweryfikować te rewelacje. Enigmatyczne, erotyzujące kino, które z pewnością nie jest wstydliwe. Ale nie jest też otwarte dla wszystkich. Każdy wyniesie z tego seansu tyle ile będzie chciał. Sam będzie musiał zadać pytanie, ale zawsze dostanie na nie odpowiedź. Wszystko ma tu jakieś uzasadnienie. To najbliższe co dostaniemy od Jarmuscha w temacie pornografii. Cieszmy się.





Mała dziewczynka wyrusza w podróż, by uratować rodziców przed wiecznym zamknięciem w ciele świń. Co się dzieje później, to już festiwal kolorów, kreatywności i wyobraźni, jeśli chodzi o wygląd świata, tła, postaci. Chihiro trafia do świata Bogów, staje przed wyzwaniem i musi mu podołać. To było jak opowieść w głowie dorosłego, który wspomina zabawy z dzieciństwa. Albo i dzieciństwo samo w sobie. Ile się wtedy nauczył, kogo wtedy poznał, i jakie wszystko było wtedy niezwykłe i piękne. Bez przyglądania się całości lub szczegółom, bo wtedy wszystko się rozleci. Wszystko to zamknięte w pętlę, przypominającą o tym jednym jakże istotnym fakcie: był wtedy dzieckiem.




Miejsce 11: Zakochany bez pamięci / Eternal Sunshine of the Spotless Mind (2004)

Nieograniczona wyobraźń zarówno w pisaniu historii jak i jej przedstawieniu. Dorosły człowiek po nieszczęśliwym związku chce usunąć ze swojej głowy wszystkie wspomnienia po kobiecie, którą kocha. Czy jest to możliwe? Czy powinno być? Co wtedy? Co potem? Wzruszające, zachwycające i wchodzące na ambicję. Tak właśnie powinno wyglądać kino!




Miejsce 10: Oaza / Oasis (2002)

Chłop zaczyna nawiązywać kontakt z dziewczyną. On niedawno wyszedł z więzienia i jest trochę jakby skrzyżowaniem typowego Wietnamczyka ze stadionu z dresem z bloku. Ręce w kieszeni, cały czas pochylony, wciąż wyciera nos i ma problem ze skonstruowaniem zdania. Typ głupka który wpakuje się w problemy najdalej za godzinę. A ona... ma porażenie mózgu. Tutaj zaczynają się schody - chora osoba i w pełni potraktowanie tematu na serio. Ten temat mógł przerosnąć wielu, ale nikt nie spietrał ani nie poszedł na skróty. Każdy w tym film podołał, nawet licząc ze statystami. Bo Gong-ju jest pierwszą tego typu postacią w kinematografii, dzięki której byłem wręcz pewien, że poznałem kogoś niepełnosprawnego. Kogoś, kto ma naprawdę problem z czymś normalnym, jak choćby wyprostowanie palców. Samo przebywanie obok takiej postaci rodzi problemy, a co dopiero kręcenie z nią filmu. Trzeba było mieć jaja, by to pociągnąć do końca.




Miejsce 9: Once (2006)

Perełka, malutka perełka. Facet poznaje dziewczynę i zaprzyjaźnia się z nią, jednocześnie śpiewając o swojej miłości do kobiety, która go opuściła. Przykład filmu, który wydaje się niewielki, ale posiada multum treści niewidocznej na pierwszy rzut oka. Piękny, miękki, uroczy i romantyczny.





Widz na początku otrzymuje trzy historie: o dziewczynie, której chłopak wyleciał do USA. O matce dwóch dzieci, która zaczyna wariować. O facecie pragnącym zachować dom ciotki, zamiast oddać go pobliskiej fabryce. Ci ludzie się nawzajem znają, wpadają na siebie co jakiś czas, i ich losy są ze sobą powiązane w pewnym stopniu, by gdzieś w połowie filmu zetknąć na dobre. Ten film wymaga skupienia, ale co rzadko spotykane, potrafi się za nie odwdzięczyć. Opowieść o zwykłych, dobrych ludziach którzy jak chyba każdy musieli stanąć wobec problemu, z którym musieli coś zrobić, choć ich nie dotyczył.




Młody człowiek przechodzący głęboką przemianę psychiczną i filozoficzną, zmianiający w trakcie opowieści całkowicie swoje wierzenia. Czegoś takiego kino jeszcze nie miało. A gdyby jeszcze tego było mało, atakuje widza na koniec potężnym zwrotem akcji, którego nie można było się spodziewać. Jeden z nielicznych przypadków, gdy to ekranizacja jest lepsza niż książka (reżyserował autor oryginału!), chociaż warto ją przeczytać. Gdy odkryłem ten film to miałem ochotę potem oglądać tylko ten jeden tytuł. Z cztery razy go widziałem pod rząd.





Polska i polskie kino w pigułce. Dzień z życia inteligenta polskiego. Mądrego na tyle, by problem umieć zobaczyć, ale nie na tyle mądrego, by znaleźć sposób i go naprawić. Kopalnia cytatów i porażająco czytelny surrealizm. Ponadczasowy film, niestety.





Miejsce 5: Wszystko za życie / Into the Wild (2007) 

Młody chłopak idzie do lasu, by żyć na swoim i robić to, w co wierzy. Żadych półśrodków. Akceptacja każdej konsekwencji. Widziałem ten film raz. W kinie, w dniu polskiej premiery, jako trzeci film tamtego dnia. Musiałem zostać w łazience parę minut dłużej. Już nigdy nie zobaczę tego filmu drugi raz.




Miejsce 4: Koń turyński / Torin Horse (2011) 

Wieśniacy zamknięci w chacie, czekają na zmianę. Ile można czekać? Film otwarty na interpretacje. Dla mnie to opowieść o płaceniu za błędy i podtrzymywaniu nieżycia, niczym nigdy nienapisany epilog dla "Atlasu zbuntowanego", czyli mojej ulubionej książki. Ostatni film Beli Tarra. Jedyny, który widziałem w kinie. 150 minut siedziałem jak zaihipnotyzowany.






Tytułowa przechowalnia to miejsce, do którego trafiają dzieci i nastolatkowie które próbowały popełnić samobójstwo, ich rodzice mają problemy prawne lub - ujmując to bardziej ogólnie - zachowywali się nieprawidłowo albo mają różne delikatne problemy, i ten ośrodek to miejsce dla nich. Nie mają prawa go opuścić, ale jeśli uciekną, ludzie tam pracujący nie mogą ich nawet dotknąć. Poza terapeutami i zarządem, pracują tam ludzie odpowiedzialni za stworzenie bezpiecznej atmosfery. Jedną z takich osób jest Grace, główna bohaterka. To jest smutny film. Nawet bardzo. Jednak nie zostałem przytłoczony nawet na chwilę dramatami których byłem świadkiem, bo zobaczyłem tutaj sporo mądrych ludzi. Większość postaci ma za sobą pierwszą fazę paniki i teraz zachowują się tak jak normalni ludzie, nie dając po sobie poznać na każdym kroku, że kiedyś molestowała ich matka czy coś w tym rodzaju. To bardzo subtelne przedstawienie, nikt nie ma ochoty krzyczeć o swoich problemach. Po drugie, jeszcze więcej jest tu postaci które są dorosłe i dojrzałe, umieją sobie poradzić z takimi problemami, gdy je u kogoś rozpoznają. W każdej, nawet ekstremalnej sytuacji. Nikt tu nie jest ze szkła. To faktycznie buduje atmosferę bezpieczeństwa, w której można się przejąć tym co się dzieje na ekranie, ale bez wpadania w ciężką depresję.





Charlotte skończyła filozofię, do Tokio trafiła u boku męża, który ostatnio pracuje tu jako fotograf. Wychodzi na całe dnie, więc większość czasu ma dla siebie. Bob to starszy aktor, który od dawna nie zrobił filmu, a do Tokio trafił by kręcić reklamę alkoholu. Oboje zamieszkają w tym samym hotelu, będą się mijać w windzie, w barze późnym wieczorem, gdzie zajrzą by uleczyć bezsenność... Uwielbiam ciszę w tym filmie. Przestrzeń osobistą, którą bohaterowie mają wokół siebie. Chociaż to romans, to każda z postaci uczy się tutaj przede wszystkim życia z samym sobą.





Życie młodego człowieka, któremu umarł ojciec. Jeśli w kinie miałoby powstać kiedyś coś na poziomie "W poszukiwaniu straconego czasu", to "Debiutanci" postawili w tym kierunku pierwszy krok. Arcydzieło montażu i reżyserii, opowieść poza "tu i teraz". Delikatna i romantyczna, piękna rzecz. Cieszę się, że żyję na tym samym świecie, w którym istnieje ten film. Ścisłe miejsce wśród moim ulubionych filmów w historii. Uwielbiam jego atmosferę, dojrzałość, bohaterów, relację między Anną i Oliverem. I psa.




Mam nadzieję, że gdy za 85 lat mając 86 lat zrobię aktualizację tej listy, i wtedy żadnego z tych filmów na tej liście nie będzie. Bo powstaną lepsze.
13 powstało w USA
8 powstało w Europie
3 powstały w Polsce

25 powstało w I dekadzie XXI wieku
5 powstało w II dekadzie XXI wieku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz