Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Community. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Community. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 kwietnia 2014

(serial) Community - sezon 5

Comedy, 2014


Każdy z grupy uczącej się Hiszpańskiego wróci w tym roku, bo żaden z nich nie jest zadowolony życiem po Greendale. A niektórzy, jak Jeff, musieli znaleźć inną pracę, więc zostali nauczycielem prawa na tej uczelni. Razem tworzą Radę odpowiedzialną za uratowanie Greendale - naprawę jakości i standardów placówki. Albo coś w tym stylu, już nie pamiętam. Raz, że to było w styczniu, a dwa: niewiele odcinków wynika z tego założenia fabularnego. Większość to typowy przypadek "Community", i o wiele istotniejsze jest, że do grupy dołącza w końcu Senior Chang, a w miejsce Pierce'a (który chyba naprawdę umarł, ale nie będę zaskoczony niczym w szóstym sezonie) wszedł Mike z "Breaking Bad". Oczywiście mam na myśli aktora, który go grał, ale to w zasadzie ta sama postać. Do tego jedna z postaci zniknie w połowie sezonu, a reszta będzie po staremu: wariacki humor, poważne momenty dotyczące przeżyć bohaterów oraz zwariowane pomysły na odcinki. Epicka gra w "podłoga to lawa", kolejna partia RPG (tym razem udana) oraz epizod w całości animowany.


"If I come over there, there are gonna be two sounds: me hitting you...twice"

wtorek, 14 maja 2013

Community, sezon 4 | Podsumowanie

Podobał mi się. To było coś większego dla mnie, zmieniło się nawet w pewien rytuał. Większość odcinków oglądałem po trzy razy - bez napisów, z angielskimi i dopiero później z polskimi, gdy się w końcu pojawiły (do kilku ostatnich nadal ich nie ma). To jedyny sezon, który tak oglądałem, jedyny który w ogóle oglądałem w oryginale przy pierwszym podejściu. Poszło na to trochę energii, i nie została ona zmarnowana mimo wszystko. Dlatego - sezon na plus.



Przede wszystkim - to nadal "Community". Krótsze, z większą ilością słabszych momentów niż zwykle, ale nadal to ten sam serial który pokochałem. Piszę tak, ponieważ dopiero przy oglądaniu czwartego sezonu uzmysłowiłem sobie, jak brzmi jego... hasło? Sens? Przesłanie? By pamiętać, że za każdym żartem stoi coś poważnego, i trzeba uważać, by nie przesadzić. Niby od początku osobiste motywacje bohaterów i ich problemy były przyczyną wielu żartów, ale wcześniej były one rozwiązywane, więc wszystko było w porządku. Shirley godziła się, że mąż odszedł, Abed akceptował, że nie będzie mieć Troya na wyłączność i tak dalej. W czwartym sezonie kilka akcji nie dostało zamknięcia. To o wiele bardziej zapadające w pamięci.

Jeśli kiedyś miałbym stworzyć ranking ulubionych scen, to póki co, miałbym tylko dwie pewne pozycje. Pierwsza to trzyminutowy fragment z 3x16, w którym Annie rozmawia z Annie. Druga - rozmowa Jeffa ze swoim ojcem + finałowa kolacja z rodziną. A kto wie, może to i najlepsza scena w całym serialu? Tego też nie można odebrać temu sezonowi.



Po drugiej stronie... Są tu dwa najsłabsze odcinki dla całej produkcji. Tak, słabsze od dwóch pierwszych odcinków pierwszej serii. Ograne pomysły, wykorzystane już wcześniej schematy (konwencja dokumentu, ktoś coś udaje, Jeff udowadnia, że jednak nie, w końcu wierzy, a on oczywiście udawał...) oraz historie na poziomie Sandlera (do szkoły przybył bogaty student, więc by go tu zatrzymać studenci robią co tylko on zechce, hańbiąc się tym, by na końcu stwierdzić, że to pierdolą i już - a student na to: "Wow, tego wcześniej nie widziałem. W innych szkołach robią, co chcę, bo mam kasę, a tu jaki siuprajz! Zostaję". I więcej go w serialu nie widziałem...).
Co więcej, we wszystkich 13 odcinkach twórcy mieli problem by dać to, co było charakterystyczne dla serialu, czyli kompletne i zwariowane relacje między wszystkimi 7 bohaterami jednocześnie. Tutaj wyraźnie skupiono się na Jeffie, Annie, Troyu, tam z tyłu jest Abed... reszta jeszcze dalej z tyłu. A Pierce w większości odcinków w ogóle się nie pokazuje.:/ Gdzie sceny takie jak ta?


Poza tym, sami bohaterowie się nieco zmienili. Szczególnie to widać w odcinku, w którym Troy i Abed zamieniają się ciałami. Abed w wykonaniu Donalda Glovera jest bardziej tym Abedem sprzed lat. Do tego dopiszę jeszcze takie niekonkrety jak "niewykorzystany potencjał" oraz "nieco słabszy żart", i przejdę do kolejnego punktu.

Czyli 5 sezonu, który jednak powstanie. Jeśli wróciliby do wcześniejszego poziomu, to jestem za. Ale czy chociaż wierzę, że to możliwe? Bo opcji i tematów jest mnóstwo. Ten gigantyczny robot, dziewczyna Abeda, problemy Deana, Shirley i Andre, Annie i Jeff, druga linia czasowa... Tak, wiem, fabuła w serialu komediowym, co ja sobie myślę. Ale taka jest prawda. "Community" nie jest może serialem całościowym, ale jest tu nacisk na fabułę. Szczególnie w trzecim sezonie, gdzie większość odcinków tworzyła pewne grupy. Z jednej strony czuję, że trzeba tu wiele dopowiedzieć, a następnie to zamknąć, więc piąty sezon wydaje się... obowiązkowy. Zapewne i tak by wyszedł, bo fani by się zrzucili.
Ale czwarty sezon był tak chaotyczny, tak nieposkładany i niespójny, tak olewający wcześniejsze wątki i niezamykający tych, które sam zaczął (Jeff pożegnał się z ojcem... i koniec?), że nie liczę na coś satysfakcjonującego. Albo inaczej - nie liczę na coś, co mogłoby udźwignąć jakiekolwiek oczekiwania.

Tak czy siak, czwarty sezon to już historia, którą wspominam pozytywnie.


1. Sezon III - 8,5/10
2. Sezon I - 8/10
3. Sezon II - 8/10
4. Sezon IV - 7/10

niedziela, 12 maja 2013

Community, sezon 4 | odcinki 9-13

4x09 "Intro To Felt Surrogacy" - 8+/10

Bohaterowie siedzą przy stole od kilku dni w ciszy. Dean postanawia im pomóc przy pomocy kukiełek, które pozwolą im mówić gdy nie będą mogli mówić wprost. Akcja cofa się w czasie, a bohaterowie zmieniają się w pacynki.

Hołd dla Muppetów, liczne mrugnięcia okiem (m.in. do "Lost") sporo humoru, piosenki oraz... dramat jako katharsiss, potrzebne by żyć dalej w uśmiechu. I Dean, którego w tym odcinku pokazują jako tego, który pomaga innym, ale ze swoimi problemami musi sobie radzić sam... Właśnie, on też ma problemy! Do tej pory to były tylko zabawne i dziwne rzeczy, ale jakby wziąć je na poważnie, co też właśnie zrobiono... Taki skromny ruch, a jak wiele zmienia.



4x10 "Intro to Knots" - 7/10

Bo skoro śnieg leży do kwietnia, to i można emitować odcinek świąteczny. Wszechświat jest za "Community"!!

Ale poza bardzo miłym mastershotem na początku, liczącym sobie ponad 2 minuty (w ogóle zdjęcia w tym odcinku były bardzo dobre), to nie mam za wiele dobrego tu do powiedzenia. Żart był w porządku, mój faworyt to Troy mówiący z przerażeniem o swoim nauczycielu "Zna moje imię" - obejrzycie to zrozumiecie.;-)

Nie wiem, gdyby był wcześniej jakiś wstęp dla tego nauczyciela, ale on ledwo się pojawiał, i nic z tego nie było warte wspomnienia wśród moich notatek - a grał go cholerny Malcolm McDowell! Tutaj wychodzą na wierzch jego problemy... ale to kompletnie znikąd, taki wymuszony dramatyzm.

Poza tym trochę tego świątecznego klimatu, więc ocena wyższa.



4x11 "Basic Human Anatomy" - 7+/10

Pierce przydaje się na coś, plus. Britta jest ładna, plus. Duet Annie & Shirley mówi to samo, są zabawni, plus. Jeff nauczył mnie mówić "Nie", plus. Troy i Abed zamieniają się miejscami. Wiecie, w stylu "Freaky Friday". Wynikają z tego żarty w stylu zaglądania dla pewności do spodni, ale samo patrzenie na nich jak udają siebie nawzajem jest cholernie rozbrajające.

Na końcu wyjaśnia się, po co się zamienili. Poważna sprawa. Wielki plus.

Scena po napisach, z robieniem wpadek i ganieniem się nawzajem za robienie tego ponownie - też plus.



4x12 "Heroic Origins" - 7+/10

Czyli pół wielkiego finału - co sprawiło, że znaleźli się 4 lata temu na tym uniwersytecie? Może to przeznaczenie? Temat może nie wykorzystany jakoś nadzwyczaj dobrze + kilka wymuszonych momentów, na czele z Abedem uświadamiających sobie, że jest villianem. Ale to jednak dobry odcinek, celnie wykorzystujący te postaci i pozostawiający w przekonaniu, że ten epizod był planowany od samego początku serialu.

Plus morał z "Blizny" Kiedisa, czyli: może i były chuje muje z nas, ale to doprowadziło nas do chwili obecnej, więc jesteśmy dumni z tego, zaakceptujmy to.



4x13 "Advanced Introduction to Finality" - 7/10

 Jeff kończy naukę, wraca do zawodu adwokata, ale zanim to nastąpi - Zły Jeff wkracza do akcji. I powiem tak: fani "Community" którzy akceptują co się stało z tym serialem wraz z trzecim sezonem, będą usatysfakcjonowani, docenią co trzeba, ale... tylko oni. Zbyt wysokie tempo, bugi w scenariuszu, głupie rozwiązania kilku scen, a na koniec jeszcze odwołania do innych filmów które są chyba tylko po to, by pochwalić się, że widziało się te inne filmy. Nawet ja czuję braki w takim zakończeniu wszystkiego. Tak na serio to poprzedni odcinek byłby lepszym zakończeniem. Tutaj tylko kończy się historia Jeffa oraz Pierce'a, ale z doskoku. Cała reszta postaci jest właściwie zapomniana, a potencjał niewykorzystany. Leci niby ta muzyczka, niby widać jakiś zarys fabuły który niby mógł starczyć na epickie, trwające półtorej godziny zakończenie. Widać starania zmieszczenia tego w 20 minut... ale nawet jak to ledwo akceptuję. Serio.

sobota, 11 maja 2013

Community, sezon 4 | odcinki 5-8

4x05 "Cooperative Escapism in Familial Relations" - 9/10

Jebać wszystko poza wątkiem Jeffa, który podczas święta dziękczynienia jedzie do domu swojego ojca, by go w końcu poznać. Reszta jest taka sobie, ale czy to naprawdę ma jakieś znaczenie? Dla kogolwiek?

Czołówka kina dialogu, stawienia czoła przeszłości i najważniejsze - powiedzenie prawdy własnej rodzinie, starszemu człowiekowi, o tym jak to wszystko naprawdę wyglądało. Od tych scen bije taka szczerość i odwaga, że w porównaniu z nimi końcówka "Na wschód od Edenu" może trącić fałszem. Tylu lat nie da się przekreślić. Nie naprawdę. Prawda ponad wszystko? Zgadzam się całkowicie!

Plus piękne zakończenie z rodziną Jeffa i Abedem liczącym na to, że zrobią "Die Hard" na Boże Narodzenie.



4x06 "Advanced Documentary Filmmaking" - 5/10 (oglądałem tylko raz w całości)

Fucking hate this episode? W sumie, mógłbym tak napisać. Serio. Akcja wraca do Changa, który twierdzi, że ma amnezję. Abed robi o tym dokument, Jeff stara się udowodnić, że on tylko udaje... TAK, WCALE NIE BYŁO TEGO WCZEŚNIEJ, RACJA? Łącznie z zakończeniem.



4x07 "Economics of Marine Biology" - 5/10 (oglądałem tylko raz w całości)

Od tego odcinka bije tak wielka potrzeba podlizania się szerszej widowni, by zyskać większą oglądalność, że to aż boli. Postaci, które robią nie to, do czego zostały stworzone, hańbią się i w ogóle.

Fabularnie chodzi o to, że Greendale ma szansę zyskać bogatego studenta i skaczą wokół niego, spełniając wszystkie jego zachcianki. Tak, ciekawe jak to się skończy, nie? Poziom komedii z Sandlerem. Podobny poziom humoru.

To co ratuje ten odcinek to Pierce i Jeff, którzy razem poszli do zakładu, golą się, gadają, a na koniec Jeff stwierdza, że Pierce jest w porządku i byłoby miło, gdyby go lepiej inni traktowali. Piękne. Ale to tylko kilka minut z odcinka.



4x08 "Herstory of Dance" - 6/10

Pierwsza połowa jest taka sobie. Poziom poprzedniego odcinka. Dean wystawia jedną imprezę, Britta pod wpływem impulsu (śmiali się z niej) wystawia drugą, zapowiadając, że będzie tam pewna piosenkarka.

Ale druga cześć odcinka to "Community" w najlepszej formie! Pierce robi coś dobrego, Jeff rozumie swój błąd, Brittę w końcu spotyka coś szczęśliwego a Abed spotyka miłą dziewczynę.

I najlepszy żart od dawna - wiecie, ilekroć oglądacie np. film zombie to zastanawiacie się, czemu bohaterowie zachowują się tak, jakby sami nigdy nie oglądali filmu zombie? Tutaj Abed zachowuje się podobnie, ale właśnie przez to, że oglądał podobną sytuację w telewizji.

Uwielbiam też, jak Annie z Shirley dochodzą w tym samym czasie, że Abed poszedł na podwójną randkę. ;-)

piątek, 10 maja 2013

Community, sezon 4 | odcinki 1-4

"Community" prawdopodobnie się zakończyło... Chociaż nie zobaczyłem tego dużego roboto-pająka, więc może będzie spin-off... Z tej okazji - co myślę o każdym z odcinków ostatniej serii, w formie 3 notatek + kilka słów pożegnania na koniec.


4x01 "History 101" - 8/10

Tu nic nie napiszę, bo wszystkie uwagi zawarłem w notce którą opublikowałem z okazji premiery 4 sezonu.


4x02 "Paranormal Parentage" - 8/10

Odcinek Halloweenowy. Emitowany w Walentynki. Community!!

Straszny dom? Jest. Oryginalnie ustrojony, bez żadnych pajęczyn i strasznych rzeźb? Jest. Ciekawy wstęp do historii? Jest. Logicznie wszystko uzasadnione? Jest. Mnóstwo żartów, które doprowadziły do dramatycznego wyjaśnienia? Oj tak. Powraca brat Pierce'a, który nie do końca sobie radzi, a jego dotychczasowe życie w cieniu tyrana wyskakuje całkowicie znikąd.
Najlepszy moment: Pierce doklejający zdjęcie Gilberta do portretu rodzinnego. Mogliście to przegapić, sam zauważyłem to przy trzecim seansie, i trwa tylko półtorej sekundy. Ale czy trzeba było coś więcej?

A poza tym - grupa porozumiewająca się krzykami, Abed mówiący "This is the greatest thing that has ever happened to me" gdy odkrył tajemne przejście, Troy bawiący się na huśtawce, Britta przebrana za szynkę, Annie bez makijażu...



4x03 "Conventions of Space and Time" - 7/10.
Poziom nieco spadł. Ale to nadal satysfakcjonujący odcinek "Community". Jest weekend i bohaterowie udają się na InspektorCon... Nie ma jakoś wiele do zapamiętania lub do śmiania. Są oczywiście takie epizody, ale generalnie odcinek nie budził mojego entuzjazmu. Ale ostatecznie - dostaję to co chciałem i oczekiwałem. Wątek Annie i Jeffa to tona kjutności - macie wątpliwości, czy Jeff jest kozakiem? Został oblany przez dwie dziewczyny i publicznie zlinczowany, a i tak wyszedł z twarzą z tej sytuacji. Troy i Britta szarżują w swoich rolach, Abed zostaje zamknięty w pewnej budce telefonicznej, ale "po raz pierwszy w mojej długiej historii bycia zamykanym w różnych pomieszczeniach tym razem miałem pewność, że ktoś przyjdzie i mnie wypuści". I tyle.

A potem budzę się o 3 w nocy i stwierdzam, że to jedne z najsmutniejszych kwestii jakie w życiu usłyszałem. Poważnie, pomyślcie nad tym zdaniem, co musiało się stać by ją wypowiedział...

I chciałbym, by Pierce znowu miał moment fajności. Wiecie, jak w I sezonie wyrzucił tę antenkę na uszy, mówiąc że powinno się słyszeć tylko tych którzy są ciebie najbliżej ("to ci, którzy cię kochają"). Albo w drugim odcinku świątecznym, gdy przyznał na koniec, że został nie tylko ze względu na ciasteczka. Niech będzie nadal gburem, ale dajcie mu też jakiś pozytywny moment.


Well, I just went upstairs and saw your room. Saw the two robes, the two coffee cups, one with lipstick, one without. And I saw actual hair that looked a lot like mine on my side of the sink, so I have some questions. First one, is that actually my hair, and - if so, did it fall out naturally? Because if it did, you need to tell me right now, 'cause I have to call science. Also, what the hell is going on?


4x04 "Alternative History of the German Invasion" - 7+/10
Póki co, mój ulubiony odcinek, którego nie mogę ocenić wyżej. Fabuła w skrócie to niesnaski z Niemcami, którzy ze zwykłej złośliwości zajmują salę w której od trzech lat uczyli się bohaterowie serialu. Okazuje się, że poza nią w Greendale nie ma równie dobrych sal ("wyglądają jak z filmu Aronofsky'ego"). Konflikt się więc zaostrza.

Trudno tego nie lubić. Swoje trzy chwile ma każda z trzecioplanowych postaci z wyjątkiem Neila. Vicki, Leonard, ten dziwny gość po wojsku. Greendale znowu jest miejscem nauki. Wielki żart czwartej ściany - okazuje się, że wydarzenia które rozgrywały się wewnątrz sali wcale nie były oddzielnym wszechświatem, reszta studentów widziała co się tam działo i czekała, aż zwolnią salę. Przez trzy lata. Bo to w końcu... sala do nauki. Tego się niespodziewałem. Podobnie jak wszystkich tych złożonych żartów, z koszulką "SS" na czele.

Zakończenie bardzo mi się podoba... i jednocześnie jest "takie se". Fajnie, że to naprawili i w ogóle wzięli się do roboty, ale... to nie powinna być działka dziekana i innych, żeby Uniwersytet był zdatny do użytku, by nie było szopów w wentylacji i tak dalej? Musieli studenci się tym zająć? Wszystko poza tym jest w pośpiechu, aktorzy machnęli kilka razy pędzlem po ścianie i koniec ujęcia. Żadnego końcowego słowa z Niemcami, żadnego porozumieniami z Garrettem i resztą. Po prostu... pomalowali i już jest elo. TBC?

Tekst odcinka - Dean Pelton: "(...) here at Greendale, that is a big, fat no-no."

A Allison Brie coraz rzadziej wygląda na Annie.

czwartek, 6 grudnia 2012

COMMUNITY / Top 10 odcinków, part I

Miejsce 10
"Anthropology 101" (2x01) - 9/10.
Z miejsca polubiłem ten odcinek, a wtedy to była najwyższa oceną jaką dla serialu dałem. Drugi rok studiów, kontynuacja zakończenia Britty z poprzedniego sezonu. Teraz okazuje się, że jej wyczyn był odebrany w pozytywny dla niej sposób - staje się idolką. I robi z siebie idiotkę, by być dalej uwielbianą.

Cholernie spodobała mi się jej rywalizacja z Jeffem w tym odcinku, gra bez żadnych reguł, z rewelacyjną kłótnią w środku, Abedem organizującym ślub w 40 sekund, wytrzaskującym skądś Irlandzką śpiewaczkę... i morałem, że najważniejszy jest szacunek... (A nie, bo transformers z patyków! xD) Rewelacja...



Miejsce 9
"Curriculum Unavailable" (3x19) - 9/10.
Swoisty "The Best of" do którego wszedł Dave z "LOST". Najbardziej fabularny z odcinków "Community", budzący uczucie "chcę zobaczyć, co będzie dalej!". Z jednej strony odcinek kontynuuje wcześniejsze wątki, z drugiej mogę co nieco ujawnić: w skrócie Abed zostaje skierowany na terapię do psychiatry, a zabiera się z nim reszta paczki. Po kolei, zaczynając na dziwnościach Abeda, poprzez dziwności pozostałych, kończąc na tym, że to Greendale zrobiło z nich wariatów. Wszystko zobrazowane zupełnie nowymi gagami, bez żadnej fabuły, feeria 10-sekundowych żartów. Śmiech non-stop bez żadnych przerw. Cudowne.

I trach, na koniec staje się poważnie. I tak jak pojawienie się Dave'a w "LOST" mogło oznaczać koniec fabuły i wielki finał z zaskakującym twistem. Ale na szczęście jest tylko okazją do kolejnych żartów czwartej ściany... które wydają się za mocne, jakby celowali w coś więcej. Gdy słyszę Garretta mówiącego "Chcę zobaczyć co się stanie, gdy zabiorę im długopis", czuję się jakby twórcy łamali coś jeszcze poza czwartą ścianą.

Zmiana czasu i reakcja Abeda, Troy krzyczący: "Dobre wieści! Wydałem wszystkie swoje pieniądze!" oraz Jeff mówiący: "Niech mi ktoś pomoże poprawić nastrój".



Miejsce 8
"Conspiracy Theories and Soft Defenses" (2x09) - 9/10.
Dziekan odkrywa, że Jeff uczęszcza na zmyślone przez siebie zajęcia z teorii konspiracji. Jeff jednak upiera się, że mówi prawdę, więc idą do sali prof. Profersorsonna. A tam ku zaskoczeniu Jeffa naprawdę go spotykają. Jeff zmyślił te zajęcia, ale skąd... ten facet... i do tego miał legitymację?

To ten odcinek, który wydaje się, że będzie na poważnie, ale jest kreskówkowy do końca. Nawet jak na koniec wszyscy giną i wymiana zdań w ciągu 15 sekund przebija stopniem skomplikowania "Incepcję" to i tak śmiałem się zdrowo. Tego nie dało się brać na serio. Przynajmniej nie dłużej niż przez 15 sekund.

A Abed z Troyem mają to gdzieś i budują fort z koców, który zaczyna żyć własnym życiem. Czołówka pomysłów tego serialu, przez który chce się wejść w ekran i tam zamieszkać.



Miejsce 7
"Intermediate Documentary Filmmaking" (2x16) - 9/10.
Uwielbiam świrów. A tutaj jedna postać ześwirowała na tyle, żeby innych doprowadzić do szaleństwa. I to jeden z tych przypadków, gdy warto byłoby obejrzeć kilka poprzednich odcinków by ogarnąć akcję tego.

Pierce leży w szpitalu i twierdzi, że umiera od przedawkowania leków. Zaprasza więc przyjaciół by się z nimi pożegnać (Troy: Żegnać? Czyli zamierzasz nas zabić?!). Abed kręci o tym dokument m.in. wyjaśniając na wstępie, że Pierce wcale nie umiera, chce tylko zemścić się na przyjacielach. Więc się zaczyna...

Każdy plan polega w jakimś stopniu na zniszczeniu psychicznym, i to na poważnie. Wszystko oczywiście owocuje mnóstwem żartów (choćby sceny w których Jeffowi "odwala") ale jednak nie można ukryć, że sytuacja z czasem staje się coraz poważniejsza. Nie tylko wraz z oczekiwaniem na przyjazd ojca Jeffa, ale też gdy okazuje się, że Pierce naprawdę ich przejrzał i uderzył gdzie miał zamiar.

Plus konwencja dokumentu która wcale nie jest jej parodią, chociaż z niej żartują. Wiele żartów czwartej ściany, wiele nowych rzeczy o bohaterach, świetne zakończenie tej "trylogii złego traktowania Pierce'a".



Miejsce 6
"Modern Warfare" (1x23) - 9/10.
Dosyć oczywista pozycja. Pierwszy odcinek w którym twórcy poszli na całość idąc w kreskówkę jak to tylko możliwe przy pracy z żywymi aktorami. Rozpoczynając na szalonym pomyśle brutalnego turnieju paintballa w którym wszyscy walczą jakby byli na polu walki i dzierżyli prawdziwe spluwy. Jest genialny wstęp z Jeffem który idzie się zdrzemnąć do auta, a gdy po godzinie się budzi widzi istne pobojowisko, jakby właśnie nadszedł koniec świata wg Emericha (wszystko w jednym ujęciu!). Potem mamy Abeda skaczącego od ściany nad Jeffem by go uratować, Troya zachowującego się jak typowy czarny w filmach wojennych ("Łi foć'ju ded, men!"), Britta robi wślizg między nogami Jeffa... i tak dalej aż do końcówki, w której wybucha bomba atomowa. Poszli na całość, i to w wielkim stylu.