Obejrzałem nowy film Sandlera: "The Do-Over". Dlaczego? Bo był "za darmo" na Netflixie i zagrał w nim najlepszy aktor wszechczasów: Michael Chiklis (Vic Mackey w "The Shield"). Mała rola, wściekły mąż w wydaniu komediowym. Pojawia się od 30 minuty, ale jest przyjemna i fani tego aktora nie będą zawiedzeni. Ale o samym filmie też warto napisać kilka słów.
Sandler wie co robi. Sprzedaje marzenie. Mamy oto "The Do-Over" - opowieść o człowieku imieniem Charlie, który nie jest zadowolony ze swojego życia. Samochód i praca od lat nie zmieniły się, własne dzieci go nie szanują, nie zrealizował młodzieńczych aspiracji. Ale pojawia się w jego życiu Adam Sandler, który zabiera go na weekend, gdzie finguje śmierć obojga, i dzięki temu zaczynają życie na nowo. A ten nowy los oznacza wieczne wakacje: drogie samochody, drogie rezydencje, drogie jachty. A do tego jeszcze kobiety które nie noszą majtek (a w łóżku bawią się bez zdejmowania staników z jakiegoś powodu), chętne są na wszystko, alkohol leje się strumieniami... Ale bez nieprzyjemności. Drinki to jedynie dobra zabawa, pozwalające cieszyć się życiem. Do tego skoki na spadochronie, narty wodne, tatuaże i wieczne słońce.
