Po skończeniu oglądania "LOST" chciałem oglądać dużo seriali. Uświadomiłem sobie, jaki potencjał one mają. Ale jakiś czas później uzmysłowiłem sobie również, jak niewiele produkcji może mnie usatysfakcjonować, i czego oczekuję od nich od tego momentu. Ale takich seriali nie było, co dziwne. Jeszcze dziwniejsze jest to, że w pewnym momencie dla żartu pomyślałem, by samemu napisać taki serial.
Wiedziałem mniej więcej co chcę uzyskać. Chciałem stworzyć serial dla samego siebie, żyjącego gdzieś tam, czującego pustkę po skończeniu "Lost". Chciałem złożonej, wielowątkowej opowieści, rozpisanej na wiele lat i mnóstwo postaci. Chciałem, by wszystko miało znaczenie i to była spójna historia, bez zbędnych wątków, bez lania wody. Nastawionej na cliffhangery, zaskakujące zwroty akcji, chciałem by zakończenie zmieniło całkowicie spojrzenia widza na całą opowieść, chciałem by to był produkt wielokrotnego użytku, by przy każdorazowym oglądaniu można było coś nowego odkryć dzięki wiedzy wyniesionej z przyszłych odcinków. Chciałem mieć bohaterów, którzy dają się poznać po większej ilości czasu. By to była zamknięta historia, bez furtki i dopowiedzeń. By to była aż tak skomplikowana historia, że nie dałoby się jej przedstawić w prosty sposób: "O czym ten serial jest". Bez nadprzyrodzonych zjawisk i magii. Chciałem wielu rzeczy.
Long story short... zrobiłem to. Nosi tytuł "Awake" i jego temat to zetknięcie się ze światem, który nie reaguje na twoją obecność. Wymyślenie kręgosłupa całej historii, który dziś mógłbym streścić w 4 zdaniach, zajęło mi jakiś miesiąc lub dwa, nie jestem pewny. Nie miałem wtedy żadnej fachowej wiedzy, jedynie garść wniosków i rzeczy-które-sam-chciałbym-zobaczyć-na-ekranie. Np. największy minus "Lost" to improwizowanie, niekończenie wniosków, dopisywanie pewnych rzeczy na poczekaniu. Dlatego pierwsze co zrobiłem to napisałem finał, i na nim budowałem resztę opowieści. Nawet nie wiem, czy jest jakaś szkoła która uczy jak to robić, byłem samoukiem, i w zasadzie nadal jestem (bo nie spotkałem się jeszcze z żadnymi poradami, jak budować wielowątkowe historie, musiałem sam sobie wymyślić reguły). Do momentu, gdy przeczytałem podręcznik scenopisarstwa, miałem już sporo wymyślone. Okazałem się nawet prymitywistą, większość lektury polegała na jaraniu się, ile rzeczy zrobiłem bez świadomości tego, że powinienem je zrobić - np. związek głównego bohatera ze światem filmu. Wiedzieliście o istnieniu czegoś takiego? A jednak coś takiego jest.
Minus takiego jarania się był taki, że nie zwróciłem uwagi na detale w stylu właściwego formatowania tekstu, oraz nie poświęciłem zbytniej uwagi temu, jak mam pisać. Znam regułę, producent ma obejrzeć film za pomocą słów które napiszę, ale dziś nie mam pewności, czy umiem wyczuć tę granicę pomiędzy pisaniem scenariusza a pisaniem czegoś, co bardziej kwalifikowałoby się do opowiadania. Nie wiem, czy dobrze opisuję sceny, czy prawidłowo je oznaczam i tak dalej. Tutaj po prostu potrzebowałbym nauczyciela.
Podstawową moją obawą było to co zawsze - że będę nad czymś pracować, udowodnię sobie wiele, osiągnę wiele... i nic mi to nie da. Dlatego od początku starałem się znaleźć sposób, by tekst zrealizować. Jak mi szło? O tym za tydzień.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOST. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOST. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 października 2013
niedziela, 12 sierpnia 2012
Lost, sezon 4 | odcinki 9-13 (14)
4x09: "The Shape of Things to Come". Śmierć Alex podkreślona monologiem Bena który rani ją do żywego a miał ją uratować. Niestety, wyszło jak wyszło. Czyli w ogóle. Bez emocji na wierzchu. Zimne zabójstwo, zimna strata. Chyba od tego odcinka Ben stał się najlepszą postacią (aktorsko) obok Locke'a.
Mamy jego futurospekcję, w której najpierw znajduje się na środku pustyni (dlaczego? I to na dodatek w kurtce zimowej?), by potem dowiedzieć się, w jakim czasie się znajduje oraz, że Sayid ożenił się z Nadią! Ale ona zgineła, a teraz będzie jej pogrzeb. Ben postanawia pomóc znaleźć Sayidowi zabójcę jego żony by w ten sposób go zwerbować do swojej... armii? A na koniec odwiedza Widmore'a by powiedzieć mu, że zabije Penny. W rewanżu za Alex.
W tym odcinku dowiadujemy się czemu Sayid będze pracować dla Bena oraz poznajemy relację Ben - Widmore. Mają przeszłość...
Teraźniejszość? Ben wzywający dymek. Wtf? 8/10.
4x10: "Something Nice Back Home". Relatywnie nieciekawy odcinek, przedstawiający losy Jacka i Kate po opuszczeniu Wyspy. Zostają razem, potem małżeństwem... Niestety Jack zaczyna wariować. Najpierw Hugo budzi w nim dziwne uczucia, przekazując mu wieść od Charliego: "Nie powinieneś go wychowywać". Potem widzi własnego ojca i zaczyna brać lek dla wariatów. Na samym końcu chyba ma żal do Kate za jej niewystarczającą wdzięczność za to, że ją uratował. Chyba, trochę niejasny i niedopracowany ten wątek.
Wiemy, że Jack dowiaduje się, iż jest wujkiem Arrona. Że Sawyer został (żyje?) na Wyspie, i poprosił o coś Kate zanim ta uciekła z Wyspy. I miał wybór, by to zrobić. Oraz, że ktoś odwiedzi Jacka w przyszłości...
Teraźniejszość to Clair idąca w cholerę do dżungli w środku zostawiając dziecko na pożarcie dymkowi oraz wyrostek Jacka. Niezłe rozbudowanie relacji Juliet - Kate - Jack. "Wiem, że jesteś przytomny". 7/10.
4x11: "Cabin Fever". Przeszłość Locke'a - matka w wieku 16 lat potrącona przez samochód musiała rodzić przedwcześnie. Ale John to wojownik, podgladany przez... Alperta? Czemu?
Matka nie była w stanie go przytulić, babcia nawet nie rozważała innych opcji poza adopcją. Młody John i jego życie - bycie tym wyśmiewanym przez pozostałych, lubiącym sport wbrew swojemu przeznaczeniu - nauce. Wtedy pierwszy raz powiedział "Nie mów mi, czego nie mogę zrobić".
W teraźniejszości Keamy wrócił ze starcia z dymkiem, wymuszając na kapitanie łamanie reguł w celu powrotu na Wyspę i porwania Linusa a następnie... spalenia Wyspy. Kapitan nie na to się pisał.
W tle Desmond z Sayidem planują transportowanie ludzi na frachtowiec za pomocą pontonu. Michael czeka skuty na decyzję innych, co z nim zrobią. Nie wypiera się niczego.
Locke z Hugo i Linusem szukają chatki Jacoba. Swoją drogą - dobrze, że gdy Ben prowadził Johna w III sezonie to ona się nie przeniosła, miło zich strony. W każdym razie - Wyspa im podpowiada, gdzie chatka leży, w postaci snu w którym John spotyka Horacego. Czyli domek Jacoba został wybudowany przez jednego z Dharmy w celu bycia domkiem wypoczynkowym. Locke wraca do dołu z trupami Dharmy, odnajduje ciało Horacego a przy nim mapę do chatki. W samej chatce spotyka Christiana i Clair która... nadal niewiadomo czemu zostawiła syna, ale przynajmniej wiadomo gdzie jest. W teleportującym sie domku wypoczynkowym. Dobra, liczy się jedno: Christian wyjaśnia Johnowi, jak ten może uratować Wyspę przed najeźdzcami. Przenosząc ją.
Swoją drogą, Widmore wiedział, że Ben pójdzie do Orchidey by przesunąć Wyspę. Ale... czemu sam Ben tego nie wiedział? Z innych drobiazgów które nie podobają mi się. Zabicie doktora oraz sposób w jaki Ben mówi: "Los to kapryśna dziwka". Sam nie wiem czemu.
Generalnie - znowu dużo chodzenia, mało się dzieje... 7/10.
4x12: "There's No Place Like Home: Part 1". Znowu mamy się nabrać na sztuczkę z heroicznym Jackiem który mimo krwawiącej rany rusza na ratunek komuś tam. Problem w tym, że tym razem to wcale nie jest już dramatyczne. Tak jak reszta historii z wycinaniem wyrostka.
Uwielbiam fakt kompletnej bezużytności nowych postaci na Wyspie jak Miles lub Dan (który znowu pokazuje, że potrafi przedramatyzować każdą kwestię, choć nadal go lubię). Wytnijcie ich ze scenw których są - zauważycie róznicę. Ale ledwo. Na szczęście i tak mają ich niewiele, więc to zbytnio nie razi.
Inna sprawa - w tym odcinku świat usłyszał fenomen pod tytułem "There's No Place Like Home"... I w ogóle go to nie obeszło. Bo gdy słyszymy ten utwór za pierwszym razem, w ogóle go nie słyszymy. Zamiast niego jest niewycięty niewiedzieć czemu ryk samolotu. Za drugim razem słyszymy wariant tego utworu, z wyciętym wstępem i zakończeniem, na dodatek przyspieszony by pasował do zakończenia.
W przyszłości jest ważne wydarzenie - Jack dowiaduje się, że Claire to jego siostra. Czyli jest wujkiem Arrona i tak dalej. Dosyć gruba sprawa, na którą zabrakło uwagi twórców. Cały ciężar emocjonalny i nie tylko zrzucony został na barki Foxa który w kilka sekund miał okazać, jak ta wiadomość wpłynie na jego życie i sumienie spowodując finalnie dycyzję by wrócić na Wyspę. Nie mówię, że przegrał wtedy, ale... też niezachwycił swoim aktorstwem. Widać zbyt dużo od niego oczekiwano w tamtej scenie.
W teraźniejszości też jest taka scena, Jin i Sun dowiadują się o Michaelu - i znowu, jedna scena ograniczona do jakiś 5 zdań. Wraca morderca i zdrajca, pracujący pośrednio dla Bena, chcący odkupić winę zdarzeń na Wyspie... I nic. Ta scena po prostu mija.
Co dobrego? Właściwie cały wątek przyszłości. Powrót samolotem, oddalenie z ujęcia na niego pokazujące, że kamera jest w samolocie. Rozmowy Oceanic 6, konferencja, Nadia, witanie się z rodziną w slow-mo, impreza u Hugo, pogrzeb ojca Jacka (choć miałem wrażenie, że sporo kwestii zostało nagrane jeszcze raz potem w studiu ). Również wciąż niewiemy, co stało się z Wyspą i wszystkimi na niej, wielki plus za to.
Największym plusem odcinka jest zakończenie, podsumowujące wstęp do finału sezonu. Rozmach przy prowadzeniu kilkunastu wątków naraz zawsze będzie mnie zachwycać, co poradzić. Do tego zbliża się moment, kiedy teraźniejszość połączy się z futurospekcjami. Na ten moment czekaliśmy, twórcy trzymali buzię na kłodkę do ostatniego momentu. To naprawdę czuć. 5/10
4x13: "There's No Place Like Home: Parts 2 & 3". Prawie półtorej godziny finału, w którym wreszcie na pierwszy plan wychodzą tytułowi zagubieni.
Napięcie jest wręcz nieskończone - przesunięcie Wyspy, bomba na frachowcu, braki w paliwie, Sawyer skaczący z helikoptera, pośpiech... Dzieje się tu tak dużo, że można odpaść. Ben zostaje wysłany w przyszłość po przesunięciu Wyspy i pewnie już nigdy nie wróci na nią - jednak wcześniej mści się na Keamym, ten jednak był podpięty do bomby czasowej na frachtowcu, w razie zatrzymania serca wszyscy na nim zginą. Ben na to nie zważa, ładując bez przerwy do windy różne metalowe elementy by wysadzić stację Dharmy w powietrze, a wszystko po to by dostać się do tajemniczej energii będącej prawdopodobnie Sercem Wyspy.
Frachtowiec wybucha, a co tam się dzieje... Michael ginie od bomby, spotykając wcześniej Christiana który go uspokaja na sekundę przed śmiercią. Giną też wszyscy inni na statku, łącznie z Jinem. Widzi to Sun, która moment wcześniej przyleciała helikopterem z Jackiem, Kate, Arronem, Frankiem, Hugo i Sayidem. Zabierają ze sobą jedynie Desmonda który pogania ich by uciekli bo tu jest bomba. Biorą tyle paliwa by wrócić na Wyspę, ale nawet i wtedy ledwo im się uda uciec... Niestety - Wyspa znika na ich oczach.
Co się z nią dzieje? To tylko jedno z wielu pytań tego odcinka. Co tak naprawdę stało się po opuszczeniu Wyspy przez Oceanic 6? To mnie najbardziej martwi, bo z tego powodu zapewne tam wrócą. Wiemy, jak wygląda ich życie w przyszłości. Ale co... z resztą?
Poznajemy też zawartość trumny i prawdziwą osobowość Jeremy'ego Berthama. Wspaniały finał sezonu, 9/10.
Mamy jego futurospekcję, w której najpierw znajduje się na środku pustyni (dlaczego? I to na dodatek w kurtce zimowej?), by potem dowiedzieć się, w jakim czasie się znajduje oraz, że Sayid ożenił się z Nadią! Ale ona zgineła, a teraz będzie jej pogrzeb. Ben postanawia pomóc znaleźć Sayidowi zabójcę jego żony by w ten sposób go zwerbować do swojej... armii? A na koniec odwiedza Widmore'a by powiedzieć mu, że zabije Penny. W rewanżu za Alex.
W tym odcinku dowiadujemy się czemu Sayid będze pracować dla Bena oraz poznajemy relację Ben - Widmore. Mają przeszłość...
Teraźniejszość? Ben wzywający dymek. Wtf? 8/10.
4x10: "Something Nice Back Home". Relatywnie nieciekawy odcinek, przedstawiający losy Jacka i Kate po opuszczeniu Wyspy. Zostają razem, potem małżeństwem... Niestety Jack zaczyna wariować. Najpierw Hugo budzi w nim dziwne uczucia, przekazując mu wieść od Charliego: "Nie powinieneś go wychowywać". Potem widzi własnego ojca i zaczyna brać lek dla wariatów. Na samym końcu chyba ma żal do Kate za jej niewystarczającą wdzięczność za to, że ją uratował. Chyba, trochę niejasny i niedopracowany ten wątek.
Wiemy, że Jack dowiaduje się, iż jest wujkiem Arrona. Że Sawyer został (żyje?) na Wyspie, i poprosił o coś Kate zanim ta uciekła z Wyspy. I miał wybór, by to zrobić. Oraz, że ktoś odwiedzi Jacka w przyszłości...
Teraźniejszość to Clair idąca w cholerę do dżungli w środku zostawiając dziecko na pożarcie dymkowi oraz wyrostek Jacka. Niezłe rozbudowanie relacji Juliet - Kate - Jack. "Wiem, że jesteś przytomny". 7/10.
4x11: "Cabin Fever". Przeszłość Locke'a - matka w wieku 16 lat potrącona przez samochód musiała rodzić przedwcześnie. Ale John to wojownik, podgladany przez... Alperta? Czemu?
Matka nie była w stanie go przytulić, babcia nawet nie rozważała innych opcji poza adopcją. Młody John i jego życie - bycie tym wyśmiewanym przez pozostałych, lubiącym sport wbrew swojemu przeznaczeniu - nauce. Wtedy pierwszy raz powiedział "Nie mów mi, czego nie mogę zrobić".
W teraźniejszości Keamy wrócił ze starcia z dymkiem, wymuszając na kapitanie łamanie reguł w celu powrotu na Wyspę i porwania Linusa a następnie... spalenia Wyspy. Kapitan nie na to się pisał.
W tle Desmond z Sayidem planują transportowanie ludzi na frachtowiec za pomocą pontonu. Michael czeka skuty na decyzję innych, co z nim zrobią. Nie wypiera się niczego.
Locke z Hugo i Linusem szukają chatki Jacoba. Swoją drogą - dobrze, że gdy Ben prowadził Johna w III sezonie to ona się nie przeniosła, miło zich strony. W każdym razie - Wyspa im podpowiada, gdzie chatka leży, w postaci snu w którym John spotyka Horacego. Czyli domek Jacoba został wybudowany przez jednego z Dharmy w celu bycia domkiem wypoczynkowym. Locke wraca do dołu z trupami Dharmy, odnajduje ciało Horacego a przy nim mapę do chatki. W samej chatce spotyka Christiana i Clair która... nadal niewiadomo czemu zostawiła syna, ale przynajmniej wiadomo gdzie jest. W teleportującym sie domku wypoczynkowym. Dobra, liczy się jedno: Christian wyjaśnia Johnowi, jak ten może uratować Wyspę przed najeźdzcami. Przenosząc ją.
Swoją drogą, Widmore wiedział, że Ben pójdzie do Orchidey by przesunąć Wyspę. Ale... czemu sam Ben tego nie wiedział? Z innych drobiazgów które nie podobają mi się. Zabicie doktora oraz sposób w jaki Ben mówi: "Los to kapryśna dziwka". Sam nie wiem czemu.
Generalnie - znowu dużo chodzenia, mało się dzieje... 7/10.
4x12: "There's No Place Like Home: Part 1". Znowu mamy się nabrać na sztuczkę z heroicznym Jackiem który mimo krwawiącej rany rusza na ratunek komuś tam. Problem w tym, że tym razem to wcale nie jest już dramatyczne. Tak jak reszta historii z wycinaniem wyrostka.
Uwielbiam fakt kompletnej bezużytności nowych postaci na Wyspie jak Miles lub Dan (który znowu pokazuje, że potrafi przedramatyzować każdą kwestię, choć nadal go lubię). Wytnijcie ich ze scenw których są - zauważycie róznicę. Ale ledwo. Na szczęście i tak mają ich niewiele, więc to zbytnio nie razi.
Inna sprawa - w tym odcinku świat usłyszał fenomen pod tytułem "There's No Place Like Home"... I w ogóle go to nie obeszło. Bo gdy słyszymy ten utwór za pierwszym razem, w ogóle go nie słyszymy. Zamiast niego jest niewycięty niewiedzieć czemu ryk samolotu. Za drugim razem słyszymy wariant tego utworu, z wyciętym wstępem i zakończeniem, na dodatek przyspieszony by pasował do zakończenia.
W przyszłości jest ważne wydarzenie - Jack dowiaduje się, że Claire to jego siostra. Czyli jest wujkiem Arrona i tak dalej. Dosyć gruba sprawa, na którą zabrakło uwagi twórców. Cały ciężar emocjonalny i nie tylko zrzucony został na barki Foxa który w kilka sekund miał okazać, jak ta wiadomość wpłynie na jego życie i sumienie spowodując finalnie dycyzję by wrócić na Wyspę. Nie mówię, że przegrał wtedy, ale... też niezachwycił swoim aktorstwem. Widać zbyt dużo od niego oczekiwano w tamtej scenie.
W teraźniejszości też jest taka scena, Jin i Sun dowiadują się o Michaelu - i znowu, jedna scena ograniczona do jakiś 5 zdań. Wraca morderca i zdrajca, pracujący pośrednio dla Bena, chcący odkupić winę zdarzeń na Wyspie... I nic. Ta scena po prostu mija.
Co dobrego? Właściwie cały wątek przyszłości. Powrót samolotem, oddalenie z ujęcia na niego pokazujące, że kamera jest w samolocie. Rozmowy Oceanic 6, konferencja, Nadia, witanie się z rodziną w slow-mo, impreza u Hugo, pogrzeb ojca Jacka (choć miałem wrażenie, że sporo kwestii zostało nagrane jeszcze raz potem w studiu ). Również wciąż niewiemy, co stało się z Wyspą i wszystkimi na niej, wielki plus za to.
Największym plusem odcinka jest zakończenie, podsumowujące wstęp do finału sezonu. Rozmach przy prowadzeniu kilkunastu wątków naraz zawsze będzie mnie zachwycać, co poradzić. Do tego zbliża się moment, kiedy teraźniejszość połączy się z futurospekcjami. Na ten moment czekaliśmy, twórcy trzymali buzię na kłodkę do ostatniego momentu. To naprawdę czuć. 5/10
4x13: "There's No Place Like Home: Parts 2 & 3". Prawie półtorej godziny finału, w którym wreszcie na pierwszy plan wychodzą tytułowi zagubieni.
Napięcie jest wręcz nieskończone - przesunięcie Wyspy, bomba na frachowcu, braki w paliwie, Sawyer skaczący z helikoptera, pośpiech... Dzieje się tu tak dużo, że można odpaść. Ben zostaje wysłany w przyszłość po przesunięciu Wyspy i pewnie już nigdy nie wróci na nią - jednak wcześniej mści się na Keamym, ten jednak był podpięty do bomby czasowej na frachtowcu, w razie zatrzymania serca wszyscy na nim zginą. Ben na to nie zważa, ładując bez przerwy do windy różne metalowe elementy by wysadzić stację Dharmy w powietrze, a wszystko po to by dostać się do tajemniczej energii będącej prawdopodobnie Sercem Wyspy.
Frachtowiec wybucha, a co tam się dzieje... Michael ginie od bomby, spotykając wcześniej Christiana który go uspokaja na sekundę przed śmiercią. Giną też wszyscy inni na statku, łącznie z Jinem. Widzi to Sun, która moment wcześniej przyleciała helikopterem z Jackiem, Kate, Arronem, Frankiem, Hugo i Sayidem. Zabierają ze sobą jedynie Desmonda który pogania ich by uciekli bo tu jest bomba. Biorą tyle paliwa by wrócić na Wyspę, ale nawet i wtedy ledwo im się uda uciec... Niestety - Wyspa znika na ich oczach.
Co się z nią dzieje? To tylko jedno z wielu pytań tego odcinka. Co tak naprawdę stało się po opuszczeniu Wyspy przez Oceanic 6? To mnie najbardziej martwi, bo z tego powodu zapewne tam wrócą. Wiemy, jak wygląda ich życie w przyszłości. Ale co... z resztą?
Poznajemy też zawartość trumny i prawdziwą osobowość Jeremy'ego Berthama. Wspaniały finał sezonu, 9/10.
sobota, 11 sierpnia 2012
Lost, sezon 4 | odcinki 5-8
4x05: "The Constant". Desmond w czasie lotu na frachtowiec zostaje trzepnięty. Kolejne konsekwencje implozji bunkra, tym razem połączone z opuszczeniem Wyspy. W jakiś sposób sprawia, że świadomością cofa się do przeszłości. Ale wraca też do teraźniejszości jednak nie wiedząc, czym ta teraźniejszość jest. A oprócz tego jego mózg nie wytrzyma wielu takich skoków w tę i spowrotem, więc... musi się spieszyć, bo inaczej umrze. Uratuje go znalezienie sobie jakiejś stałej w obu tych płaszczyznach, wtedy też przypomni sobie kim jest i tak dalej... Eee... Ciężko to opisać.
Jak to w ogóle miało działać? Sporo niejasności w związku ze stałą i czasem przebywania w 1998, a poza tym skutki wywołania też się kupy nie trzymają... Ale przynajmniej jest napięcie, budzi ciekawość, a finał z rozmową pokazaną naprzemiennie jest świetny. Głupi, ale emocji jest mnóstwo. Poważnie, nie mieli innych linii dialogowych poza "zadzwonię za 8 lat, bo tak"? Bez jaj. Ten serial ma tyle rewelacyjnych kwestii i dialogów, a tu taki kloc.
A poza tym za dużo się w odcinku nie dzieje. Sayid jest Sayidem, Dan jest Danem, ale w '90 ma długie włosy... I elo. 6/10
4x06: "The Other Woman". Dan z Charllote idą do stacji Burza, gdzie Inni prowadzili eksperymenty chemiczne, po drodze nokautując Kate czym wkurzą Jacka od którego odłączy sie Juliet by w pojedynkę powstrzymać dwójkę nowych. Czemu? Nie wiem. Może jest wyznawczynią hasła "W pojedynczej osobie siła"?
Ale sam finał okazuje się dobry, znowu powracają wątpliwości kto jest dobry a kto zły. Najpierw dowiadujemy się, że Ben wie, kto wynajął frachtowiec - Kuba Widmore, który chce odnaleźć Wyspę by ją wykorzystać... A może to tylko ściema? Z drugiej strony Dan neutralizuje gaz w stacji, by Ben nie mógł ponownie z niego skorzystać i zabić wszystkich na Wyspie. Finalnie jednak Benowi znowu się udało, ma własny domek... i plan. Jak zawsze.
Ciekawa jest retrospekcja Juliet - najpierw wkręcają widza, że Juliet jest jedną z Oceanic 6. Jednak okazuje się, że to nie FF tylko retrospekcja w której poznajemy Bena z drugiej strony, święcie przekonanego, że Juliet należy do niego. I bój się każdy, kto myśli inaczej. Jakby powiedział Turk ze "Scrubs": Ben is crazy. Po raz trzeci i ostatni widzimy katastrofę Oceanic 815 z punktu widzenia miasteczka Innych.
A w Burzy można zobaczyć wyraźnie dublerkę Juliet.:) 8/10.
4x07: "Ji Yeon". Wymieszanie retrospekcji z futurospekcją dało ciekawy efekt. Poznajemy w tym odcinku ostatnią z Oceanic 6: Sun. Jest w Korei, rodzi dziecko - córeczkę, przy porodzie wzywając Jina... Ale Jin leży na cmentarzu. Odwiedzają go tam razem z Hurleyem ubranym w garnitur (czyli to jeszcze przed zobaczeniem Charliego i zamknięciem się w psychiatryku?).
Znakomicie kontrastuje to z teraźniejszością, w której Sun musi wybrać: czy zostać z Jackiem i liczyć, że zostaną uratowani? A może jednak Juliet kłamała z tymi nieszczęśliwymi porodami i wrócić do Locke'a, by chronić dziecko? Na to nakłada się Jin mówiący "Nigdy cię nie opuszcze" a potem dowiadujący się o zdradzie Sun (robota Juliet).
Zaraz potem mamy świetną scenę z Bernardem i Jinem prowadzących męską rozmowę na łodce. :D Świetnie całość wypada.
A na koniec dowiadujemy się, że szpiegiem Bena na łódce jest Michael... Albo ktoś podobny do niego? Albo może z wyczyszczoną pamięcią (?) - poważnie, takie myśli naszły mnie po pierwszym obejrzeniu. Świetnie zagrali, trzeba przyznać. Swoją drogą, można go było zobaczyć trochę wcześniej, w scenie gdy Desmond rzuca się za tonącą kobietą - ma na sobie kaptur, ale widać że to ta sama postać. Jeśli to ona, wróciła do serialu po... 28 odcinkach. Jak do tego doszło?! 8/10.
4x08: "Meet Kevin Johnson". Pierwsza retrospekcja będąca istotna dla historii danego odcinka! :)
Dostałem potwierdzenie: to Michael. Ten Michael. Po opuszczeniu odcinka zwierzył się swojemu synowi z tego, co zrobił w 2x18, ten w odpowiedzi go znienawidził. Oczywiście. Jakbym nie lubił Michaela to jego dramat jak najbardziej zrozumiałem - bez syna, bez przeszłości, chcący popełnić samobójstwo... Ale usłyszał od Toma "Wyspa ci na to nie pozwoli". Tamci go śledzili by teraz zlecić mu misję i dać szansę na uratowanie przyjaciół których zdradził - Charles Wimdore sfingował wrak lotu Oceanic 815 by przywłaszczyć Wyspę dla siebie, a Michael pod przybranym nazwiskiem wybierze się w podróż by wysadzić jego statek.
Jest tam wiele świetnych scen - samobójstwo w rozpędzonym samochodzie, pisanie listu pożegnalnego rozpoczęte od ujęcia na cieknący kran. Jest zakończenie z Sayidem zdradzającego Michaela. Jest Alex tracąca chłopaka i matkę (!!!) w desperacji poddającą się niewidzialnemu sprawcy z okrzykiem "Jestem córką Bena".
Jest ponowna zmyłka - kto tak właściwie kogo tu oszukuje. Wiemy już,ze to Widmore sfingował samolot - ale w jakim celu? By uratować tych, którzy są na Wyspie? Czy też by ich wybić w drodze po Linusa, a następnie zachować Wyspę dla siebie? Co będzie dalej z Michaelem i Alex? 8/10.
Jak to w ogóle miało działać? Sporo niejasności w związku ze stałą i czasem przebywania w 1998, a poza tym skutki wywołania też się kupy nie trzymają... Ale przynajmniej jest napięcie, budzi ciekawość, a finał z rozmową pokazaną naprzemiennie jest świetny. Głupi, ale emocji jest mnóstwo. Poważnie, nie mieli innych linii dialogowych poza "zadzwonię za 8 lat, bo tak"? Bez jaj. Ten serial ma tyle rewelacyjnych kwestii i dialogów, a tu taki kloc.
A poza tym za dużo się w odcinku nie dzieje. Sayid jest Sayidem, Dan jest Danem, ale w '90 ma długie włosy... I elo. 6/10
4x06: "The Other Woman". Dan z Charllote idą do stacji Burza, gdzie Inni prowadzili eksperymenty chemiczne, po drodze nokautując Kate czym wkurzą Jacka od którego odłączy sie Juliet by w pojedynkę powstrzymać dwójkę nowych. Czemu? Nie wiem. Może jest wyznawczynią hasła "W pojedynczej osobie siła"?
Ale sam finał okazuje się dobry, znowu powracają wątpliwości kto jest dobry a kto zły. Najpierw dowiadujemy się, że Ben wie, kto wynajął frachtowiec - Kuba Widmore, który chce odnaleźć Wyspę by ją wykorzystać... A może to tylko ściema? Z drugiej strony Dan neutralizuje gaz w stacji, by Ben nie mógł ponownie z niego skorzystać i zabić wszystkich na Wyspie. Finalnie jednak Benowi znowu się udało, ma własny domek... i plan. Jak zawsze.
Ciekawa jest retrospekcja Juliet - najpierw wkręcają widza, że Juliet jest jedną z Oceanic 6. Jednak okazuje się, że to nie FF tylko retrospekcja w której poznajemy Bena z drugiej strony, święcie przekonanego, że Juliet należy do niego. I bój się każdy, kto myśli inaczej. Jakby powiedział Turk ze "Scrubs": Ben is crazy. Po raz trzeci i ostatni widzimy katastrofę Oceanic 815 z punktu widzenia miasteczka Innych.
A w Burzy można zobaczyć wyraźnie dublerkę Juliet.:) 8/10.
4x07: "Ji Yeon". Wymieszanie retrospekcji z futurospekcją dało ciekawy efekt. Poznajemy w tym odcinku ostatnią z Oceanic 6: Sun. Jest w Korei, rodzi dziecko - córeczkę, przy porodzie wzywając Jina... Ale Jin leży na cmentarzu. Odwiedzają go tam razem z Hurleyem ubranym w garnitur (czyli to jeszcze przed zobaczeniem Charliego i zamknięciem się w psychiatryku?).
Znakomicie kontrastuje to z teraźniejszością, w której Sun musi wybrać: czy zostać z Jackiem i liczyć, że zostaną uratowani? A może jednak Juliet kłamała z tymi nieszczęśliwymi porodami i wrócić do Locke'a, by chronić dziecko? Na to nakłada się Jin mówiący "Nigdy cię nie opuszcze" a potem dowiadujący się o zdradzie Sun (robota Juliet).
Zaraz potem mamy świetną scenę z Bernardem i Jinem prowadzących męską rozmowę na łodce. :D Świetnie całość wypada.
A na koniec dowiadujemy się, że szpiegiem Bena na łódce jest Michael... Albo ktoś podobny do niego? Albo może z wyczyszczoną pamięcią (?) - poważnie, takie myśli naszły mnie po pierwszym obejrzeniu. Świetnie zagrali, trzeba przyznać. Swoją drogą, można go było zobaczyć trochę wcześniej, w scenie gdy Desmond rzuca się za tonącą kobietą - ma na sobie kaptur, ale widać że to ta sama postać. Jeśli to ona, wróciła do serialu po... 28 odcinkach. Jak do tego doszło?! 8/10.
4x08: "Meet Kevin Johnson". Pierwsza retrospekcja będąca istotna dla historii danego odcinka! :)
Dostałem potwierdzenie: to Michael. Ten Michael. Po opuszczeniu odcinka zwierzył się swojemu synowi z tego, co zrobił w 2x18, ten w odpowiedzi go znienawidził. Oczywiście. Jakbym nie lubił Michaela to jego dramat jak najbardziej zrozumiałem - bez syna, bez przeszłości, chcący popełnić samobójstwo... Ale usłyszał od Toma "Wyspa ci na to nie pozwoli". Tamci go śledzili by teraz zlecić mu misję i dać szansę na uratowanie przyjaciół których zdradził - Charles Wimdore sfingował wrak lotu Oceanic 815 by przywłaszczyć Wyspę dla siebie, a Michael pod przybranym nazwiskiem wybierze się w podróż by wysadzić jego statek.
Jest tam wiele świetnych scen - samobójstwo w rozpędzonym samochodzie, pisanie listu pożegnalnego rozpoczęte od ujęcia na cieknący kran. Jest zakończenie z Sayidem zdradzającego Michaela. Jest Alex tracąca chłopaka i matkę (!!!) w desperacji poddającą się niewidzialnemu sprawcy z okrzykiem "Jestem córką Bena".
Jest ponowna zmyłka - kto tak właściwie kogo tu oszukuje. Wiemy już,ze to Widmore sfingował samolot - ale w jakim celu? By uratować tych, którzy są na Wyspie? Czy też by ich wybić w drodze po Linusa, a następnie zachować Wyspę dla siebie? Co będzie dalej z Michaelem i Alex? 8/10.
niedziela, 10 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 19-23
3x19: "Brig". "Bryg - typ ożaglowania statku, posiadający dwa maszty, oba z ożaglowaniem rejowym. Maszty brygu, kolejno licząc od dziobu to fokmaszt oraz grotmaszt" - za wikipedią. Bryg jest miejscem akcji najważniejszych scen w odcinku: konfrontacji ojca Johna i Jamesa Forda.
Locke przychodzi w środku nocy do obozu i zabiera ze sobą Sawyera, mówiąc mu, że porwał Bena i chce, by ten go zabił. Prowadzi Forda do "Czarnej Skały", zamyka w pokoju ze związanym mężczyzną... Ale to nie będzie Ben. To będzie tajemniczny starczy mężczyzna, który okaże się ojcem Locke'a... Mordercą rodziców Forda... A ponad to będzie przekonany, że trafił do piekła.
Okey, po pierwsze nie jestem zachwycony sceną samego zabójstwa Coopera. Mogło być lepiej, przygotowywałem się na coś większego... Głupio się czuję pisząc te słowa, ale to bardzo dobra scena - i tyle. Zwariowałem...
Jednak wszystko po drodze: rozmowy Johna i Jamesa w drodze do Bryga, zastawianie pułapki na niego, rozmowy skutego starca z Fordem... Tu wszystko jest na idealnym poziomie. Aktorstwo, scenariusz, scenografia czy oświetlenie. Narracja balansująca między kilkoma wątkami jest doskonała.
Flashback, w którym Ben stara się ośmieszyć Johna by ten nie zajął jego miejsca lidera, stawia go pod presją i zmusza go, by zabił ojca. Niby wtedy się uwolni. Ja w to nie wierzę, jego ojciec jeśli już, to siedzi u niego w głowie. Morderstwo tego nie uleczy. Ale Ben okazuje się być bardzo przekonywującym. W końcu chodzi... I jakby odbiera Johnowi to, co mu wcześniej dał... "Myślałem, że jestem wyjątkowy; Każdy może się pomylić" - zastanówcie się nad tymi słowami, ile jest w nich siły!
Jack ma plan? Naomi ma plan? Juliet ma plan? O co chodzi z tym odnalezionym samolotem? Czy faktycznie nie żyją? Skąd dziewczyna Desmonda wiedziała, gdzie go szukać?
Z ciekawostek dodam, że to już 3 (albo 4, zależy jak liczyć) odcinek, w którym retrospekcja ma miejsce po katastrofie Oceanic 815. Pierwszy raz w tym sezonie nie mogę się doczekać kolejnego odcinka !! 9/10.
3x20: "Man Behind The Curtain". O ile początek z Johnem nie wierzącym Benowi póki ten nie udowodni swojej racji jest sztuczny (nie wierzy mu, ale "zabił" swojego ojca gdy ten mu kazał? Błagam...) to reszta odcinka jest już genialna. Podróż Bena i Johna do domku Jacoba, rozmowy między nimi przygotowujące widza do tego spotkania są lepsze niż te z "Milczenia owiec".
Same sceny w domu otoczonym przez popiół... Na ich wyjaśnienie będzie się czekać długo. "Help me", Locke widzący kogoś na krześle jedynie przez pół sekundy, wybuch... Tandetne. Jak cholera. Ale zadziałało.
Retrospekcja Bena jest jedną z najlepszych - nie kochany przez ojca, który obwinia go za zamordowanie matki (urodził się za wcześnie, przez co kobieta umarła przy porodzie). Sprowadzony na Wyspę przez Dharmę, gdzie nie zaznał szczęścia, a ponad to tylko jedna osoba pamiętała o jego urodzinach. Dodając do tego wizje matki w dżungli... Musiał stamtąd uciec, do Agresorów, w nadziei na lepsze życie. By być jednym z nich, wybił całą Dharmę, w tym swojego ojca... i Annę. Pewnie nie zaakceptowałaby tego, co zamierzał zrobić, przestałaby go kochać, więc wolał ją też poświęcić (póki jeszcze go kochała). A może do tamtego czasu Anna zaszła z nim w ciążę i zginęła? Kto wie, ale spekulacja fajna...
Na końcu Ben zabija Locke'a, który spada do dołu, w którym leżą wszyscy byli już uczestnicy Dharma. 9/10
3x21: "Greatest Hits". Apogeum napięcia i smutku, aż mnie w brzuchu skręcało od patrzenia na Charliego, gdy ten pożegnął się z Hugo na plaży, albo gdy dopłynęli do stacji Zwierciadło i opowiadał o swoich Greatest Hits, albo gdy żegnał się z Arronem (malutkie rączki niemowlaka i duży nochal Charliego). Płakać chciałem, przy dźwiękach "Charlie’s Fate".
Przygotowania Jacka do przyjścia tamtych, które ostatecznie stają na tym, że trzeba wszystko robić jednocześnie - Charlie ciśnie guzik, Jack prowadzi do nadajnika, Sayid zostaje z Bernardem i Jinem by wystrzelać Innych. Ilość napięcia w tym odcinku przekracza normy.
Piękne flashbacki nie będące fabułą, ale zbiorem tytułowych Hitów o których Charlie najbardziej chce pamiętać, jak pierwszy moment w którym usłyszał siebie w radiu. My wiemy, że Charlie umrze, bo ten dostaje retrospekcję. Twórcy wiedzą, że my wiemy. I nie starają się nas czarować, że wcale nie, grają w otwarte karty dzięki czemu efekt jest idealny. Wiemy, do czego dojdzie, ale jednocześnie wiemy też, że wcale nie będziemy do tego przygotowani i będzie nam smutno zupełnie jakby ten fakt był totalną niespodzianką. LOST jest znane z tego, że dotrzymuje obietnic które składa - chcecie wielki finał? Będziecie go mieć...
Choć na koniec Charlie... jeszcze nie umiera. 9/10
3x22: "Through the Looking Glass: Part 1". Nie mam uwag, pierwsza połowa jest idealna. Dzieje się tyle, że na koniec pytamy się "już?". Tak, już.
Charlie jest bity przez dwie kobiety na pokładzie Zwierciadła która okazuje się wcale nie być zalaną, a na dodatek właśnie zamieszkaną. Ben okłamał swoich, blokując kontakt z Wyspą oraz oszukując pozostałych, że to nie on to zrobił. A na koniec udaje mu się przekonać swoich ludzi, by się pozabijali. A potem rusza sam przez dżunglę biorąc ze sobą Alex planując karę dla niej bo ta go zdradziła (chciała zapobiec mordom które ten zaplanował). A czemu tak musi być? Czemu nie mogą odlecieć? Nie mogą. Czyżby chodziło o Jacoba?...
Strzelanina na plaży? Ideał. Wybór Bena, by zastrzelić Jina, dramaturgia ze strzałami, efektowne wybuchy, a wcześniej: ujęcia długich kolejek ludzi idących przez plaże i lasy którym towarzyszy "The Good Shepherd" Michaela Giaccchino. Btw, ten utwór z tego co się zorientowałem nie ma "matki", ale motyw główny tego utworu jest zawarty z co najmniej kilku w tym sezonie, był odgrywany innymi instrumentami itd. Pojawia się też w soundtracku sezonu piątego w końcówce utworu "Sawyer Jones and the Temple of Boom". Ja preferuję właśnie "The Good Shepherd", choć nie jestem pewien która wersja jest w danej scenie.
"Miały być trzy wybuchy... Co im się stało?" - idealnie. Kasia chce wracać, a Sawyer w naszym imieniu się z tego śmieje... By w końcu dojść do wniosku, że wróci. Hugo jest odrzucany przez kolejne osoby, Juliet kłamie by pomóc Jamesowi, a ten z kolei okaże konsekwencje tego, że popełnił morderstwo. Kto by się spodziewał...
Flashback... To dopiero jego połowa, więc powiem tylko: historia jakby znana i nic nowego nie oglądamy, ale jednocześnie (przede wszystkim dzięki aktorstwu Foxa) całość dotrzymuje poziomem reszcie odcinka i oglądałem to z ciekawością, od pierwszego ujęcia na szklankę w samolocie, poprzez wspinaczkę na moście, kończąc na rozmowie z ciężarną ex-żoną.
Locke... żyje jeszcze? Krwawi. Nie może ruszyć nogami. Płacze, chce się zastrzelić (aktorstwo tego pana wręcz przeraża swoją doskonałością - pojawia się na ostatnie sekundy by totalnie zakryć resztę odcinka). Ale Walt każe mu wstać. Bo ma coś do zrobienia... Ta radość na jego twarzy! Wyspa do niego wróciła! Niesamowita scena. 10/10.
3x23: "Through the Looking Glass: Part 2". Z jednej strony mamy beznadziejną śmierć Charliego, a z drugiej mamy tyle zalet, że po odcinku zapominam, by ktoś tu umarł.
Tak, śmierć Charliego jest żałosna, bezcelowa, głupia. Początek tej litani żółci ma pozcątek w 3x08, kiedy dowiadujemy się, że Charlie umrze BO TAK. Jakiś pan Wszechświat tego chce. Dlaczego? Kim on jest? Niewiadomo. Zamiast tego mamy serię żałosnych niemal-śmierci ("popłynąłeś ją uratować, ale zginąłeś" - wtf? Ty popłynąłeś i nic ci się nie stało. LOL.) O ile jeszcze piorun jest do przełknięcia, to reszta to zwyczajne wciskanie kitu.
I to jeszcze bym zniósł, bo doprowadziło to do pięknego odcinka 3x21, w którym Charlie godzi się ze swoim życiem i w ogóle płakać się chciało, że taka postać umrze... Napięcie otaczające cały finał tego wątku było wręcz niedozniesienia, a tu proszę. Okazuje się, że chłop wcale umrzeć nie musiał, ale zabił się i tak.
Dobra, kupuję to, że wierzył w Desmonda, i wierzył, że tak musiało być. Że musi zginąć by Claire została uratowana. W jakiś sposób te dwa fakty miały być połączone, ale kto by się tym przejmował - Des jest para-jasnowidzem bo mu bunkier implodował w twarz, kto by się w takiej sytuacji zajmował jakimiś pierdołami? :D
Nie kupuję jednak za nic jego wiary, że musiał umrzeć z własnej woli (jedna z teorii fanów). To już kompletna głupota, bo... wcześniej nie zginął, racja? I nic się nie stało? Czemu akurat teraz miał zginąć? Aha, twórcy tak zaplanowali...
Ale jednak - chłop się zabił bez potrzeby. Okno się otwiera, woda wlewa, więc ten zamiast wyjść z pokoju i zatrzasnąć drzwi za sobą, zatrzaskuje się w nim, bo jest zbyt... przeznaczony, nie wiem. Równie dobrze mógł wypłynąć na powierzchnię i strzelić sobie w twarz. To by nie było fajne, prawda? A skutek byłby ten sam.
Najbardziej mnie w tym wkurza, że sam wymyśliłem lepszą śmierć. Bez przygotowywania się, po prostu pierwsza myśl która przyszła mi do głowy była lepsza od tego. Przy założeniu, że Charlie musi umrzeć, musi powiedzieć Desowi "Not Penny boat", musi się z tym pogodzić. Wystarczyło spowodować zalanie stacji w momencie zdjęcia blokady, albo żeby któraś z dwóch strażniczek to zrobiła (bo np. zobaczyła, że Mihaił chce coś zrobić, więc zalewa stację by tym razem na pewno umarł). Charlie w chwili usunięcia blokady rozmawia z Penny i ucieka ze stacji, płynie na powierzchnię ale nie starcza mu sił więc wpatrując się w łódkę nad nim, z której Des go woła ("płyn szybciej", coś w tym stylu) i zaprzestaje wysiłków. Rozumie, że zaraz zginie, więc pisze sobie na dłoni "Not Penny Boat" i... po prostu zamiera. Zamyka oczy, przeżegna się, cokolwiek chcecie. Des wskakuje i wyciąga go, ale jest już za późno. Zamiast bezcelowego samobójstwa mamy walkę o życie którą przegrał z tym całym przeznaczeniem. I wszyscy są happy. To znaczy smutni. Jak jasna cholera. Charlie umarł.:(
Dobra. O tym wszystkim się zapomina po seansie reszty. Hurley ratuje trójkę swoich na plaży, wbijając się w tamtych samochodem. Sawyer odwraca uwagę, Sayid zabija jednego ze związanymi rękoma. Na końcu James zabija Toma gdy ten już się poddał, za zabranie chłopaka z tratwy. Pamiętał, a po "3x20" pękła w nim bariera. Tak, czujemy to. Z kolei w innym miejscu Wyspy jest Ben mówiący Jackowi, że zamiast ratunku sprowadzi apokalipsę na wszystkich mieszkających tutaj. Wywrócenie sytuacji o 180 stopni i zero oparcia, w co uwierzyć. Ben jest przekonujący, i nagle też patrzymy na niego jako człowieka który nie zawsze chce robić to co robi, ale w imię ochrony Wyspy i swoich ludzi wciąż to robi. Jack chce uciec, ale dlaczego? Sprawa niby oczywista, o to chodziło od początku pierwszego sezonu, a teraz po blisko 100 dniach w końcu nadarzyła się pierwsza realna okazja dla wszystkich, by stąd uciec. Jednak... Dlaczego Jack tak bardzo chce stąd uciec? Odpowiedzią na to pytanie jest szczęście na jego twarzy, gdy rozmawia ze statkiem i oznajmia wszystkim, że ratunek za chwilę przybędzie. Chwila ta autentycznie wspaniała: Ben krzyczy o początku końca, Danielle zdziela go w ryj, Locke zabija Naomi by ta się nie skontaktowała z łodzią jednak nie starcza mu sił by zabić też Jacka. Odchodzi pokonany, a kamera nerwowo okrąża Jacka gdy ten komunikuje się przez telefon przy dźwięku "Gathering" Michaela Giacchino... Napięcia i doskonałości jest tu aż za dużo.
Oni zostaną uratowani! Wrócą do domu! Gdy pierwszy raz to ogladałem byłem zdziwiony własną reakcją na ten fakt, jak bardzo mnie to uradowało... Ale to wszystko zostanie obrócne o 720 stopni. Co najmniej. Reatrospekcja Jacka była bardzo ciekawa, dobrze zagrana, napisana, pokazana. W jej drugiej części widzimy trumnę, kto w niej jest? Ani rodzina, ani przyjaciel zmarłego. To... dosyć dziwne ograniczenie. Oczywiście, trumna nie zostanie otwarta, jedynie zobaczymy wycinek gazety który Internauci zdołali odczytać jako "Jeremy Bentham". Zostajemy też przekonani, że to przeszłość, poprzez spotkanie ex-żony w "Part 1" i odwołań do Christiana Shepharda w "Part 2". Ale wszyscy już wiemy, że to nie była przeszłość, a my patrzymy przez szklaną szybę na dom, tak jak Ben obiecał to Jackowi w 3x02.
Najpierw Jack mówi Kate, że ją kocha. Tak po prostu. Sądziliśmy też, że statek ich uratuje z Wyspy i będą szczęśliwi. Potem był Ben mówiący o czymś zupełnie innym. Na końcu widzimy, że wrócili do domu... Jednak nie są szczęśliwi. Wrócili, ale jakim kosztem? Ta trumna, te leki, alkohol, pragnienie rozbicia się oraz smutna relacja między Kate i Jackiem... Powinni być ze sobą, co się stało? Przyszłość okazuje się być najgorszą z możliwych, powinni tam zostać. Co jednak tak naprawdę oznaczają te zdania, kto będzie się martwić o Kate? Jak w ogóle stamtąd uciekli?
Właściwie, to w tym zakończeniu są dwie ważne rzeczy. Pierwsza, jest pozbawione fajerwerków, i jednocześnie działa z siłą bomby atomowej. Kate i Jack nie mówią głośno, nie ma też tego jednoznacznego momentu w którym wszyscy zdają sobie sprawę, że to przyszłość a nie przeszłość. Zobaczyłem Kate, myślę: "Czyli spotkali się przed katastrofą? Ciekawe!". I tak dalej. Nie ma tego jednego zdania które krzyczy "TO FUTUROSPEKCJA". Tu w ogóle nie ma krzyków. Ta wiedza po prostu rośnie w oglądającym... w jakiś sposób. Każdy zdaje sobie z tego sprawę w swoim tempie, jednak gdy Jack głośno woła (nie krzyczy, to różnica!): "We have to go back!" wszyscy też już mają pewność. Smutek i beznadziejna sytuacja bohaterów wręcz mnie zabija, nie ważne ile razy bym to oglądał.
Drugą sprawą jest właśnie to zdanie: "We have to go back!". Od pierwszego usłyszenia tego aż do powtórki minęło sporo czasu. Gdy już jednak to obejrzałem ponownie, byłem zdziwiony, że on właśnie nie krzyczy. Gdy myślałem o tej scenie, w mojej głowie brzmiało to tak głośno, że możnaby go usłyszeć wszędzie we wszechświecie. Ale on nawet nie krzyczy. Niesamowite jest, że... nadal słyszę w głowie te słowa tak samo. Nieważne ile razy się upewnię, jak to naprawdę wyglądało.
Kto pamięta o Charliem? No właśnie. 10/10
Locke przychodzi w środku nocy do obozu i zabiera ze sobą Sawyera, mówiąc mu, że porwał Bena i chce, by ten go zabił. Prowadzi Forda do "Czarnej Skały", zamyka w pokoju ze związanym mężczyzną... Ale to nie będzie Ben. To będzie tajemniczny starczy mężczyzna, który okaże się ojcem Locke'a... Mordercą rodziców Forda... A ponad to będzie przekonany, że trafił do piekła.
Okey, po pierwsze nie jestem zachwycony sceną samego zabójstwa Coopera. Mogło być lepiej, przygotowywałem się na coś większego... Głupio się czuję pisząc te słowa, ale to bardzo dobra scena - i tyle. Zwariowałem...
Jednak wszystko po drodze: rozmowy Johna i Jamesa w drodze do Bryga, zastawianie pułapki na niego, rozmowy skutego starca z Fordem... Tu wszystko jest na idealnym poziomie. Aktorstwo, scenariusz, scenografia czy oświetlenie. Narracja balansująca między kilkoma wątkami jest doskonała.
Flashback, w którym Ben stara się ośmieszyć Johna by ten nie zajął jego miejsca lidera, stawia go pod presją i zmusza go, by zabił ojca. Niby wtedy się uwolni. Ja w to nie wierzę, jego ojciec jeśli już, to siedzi u niego w głowie. Morderstwo tego nie uleczy. Ale Ben okazuje się być bardzo przekonywującym. W końcu chodzi... I jakby odbiera Johnowi to, co mu wcześniej dał... "Myślałem, że jestem wyjątkowy; Każdy może się pomylić" - zastanówcie się nad tymi słowami, ile jest w nich siły!
Jack ma plan? Naomi ma plan? Juliet ma plan? O co chodzi z tym odnalezionym samolotem? Czy faktycznie nie żyją? Skąd dziewczyna Desmonda wiedziała, gdzie go szukać?
Z ciekawostek dodam, że to już 3 (albo 4, zależy jak liczyć) odcinek, w którym retrospekcja ma miejsce po katastrofie Oceanic 815. Pierwszy raz w tym sezonie nie mogę się doczekać kolejnego odcinka !! 9/10.
3x20: "Man Behind The Curtain". O ile początek z Johnem nie wierzącym Benowi póki ten nie udowodni swojej racji jest sztuczny (nie wierzy mu, ale "zabił" swojego ojca gdy ten mu kazał? Błagam...) to reszta odcinka jest już genialna. Podróż Bena i Johna do domku Jacoba, rozmowy między nimi przygotowujące widza do tego spotkania są lepsze niż te z "Milczenia owiec".
Same sceny w domu otoczonym przez popiół... Na ich wyjaśnienie będzie się czekać długo. "Help me", Locke widzący kogoś na krześle jedynie przez pół sekundy, wybuch... Tandetne. Jak cholera. Ale zadziałało.
Retrospekcja Bena jest jedną z najlepszych - nie kochany przez ojca, który obwinia go za zamordowanie matki (urodził się za wcześnie, przez co kobieta umarła przy porodzie). Sprowadzony na Wyspę przez Dharmę, gdzie nie zaznał szczęścia, a ponad to tylko jedna osoba pamiętała o jego urodzinach. Dodając do tego wizje matki w dżungli... Musiał stamtąd uciec, do Agresorów, w nadziei na lepsze życie. By być jednym z nich, wybił całą Dharmę, w tym swojego ojca... i Annę. Pewnie nie zaakceptowałaby tego, co zamierzał zrobić, przestałaby go kochać, więc wolał ją też poświęcić (póki jeszcze go kochała). A może do tamtego czasu Anna zaszła z nim w ciążę i zginęła? Kto wie, ale spekulacja fajna...
Na końcu Ben zabija Locke'a, który spada do dołu, w którym leżą wszyscy byli już uczestnicy Dharma. 9/10
3x21: "Greatest Hits". Apogeum napięcia i smutku, aż mnie w brzuchu skręcało od patrzenia na Charliego, gdy ten pożegnął się z Hugo na plaży, albo gdy dopłynęli do stacji Zwierciadło i opowiadał o swoich Greatest Hits, albo gdy żegnał się z Arronem (malutkie rączki niemowlaka i duży nochal Charliego). Płakać chciałem, przy dźwiękach "Charlie’s Fate".
Przygotowania Jacka do przyjścia tamtych, które ostatecznie stają na tym, że trzeba wszystko robić jednocześnie - Charlie ciśnie guzik, Jack prowadzi do nadajnika, Sayid zostaje z Bernardem i Jinem by wystrzelać Innych. Ilość napięcia w tym odcinku przekracza normy.
Piękne flashbacki nie będące fabułą, ale zbiorem tytułowych Hitów o których Charlie najbardziej chce pamiętać, jak pierwszy moment w którym usłyszał siebie w radiu. My wiemy, że Charlie umrze, bo ten dostaje retrospekcję. Twórcy wiedzą, że my wiemy. I nie starają się nas czarować, że wcale nie, grają w otwarte karty dzięki czemu efekt jest idealny. Wiemy, do czego dojdzie, ale jednocześnie wiemy też, że wcale nie będziemy do tego przygotowani i będzie nam smutno zupełnie jakby ten fakt był totalną niespodzianką. LOST jest znane z tego, że dotrzymuje obietnic które składa - chcecie wielki finał? Będziecie go mieć...
Choć na koniec Charlie... jeszcze nie umiera. 9/10
3x22: "Through the Looking Glass: Part 1". Nie mam uwag, pierwsza połowa jest idealna. Dzieje się tyle, że na koniec pytamy się "już?". Tak, już.
Charlie jest bity przez dwie kobiety na pokładzie Zwierciadła która okazuje się wcale nie być zalaną, a na dodatek właśnie zamieszkaną. Ben okłamał swoich, blokując kontakt z Wyspą oraz oszukując pozostałych, że to nie on to zrobił. A na koniec udaje mu się przekonać swoich ludzi, by się pozabijali. A potem rusza sam przez dżunglę biorąc ze sobą Alex planując karę dla niej bo ta go zdradziła (chciała zapobiec mordom które ten zaplanował). A czemu tak musi być? Czemu nie mogą odlecieć? Nie mogą. Czyżby chodziło o Jacoba?...
Strzelanina na plaży? Ideał. Wybór Bena, by zastrzelić Jina, dramaturgia ze strzałami, efektowne wybuchy, a wcześniej: ujęcia długich kolejek ludzi idących przez plaże i lasy którym towarzyszy "The Good Shepherd" Michaela Giaccchino. Btw, ten utwór z tego co się zorientowałem nie ma "matki", ale motyw główny tego utworu jest zawarty z co najmniej kilku w tym sezonie, był odgrywany innymi instrumentami itd. Pojawia się też w soundtracku sezonu piątego w końcówce utworu "Sawyer Jones and the Temple of Boom". Ja preferuję właśnie "The Good Shepherd", choć nie jestem pewien która wersja jest w danej scenie.
"Miały być trzy wybuchy... Co im się stało?" - idealnie. Kasia chce wracać, a Sawyer w naszym imieniu się z tego śmieje... By w końcu dojść do wniosku, że wróci. Hugo jest odrzucany przez kolejne osoby, Juliet kłamie by pomóc Jamesowi, a ten z kolei okaże konsekwencje tego, że popełnił morderstwo. Kto by się spodziewał...
Flashback... To dopiero jego połowa, więc powiem tylko: historia jakby znana i nic nowego nie oglądamy, ale jednocześnie (przede wszystkim dzięki aktorstwu Foxa) całość dotrzymuje poziomem reszcie odcinka i oglądałem to z ciekawością, od pierwszego ujęcia na szklankę w samolocie, poprzez wspinaczkę na moście, kończąc na rozmowie z ciężarną ex-żoną.
Locke... żyje jeszcze? Krwawi. Nie może ruszyć nogami. Płacze, chce się zastrzelić (aktorstwo tego pana wręcz przeraża swoją doskonałością - pojawia się na ostatnie sekundy by totalnie zakryć resztę odcinka). Ale Walt każe mu wstać. Bo ma coś do zrobienia... Ta radość na jego twarzy! Wyspa do niego wróciła! Niesamowita scena. 10/10.
3x23: "Through the Looking Glass: Part 2". Z jednej strony mamy beznadziejną śmierć Charliego, a z drugiej mamy tyle zalet, że po odcinku zapominam, by ktoś tu umarł.
Tak, śmierć Charliego jest żałosna, bezcelowa, głupia. Początek tej litani żółci ma pozcątek w 3x08, kiedy dowiadujemy się, że Charlie umrze BO TAK. Jakiś pan Wszechświat tego chce. Dlaczego? Kim on jest? Niewiadomo. Zamiast tego mamy serię żałosnych niemal-śmierci ("popłynąłeś ją uratować, ale zginąłeś" - wtf? Ty popłynąłeś i nic ci się nie stało. LOL.) O ile jeszcze piorun jest do przełknięcia, to reszta to zwyczajne wciskanie kitu.
I to jeszcze bym zniósł, bo doprowadziło to do pięknego odcinka 3x21, w którym Charlie godzi się ze swoim życiem i w ogóle płakać się chciało, że taka postać umrze... Napięcie otaczające cały finał tego wątku było wręcz niedozniesienia, a tu proszę. Okazuje się, że chłop wcale umrzeć nie musiał, ale zabił się i tak.
Dobra, kupuję to, że wierzył w Desmonda, i wierzył, że tak musiało być. Że musi zginąć by Claire została uratowana. W jakiś sposób te dwa fakty miały być połączone, ale kto by się tym przejmował - Des jest para-jasnowidzem bo mu bunkier implodował w twarz, kto by się w takiej sytuacji zajmował jakimiś pierdołami? :D
Nie kupuję jednak za nic jego wiary, że musiał umrzeć z własnej woli (jedna z teorii fanów). To już kompletna głupota, bo... wcześniej nie zginął, racja? I nic się nie stało? Czemu akurat teraz miał zginąć? Aha, twórcy tak zaplanowali...
Ale jednak - chłop się zabił bez potrzeby. Okno się otwiera, woda wlewa, więc ten zamiast wyjść z pokoju i zatrzasnąć drzwi za sobą, zatrzaskuje się w nim, bo jest zbyt... przeznaczony, nie wiem. Równie dobrze mógł wypłynąć na powierzchnię i strzelić sobie w twarz. To by nie było fajne, prawda? A skutek byłby ten sam.
Najbardziej mnie w tym wkurza, że sam wymyśliłem lepszą śmierć. Bez przygotowywania się, po prostu pierwsza myśl która przyszła mi do głowy była lepsza od tego. Przy założeniu, że Charlie musi umrzeć, musi powiedzieć Desowi "Not Penny boat", musi się z tym pogodzić. Wystarczyło spowodować zalanie stacji w momencie zdjęcia blokady, albo żeby któraś z dwóch strażniczek to zrobiła (bo np. zobaczyła, że Mihaił chce coś zrobić, więc zalewa stację by tym razem na pewno umarł). Charlie w chwili usunięcia blokady rozmawia z Penny i ucieka ze stacji, płynie na powierzchnię ale nie starcza mu sił więc wpatrując się w łódkę nad nim, z której Des go woła ("płyn szybciej", coś w tym stylu) i zaprzestaje wysiłków. Rozumie, że zaraz zginie, więc pisze sobie na dłoni "Not Penny Boat" i... po prostu zamiera. Zamyka oczy, przeżegna się, cokolwiek chcecie. Des wskakuje i wyciąga go, ale jest już za późno. Zamiast bezcelowego samobójstwa mamy walkę o życie którą przegrał z tym całym przeznaczeniem. I wszyscy są happy. To znaczy smutni. Jak jasna cholera. Charlie umarł.:(
Dobra. O tym wszystkim się zapomina po seansie reszty. Hurley ratuje trójkę swoich na plaży, wbijając się w tamtych samochodem. Sawyer odwraca uwagę, Sayid zabija jednego ze związanymi rękoma. Na końcu James zabija Toma gdy ten już się poddał, za zabranie chłopaka z tratwy. Pamiętał, a po "3x20" pękła w nim bariera. Tak, czujemy to. Z kolei w innym miejscu Wyspy jest Ben mówiący Jackowi, że zamiast ratunku sprowadzi apokalipsę na wszystkich mieszkających tutaj. Wywrócenie sytuacji o 180 stopni i zero oparcia, w co uwierzyć. Ben jest przekonujący, i nagle też patrzymy na niego jako człowieka który nie zawsze chce robić to co robi, ale w imię ochrony Wyspy i swoich ludzi wciąż to robi. Jack chce uciec, ale dlaczego? Sprawa niby oczywista, o to chodziło od początku pierwszego sezonu, a teraz po blisko 100 dniach w końcu nadarzyła się pierwsza realna okazja dla wszystkich, by stąd uciec. Jednak... Dlaczego Jack tak bardzo chce stąd uciec? Odpowiedzią na to pytanie jest szczęście na jego twarzy, gdy rozmawia ze statkiem i oznajmia wszystkim, że ratunek za chwilę przybędzie. Chwila ta autentycznie wspaniała: Ben krzyczy o początku końca, Danielle zdziela go w ryj, Locke zabija Naomi by ta się nie skontaktowała z łodzią jednak nie starcza mu sił by zabić też Jacka. Odchodzi pokonany, a kamera nerwowo okrąża Jacka gdy ten komunikuje się przez telefon przy dźwięku "Gathering" Michaela Giacchino... Napięcia i doskonałości jest tu aż za dużo.
Oni zostaną uratowani! Wrócą do domu! Gdy pierwszy raz to ogladałem byłem zdziwiony własną reakcją na ten fakt, jak bardzo mnie to uradowało... Ale to wszystko zostanie obrócne o 720 stopni. Co najmniej. Reatrospekcja Jacka była bardzo ciekawa, dobrze zagrana, napisana, pokazana. W jej drugiej części widzimy trumnę, kto w niej jest? Ani rodzina, ani przyjaciel zmarłego. To... dosyć dziwne ograniczenie. Oczywiście, trumna nie zostanie otwarta, jedynie zobaczymy wycinek gazety który Internauci zdołali odczytać jako "Jeremy Bentham". Zostajemy też przekonani, że to przeszłość, poprzez spotkanie ex-żony w "Part 1" i odwołań do Christiana Shepharda w "Part 2". Ale wszyscy już wiemy, że to nie była przeszłość, a my patrzymy przez szklaną szybę na dom, tak jak Ben obiecał to Jackowi w 3x02.
Najpierw Jack mówi Kate, że ją kocha. Tak po prostu. Sądziliśmy też, że statek ich uratuje z Wyspy i będą szczęśliwi. Potem był Ben mówiący o czymś zupełnie innym. Na końcu widzimy, że wrócili do domu... Jednak nie są szczęśliwi. Wrócili, ale jakim kosztem? Ta trumna, te leki, alkohol, pragnienie rozbicia się oraz smutna relacja między Kate i Jackiem... Powinni być ze sobą, co się stało? Przyszłość okazuje się być najgorszą z możliwych, powinni tam zostać. Co jednak tak naprawdę oznaczają te zdania, kto będzie się martwić o Kate? Jak w ogóle stamtąd uciekli?
Właściwie, to w tym zakończeniu są dwie ważne rzeczy. Pierwsza, jest pozbawione fajerwerków, i jednocześnie działa z siłą bomby atomowej. Kate i Jack nie mówią głośno, nie ma też tego jednoznacznego momentu w którym wszyscy zdają sobie sprawę, że to przyszłość a nie przeszłość. Zobaczyłem Kate, myślę: "Czyli spotkali się przed katastrofą? Ciekawe!". I tak dalej. Nie ma tego jednego zdania które krzyczy "TO FUTUROSPEKCJA". Tu w ogóle nie ma krzyków. Ta wiedza po prostu rośnie w oglądającym... w jakiś sposób. Każdy zdaje sobie z tego sprawę w swoim tempie, jednak gdy Jack głośno woła (nie krzyczy, to różnica!): "We have to go back!" wszyscy też już mają pewność. Smutek i beznadziejna sytuacja bohaterów wręcz mnie zabija, nie ważne ile razy bym to oglądał.
Drugą sprawą jest właśnie to zdanie: "We have to go back!". Od pierwszego usłyszenia tego aż do powtórki minęło sporo czasu. Gdy już jednak to obejrzałem ponownie, byłem zdziwiony, że on właśnie nie krzyczy. Gdy myślałem o tej scenie, w mojej głowie brzmiało to tak głośno, że możnaby go usłyszeć wszędzie we wszechświecie. Ale on nawet nie krzyczy. Niesamowite jest, że... nadal słyszę w głowie te słowa tak samo. Nieważne ile razy się upewnię, jak to naprawdę wyglądało.
Kto pamięta o Charliem? No właśnie. 10/10
sobota, 9 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 13-18
3x13: "The Man From Tallahassee". Intryga Bena? Jest! Niesamowity flashback? Jest! Zaskakujący zwrot akcji? Nawet trzy! Mnóstwo emocji? Tak! Jakaś głupota by się czepiać? Też jest...
Zaczynając od tyłu - Locke wysadził łódź, by ojciec go nie znalazł na tej wyspie... A niby jak miałby to zrobić? Nie łapię...
Błąd to oczywiście całkiem spory, ale jak zakryty! Z każdej strony coś się dzieje a ja oglądam wiedząc, że z tego można było zrobić więcej niż 1 odcinek. Sama retrospekcja Johna w której w końcu dowiadujemy się, czemu stał się inwalidą... Cholera, to już wielkie wydarzenie! Ale całe przygotowanie do tego, jak po raz kolejny pokazuje, że kocha ślepo ojca a kontakt z nim nadal go boli, i mimo to nie chce go zdradzić. A jednak leci w dół z 8 piętra, kręgosłup mu pęka... Ale jakimś cudem przeżywa... I ląduje na wózku - zobaczcie jak kręcono tę scenę, jaki straszny był ten wózek, jak wielki dramat z tego wyszedł! Wiedzieliśmy, że do tego dojdzie, wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądać i co będzie potem. Ale i tak coś mi się w żołądku przewróciło. Wam zapewne też. Również w momencie, gdy został zaatakowany przez Coopera. Smutek i tragedia...
Alex dowiaduje się o swojej matce, mamy ujęcie na Danielle. Kate dowiaduje się, że Jack niedługo wyjedzie... Podejrzewa go o romans z Juliet... Ale po wszystkim mamy szept Jacka: "Wrócę po ciebie". Pięknie.
Mamy rozmowę Bena z Johnem o Wyspie, wypełnioną manewrami tego pierwszego i pewną... "świętością" (?) tego drugiego. "Bo ty jesteś na wózku... A ja nie"; "W jakiś sposób jest powiązany z Wyspą i to czyni cię wyjątkowym". Plus przypowieść o pudełku... Z którego wyszedł ojciec Johna. Niesamowite.
Trzeba też wspomnieć o drugim w serialu zastsowaniu sztuczki montażowej ze zbliżeniem na coś. W drugim sezonie było ujęcie na ręce Chariego gdy grał na pianinie a po oddaleniu okazało się, że jest na plaży. Teraz jest ujęcie mniej efektywne, choć nadal bardzo efektowne: zbliżenie na otwierające się drzwi. Gdy zbliżają się do kamery następuje przejście i nagle patrzymy na drzwi z drugiej strony! Świetne wrażenie.:) Choć samo przejście od Johna na jego ojca można było wykonać lepiej. Niemniej, odcinek na medal. 9/10.
3x14: "Exposé". Jak sprawić, by zainteresować widza jakimiś przybłędami? Pokazać ich retrospekcję, oczywiście! A potem ich zabić. Nie, lepiej - najpierw zabić, a potem pokazać retrospekcję. Nie, mam jeszcze lepszy pomysł: zabić, pokazać flashback, a potem by zmartwychwstali! I od razu ich zabić! So cool !!
Czy tak wyglądał plan przygotowania odcinka? Nie wiem.:) Ale odcinek jest rewelacyjny, aż kipi od przyłożenia się do masy drobiazgów i ogromu włożonej pracy - bo odcinek jest iście epicki. Wracamy do momentu katastrofy i przeskakujemy po tym okresie aż do dnia obecnego w taki sposób żebyśmy ulegli magii "Hej, oni tam wcześniej byli!". I jak zmyślnie to zrobiono! Twórcy odnosili się co chwila do momentów które na pewno pamiętamy: wpadnięcie gościa do silnika, okazuje się że Locke najpierw krzyczał na Nikki zamiast na tego faceta. Opadające skrzydło samolotu? Też tam była. I w ogóle w centrum całej katastrofy - nie widać, że po prostu przechadzała się na green screenie, po prostu można uwierzyć, że twórcy na potrzeby tego jednego odcinka znowu wykonali scenę katastrofy!
A potem jest m.in. scena w której Nikki jest jedną z osób słuchającą Jacka w jego pierwszym przemówieniu. Następnie Kate mówi, że znalazła walizkę w wodzie - pamiętacie ten odcinek? Tam właśnie Paolo będzie nurkować by odnaleźć ich walizkę.
Poza tematem - jak w poprzednich odcinkach budowano fundamenty pod ten odcinek. Zdawało się, że niby tylko po to by widzowie poznali tych ludzi. A okazuje się, że w międzyczasie budowali kolejną linię fabularną, tylko pod ten odcinek!
Cholera, ile miejsca zajęło mi pisanie samego tła tego odcinka... O co w nim chodzi: w retrospekcji okazuje się, że Nikki miała gościnny występ w serialu "Expose" (którego wielkim fanem jest Hurley) w którym zginęła (swoją drogą, zaskoczenie widza, doceniam). Potem okazuje się, że dostała scenę jedynie dlatego, że miała romans z reżyserem ("Nie, to tylko występ gościnny, wiadomo czym to się kończy" - co za ironia, panie Abrams! :)). A romans był tylko przykrywką, by zamordować starszego bogacza i ukraść mu diamenty warte 8 milionów a potem uciec samolotem Oceanic 815... Na szczęście walizka z biżuterią zniknęła w lesie po katastrofie, dzięki czemu Paolo mógł ją odnaleźć i ukryć w swoich majtkach - tylko po to by sprawdzić, czy Nikki jest z nim dla niego czy dla pieniędzy. Biedny chłopak z głupim akcentem... Skończyło się jak się skończyło. Obaj zostali sparaliżowani na amen, a zagubieni pochowali ich żywcem myśląc, że sami się pozabijali z powodu diamentów. Fascynujący zbieg okoliczności...
Jeszcze trochę musiałbym napisać o tym odcinku, bo jest co! Humor ("bez obrazy, ale twoje supermoce... ssą"), Charlie mówiący Sun że to on ją "porwał", scenę pogrzebu, powrót do serialu Boona, Shannon, Arzta... Co trzeba pochwalić to teraźniejszość i śledztwo - tutaj twórcy spisali się na medal, wyjaśniając widzom chyba wszystkie aspekty sprawy. No, poza jednym - skoro znaleźli bunkry lub innych to czemu o tym nie gadali z innymi? Niemniej, wybaczam to... Odcinek z mnóstwem napięcia, bardzo oryginalny, z masą pomysłów i wykonany niemal do ostatniego detalu. 9/10.
3x15: "Left Behind". Locke odchodzi z Innymi, którzy opuszczają swoje miasteczko - Kate i reszta zostają uśpieni gazem w tym czasie. Na plaży Hugo wkręca Sawyera by ten okazał się lepszym przywódcą.
W zasadzie wątek powrotu do prawdziwego świata powraca na chwilę w każdym z ostatnich odcinków począwszy od drugiego odcinka w którym Ben obiecuje Jackowi powrót do domu, tutaj jednak pierwszy raz podchodzimy do niego od drugiej strony: Locke stawia sprawę jasno, nie chce wracać do domu. I tyle.
Sawyer chcący zostać w obozie zaczynający dbać o swój wizerunek? Ciekawy pomysł, chyba powstał po namowach Hallowya który chciał by jego postać była milsza. I wybrnięto z tego w dobry sposób, jego postać zachowała swoje plusy (w tym humor) zyskując też wtedy, jeśli spojrzymy na niego jako przywódcę.
Kate w retrospekcji... Przyznaję, nie byłem ciekaw tego aspektu sprawy. Jednak faktycznie, warto byłoby zapytać mamę, czemu postawiła złego męża ponad dobrą córkę. Wybrnięto z tego w zaskakujący sposób, porównując tą relację z relacją między Fordem i Cassidy. "Był złym człowiekiem; Więc donieś na niego; Wybaczyłabyś matce, że na ciebie doniosła? Nie, i nie zrobię tego". Tak, w tym odcinku pojawia się Cassidy! I wątek jej córki, jeszcze nienarodzonej. Ciekawe...
Kate i Juliet? Zostawili je obie w lesie i teraz rozwijają się między nimi konflikty - "przez ciebie Jack i ja wciąż tu jesteśmy", "złamałaś mu serce", "nie musiał mi tego mówić"; "Wiem o nim więcej niż ty". Plus monster który dla napięcia władował się do odcinka, i wyszło mu to na dobre.
Ostatecznie Sawyer myśli o sobie jako przywódcy, Juliet będzie teraz jedną z naszych, a Jack i Sayid budzą się w 2 dni później niż Kasia od tego samego gazu. Hm. Ale sam występ Jacka udany - swoją drogą, dopiero w 16 odcinku wróci do obozu, i to czuć!
Na koniec dodam 2 cytaty, do których pierwszy raz w serialu nie mam nic i w pełni je popieram:
#1:
John: Kate.
Kate: John. Co ty tutaj robisz? Złapali cię?
John: Tak, ale tylko tymczasowo. Przyszedłem się pożegnać.
Kate: Pożegnać?
John: Odchodzę z nimi.
Kate: Co się dzieje, do cholery? Zrobili ci pranie mózgu? Dokąd zabrali Jacka?
John: Nigdzie go nie zabrali. Będzie musiał tu zostać razem z tobą.
Kate: Nie możesz im ufać. Jeśli obiecali ci bilet do domu, kłamali.
John: Ja nie chcę wracać do domu. Wstawiłem się za ciebie. Powiedziałem im, że dobra z ciebie dziewczyna, mądra, godna zaufania, uczciwa, a potem oni powiedzieli mi, kim jesteś i co zrobiłaś. Niestety przebaczenie nie ma u nich wysokich notowań. Powodzenia.
Kate: Dokąd idziesz, John?
John: Wychodzę.
#2:
Sawyer: Sukinsyn. Nikt nie planował żadnego głosowania.
Hurley: Ale chyba miło było być... miłym?
Sawyer: Podstępem zmusiłeś mnie do bycia przyzwoitym? To najbardziej kiczowate oszustwo w historii.
Hurley: To nie było oszustwo. Skoro masz być naszym przywódcą, to musisz nad sobą popracować.
Sawyer: Przywódcą? O czym ty gadasz?
Hurley: Nie ma ani Jacka, ani Locke'a, ani Kate i Sayida. Zostałeś tylko ty. Kiedy zginęli Paulo i Nikki, polegaliśmy na tobie. Potem próbowałeś ukraść diamenty, ale i tak chcieliśmy na tobie polegać. Rozejrzyj się. Sprawiłeś, że wszyscy są szczęśliwi. Chociaż przez jeden dzień mogą jeść dzika, śmiać się i zapomnieć, że mają przechlapane na całej linii. A wszystko to zawdzięczają tobie.
Sawyer: A jeśli ja nie chcę być przywódcą?
Hurley: Jack też chyba nie chciał. Wpadłeś w kanał, koleś.
Udane dialogi (chyba pierwszy raz w historii serialu są aż tak ważne i rozbudowane dialogi między 2 kobietami? I to bez żadnej odskoczni w postaci przechadzających obok innych ludzi), świetne wykorzystanie postaci, udany makijaż uwalonych w błocie kobiet... LOST w całej okazałości. 8/10
3x16: "One of Us". Juliet okazuje się mieszkać na Wyspie od kilku lat, a ją samą dręczy problem następujący: kobiety, które zaszły w ciążę, umierają. Jeśli ktoś uwierzył, że Juliet naprawdę została sama, to w finale zostaje sprowadzony na ziemię: to tylko kolejna układanka Bena by porwać kolejne ciężarne kobiety z obozu. Powód co najmniej słaby.
W retrospekcji poznajemy dziwną historię Juliet, która miała być tam 6 miesięcy, ale Ben powiedział jej o chorobie jej siostry i zaproponował, że jeśli Juliet zostanie na Wyspie to jej siostra zostanie wyleczona. Zgadza się a dowodu domaga się... po kilku latach. Zarzuca kłamstwo Benowi, ale jednak ten pokazuje, że nigdy nie kłamie. Poznajemy źródło pierwszej sceny w sezonie, dowiadujemy się czemu Juliet wtedy tak wyglądała. Widzimy też Michaiła, który sprawdza "tamtych" tuż po katastrofie 815.
Dobrze zrealizowana, z mnóstwem wiarygodnych reakcji na Juliet, na fakt jej przybycia, na fakt że Jack z nią ten-tegos. Jest też nieco humoru (np. "Miałam dzień wolny"). 7/10.
3x17: "Catch-22". Desmond rusza na wycieczkę, wierząc że to Penny go odnalazła. Ale na koniec okazuje się, że to jednak nie ona...
I właściwie tyle się dzieje przez cały odcinek. Reszta to zapychacze: muszą wszyscy, bo tak, bo miałem wizję, bo razem, bo się zmieni, szybciej. Plus smutna Kasia zagląda do namiotu Sawyera by go zgwałcić, bo Jack woli gadać z Juliet.
W retrospekcji poznajemy źródło "Bracie". Trochę słaby punkt zaczepienia, Des okazuje się być zakonnikiem. Ale przełożony uznaje, że wie lepiej o jego przeznaczeniu więc go zwalnia. Co przypadkiem sprawia, że spotyka Penny... Co prowadzi do ładnego zakończenia, gdzie widzimy teraźniejszość i Desmonda wspinającego się na drzewo, ale słyszymy właśnie ten pierwszy dialog z Penny. Trochę zbyt sztucznie się śmieje, ale efekt finalny jest... efektowny. Można się wkręcić. 6/10...
3x18: "D.O.C.". Tytuł to skrót od terminu oznaczającego dzień poczęcia dziecka. Jak wiadomo, Sun jest w ciąży... Jednak z kim? To rewelacyjny dylemat, w którym i bohaterowie i widzowie muszą wybrać. Czy chcą, by dziecko okazało się pochodzić z nieprawego łoża? Czy może do zapłodnienia doszło już na Wyspie, a ojcem jest Jin? To ważne o tyle, że żadna matka która zaszła w ciąże w tym miejscu... Nigdy jej nie doniosła. Wszystkie umierały przed trzecim trymestrem. Sun przegrała tak czy siak. Ale gdy dowiaduje się, że dziecko jednak jest Jina... Cieszy się. Zostały jej 2 miesiące życia.
Trzeba się trochę wczuć w ten Koreański system mentalny. I w tym pomaga retrospekcja (tak, ma ona związek z teraźniejszością!). Pewna kobieta szantażuje w niej Sun, że jeśli nie dostanie 100 tysięcy dolarów to wyjawi, że matką jej męża jest prostytutka. Sun podróżuje, poznaje ojca Jina, dowiaduje się, że ten dokonał wspaniałego czynu, zachowując dziecko nawet nie wiedząc czy jest jego. A mimo to rozumie, że bycie rybakiem jest hańbą dla jego syna, i zgadza się na to. Na końcu dowiadujemy się, że szantażystką jest matka Jina. Jak ona się o tym dowiedziała, nie wiemy, ale wiemy, czemu jednak nie jest jego matką. Ciekawe...
Naomi spada z nieba i ląduje na gałęzi. Co zrobić, ratować ją? Ale do najbliższego lekarza jest 8 km. Tak... W tym wątku zawiodła narracja, nie poczułem tu napięcia. Ale za to JednoOki się pojawił... Wait, what?! "Już raz w tym tygodniu umarłem", wtf.
Ale za to końcówka... Znaleziono 815? Wszyscy nieżyją? Jasna cholera, już nie pamiętam ile to jedno zdanie wywołuje myśli za pierwszym razem. Mogło oznaczać wszystko. Alternatywna rzeczywistość? Niebo, czyściej? Telewizja zmyśliła? Ale dlaczego?... 8/10.
Zaczynając od tyłu - Locke wysadził łódź, by ojciec go nie znalazł na tej wyspie... A niby jak miałby to zrobić? Nie łapię...
Błąd to oczywiście całkiem spory, ale jak zakryty! Z każdej strony coś się dzieje a ja oglądam wiedząc, że z tego można było zrobić więcej niż 1 odcinek. Sama retrospekcja Johna w której w końcu dowiadujemy się, czemu stał się inwalidą... Cholera, to już wielkie wydarzenie! Ale całe przygotowanie do tego, jak po raz kolejny pokazuje, że kocha ślepo ojca a kontakt z nim nadal go boli, i mimo to nie chce go zdradzić. A jednak leci w dół z 8 piętra, kręgosłup mu pęka... Ale jakimś cudem przeżywa... I ląduje na wózku - zobaczcie jak kręcono tę scenę, jaki straszny był ten wózek, jak wielki dramat z tego wyszedł! Wiedzieliśmy, że do tego dojdzie, wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądać i co będzie potem. Ale i tak coś mi się w żołądku przewróciło. Wam zapewne też. Również w momencie, gdy został zaatakowany przez Coopera. Smutek i tragedia...
Alex dowiaduje się o swojej matce, mamy ujęcie na Danielle. Kate dowiaduje się, że Jack niedługo wyjedzie... Podejrzewa go o romans z Juliet... Ale po wszystkim mamy szept Jacka: "Wrócę po ciebie". Pięknie.
Mamy rozmowę Bena z Johnem o Wyspie, wypełnioną manewrami tego pierwszego i pewną... "świętością" (?) tego drugiego. "Bo ty jesteś na wózku... A ja nie"; "W jakiś sposób jest powiązany z Wyspą i to czyni cię wyjątkowym". Plus przypowieść o pudełku... Z którego wyszedł ojciec Johna. Niesamowite.
Trzeba też wspomnieć o drugim w serialu zastsowaniu sztuczki montażowej ze zbliżeniem na coś. W drugim sezonie było ujęcie na ręce Chariego gdy grał na pianinie a po oddaleniu okazało się, że jest na plaży. Teraz jest ujęcie mniej efektywne, choć nadal bardzo efektowne: zbliżenie na otwierające się drzwi. Gdy zbliżają się do kamery następuje przejście i nagle patrzymy na drzwi z drugiej strony! Świetne wrażenie.:) Choć samo przejście od Johna na jego ojca można było wykonać lepiej. Niemniej, odcinek na medal. 9/10.
3x14: "Exposé". Jak sprawić, by zainteresować widza jakimiś przybłędami? Pokazać ich retrospekcję, oczywiście! A potem ich zabić. Nie, lepiej - najpierw zabić, a potem pokazać retrospekcję. Nie, mam jeszcze lepszy pomysł: zabić, pokazać flashback, a potem by zmartwychwstali! I od razu ich zabić! So cool !!
Czy tak wyglądał plan przygotowania odcinka? Nie wiem.:) Ale odcinek jest rewelacyjny, aż kipi od przyłożenia się do masy drobiazgów i ogromu włożonej pracy - bo odcinek jest iście epicki. Wracamy do momentu katastrofy i przeskakujemy po tym okresie aż do dnia obecnego w taki sposób żebyśmy ulegli magii "Hej, oni tam wcześniej byli!". I jak zmyślnie to zrobiono! Twórcy odnosili się co chwila do momentów które na pewno pamiętamy: wpadnięcie gościa do silnika, okazuje się że Locke najpierw krzyczał na Nikki zamiast na tego faceta. Opadające skrzydło samolotu? Też tam była. I w ogóle w centrum całej katastrofy - nie widać, że po prostu przechadzała się na green screenie, po prostu można uwierzyć, że twórcy na potrzeby tego jednego odcinka znowu wykonali scenę katastrofy!
A potem jest m.in. scena w której Nikki jest jedną z osób słuchającą Jacka w jego pierwszym przemówieniu. Następnie Kate mówi, że znalazła walizkę w wodzie - pamiętacie ten odcinek? Tam właśnie Paolo będzie nurkować by odnaleźć ich walizkę.
Poza tematem - jak w poprzednich odcinkach budowano fundamenty pod ten odcinek. Zdawało się, że niby tylko po to by widzowie poznali tych ludzi. A okazuje się, że w międzyczasie budowali kolejną linię fabularną, tylko pod ten odcinek!
Cholera, ile miejsca zajęło mi pisanie samego tła tego odcinka... O co w nim chodzi: w retrospekcji okazuje się, że Nikki miała gościnny występ w serialu "Expose" (którego wielkim fanem jest Hurley) w którym zginęła (swoją drogą, zaskoczenie widza, doceniam). Potem okazuje się, że dostała scenę jedynie dlatego, że miała romans z reżyserem ("Nie, to tylko występ gościnny, wiadomo czym to się kończy" - co za ironia, panie Abrams! :)). A romans był tylko przykrywką, by zamordować starszego bogacza i ukraść mu diamenty warte 8 milionów a potem uciec samolotem Oceanic 815... Na szczęście walizka z biżuterią zniknęła w lesie po katastrofie, dzięki czemu Paolo mógł ją odnaleźć i ukryć w swoich majtkach - tylko po to by sprawdzić, czy Nikki jest z nim dla niego czy dla pieniędzy. Biedny chłopak z głupim akcentem... Skończyło się jak się skończyło. Obaj zostali sparaliżowani na amen, a zagubieni pochowali ich żywcem myśląc, że sami się pozabijali z powodu diamentów. Fascynujący zbieg okoliczności...
Jeszcze trochę musiałbym napisać o tym odcinku, bo jest co! Humor ("bez obrazy, ale twoje supermoce... ssą"), Charlie mówiący Sun że to on ją "porwał", scenę pogrzebu, powrót do serialu Boona, Shannon, Arzta... Co trzeba pochwalić to teraźniejszość i śledztwo - tutaj twórcy spisali się na medal, wyjaśniając widzom chyba wszystkie aspekty sprawy. No, poza jednym - skoro znaleźli bunkry lub innych to czemu o tym nie gadali z innymi? Niemniej, wybaczam to... Odcinek z mnóstwem napięcia, bardzo oryginalny, z masą pomysłów i wykonany niemal do ostatniego detalu. 9/10.
3x15: "Left Behind". Locke odchodzi z Innymi, którzy opuszczają swoje miasteczko - Kate i reszta zostają uśpieni gazem w tym czasie. Na plaży Hugo wkręca Sawyera by ten okazał się lepszym przywódcą.
W zasadzie wątek powrotu do prawdziwego świata powraca na chwilę w każdym z ostatnich odcinków począwszy od drugiego odcinka w którym Ben obiecuje Jackowi powrót do domu, tutaj jednak pierwszy raz podchodzimy do niego od drugiej strony: Locke stawia sprawę jasno, nie chce wracać do domu. I tyle.
Sawyer chcący zostać w obozie zaczynający dbać o swój wizerunek? Ciekawy pomysł, chyba powstał po namowach Hallowya który chciał by jego postać była milsza. I wybrnięto z tego w dobry sposób, jego postać zachowała swoje plusy (w tym humor) zyskując też wtedy, jeśli spojrzymy na niego jako przywódcę.
Kate w retrospekcji... Przyznaję, nie byłem ciekaw tego aspektu sprawy. Jednak faktycznie, warto byłoby zapytać mamę, czemu postawiła złego męża ponad dobrą córkę. Wybrnięto z tego w zaskakujący sposób, porównując tą relację z relacją między Fordem i Cassidy. "Był złym człowiekiem; Więc donieś na niego; Wybaczyłabyś matce, że na ciebie doniosła? Nie, i nie zrobię tego". Tak, w tym odcinku pojawia się Cassidy! I wątek jej córki, jeszcze nienarodzonej. Ciekawe...
Kate i Juliet? Zostawili je obie w lesie i teraz rozwijają się między nimi konflikty - "przez ciebie Jack i ja wciąż tu jesteśmy", "złamałaś mu serce", "nie musiał mi tego mówić"; "Wiem o nim więcej niż ty". Plus monster który dla napięcia władował się do odcinka, i wyszło mu to na dobre.
Ostatecznie Sawyer myśli o sobie jako przywódcy, Juliet będzie teraz jedną z naszych, a Jack i Sayid budzą się w 2 dni później niż Kasia od tego samego gazu. Hm. Ale sam występ Jacka udany - swoją drogą, dopiero w 16 odcinku wróci do obozu, i to czuć!
Na koniec dodam 2 cytaty, do których pierwszy raz w serialu nie mam nic i w pełni je popieram:
#1:
John: Kate.
Kate: John. Co ty tutaj robisz? Złapali cię?
John: Tak, ale tylko tymczasowo. Przyszedłem się pożegnać.
Kate: Pożegnać?
John: Odchodzę z nimi.
Kate: Co się dzieje, do cholery? Zrobili ci pranie mózgu? Dokąd zabrali Jacka?
John: Nigdzie go nie zabrali. Będzie musiał tu zostać razem z tobą.
Kate: Nie możesz im ufać. Jeśli obiecali ci bilet do domu, kłamali.
John: Ja nie chcę wracać do domu. Wstawiłem się za ciebie. Powiedziałem im, że dobra z ciebie dziewczyna, mądra, godna zaufania, uczciwa, a potem oni powiedzieli mi, kim jesteś i co zrobiłaś. Niestety przebaczenie nie ma u nich wysokich notowań. Powodzenia.
Kate: Dokąd idziesz, John?
John: Wychodzę.
#2:
Sawyer: Sukinsyn. Nikt nie planował żadnego głosowania.
Hurley: Ale chyba miło było być... miłym?
Sawyer: Podstępem zmusiłeś mnie do bycia przyzwoitym? To najbardziej kiczowate oszustwo w historii.
Hurley: To nie było oszustwo. Skoro masz być naszym przywódcą, to musisz nad sobą popracować.
Sawyer: Przywódcą? O czym ty gadasz?
Hurley: Nie ma ani Jacka, ani Locke'a, ani Kate i Sayida. Zostałeś tylko ty. Kiedy zginęli Paulo i Nikki, polegaliśmy na tobie. Potem próbowałeś ukraść diamenty, ale i tak chcieliśmy na tobie polegać. Rozejrzyj się. Sprawiłeś, że wszyscy są szczęśliwi. Chociaż przez jeden dzień mogą jeść dzika, śmiać się i zapomnieć, że mają przechlapane na całej linii. A wszystko to zawdzięczają tobie.
Sawyer: A jeśli ja nie chcę być przywódcą?
Hurley: Jack też chyba nie chciał. Wpadłeś w kanał, koleś.
Udane dialogi (chyba pierwszy raz w historii serialu są aż tak ważne i rozbudowane dialogi między 2 kobietami? I to bez żadnej odskoczni w postaci przechadzających obok innych ludzi), świetne wykorzystanie postaci, udany makijaż uwalonych w błocie kobiet... LOST w całej okazałości. 8/10
3x16: "One of Us". Juliet okazuje się mieszkać na Wyspie od kilku lat, a ją samą dręczy problem następujący: kobiety, które zaszły w ciążę, umierają. Jeśli ktoś uwierzył, że Juliet naprawdę została sama, to w finale zostaje sprowadzony na ziemię: to tylko kolejna układanka Bena by porwać kolejne ciężarne kobiety z obozu. Powód co najmniej słaby.
W retrospekcji poznajemy dziwną historię Juliet, która miała być tam 6 miesięcy, ale Ben powiedział jej o chorobie jej siostry i zaproponował, że jeśli Juliet zostanie na Wyspie to jej siostra zostanie wyleczona. Zgadza się a dowodu domaga się... po kilku latach. Zarzuca kłamstwo Benowi, ale jednak ten pokazuje, że nigdy nie kłamie. Poznajemy źródło pierwszej sceny w sezonie, dowiadujemy się czemu Juliet wtedy tak wyglądała. Widzimy też Michaiła, który sprawdza "tamtych" tuż po katastrofie 815.
Dobrze zrealizowana, z mnóstwem wiarygodnych reakcji na Juliet, na fakt jej przybycia, na fakt że Jack z nią ten-tegos. Jest też nieco humoru (np. "Miałam dzień wolny"). 7/10.
3x17: "Catch-22". Desmond rusza na wycieczkę, wierząc że to Penny go odnalazła. Ale na koniec okazuje się, że to jednak nie ona...
I właściwie tyle się dzieje przez cały odcinek. Reszta to zapychacze: muszą wszyscy, bo tak, bo miałem wizję, bo razem, bo się zmieni, szybciej. Plus smutna Kasia zagląda do namiotu Sawyera by go zgwałcić, bo Jack woli gadać z Juliet.
W retrospekcji poznajemy źródło "Bracie". Trochę słaby punkt zaczepienia, Des okazuje się być zakonnikiem. Ale przełożony uznaje, że wie lepiej o jego przeznaczeniu więc go zwalnia. Co przypadkiem sprawia, że spotyka Penny... Co prowadzi do ładnego zakończenia, gdzie widzimy teraźniejszość i Desmonda wspinającego się na drzewo, ale słyszymy właśnie ten pierwszy dialog z Penny. Trochę zbyt sztucznie się śmieje, ale efekt finalny jest... efektowny. Można się wkręcić. 6/10...
3x18: "D.O.C.". Tytuł to skrót od terminu oznaczającego dzień poczęcia dziecka. Jak wiadomo, Sun jest w ciąży... Jednak z kim? To rewelacyjny dylemat, w którym i bohaterowie i widzowie muszą wybrać. Czy chcą, by dziecko okazało się pochodzić z nieprawego łoża? Czy może do zapłodnienia doszło już na Wyspie, a ojcem jest Jin? To ważne o tyle, że żadna matka która zaszła w ciąże w tym miejscu... Nigdy jej nie doniosła. Wszystkie umierały przed trzecim trymestrem. Sun przegrała tak czy siak. Ale gdy dowiaduje się, że dziecko jednak jest Jina... Cieszy się. Zostały jej 2 miesiące życia.
Trzeba się trochę wczuć w ten Koreański system mentalny. I w tym pomaga retrospekcja (tak, ma ona związek z teraźniejszością!). Pewna kobieta szantażuje w niej Sun, że jeśli nie dostanie 100 tysięcy dolarów to wyjawi, że matką jej męża jest prostytutka. Sun podróżuje, poznaje ojca Jina, dowiaduje się, że ten dokonał wspaniałego czynu, zachowując dziecko nawet nie wiedząc czy jest jego. A mimo to rozumie, że bycie rybakiem jest hańbą dla jego syna, i zgadza się na to. Na końcu dowiadujemy się, że szantażystką jest matka Jina. Jak ona się o tym dowiedziała, nie wiemy, ale wiemy, czemu jednak nie jest jego matką. Ciekawe...
Naomi spada z nieba i ląduje na gałęzi. Co zrobić, ratować ją? Ale do najbliższego lekarza jest 8 km. Tak... W tym wątku zawiodła narracja, nie poczułem tu napięcia. Ale za to JednoOki się pojawił... Wait, what?! "Już raz w tym tygodniu umarłem", wtf.
Ale za to końcówka... Znaleziono 815? Wszyscy nieżyją? Jasna cholera, już nie pamiętam ile to jedno zdanie wywołuje myśli za pierwszym razem. Mogło oznaczać wszystko. Alternatywna rzeczywistość? Niebo, czyściej? Telewizja zmyśliła? Ale dlaczego?... 8/10.
piątek, 8 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 9-12
3x09: "Stranger In A Strange Land". Grifter i inni internauci nazywają to najgorszym odcinkiem sezonu/serialu. Przyznaję, jest słaby. Flashback to... hmm... zapomniałem już, że Jack ma tatuaż. Myślałem, że wyjaśniono jego znaczenie w I sezonie. Nie, czekali z tym do tego odcinka.
Więc... Mamy Shepharda na wakacjach romansującego ze skośnooką. Która ma dar, którego on nie zrozumie. Więc ją śledzi, by go poznać. Okazuje się, że... darem jest dostrzeganie ludzi jakimi są naprawdę. Jakim jest Jack? "Wspaniałym, a przez to zdenerwowanym i samotnym". Żenujące, panowie twórcy. Stephen King pisał wam ten flashback czy jak?
Ale to nie koniec. Bo zrobienie tatuażu wywoła burzę. Bójkę tutejszych spuszczających wpieprz Jackowi, zakończony rozkazem "Wyp... gdzie pieprz rośnie". Biorąc jeszcze pod uwagę przedramatyzowane zachowania Jacka (nie tylko w flashbacku, ale też w teraźniejszości - każde zdanie krzyczy, podchodząc do rozmówcy jak najbliżej... Wtf?) po prostu nie mogę mieć wątpliwości - ten odcinek pisał Stephen King.:)
Teraźniejszość... Kasia chce wrócić po Jacka i fajnie, ale Sawyer jest fajniejszy i ją stopuje. Konkretnie rozgrywa sprawę z nią, z Karlem, z miejscem obozowiska... Plusik, ale wolałbym powrót normalnej Kate. Ta nowa ma nieustanny okres.
Juliet mająca zginąć, bo takie są zasady... A okoliczności zbrodni się nie liczą? Dla wygody je pominięto... Co ratuje odcinek to Giacchino ze swoim "Oceans Apart", które wydobywa z końcówki zaskakująco dużo magii i uczucia. Alex i Karl patrzący razem na gwiazdy, Kate z Jamesem z pochodniami w dżungli, Jack i Juliet na łodzi...
Co ciekawe to dowiadujemy się, co stało się z Cindy. Taaak, ja też jej nie pamiętam. Ale za to w końcu dowiedziałem się, czym był ten przerażający misio z 2 sezonu, którego Eko i Jin zobaczyli ukryci w krzakach. 3/10.
3x10: "Tricia Tanaka is Dead". Czy w ogóle jest możiwe nie polubić tego odcinka? Najwyraźniej tak, ale dotyczy to niewielu. Ich zawód rozumiem, samemu będąc miłośnikiem tego odcinka - wali mnie, że samochód po 30 latach wciąż jest sprawny mimo nienaprawialnego silnika (wystarczy tylko popchnąć). Jak ktoś się przyczepi to zawsze można wytłumaczyć magią Wyspy jak w przypadku Locke'a. :)
Dobra, a o co tu chodzi? Hurley znajduje samochód i chce go odpalić, ale nikt mu nie chce pomóc - z wyjątkiem Jina, który nie ma pojęcia co się dzieje, Sawyera który daje się przekonać niskoprocentową zawartością pojazdu, oraz Charliego, który tak jak Hurley potrzebuje jakiegoś sukcesu.
Relacje między postaciami zyskują. Relacje bohaterów z widzami - rosną również. Fabuła trochę tam rusza do przodu: Sawyer dowiaduje się, co się stało z bunkrem i czemu rozkradziono jego rzeczy, a Kate rusza do Jacka z Locke'im i Sayidem. W flashbacku poznajemy ojca Hugo i tego, że opuścił go dawno temu by wrócić gdy ten wygrał miliony. A także dowiadujemy się, że sympatyczny przyjaciel i dziewczyna Hugo odeszli od niego... razem. U BASTARDS.:(
Do diabła z tym, najważniejszą są kultowe teksty i humor! "Buttom's Up", 3 teksty które chce usłyszeć każda kobieta, "To piwo leży tu od czasu Rocky'ego III... Może nawet Rocky'ego II", zbieg w dół za jadącym samochodem i radość tych kilku postaci... Banan na twarzy gwarantowane. A wszystko to zakończone pięknym "Shambala" Michała Giacchino... 7/10.
3x11: "Enter 77". Odcinek zakończony wklepaniem do komputera liczby "77", co ciekawe to również ilość dni pobytu na Wyspie zagubionych z lotu 815.:)
Flashback - Sayid w cywilu pracuje jako kucharz, zostaje rozpoznany przez jedną ze swoich byłych ofiar. Najpierw zaprzecza, a na koniec przyznaje się do winy dzięki czemu zostaje mu to wybaczone. Taaak... Można to było zrobić lepiej.
Na plaży Sawyer gra ze wszystkimi w ping ponga o to, by oddali mu rzeczy które wcześniej mu zabrali. Wygrywa Hugo, bo kiedyś trenował. Jeeej... Niezbyt ciekawe.
Ale za to mamy jedną dobrą rzecz - "Po drugie - kim ty do diabła jesteś?" w stronę tej nowej. No właśnie... Ta dwójka jest bardziej z tych Innych niż Ethan lub Goodwin! :)
Trójka zagubionych w drodze po Jacka znajduje kolejną bazę Dharmy - Płomień. Znajdują w niej tajemniczego jednookiego, który najpierw podaje się za ostatniego żywego członka Dharmy i opatruje Sayida którego wcześniej postrzelił, a potem spuszcza bęcki Kate a potem sam dostaje wpieprz od Irakijczyka z jedną ręką. Hm. Locke w tym czasie grał w szachy z komputerem. Hm. Który służył do kierowaniu stacją, ale najpierw trzeba było wygrać w szachy. Hm. No i ta dziwna czarnoskóra kobieta pragnąca zginąć byle tylko... nie wiem, nie być zakładnikiem? Hm.
Ale przynajmniej dowiadujemy się, skąd wziął się koń Kate z II sezonu. I przypominamy sobie o istnieniu Nadii. 6/10.
3x12: "Par Avion". Clair okazuje się być córką Krzysia Pasterza i siostrą Jacka. To w sumie zaskakujące. A na dodatek jest winna uśpieniu swojej matki. Całkiem dobrze.
Locke kłóci się z Sayidem, co wypada całkiem naturalnie ale też sama postać Locke'a zaczyna się sypać. Świadome wysadzanie stacji, ryzykowanie życiem zakładnika... Coś tu nie gra. Ale za to mamy super scenę pokonywania tajemniczego ogrodzenia - pełen realizm, ze ścinaniem drzewa, podpieraniem go kłodami i wspinaczką Kate na jednym (pociętym) ujęciu.:) To lubię w LOST!
Na plaży Charlie znowu umiera, tym razem próbując się dobrać do ptaka. Jaki to ma związek z łapaniem ich w klatkę na plaży (bo przecież gdyby je złapano wtedy to potem Charlie by nie musiał zapieprzać po kamieniach)? Nie wiem... Ale chciano dobrze... taa... Ale dobra, wrócili do wątku ucieczki z Wyspy. Może tym razem przybędzie po nich ratunek. 6/10.
Więc... Mamy Shepharda na wakacjach romansującego ze skośnooką. Która ma dar, którego on nie zrozumie. Więc ją śledzi, by go poznać. Okazuje się, że... darem jest dostrzeganie ludzi jakimi są naprawdę. Jakim jest Jack? "Wspaniałym, a przez to zdenerwowanym i samotnym". Żenujące, panowie twórcy. Stephen King pisał wam ten flashback czy jak?
Ale to nie koniec. Bo zrobienie tatuażu wywoła burzę. Bójkę tutejszych spuszczających wpieprz Jackowi, zakończony rozkazem "Wyp... gdzie pieprz rośnie". Biorąc jeszcze pod uwagę przedramatyzowane zachowania Jacka (nie tylko w flashbacku, ale też w teraźniejszości - każde zdanie krzyczy, podchodząc do rozmówcy jak najbliżej... Wtf?) po prostu nie mogę mieć wątpliwości - ten odcinek pisał Stephen King.:)
Teraźniejszość... Kasia chce wrócić po Jacka i fajnie, ale Sawyer jest fajniejszy i ją stopuje. Konkretnie rozgrywa sprawę z nią, z Karlem, z miejscem obozowiska... Plusik, ale wolałbym powrót normalnej Kate. Ta nowa ma nieustanny okres.
Juliet mająca zginąć, bo takie są zasady... A okoliczności zbrodni się nie liczą? Dla wygody je pominięto... Co ratuje odcinek to Giacchino ze swoim "Oceans Apart", które wydobywa z końcówki zaskakująco dużo magii i uczucia. Alex i Karl patrzący razem na gwiazdy, Kate z Jamesem z pochodniami w dżungli, Jack i Juliet na łodzi...
Co ciekawe to dowiadujemy się, co stało się z Cindy. Taaak, ja też jej nie pamiętam. Ale za to w końcu dowiedziałem się, czym był ten przerażający misio z 2 sezonu, którego Eko i Jin zobaczyli ukryci w krzakach. 3/10.
3x10: "Tricia Tanaka is Dead". Czy w ogóle jest możiwe nie polubić tego odcinka? Najwyraźniej tak, ale dotyczy to niewielu. Ich zawód rozumiem, samemu będąc miłośnikiem tego odcinka - wali mnie, że samochód po 30 latach wciąż jest sprawny mimo nienaprawialnego silnika (wystarczy tylko popchnąć). Jak ktoś się przyczepi to zawsze można wytłumaczyć magią Wyspy jak w przypadku Locke'a. :)
Dobra, a o co tu chodzi? Hurley znajduje samochód i chce go odpalić, ale nikt mu nie chce pomóc - z wyjątkiem Jina, który nie ma pojęcia co się dzieje, Sawyera który daje się przekonać niskoprocentową zawartością pojazdu, oraz Charliego, który tak jak Hurley potrzebuje jakiegoś sukcesu.
Relacje między postaciami zyskują. Relacje bohaterów z widzami - rosną również. Fabuła trochę tam rusza do przodu: Sawyer dowiaduje się, co się stało z bunkrem i czemu rozkradziono jego rzeczy, a Kate rusza do Jacka z Locke'im i Sayidem. W flashbacku poznajemy ojca Hugo i tego, że opuścił go dawno temu by wrócić gdy ten wygrał miliony. A także dowiadujemy się, że sympatyczny przyjaciel i dziewczyna Hugo odeszli od niego... razem. U BASTARDS.:(
Do diabła z tym, najważniejszą są kultowe teksty i humor! "Buttom's Up", 3 teksty które chce usłyszeć każda kobieta, "To piwo leży tu od czasu Rocky'ego III... Może nawet Rocky'ego II", zbieg w dół za jadącym samochodem i radość tych kilku postaci... Banan na twarzy gwarantowane. A wszystko to zakończone pięknym "Shambala" Michała Giacchino... 7/10.
3x11: "Enter 77". Odcinek zakończony wklepaniem do komputera liczby "77", co ciekawe to również ilość dni pobytu na Wyspie zagubionych z lotu 815.:)
Flashback - Sayid w cywilu pracuje jako kucharz, zostaje rozpoznany przez jedną ze swoich byłych ofiar. Najpierw zaprzecza, a na koniec przyznaje się do winy dzięki czemu zostaje mu to wybaczone. Taaak... Można to było zrobić lepiej.
Na plaży Sawyer gra ze wszystkimi w ping ponga o to, by oddali mu rzeczy które wcześniej mu zabrali. Wygrywa Hugo, bo kiedyś trenował. Jeeej... Niezbyt ciekawe.
Ale za to mamy jedną dobrą rzecz - "Po drugie - kim ty do diabła jesteś?" w stronę tej nowej. No właśnie... Ta dwójka jest bardziej z tych Innych niż Ethan lub Goodwin! :)
Trójka zagubionych w drodze po Jacka znajduje kolejną bazę Dharmy - Płomień. Znajdują w niej tajemniczego jednookiego, który najpierw podaje się za ostatniego żywego członka Dharmy i opatruje Sayida którego wcześniej postrzelił, a potem spuszcza bęcki Kate a potem sam dostaje wpieprz od Irakijczyka z jedną ręką. Hm. Locke w tym czasie grał w szachy z komputerem. Hm. Który służył do kierowaniu stacją, ale najpierw trzeba było wygrać w szachy. Hm. No i ta dziwna czarnoskóra kobieta pragnąca zginąć byle tylko... nie wiem, nie być zakładnikiem? Hm.
Ale przynajmniej dowiadujemy się, skąd wziął się koń Kate z II sezonu. I przypominamy sobie o istnieniu Nadii. 6/10.
3x12: "Par Avion". Clair okazuje się być córką Krzysia Pasterza i siostrą Jacka. To w sumie zaskakujące. A na dodatek jest winna uśpieniu swojej matki. Całkiem dobrze.
Locke kłóci się z Sayidem, co wypada całkiem naturalnie ale też sama postać Locke'a zaczyna się sypać. Świadome wysadzanie stacji, ryzykowanie życiem zakładnika... Coś tu nie gra. Ale za to mamy super scenę pokonywania tajemniczego ogrodzenia - pełen realizm, ze ścinaniem drzewa, podpieraniem go kłodami i wspinaczką Kate na jednym (pociętym) ujęciu.:) To lubię w LOST!
Na plaży Charlie znowu umiera, tym razem próbując się dobrać do ptaka. Jaki to ma związek z łapaniem ich w klatkę na plaży (bo przecież gdyby je złapano wtedy to potem Charlie by nie musiał zapieprzać po kamieniach)? Nie wiem... Ale chciano dobrze... taa... Ale dobra, wrócili do wątku ucieczki z Wyspy. Może tym razem przybędzie po nich ratunek. 6/10.
czwartek, 7 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 5-8
3x05: "The Cost of Living". Tytuł odnosi się do Eko i jego motta życiowego: "nie żałuję niczego, robiłem tylko to, co umożliwiało mi przeżycie". I trzyma się tego do końca, trzeba mu oddać słuszność. A że twórcy bawią się panią Dymek i robią z niego boga? Za pierwszym razem było fajne, ale później już się kupy nie trzymało. [spoiler: do końca nie wiadomo, czemu Dymek zabił Eko, ani czemu kazał mu przekazać Locke'owi, że oni będą następni - swoją drogą to kolejny odcinek, w którym Monster pojawia się bezszelestnie]
Oprócz tego, mamy pierwszą słabą śmierć postaci w historii serialu - tak mało nas obchodzącą, że twórcy musieli nam pomóc w rozczuleniu się i pokazali w chwili śmierci Eko jego wspomnienia z dzieciństwa, jak idzie obejmując brata. Urocze.
Pierwsze poważne wejście do akcji dwójki nowych... Mają imiona może?
Jack... pochówek po hawajsku? Litości. Plan Bena w tym, że lekarz miał chcieć go uratować? Szczyt głupoty. Wystarczyło go poprosić, dać w zamian łódź i wszyscy byliby fajni. Przyjść do ich obozu, zapytać czy mają lekarza. Zamiast czekać 60 dni i ryzykować, że guz się rozwinie i.. no wiecie... ZABIJE BENA?! Jesteśmy tymi dobrymi, cieszę się. Nie wiem, jak potem udało się z Bena zrobić taką kapitalną postać (komentarz z YouTube: "Ben Linus to jedyny człowiek, który może zabić Chucka Norrisa"). Ale na obecną chwilę widz gardzi Innymi, gardzi nową dwójką Zagubionych, gardzi śmiercią Eko i przeciętną retrospekcją w której łatwo przewidzieć, co się stanie... Cóż, ale za to mamy świetną scenę z "Zabić drozda" która niszczy mózg - dosłownie! Potwierdzi to każdy kto ją oglądając próbował się skoncentrować na obu tych liniach, i obie analizował na bieżąco w tym samym czasie... I to było fajne! Ale tylko to. Reszta zabijała w negatywnym sensie, albo była przeciętna. 3/10.
3x06: "I Do". Twórcy stabilizują poziom który do tej pory był zniżkowy. Tzn. odcinek jest słaby, ale to wciąż "LOST". To ci bohaterowie, to ta Wyspa, to spadkobierca emocji z poprzednich - lepszych - odcinków. W tym serialu nawet słaby odcinek jest lepszy od dobrego odcinka w innym serialu.;)
Zobaczmy... Przede wszystkim, to pierwszy odcinek 3 sezonu w którym mamy naraz wszystkie trzy wątki (Locke, Jack, Kate - wszyscy pojawiają się na samym początku) i nadal czuć tę synchronizację całości, co łatwe nie jest, więc trzeba im oddać. John chowa Eko, opowiada Sayidowi o "monster" i swojej teori, że Eko nie zginął bez powodu. To chyba nadzieja twórców, mam rację? Ale mamy kij z wiadomością zza grobu - idź na północ z tego miejsca w którym mnie pochowałeś. Word?
Retrospekcje Kasi - wyszła za policjanta, i go kocha, ale musi zostawić by kontynuować uciekanie. Wiecie, trzeba było się JAKOŚ odnieść do teraźniejszości i zmuszania Jamesa by uciekał razem z nią. Ale twórcy "Zagubionych" przyzwyczaili nas, że słowa "jakoś" nie ma w ich słowniku. Kiepsko i głupio.
Romans i seks w klatce - nawet dobrze. "Chciałem, byś miała nadzieję, że wciąż mamy szansę" - proste i skuteczne. Ale to co najlepsze to egzekucja Forda w deszczu. Te mokre włosy, ten wzrok, ta duma bijąca od niego nawet wtedy gdy klęczy przed frustratem z bronią... "Zamknij oczy". On mógł wtedy umrzeć. To byłoby dziwne, bo chcieli go zabić za nic, ale z Shannon przeszło, więc czemu nie? Bo to zbyt dobra postać. I wciąż szuka mordercy swojej rodziny. Dobra decyzja, a jednocześnie dobrze przekonano widza, że to faktycznie może być koniec. Plusik...
Jack nie dający wiary, że oni naprawdę ich puszczą. Taka trochę zasłona dymna, dużo krzyku by zagłuszyć racjonalizm: oni mogli przyjść i po cywilizowanemu zapytać się, czy Jack by go nie zoperował, a w zamian pomogą im w ucieczce z Wyspy. Tego się nie da naprawić. Minus, ale coś-niecoś wiarygodnego z tego wyszło. Prawie, bo na koniec Jack prosi, by Ben dał mu słowo. Ahaaa...
Ale zmyłka podczas operacji dobra. Z trzeciej strony: "MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; LOST". W ogóle to w tym odcinku przesadzono z melodramatyzmem i takimi tanimi sztuczkami. "Lost" to nie bazar ze świecidełkami, to złoto najwyższej próby, dajcie spokój...
Co trzeba odnotować to pierwsza wzmianka o Jacobie! Lista Jacoba, na której nie było Shepharda? Ciekawe... Nie, teraz nie. Tylko dla tych którzy oglądali całość. 3/10.
3x07: "Not In Portland". Odcinek na który pierwotnie czekano aż 3 miesiące (w trakcie nadawania sezonu).
Nie mówię, że to na pewno dobry odcinek. Wracamy w nim do Juliet i faktu, że za pierwszym razem gdy ją poznajemy wydaje się być nieprzemyślaną postacią. Jednak za drugim razem gdy to oglądałem... Jest już lepiej. Ale... niekoniecznie w tym odcinku. Jej wpływ na akcję był naprawdę spory i nie wszystko układa się dla mnie w spójną całość. Z jednej strony "On tego nie zrobi, zabijcie ich" z drugiej "Zabij Bena, proszę" z trzeciej "Ben obiecał mi coś, więc im pomogę". Z czwartej poznajemy ją w retrospekcji i dowiadujemy się, że zapłodniła siostrę, rozwiodła się oraz została zwerbowana na Wyspę przez Alperta (czyżbyśmy pierwszy raz poznali tę postać i jej nazwisko?) oraz Ethana (chłop umarł 40 odcinków temu i nadal go oglądamy, magia LOST :). Jest też scena śmierci w skutek autobusu na ulicy. Aż szukałem w tej scenie pewnej wiadomej postaci, ale jej nie dostrzegłem - co nie znaczy, że jej tam nie było.;-)
To w tym odcinku widzimy Pokój 23, który za pierwszym razem jakoś mi umknął - poważnie! Po obejrzeniu całościu i wgłębieniu się w ciekawostki dowiedziałem się o istnieniu tego... miejsca... Dowiadujemy się, że Alex to córka Bena, a Carl to jej chłopak - na ten związek Ben nie pozwala. Dlaczego? To później, teraz chłopak odurzony magią Pokoju 23 ucieka na rękach Sawyera i Kate.
Kate... Co oni robią z tą postacią? Znowu melodrama. Tym razem płacz jako akompaniament historii z pierwszego odcinka. Dlaczego ona płakała? Za to Ben wciąż jest świetną postacią, uleczony przez Jacka który teraz czeka na to, co z nim zrobią. Taa.. Bardziej mnie interesuje, co zastaną uciekinierzy na plaży. 5/10.
3x08: "Flashes Before Your Eyes". Historia niby w klimacie LOST, ale... właściwie nic mi się w tym odcinku nie podoba. Poważnie. Sam pomysł na to, że wybuch bunkra i to dziwne zjawisko związane z magnetyzmem wywarły wpływ na Desmonda... Okey, to jeszcze kupuję. Sprawił, że cofnął się w przeszłość znając przyszłość do momentu wybuchu bunkra. To też kupuję... Ale cała reszta? Popełnienie błędy z Penny na siłę. Zabicie postaci Charliego na siłę nawet bardziej. Tłumaczenie przeznaczeniem i wszechświatem który wszystko koryguje? GÓWNO PRAWDA! Widać jak na dłoni co twórcy mają zamiar zrobić, ale nie umieją tego zrobić na poziomie.
Podsumujmy... Wprowadzono podróże w czasie. By zabić jedną postać. Bo tak. 4/10.
Oprócz tego, mamy pierwszą słabą śmierć postaci w historii serialu - tak mało nas obchodzącą, że twórcy musieli nam pomóc w rozczuleniu się i pokazali w chwili śmierci Eko jego wspomnienia z dzieciństwa, jak idzie obejmując brata. Urocze.
Pierwsze poważne wejście do akcji dwójki nowych... Mają imiona może?
Jack... pochówek po hawajsku? Litości. Plan Bena w tym, że lekarz miał chcieć go uratować? Szczyt głupoty. Wystarczyło go poprosić, dać w zamian łódź i wszyscy byliby fajni. Przyjść do ich obozu, zapytać czy mają lekarza. Zamiast czekać 60 dni i ryzykować, że guz się rozwinie i.. no wiecie... ZABIJE BENA?! Jesteśmy tymi dobrymi, cieszę się. Nie wiem, jak potem udało się z Bena zrobić taką kapitalną postać (komentarz z YouTube: "Ben Linus to jedyny człowiek, który może zabić Chucka Norrisa"). Ale na obecną chwilę widz gardzi Innymi, gardzi nową dwójką Zagubionych, gardzi śmiercią Eko i przeciętną retrospekcją w której łatwo przewidzieć, co się stanie... Cóż, ale za to mamy świetną scenę z "Zabić drozda" która niszczy mózg - dosłownie! Potwierdzi to każdy kto ją oglądając próbował się skoncentrować na obu tych liniach, i obie analizował na bieżąco w tym samym czasie... I to było fajne! Ale tylko to. Reszta zabijała w negatywnym sensie, albo była przeciętna. 3/10.
3x06: "I Do". Twórcy stabilizują poziom który do tej pory był zniżkowy. Tzn. odcinek jest słaby, ale to wciąż "LOST". To ci bohaterowie, to ta Wyspa, to spadkobierca emocji z poprzednich - lepszych - odcinków. W tym serialu nawet słaby odcinek jest lepszy od dobrego odcinka w innym serialu.;)
Zobaczmy... Przede wszystkim, to pierwszy odcinek 3 sezonu w którym mamy naraz wszystkie trzy wątki (Locke, Jack, Kate - wszyscy pojawiają się na samym początku) i nadal czuć tę synchronizację całości, co łatwe nie jest, więc trzeba im oddać. John chowa Eko, opowiada Sayidowi o "monster" i swojej teori, że Eko nie zginął bez powodu. To chyba nadzieja twórców, mam rację? Ale mamy kij z wiadomością zza grobu - idź na północ z tego miejsca w którym mnie pochowałeś. Word?
Retrospekcje Kasi - wyszła za policjanta, i go kocha, ale musi zostawić by kontynuować uciekanie. Wiecie, trzeba było się JAKOŚ odnieść do teraźniejszości i zmuszania Jamesa by uciekał razem z nią. Ale twórcy "Zagubionych" przyzwyczaili nas, że słowa "jakoś" nie ma w ich słowniku. Kiepsko i głupio.
Romans i seks w klatce - nawet dobrze. "Chciałem, byś miała nadzieję, że wciąż mamy szansę" - proste i skuteczne. Ale to co najlepsze to egzekucja Forda w deszczu. Te mokre włosy, ten wzrok, ta duma bijąca od niego nawet wtedy gdy klęczy przed frustratem z bronią... "Zamknij oczy". On mógł wtedy umrzeć. To byłoby dziwne, bo chcieli go zabić za nic, ale z Shannon przeszło, więc czemu nie? Bo to zbyt dobra postać. I wciąż szuka mordercy swojej rodziny. Dobra decyzja, a jednocześnie dobrze przekonano widza, że to faktycznie może być koniec. Plusik...
Jack nie dający wiary, że oni naprawdę ich puszczą. Taka trochę zasłona dymna, dużo krzyku by zagłuszyć racjonalizm: oni mogli przyjść i po cywilizowanemu zapytać się, czy Jack by go nie zoperował, a w zamian pomogą im w ucieczce z Wyspy. Tego się nie da naprawić. Minus, ale coś-niecoś wiarygodnego z tego wyszło. Prawie, bo na koniec Jack prosi, by Ben dał mu słowo. Ahaaa...
Ale zmyłka podczas operacji dobra. Z trzeciej strony: "MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; LOST". W ogóle to w tym odcinku przesadzono z melodramatyzmem i takimi tanimi sztuczkami. "Lost" to nie bazar ze świecidełkami, to złoto najwyższej próby, dajcie spokój...
Co trzeba odnotować to pierwsza wzmianka o Jacobie! Lista Jacoba, na której nie było Shepharda? Ciekawe... Nie, teraz nie. Tylko dla tych którzy oglądali całość. 3/10.
3x07: "Not In Portland". Odcinek na który pierwotnie czekano aż 3 miesiące (w trakcie nadawania sezonu).
Nie mówię, że to na pewno dobry odcinek. Wracamy w nim do Juliet i faktu, że za pierwszym razem gdy ją poznajemy wydaje się być nieprzemyślaną postacią. Jednak za drugim razem gdy to oglądałem... Jest już lepiej. Ale... niekoniecznie w tym odcinku. Jej wpływ na akcję był naprawdę spory i nie wszystko układa się dla mnie w spójną całość. Z jednej strony "On tego nie zrobi, zabijcie ich" z drugiej "Zabij Bena, proszę" z trzeciej "Ben obiecał mi coś, więc im pomogę". Z czwartej poznajemy ją w retrospekcji i dowiadujemy się, że zapłodniła siostrę, rozwiodła się oraz została zwerbowana na Wyspę przez Alperta (czyżbyśmy pierwszy raz poznali tę postać i jej nazwisko?) oraz Ethana (chłop umarł 40 odcinków temu i nadal go oglądamy, magia LOST :). Jest też scena śmierci w skutek autobusu na ulicy. Aż szukałem w tej scenie pewnej wiadomej postaci, ale jej nie dostrzegłem - co nie znaczy, że jej tam nie było.;-)
To w tym odcinku widzimy Pokój 23, który za pierwszym razem jakoś mi umknął - poważnie! Po obejrzeniu całościu i wgłębieniu się w ciekawostki dowiedziałem się o istnieniu tego... miejsca... Dowiadujemy się, że Alex to córka Bena, a Carl to jej chłopak - na ten związek Ben nie pozwala. Dlaczego? To później, teraz chłopak odurzony magią Pokoju 23 ucieka na rękach Sawyera i Kate.
Kate... Co oni robią z tą postacią? Znowu melodrama. Tym razem płacz jako akompaniament historii z pierwszego odcinka. Dlaczego ona płakała? Za to Ben wciąż jest świetną postacią, uleczony przez Jacka który teraz czeka na to, co z nim zrobią. Taa.. Bardziej mnie interesuje, co zastaną uciekinierzy na plaży. 5/10.
3x08: "Flashes Before Your Eyes". Historia niby w klimacie LOST, ale... właściwie nic mi się w tym odcinku nie podoba. Poważnie. Sam pomysł na to, że wybuch bunkra i to dziwne zjawisko związane z magnetyzmem wywarły wpływ na Desmonda... Okey, to jeszcze kupuję. Sprawił, że cofnął się w przeszłość znając przyszłość do momentu wybuchu bunkra. To też kupuję... Ale cała reszta? Popełnienie błędy z Penny na siłę. Zabicie postaci Charliego na siłę nawet bardziej. Tłumaczenie przeznaczeniem i wszechświatem który wszystko koryguje? GÓWNO PRAWDA! Widać jak na dłoni co twórcy mają zamiar zrobić, ale nie umieją tego zrobić na poziomie.
Podsumujmy... Wprowadzono podróże w czasie. By zabić jedną postać. Bo tak. 4/10.
środa, 6 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 1-4
3x01: "A Tale of Two Cities". Zaskakująco dobry odcinek! Za pierwszym razem jak go oglądałem, minuty po zakończeniu poprzedniego sezonu, moja reakcja była krótka: dno. 1/10 i zdegustowany poszedłem lulu (w końcu była ta 2 czy 4 w nocy).
Teraz po powtórce odcinek jawi mi się jako... dobry! Nie jest wybitny, ale bez bólu go oglądałem, i jest to nadal "LOST", a nie jakaś słabizna!
Na początek, trochę żałuję openingu. Jest rewelacyjny, ale... wyobraźcie sobie, że nie byłoby go, przeniesiono by go na inny odcinek - co wtedy? Myślelibyśmy, że Jacka, Sawyera i Kate przeniesiono z Wyspy! Znajdują się gdzie indziej, a potem bylibyśmy w szoku, że jednak są na Wyspie. Wyobraźcie sobie tylko.:) Oczywiście, wiązałoby się to jeszcze z innymi zmianami, bo Ford i Kate są na powierzchni, ale... już teraz widać dzięki Juliet, że sceny z nimi i sceny z Jackiem dzieją się w innym czasie. To by pobudziło wyobraźnię, współgrało z dywagacjami Jacka gdzie jest. Na końcu pyta, czy jest w jednej ze stacji Dharma, i słyszy potwierdzenie, więc dywagacje ustają, nawet jakbyśmy bardzo chcieli.
Sam opening jest rewelacyjny, ale też dzięki temu, że spoglądam na niego z szerszej perspektywy (powróci on w serialu 3 razy, za każdym razem dopowiadając kolejne sekundy które zmieniają jego wydźwięk!). Poza tym jest cudowne ukrycie Ethana, przez większość czasu myślimy, że to wszystko ma miejsce gdzieś indziej, kolejna retrospekcja ale nowej postaci - Juliet. Ale nie, to Wyspa! A na koniec przychodzi Henry Gale... I nadal nie wiemy, jak ma na imię (dowiadujemy się dopiero na koniec odcinka, ale tylko imię). Plus to szerokie ujęcie na koniec... Ideał. Może nie aż tak genialny jak opening sezonu 2, ale jednak rewelacja.
Sama Juliet - za pierwszym razem byłem przekonany, że gra tak, jakby nie wiedziała, kogo ma grać. I byłem w tym punkcie święcie przekonany, że mam rację, i to przez większą część sezonu. Ale teraz widzę, że to już wtedy była zaplanowana postać którą widz dopiero pozna. Jak gra z Jackiem przez tą szybę, jak go oswaja, uspokaja... Manipuluje. I do końca nie wiemy, czy to osoba dobra czy zła, jaki jest cel porwania trójki Zagubionych...
Plus miniwystęp Emersona w openingu, w spotkaniu z Kate ("Chcę ci dać wspomnienie, bo następne 2 tygodnie będą dla ciebie ciężkie") i przy próbie ucieczki Jacka ("Zabiję ją!; ..Okey"). Świetny! Plus minirelacja Sawyera z Kate (podzielenie się z nią krakersem) oraz zagadka dla niedźwiedzi. Wprowadzenie widza w wątek Alex i Karla, realistyczne zachowanie Jacka w zamknięciu... Naprawdę dużo oferuje ten odcinek, aż muszę zacząć się streszczać.
Kwestia pierwszego ujęcia zaraz po openingu - nie mogę tu o nim pisać niestety, ale to kolejna świetna rzecz, której widz się nie spodziewa. Wraz z finałem sezonu zrozumiecie, czym było to ujęcie. Ale widać dzięki temu, i to nie tylko dzięki temu jednemu ujęciu, że twórcy naprawdę przygotowali sobie grunt pod ten sezon: te klatki, ściągnięcie Jacka do dołu, to miasteczko, postać Juliet... I to budowanie tajemnicy: skąd Others wiedzą o nich tyle? Po co im oni?
3x02: "The Glass Ballerina". Stłuczona szklana balerina staje się początkiem długiej serii kłamstw, które powiedziała w życiu Sun, wiedząc że konsekwencje i tak kogoś dotkną. W retrospekcji poznajemy jej związek z nauczycielem angielskiego z którym w końcu miała romans i miała uciec do Ameryki. Niestety (?), dowiedział się o tym jej ojciec, więc zlecił zabójstwo Jinowi, nie mówiąc mu niczego.
Ogólnie wątek wyraźnie dociśnięty do całej historii (widać jak na dłoni, że twórcy pisząc pierwszą retrospekcję tej pary nie planowali takiej sytuacji), ale jednocześnie nawet w niej pasuje. Ponad to, kontrastuje do wydarzeń współczesnych, więc jest elo.
Dzisiaj Sun z Jinem i Sayidem czekają, aż Jack do nich przyjdzie (kontynuowanie wątku z sezonu 2). Nie przychodzi, więc planują rozbić ognisko gdzie indziej. Znajdują pomost, z którego zabrani zostali James, Jack i Kate w finale sezonu drugiego, a na nim mnóstwo śladów świadczących, że Jack już do nich nie wróci. Sayid planuje zastawić pułapkę, by zwabić w nią Innych.
Narracyjnie jest więc całkiem dobrze, wykorzystano możliwość tego, że nie wszyscy rozumieją angielski.;-) Historię tę i tak trzeba było opowiedzieć, bo taki był naturalny porządek zdarzeń. Zachowano wiarygodność historii.
James i Kate... Z jednej strony heroiczna postawa tego pierwszego, by w chwili potrzeby pocałować ją, a potem w pojedynkę rozwalić wszystkich - to było naprawdę coś. Ale z drugiej strony, pojawienie się pozerów których imię Wpieprzę-Ci-Bo-Mogę nie działa pozytywnie dla tej historii. Twórcy ewidentnie nie wiedzieli, co zrobić z tą dwójką, więc kazali im kopać kamienie (potem się wykręcą niby przygotowaniem pod lotnisko, ale jakoś tego nie kupuję)
Ale po wszystkim przypada scena rozmów w klatce:
- Smakujesz jak truskawki!
- A ty... jak rybne krakersy...
I te uśmiechy.:) Urocze, doprawdy. Przy okazji, w finale zdajemy sobie sprawę, że 1 i 2 odcinek dzieją się najwyraźniej w tym samym czasie. Wracamy do Jacka, któremu Ben Linus (tak, w końcu poznajemy jego nazwisko!) oferuje pewne zadanie, w zamian za które... wróci do domu (pojawia się bardzo ważne dla tego sezonu zdanie: "That's home, Jack, right there, on the other side of that glass"). Ogólnie to jeszcze kilka rzeczy niby tu się dzieje, jak kontynuacja wątku Karla i Alex. 6/10, za końcówkę z Jackiem.
3x03: "Further Instructions". Drugi odcinek, któremu pierwotnie dałem 1/10. Locke łyka jakąś maść, siada w tipi i ma odjazd - to było po prostu głupie. I w zasadzie nadal takie jest, ale z drugiej strony... Locke na powrót wierzy w Wyspę, zamilkł i chce ją przebłagać, więc przypomina sobie jak kiedyś - gdy dziewczyna go rzuciła - pracował na farmie, i tam była taka świątynia dumania... I chciał spróbować. Seems legit. Ale flashback i tak nic nie wnosi.
Generalnie - ja bym ten odcinek wsadził jako pierwszy w tym sezonie. Bezpośrednia kontynuacja wątku wybuchu, podtrzymanie tajemnicy gdzie są Jack i reszta... Plus pierwsze ujęcie, będące kopią pierwszego ujęcia w serialu, tylko że z Lockiem.
W tym odcinku twórcy zaczynają iść w kolejne dziwne tereny, tym razem dają znać, że Desmond po wybuchu bunkra zyskał... jasnowidztwo? Ciężko to kupić. A wątek naprawiania relacji Locke'a z Charliem można było wykonać dużo lepiej. Zamiast tego, mamy początek Locke'a w roli przywódcy rozbitków z 815. [spoiler - czemu teraz dymek pojawia się bez hałasu, a później nie?] 5/10.
3x04: "Every Man for Himself". Niby dzieje się dużo, ale jednak czuć, że to chamskie ciągnięcie. Kobieta zastrzelona przez Sun jeszcze żyje, ale tylko tak długo by Jack mógł stwierdzić czas zgonu. W retrospekcji widzimy, że James był w więzieniu i pracował dla dyrektora, ale... ktoś jeszcze pamięta, że ten chłop szuka mordercy swojej rodziny? I nie obchodzi mnie, że wyszło całkiem naturalnie (była dziewczyna złożyła donos na niego).
Konflikt z Kate podbudowany słabymi dialogami (nie oszukujmy się, Sawyer mógł załatwić sprawę tak, by Kate nie dostała okresu, wszyscy to wiemy) trący tandetą, to samo numer z rozrusznikiem (choć uczciwie - można się było na to nabrać). Można go było wykorzystać bardziej, niczym guzik z drugiego sezonu - ale włożono go i wyjęto jeszcze w tym samym odcinku, nikt o nim nie będzie pamiętać za tydzień.
Do tego skończona głupota w postaci drugiej wyspy. Ben "Spędziłem na tej Wyspie całe życie" Linus widać się nie skapnął o tym. Ludzie, byłoby ją widać z drugiej Wyspy! Nawet niespecjalnie szukając! Oni siedzieli na plaży i gapili się co wieczór przez 60 dni w morze! Jakby coś tam było, to by zauważyli! Tego tam nie mogło być!
Na plus smaczki w postaci "Myszy i ludzi" czytanych w więzieniu, fryzury Forda, ciekawej pułapki którą chciał zastawić... I tyle. O, i plecy Kate.:D (no dobra, drugie wejście pary z 3 sezonu, zbliżenie się do Juliet, miłość między Kate i Sawyerem wykrzyczana w deszczu, ucieczka Kate z klatki na jednym ładnym ujęciu, oraz dowiadujemy się o dziecku Sawyera) 4/10.
Teraz po powtórce odcinek jawi mi się jako... dobry! Nie jest wybitny, ale bez bólu go oglądałem, i jest to nadal "LOST", a nie jakaś słabizna!
Na początek, trochę żałuję openingu. Jest rewelacyjny, ale... wyobraźcie sobie, że nie byłoby go, przeniesiono by go na inny odcinek - co wtedy? Myślelibyśmy, że Jacka, Sawyera i Kate przeniesiono z Wyspy! Znajdują się gdzie indziej, a potem bylibyśmy w szoku, że jednak są na Wyspie. Wyobraźcie sobie tylko.:) Oczywiście, wiązałoby się to jeszcze z innymi zmianami, bo Ford i Kate są na powierzchni, ale... już teraz widać dzięki Juliet, że sceny z nimi i sceny z Jackiem dzieją się w innym czasie. To by pobudziło wyobraźnię, współgrało z dywagacjami Jacka gdzie jest. Na końcu pyta, czy jest w jednej ze stacji Dharma, i słyszy potwierdzenie, więc dywagacje ustają, nawet jakbyśmy bardzo chcieli.
Sam opening jest rewelacyjny, ale też dzięki temu, że spoglądam na niego z szerszej perspektywy (powróci on w serialu 3 razy, za każdym razem dopowiadając kolejne sekundy które zmieniają jego wydźwięk!). Poza tym jest cudowne ukrycie Ethana, przez większość czasu myślimy, że to wszystko ma miejsce gdzieś indziej, kolejna retrospekcja ale nowej postaci - Juliet. Ale nie, to Wyspa! A na koniec przychodzi Henry Gale... I nadal nie wiemy, jak ma na imię (dowiadujemy się dopiero na koniec odcinka, ale tylko imię). Plus to szerokie ujęcie na koniec... Ideał. Może nie aż tak genialny jak opening sezonu 2, ale jednak rewelacja.
Sama Juliet - za pierwszym razem byłem przekonany, że gra tak, jakby nie wiedziała, kogo ma grać. I byłem w tym punkcie święcie przekonany, że mam rację, i to przez większą część sezonu. Ale teraz widzę, że to już wtedy była zaplanowana postać którą widz dopiero pozna. Jak gra z Jackiem przez tą szybę, jak go oswaja, uspokaja... Manipuluje. I do końca nie wiemy, czy to osoba dobra czy zła, jaki jest cel porwania trójki Zagubionych...
Plus miniwystęp Emersona w openingu, w spotkaniu z Kate ("Chcę ci dać wspomnienie, bo następne 2 tygodnie będą dla ciebie ciężkie") i przy próbie ucieczki Jacka ("Zabiję ją!; ..Okey"). Świetny! Plus minirelacja Sawyera z Kate (podzielenie się z nią krakersem) oraz zagadka dla niedźwiedzi. Wprowadzenie widza w wątek Alex i Karla, realistyczne zachowanie Jacka w zamknięciu... Naprawdę dużo oferuje ten odcinek, aż muszę zacząć się streszczać.
Kwestia pierwszego ujęcia zaraz po openingu - nie mogę tu o nim pisać niestety, ale to kolejna świetna rzecz, której widz się nie spodziewa. Wraz z finałem sezonu zrozumiecie, czym było to ujęcie. Ale widać dzięki temu, i to nie tylko dzięki temu jednemu ujęciu, że twórcy naprawdę przygotowali sobie grunt pod ten sezon: te klatki, ściągnięcie Jacka do dołu, to miasteczko, postać Juliet... I to budowanie tajemnicy: skąd Others wiedzą o nich tyle? Po co im oni?
3x02: "The Glass Ballerina". Stłuczona szklana balerina staje się początkiem długiej serii kłamstw, które powiedziała w życiu Sun, wiedząc że konsekwencje i tak kogoś dotkną. W retrospekcji poznajemy jej związek z nauczycielem angielskiego z którym w końcu miała romans i miała uciec do Ameryki. Niestety (?), dowiedział się o tym jej ojciec, więc zlecił zabójstwo Jinowi, nie mówiąc mu niczego.
Ogólnie wątek wyraźnie dociśnięty do całej historii (widać jak na dłoni, że twórcy pisząc pierwszą retrospekcję tej pary nie planowali takiej sytuacji), ale jednocześnie nawet w niej pasuje. Ponad to, kontrastuje do wydarzeń współczesnych, więc jest elo.
Dzisiaj Sun z Jinem i Sayidem czekają, aż Jack do nich przyjdzie (kontynuowanie wątku z sezonu 2). Nie przychodzi, więc planują rozbić ognisko gdzie indziej. Znajdują pomost, z którego zabrani zostali James, Jack i Kate w finale sezonu drugiego, a na nim mnóstwo śladów świadczących, że Jack już do nich nie wróci. Sayid planuje zastawić pułapkę, by zwabić w nią Innych.
Narracyjnie jest więc całkiem dobrze, wykorzystano możliwość tego, że nie wszyscy rozumieją angielski.;-) Historię tę i tak trzeba było opowiedzieć, bo taki był naturalny porządek zdarzeń. Zachowano wiarygodność historii.
James i Kate... Z jednej strony heroiczna postawa tego pierwszego, by w chwili potrzeby pocałować ją, a potem w pojedynkę rozwalić wszystkich - to było naprawdę coś. Ale z drugiej strony, pojawienie się pozerów których imię Wpieprzę-Ci-Bo-Mogę nie działa pozytywnie dla tej historii. Twórcy ewidentnie nie wiedzieli, co zrobić z tą dwójką, więc kazali im kopać kamienie (potem się wykręcą niby przygotowaniem pod lotnisko, ale jakoś tego nie kupuję)
Ale po wszystkim przypada scena rozmów w klatce:
- Smakujesz jak truskawki!
- A ty... jak rybne krakersy...
I te uśmiechy.:) Urocze, doprawdy. Przy okazji, w finale zdajemy sobie sprawę, że 1 i 2 odcinek dzieją się najwyraźniej w tym samym czasie. Wracamy do Jacka, któremu Ben Linus (tak, w końcu poznajemy jego nazwisko!) oferuje pewne zadanie, w zamian za które... wróci do domu (pojawia się bardzo ważne dla tego sezonu zdanie: "That's home, Jack, right there, on the other side of that glass"). Ogólnie to jeszcze kilka rzeczy niby tu się dzieje, jak kontynuacja wątku Karla i Alex. 6/10, za końcówkę z Jackiem.
3x03: "Further Instructions". Drugi odcinek, któremu pierwotnie dałem 1/10. Locke łyka jakąś maść, siada w tipi i ma odjazd - to było po prostu głupie. I w zasadzie nadal takie jest, ale z drugiej strony... Locke na powrót wierzy w Wyspę, zamilkł i chce ją przebłagać, więc przypomina sobie jak kiedyś - gdy dziewczyna go rzuciła - pracował na farmie, i tam była taka świątynia dumania... I chciał spróbować. Seems legit. Ale flashback i tak nic nie wnosi.
Generalnie - ja bym ten odcinek wsadził jako pierwszy w tym sezonie. Bezpośrednia kontynuacja wątku wybuchu, podtrzymanie tajemnicy gdzie są Jack i reszta... Plus pierwsze ujęcie, będące kopią pierwszego ujęcia w serialu, tylko że z Lockiem.
W tym odcinku twórcy zaczynają iść w kolejne dziwne tereny, tym razem dają znać, że Desmond po wybuchu bunkra zyskał... jasnowidztwo? Ciężko to kupić. A wątek naprawiania relacji Locke'a z Charliem można było wykonać dużo lepiej. Zamiast tego, mamy początek Locke'a w roli przywódcy rozbitków z 815. [spoiler - czemu teraz dymek pojawia się bez hałasu, a później nie?] 5/10.
3x04: "Every Man for Himself". Niby dzieje się dużo, ale jednak czuć, że to chamskie ciągnięcie. Kobieta zastrzelona przez Sun jeszcze żyje, ale tylko tak długo by Jack mógł stwierdzić czas zgonu. W retrospekcji widzimy, że James był w więzieniu i pracował dla dyrektora, ale... ktoś jeszcze pamięta, że ten chłop szuka mordercy swojej rodziny? I nie obchodzi mnie, że wyszło całkiem naturalnie (była dziewczyna złożyła donos na niego).
Konflikt z Kate podbudowany słabymi dialogami (nie oszukujmy się, Sawyer mógł załatwić sprawę tak, by Kate nie dostała okresu, wszyscy to wiemy) trący tandetą, to samo numer z rozrusznikiem (choć uczciwie - można się było na to nabrać). Można go było wykorzystać bardziej, niczym guzik z drugiego sezonu - ale włożono go i wyjęto jeszcze w tym samym odcinku, nikt o nim nie będzie pamiętać za tydzień.
Do tego skończona głupota w postaci drugiej wyspy. Ben "Spędziłem na tej Wyspie całe życie" Linus widać się nie skapnął o tym. Ludzie, byłoby ją widać z drugiej Wyspy! Nawet niespecjalnie szukając! Oni siedzieli na plaży i gapili się co wieczór przez 60 dni w morze! Jakby coś tam było, to by zauważyli! Tego tam nie mogło być!
Na plus smaczki w postaci "Myszy i ludzi" czytanych w więzieniu, fryzury Forda, ciekawej pułapki którą chciał zastawić... I tyle. O, i plecy Kate.:D (no dobra, drugie wejście pary z 3 sezonu, zbliżenie się do Juliet, miłość między Kate i Sawyerem wykrzyczana w deszczu, ucieczka Kate z klatki na jednym ładnym ujęciu, oraz dowiadujemy się o dziecku Sawyera) 4/10.
piątek, 18 maja 2012
Lost, sezon 2 | Odcinki 20-24
2x20: "Two for the Road". O tak, jeden z najbardziej pamiętliwych momentów w całym "LOST", a finał tego odcinka wymienia się na pierwszym miejscu wśród 10 najlepszych scen w historii serialu. Cała budowa odcinka przygotowuje na wielki finał, kiedy to kilka wątków się łączy i absolutnie niszczy mózg. Sumienie Any-Lucii z przeszłości nakłada się na przeżycia z Wyspy, powrót Michaela, romans Libby i Hugo który właściwie dopiero się zaczyna, całe 20 milionów widzów na całej Ziemi życzy im teraz wszystkiego najlepszego, Jin daje kciuk w górę... I bum.
"Przepraszam". Jeden strzał. Zaraz potem drugi. A za chwilę trzeci.
Wszystko bez słów z jego strony. Tylko twarz pełna emocji. Efektowny clifhanger. A gdzieś wcześniej dowiadujemy się, że ojciec Jacka znał Anę, a także wiemy już, czego Henry szukał... Szukał Johna. Ale do czego? 10/10.
2x21: "Question Mark". Twórcy zmierzają w niebezpiecznym kierunku który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, tzn. pokazywaniu snów bohaterów. Na obronę tegoż można podać tylko tyle, że w sny wierzą tylko dwie postacie: Locke i Eko, i im się one objawiają. Więc o pewnej wiarygodności można tu mówić.
Do rzeczy, Eko widzi swojego brata który mówi mu, by pomógł Johnowi. John nie chce już wciskać guzika, więc Eko zdziela go w łeb i zabiera do lasu, by z pomocą mapy Johna (sporządzonej na podstawie rysunku który pokazał się w bunkrze) znaleźć kolejną stację Dharmy: Perłę, ukrytą pod wrakiem samolotu który Eko spalił. Dyskutują o wierze w Wyspę, w przycisk, poznają się bliżej... I o dziwo wszystko to ogląda się bardzo przyzwoicie.
W bunkrze Henry uciekł, szczelając do wszystkich. W tym Libby, która okazuje się jeszcze żyć... Dobra, tutaj odcinek znowu sobie grabi, bo żeby jej pomóc potrzebują heroiny, więc Sawyer pozwala innym odkryć jego tajny składzik. Pięknie, ale... On mówi "gimme 20 minuts" i idzie wolno do tej skrytki. A ona tam umiera. Po drodze jeszcze noc w dzień się zmienia. Hugo pyta się ich, czy widzieli Libby... I też robią to wolno. Ech...
Niemniej, jego pożegnania z nią chwyta za co trzeba. "Przepraszam, że zapomniałem o kocach". A chwilę wcześniej "Glad you okey, dude" do Michaela. Cały Hugo. Wielkie sceny. 8/10.
2x22: "Three Minutes". Nie wiem, skąd taki tytuł. Oglądamy w nim kolejną retrospekcję mającą miejsce po rozbiciu samolotu, tzn. dowiadujemy się, co stało się z Michaelem gdy uciekł szukać syna - znowu zostaje podkreślona jego ślepa troska o syna. W teraźniejszości oglądamy przygotowania do podwójnego pogrzebu - i chyba już tutaj to zaczynało być monotonne. Wiem, jestem bez serca, ale sceny te również zaczęto kręcić bez serca - automatycznie, z podobnymi ruchami kamer, z podobną inscenizacją, nawet w podobnym świetle słońca. Ktoś kopie, ludzie się zbierają, Jack coś mówi, ludzie odchodzą. Niemniej, nadal jest dobrze: jest szerokie ujęcie na wszystkich na plaży, idących długim sznurem przez nią, do prowizorycznego cmentarza. O każdym martwym mówią kilka słów (tyle, ile się dowiedzieli). Hugo świetnie sobie radzi, jest autentyczny w tym co wtedy mówi. Również Sawyer w swojej cichej tęsknocie za Aną jest świetny (tak cichej, że prawdopodobnie mało który widz to wyłapał).
Ale Michael przekonywujący wszystkich, że to ma być zrobiono po jego myśli... Widać w tym sztuczność, naciąganie i oczywistość, że chłop ma w planach co innego. Ewidentnie nie przyłożono się do tego wątku.
Niemniej jednak odcinek na plus, jest w nim dużo emocji i trochę napięcia. Rozbitkowie prowadzą swoje życie, obok nich banda Jacka przeżywa przygodę, a na horyzoncie pojawia się łódka... Wait, what?! 9/10
2x23 & 2x24: "Live Together, Die Alone". Michael prowadzi przyjaciół na ścięcie, Sayid okrąża Innych, Locke czeka na przycisk a Eko chce wszystko wysadzić w powietrze. Całkiem sporo jak na początek, prawda? :) Jest w tym finale wiele wspaniałych rzeczy, jak dwuczęściowa retrospekcja Desmonda wyjaśniającego zagadki związane z bunkrem które narodziły się w poprzednim sezonie. Dowiadujemy się w końcu, czy przycisk jest prawdziwy. Dowiadujemy się, jak Desmond znalazł się sam na Wyspie. Patrzymy, jak Jack dostaje w nogę ale mimo to idzie dalej. Obserwujemy powrót Michaela do domu, do syna... I pierwszy raz w pełni możemy się zastanowić, czy chłop dobrze zrobił? Zdradził, zabił, naraził na niebezpieczeństwo przyjaciół... ale z drugiej strony - no właśnie! Plus rewelacyjny występ Henry'ego (jego kwestie, zachowanie, mistrzostwo!), powrót Charliego do Claire i wiele innych dobrych scen.
Co będzie dalej z Jackiem, Kate i Sawyerem? Kim są Inni? Czemu Locke został, mimo że to po niego Henry szedł? Co się stało po tym, jak Des przekręcił kluczyk? Czemu Eko i Locke nie wrócili, podczas gdy Charlie wrócił na plażę spokojnie? Czemu ludzie Penny szukali wyładowania? Skąd wiedziała, że tego ma szukać? 9/10
"Przepraszam". Jeden strzał. Zaraz potem drugi. A za chwilę trzeci.
Wszystko bez słów z jego strony. Tylko twarz pełna emocji. Efektowny clifhanger. A gdzieś wcześniej dowiadujemy się, że ojciec Jacka znał Anę, a także wiemy już, czego Henry szukał... Szukał Johna. Ale do czego? 10/10.
2x21: "Question Mark". Twórcy zmierzają w niebezpiecznym kierunku który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, tzn. pokazywaniu snów bohaterów. Na obronę tegoż można podać tylko tyle, że w sny wierzą tylko dwie postacie: Locke i Eko, i im się one objawiają. Więc o pewnej wiarygodności można tu mówić.
Do rzeczy, Eko widzi swojego brata który mówi mu, by pomógł Johnowi. John nie chce już wciskać guzika, więc Eko zdziela go w łeb i zabiera do lasu, by z pomocą mapy Johna (sporządzonej na podstawie rysunku który pokazał się w bunkrze) znaleźć kolejną stację Dharmy: Perłę, ukrytą pod wrakiem samolotu który Eko spalił. Dyskutują o wierze w Wyspę, w przycisk, poznają się bliżej... I o dziwo wszystko to ogląda się bardzo przyzwoicie.
W bunkrze Henry uciekł, szczelając do wszystkich. W tym Libby, która okazuje się jeszcze żyć... Dobra, tutaj odcinek znowu sobie grabi, bo żeby jej pomóc potrzebują heroiny, więc Sawyer pozwala innym odkryć jego tajny składzik. Pięknie, ale... On mówi "gimme 20 minuts" i idzie wolno do tej skrytki. A ona tam umiera. Po drodze jeszcze noc w dzień się zmienia. Hugo pyta się ich, czy widzieli Libby... I też robią to wolno. Ech...
Niemniej, jego pożegnania z nią chwyta za co trzeba. "Przepraszam, że zapomniałem o kocach". A chwilę wcześniej "Glad you okey, dude" do Michaela. Cały Hugo. Wielkie sceny. 8/10.
2x22: "Three Minutes". Nie wiem, skąd taki tytuł. Oglądamy w nim kolejną retrospekcję mającą miejsce po rozbiciu samolotu, tzn. dowiadujemy się, co stało się z Michaelem gdy uciekł szukać syna - znowu zostaje podkreślona jego ślepa troska o syna. W teraźniejszości oglądamy przygotowania do podwójnego pogrzebu - i chyba już tutaj to zaczynało być monotonne. Wiem, jestem bez serca, ale sceny te również zaczęto kręcić bez serca - automatycznie, z podobnymi ruchami kamer, z podobną inscenizacją, nawet w podobnym świetle słońca. Ktoś kopie, ludzie się zbierają, Jack coś mówi, ludzie odchodzą. Niemniej, nadal jest dobrze: jest szerokie ujęcie na wszystkich na plaży, idących długim sznurem przez nią, do prowizorycznego cmentarza. O każdym martwym mówią kilka słów (tyle, ile się dowiedzieli). Hugo świetnie sobie radzi, jest autentyczny w tym co wtedy mówi. Również Sawyer w swojej cichej tęsknocie za Aną jest świetny (tak cichej, że prawdopodobnie mało który widz to wyłapał).
Ale Michael przekonywujący wszystkich, że to ma być zrobiono po jego myśli... Widać w tym sztuczność, naciąganie i oczywistość, że chłop ma w planach co innego. Ewidentnie nie przyłożono się do tego wątku.
Niemniej jednak odcinek na plus, jest w nim dużo emocji i trochę napięcia. Rozbitkowie prowadzą swoje życie, obok nich banda Jacka przeżywa przygodę, a na horyzoncie pojawia się łódka... Wait, what?! 9/10
2x23 & 2x24: "Live Together, Die Alone". Michael prowadzi przyjaciół na ścięcie, Sayid okrąża Innych, Locke czeka na przycisk a Eko chce wszystko wysadzić w powietrze. Całkiem sporo jak na początek, prawda? :) Jest w tym finale wiele wspaniałych rzeczy, jak dwuczęściowa retrospekcja Desmonda wyjaśniającego zagadki związane z bunkrem które narodziły się w poprzednim sezonie. Dowiadujemy się w końcu, czy przycisk jest prawdziwy. Dowiadujemy się, jak Desmond znalazł się sam na Wyspie. Patrzymy, jak Jack dostaje w nogę ale mimo to idzie dalej. Obserwujemy powrót Michaela do domu, do syna... I pierwszy raz w pełni możemy się zastanowić, czy chłop dobrze zrobił? Zdradził, zabił, naraził na niebezpieczeństwo przyjaciół... ale z drugiej strony - no właśnie! Plus rewelacyjny występ Henry'ego (jego kwestie, zachowanie, mistrzostwo!), powrót Charliego do Claire i wiele innych dobrych scen.
Co będzie dalej z Jackiem, Kate i Sawyerem? Kim są Inni? Czemu Locke został, mimo że to po niego Henry szedł? Co się stało po tym, jak Des przekręcił kluczyk? Czemu Eko i Locke nie wrócili, podczas gdy Charlie wrócił na plażę spokojnie? Czemu ludzie Penny szukali wyładowania? Skąd wiedziała, że tego ma szukać? 9/10
czwartek, 17 maja 2012
Lost, sezon 2 | Odcinki 14-19
2x14: "One of Them". Z jednej strony latanie Sawyera za żabą do najciekawszych rzeczy nie należy. Z drugiej widzimy, jak Sayid stanął w przeszłości po drugiej stronie konfilktu USA z Irakiem. Z trzeciej strony... Danielle złapała w sieć jednego z nich... Wait, what?! Co dalej nie zdradzę. 8/10.
Z ciekawostek - przyjrzyjcie się gościowi, który przekonał Sayida. Skądś go znacie, prawda? Tak. On zginął na Wyspie. A raczej zginie, za kilka odcinków. Ciekawy myk ze strony twórców, doceniam...
2x15: "Maternity Leave". Dziecko Claire zaczyna chorować, gorączka i wysypka. Matka zaczyna wariować, jest przekonana, że to Oni coś jej podali gdy Ethan porwał ją do dżungli. Pomysł na odcinek ciekawy, szczególnie interesujące jest tu pierwsza retrospekcja obejmująca wydarzenia PO rozbiciu się Oceanic 815. W nich dużo udanych i naturalnych dialogów, które niczego nie zdradzają, ale nie brzmią tak, jakby ktoś pisał je mając za cel nie przekazać nic konkretnego. Przekazują, ale im, a oni wiedzą o co chodzi.
Do tego świetny montaż z "Wake Up", Alex, pokojem dla dziecka, samolocikami...
Ale zanim do tego dojdzie, będzie kilka słabych scen, jak przywoływanie wspomnieć za pomocą medytacji - nie ukrywam, największy ciężar za to leży po stronie Emilie de Ravin grającej Claire. Z jednej strony umie grać osobę odurzoną w wiarygodny sposób, ale w teraźniejszości miota się jak poparzona, po prostu przesadza. Mimo to, oglądamy kawał ciekawego odcinka w którym dostajemy odpowiedzi na pytanie, co się z nią stało, oraz poznajemy Dannielle od drugiej strony. Dostrzegamy w niej kogoś dobrego. Ethan też wydaje się trochę mniej groźny. A ten klej do sztucznego zarostu... O co tu chodzi? Czyżby udawali przed Zagubionymi, że są dzicy? Po co?
Z drugiej strony Eko spowiada się Henremu Gale z tego, że zabił dwóch Tamtych. Dlaczego potrzebuje jego wybaczenia? Czemu trzymał na tę okazję bródkę? Na sam koniec dostajemy pokaz manipulacji Bena - przesadzony w efekcie przez twórców (wątpię, by Locke aż tak się wzburzył na tę drobną uwagę), ale to i tak dobry pokaz jego umiejętności. 7/10.
2x16: "The Whole Truth". Tytuł intrygujący, prawda? :) Ana Lucia przesłuchuje Bena i prosi go, by narysował mapę do jego balonu. Dziwne, że nie pomyśleli o tym wcześniej. Trochę na siłę podkreślono w ten sposób rozłam i konflikt między zagubionymi, ale cóż. Najważniejsza jest tu kolejna retrospekcja Jin i Sun, w której starają się o dziecko, ale okazuje się, że nie będzie im dane... Wszystko to kontrastuje z teraźniejszością, gdzie ukochani się kłócą, ale ostatecznie wracają do siebie... i płodzą dziecko. Wyspa to wspaniałe miejsce, amen! bracie. Do tego naprawdę można poczuć, że zbliżyliśmy się do tej dwójki, poczuliśmy zagubienie (!) Jina wśród ludzi z którymi nie może porozmawiać i jego potrzebę opiekowania się żoną...
Trzeba też wspomnieć o monologu Henry'ego na koniec. Klasyk.:) 8/10.
2x17: "Lockdown". Co za gra słów w tytule.:) Odcinek wykorzystujący jeszcze raz potęgę klawisza i dźwięku, który wydaje, gdy trzeba mu zmienić pieluchę. Nie ważne, co jest na ekranie, jeśli słyszymy ten dźwięk... Cholera, nawet nie musimy go słyszeć. Wystarczy, jeśli się nam o nim przypomni. Z niewiadomych przyczyn właz przeciwwybuchowy zostaje opuszczony, John przygnieciony do ziemi a zegar tyka... Poza bunkrem Jack gra w karty z Sawyerem, nikt nie przyjdzie. Jedyna nadzieja w uratowaniu świata spoczywa na Henrym... Czy pomoże? Czy może zachowa się jak Inny? Czy zdąży nacisnąć klawisz? Sporo napięcia w tym odcinku, trzeba przyznać. A po wszystkim ono wcale nie opada, ono dopiero wtedy wypływa - "Nie nacisnąłem guzika, John" sprawia, że znowu wracamy do pytania które zadaliśmy sobie ponad 15 odcinków temu: "Czy guzik naprawdę jest istotny? Może to podpucha?". Kryzys wiary u Johna, z którym pomoże mu dopiero Rose w odcinku "SOS", przypominając mu o jego kalectwie.
W retrospekcji dowiedzieliśmy się, jak zakończył się romans Johna z tą babką z "Synów Anarchii". Do tego kolejne tajemnice: hologramy na ścianie po uruchomieniu alarmu, paczki z żywnością oraz... Henry Gale. Jedna tajemnica doprowadziła do kolejnej. 8/10.
2x18: "Dave". To jest TO. Jeden z największych odcinków w całym LOST. Odcinek, który mógł absolutnie wszystko zakończyć w sposób, którego nikt się nie spodziewał. To znaczy... wiedzieliśmy, że Hugo był chory psychicznie, ale nie do tego stopnia, że wymyślił Wyspę... I wszystko na niej... Wszystko nagle zaczęło do siebie pasować. Hugo mógł skoczyć, serial się skończyć, a fani i za 20 lat by dyskutowali kto strzelił pier... tzn. czy Hugo miał rację?
Chociaż pewnie przesadzam i po pierwszym szoku zaraz znalazłby się kościół wyznający "LOST SUCK'S".
Z trzeciej strony, on i tak się pojawił, ale w innej formie i mając więcej argumentów.
Z czwartej strony, bez tego nie byłoby wspaniałej przygody z 3, 4, 5 i 6 sezonu. Ten argument wygrywa na korzyść tego, że Libby słusznie pojawiła się na koniec. Prawdopodobnie największe stężenie mindfaka na sekundę. "Fight Club" i reszta się chowa. 9/10
2x19: "S.O.S." Dla odmiany jeden z najsłabszych odcinków, ale po powtórce nie jest aż tak źle. Zapamiętałem Rose gorzej niż jest. Potrafiła być wredna, ale zawsze potrafiła wyhamować by nie przesadzić i nie zmienić się w sukę. Również Bernard nie był kimś wyjątkowym, więc to nie tak, że zasługiwał jako postać na lepszą ukochaną. Pasowali do siebie i kochali się, więc... dla mnie cool.
Retrospekcja jest zadziwiająco świetna. Najpierw myślimy, że oni już się znają od wielu lat. Ale poznali się zaledwie kilka miesięcy przed rozbiciem - naprawdę fajny zwrot. Oświadczyny również świetne. Współpraca przeszłości z teraźniejszością na medal. Podkreślenie znaczenia i magii Wyspy - na medal.
A co w teraźniejszości poza Bernardem? Locke upada na wierze w guzik (dobrze przedstawione) a Jack leci do Innych by kupić Walta za Henry'ego. Drze się w deszczu, kamera krąży wokół niego... Zadziwiająco dużo w tym napięcia i energii, sceny te mają w sobie moc.
I humor. "Jak długo będziesz tu czekał?; Aż odzyskam głos. Wtedy pokrzyczę sobie jeszcze trochę". Typ humoru pasujący i do postaci i do sytuacji. Świetna robota. Świetny odcinek, zakończony powrotem Michaela. 7/10.
Z ciekawostek - przyjrzyjcie się gościowi, który przekonał Sayida. Skądś go znacie, prawda? Tak. On zginął na Wyspie. A raczej zginie, za kilka odcinków. Ciekawy myk ze strony twórców, doceniam...
2x15: "Maternity Leave". Dziecko Claire zaczyna chorować, gorączka i wysypka. Matka zaczyna wariować, jest przekonana, że to Oni coś jej podali gdy Ethan porwał ją do dżungli. Pomysł na odcinek ciekawy, szczególnie interesujące jest tu pierwsza retrospekcja obejmująca wydarzenia PO rozbiciu się Oceanic 815. W nich dużo udanych i naturalnych dialogów, które niczego nie zdradzają, ale nie brzmią tak, jakby ktoś pisał je mając za cel nie przekazać nic konkretnego. Przekazują, ale im, a oni wiedzą o co chodzi.
Do tego świetny montaż z "Wake Up", Alex, pokojem dla dziecka, samolocikami...
Ale zanim do tego dojdzie, będzie kilka słabych scen, jak przywoływanie wspomnieć za pomocą medytacji - nie ukrywam, największy ciężar za to leży po stronie Emilie de Ravin grającej Claire. Z jednej strony umie grać osobę odurzoną w wiarygodny sposób, ale w teraźniejszości miota się jak poparzona, po prostu przesadza. Mimo to, oglądamy kawał ciekawego odcinka w którym dostajemy odpowiedzi na pytanie, co się z nią stało, oraz poznajemy Dannielle od drugiej strony. Dostrzegamy w niej kogoś dobrego. Ethan też wydaje się trochę mniej groźny. A ten klej do sztucznego zarostu... O co tu chodzi? Czyżby udawali przed Zagubionymi, że są dzicy? Po co?
Z drugiej strony Eko spowiada się Henremu Gale z tego, że zabił dwóch Tamtych. Dlaczego potrzebuje jego wybaczenia? Czemu trzymał na tę okazję bródkę? Na sam koniec dostajemy pokaz manipulacji Bena - przesadzony w efekcie przez twórców (wątpię, by Locke aż tak się wzburzył na tę drobną uwagę), ale to i tak dobry pokaz jego umiejętności. 7/10.
2x16: "The Whole Truth". Tytuł intrygujący, prawda? :) Ana Lucia przesłuchuje Bena i prosi go, by narysował mapę do jego balonu. Dziwne, że nie pomyśleli o tym wcześniej. Trochę na siłę podkreślono w ten sposób rozłam i konflikt między zagubionymi, ale cóż. Najważniejsza jest tu kolejna retrospekcja Jin i Sun, w której starają się o dziecko, ale okazuje się, że nie będzie im dane... Wszystko to kontrastuje z teraźniejszością, gdzie ukochani się kłócą, ale ostatecznie wracają do siebie... i płodzą dziecko. Wyspa to wspaniałe miejsce, amen! bracie. Do tego naprawdę można poczuć, że zbliżyliśmy się do tej dwójki, poczuliśmy zagubienie (!) Jina wśród ludzi z którymi nie może porozmawiać i jego potrzebę opiekowania się żoną...
Trzeba też wspomnieć o monologu Henry'ego na koniec. Klasyk.:) 8/10.
2x17: "Lockdown". Co za gra słów w tytule.:) Odcinek wykorzystujący jeszcze raz potęgę klawisza i dźwięku, który wydaje, gdy trzeba mu zmienić pieluchę. Nie ważne, co jest na ekranie, jeśli słyszymy ten dźwięk... Cholera, nawet nie musimy go słyszeć. Wystarczy, jeśli się nam o nim przypomni. Z niewiadomych przyczyn właz przeciwwybuchowy zostaje opuszczony, John przygnieciony do ziemi a zegar tyka... Poza bunkrem Jack gra w karty z Sawyerem, nikt nie przyjdzie. Jedyna nadzieja w uratowaniu świata spoczywa na Henrym... Czy pomoże? Czy może zachowa się jak Inny? Czy zdąży nacisnąć klawisz? Sporo napięcia w tym odcinku, trzeba przyznać. A po wszystkim ono wcale nie opada, ono dopiero wtedy wypływa - "Nie nacisnąłem guzika, John" sprawia, że znowu wracamy do pytania które zadaliśmy sobie ponad 15 odcinków temu: "Czy guzik naprawdę jest istotny? Może to podpucha?". Kryzys wiary u Johna, z którym pomoże mu dopiero Rose w odcinku "SOS", przypominając mu o jego kalectwie.
W retrospekcji dowiedzieliśmy się, jak zakończył się romans Johna z tą babką z "Synów Anarchii". Do tego kolejne tajemnice: hologramy na ścianie po uruchomieniu alarmu, paczki z żywnością oraz... Henry Gale. Jedna tajemnica doprowadziła do kolejnej. 8/10.
2x18: "Dave". To jest TO. Jeden z największych odcinków w całym LOST. Odcinek, który mógł absolutnie wszystko zakończyć w sposób, którego nikt się nie spodziewał. To znaczy... wiedzieliśmy, że Hugo był chory psychicznie, ale nie do tego stopnia, że wymyślił Wyspę... I wszystko na niej... Wszystko nagle zaczęło do siebie pasować. Hugo mógł skoczyć, serial się skończyć, a fani i za 20 lat by dyskutowali kto strzelił pier... tzn. czy Hugo miał rację?
Chociaż pewnie przesadzam i po pierwszym szoku zaraz znalazłby się kościół wyznający "LOST SUCK'S".
Z trzeciej strony, on i tak się pojawił, ale w innej formie i mając więcej argumentów.
Z czwartej strony, bez tego nie byłoby wspaniałej przygody z 3, 4, 5 i 6 sezonu. Ten argument wygrywa na korzyść tego, że Libby słusznie pojawiła się na koniec. Prawdopodobnie największe stężenie mindfaka na sekundę. "Fight Club" i reszta się chowa. 9/10
2x19: "S.O.S." Dla odmiany jeden z najsłabszych odcinków, ale po powtórce nie jest aż tak źle. Zapamiętałem Rose gorzej niż jest. Potrafiła być wredna, ale zawsze potrafiła wyhamować by nie przesadzić i nie zmienić się w sukę. Również Bernard nie był kimś wyjątkowym, więc to nie tak, że zasługiwał jako postać na lepszą ukochaną. Pasowali do siebie i kochali się, więc... dla mnie cool.
Retrospekcja jest zadziwiająco świetna. Najpierw myślimy, że oni już się znają od wielu lat. Ale poznali się zaledwie kilka miesięcy przed rozbiciem - naprawdę fajny zwrot. Oświadczyny również świetne. Współpraca przeszłości z teraźniejszością na medal. Podkreślenie znaczenia i magii Wyspy - na medal.
A co w teraźniejszości poza Bernardem? Locke upada na wierze w guzik (dobrze przedstawione) a Jack leci do Innych by kupić Walta za Henry'ego. Drze się w deszczu, kamera krąży wokół niego... Zadziwiająco dużo w tym napięcia i energii, sceny te mają w sobie moc.
I humor. "Jak długo będziesz tu czekał?; Aż odzyskam głos. Wtedy pokrzyczę sobie jeszcze trochę". Typ humoru pasujący i do postaci i do sytuacji. Świetna robota. Świetny odcinek, zakończony powrotem Michaela. 7/10.
środa, 16 maja 2012
Lost, sezon 2 | Odcinek 9-13
2x09: "What Kate Did". Czemu Kate wylądowała w samolocie z kajdankami? Tego dowiemy się w tym odcinku. Ale czemu wałęsała się przez cały odcinek płacząc i krzycząc... Tego się chyba nigdy nie dowiedzieliśmy. Nagle dopadły ją duchy przeszłości, zobaczyła konia który jej pomógł w poprzednim życiu (a przynajmniej pomyślała, że to ten sam koń), potem duch który opętał Sawyera... Ale żeby uciec, krzyczeć i całować Jacka, a na końcu zwierzać się na ślepo? Minus!
Eko zachowuje się coraz dziwniej, milczy nienaturalnie a twórcy to podkreślają. Opowieść o książce znikąd się pojawia i jest totalnie bezcelowa. Mógł po prostu powiedzieć, że znalazł taśmy. Ale nie, trzeba było przygotować widza na to, że Eko to fanatyk który zbuduje Kościół-Tipi. Hm.
W ogóle to ciężko oglądało się ten odcinek. Początek jest świetny, przejście z planu ogólnego (plaży) na namioty, z jednego wychodzi Jin (pierwszy raz widzimy jego mięśnie), za nim Sun. Patrzy na to Hugo, robi znak "Hugo Approved", uśmiechają się do siebie, widz też się uśmiecha... Zaraz potem spoglądamy razem z Sun na drugi koniec plaży, gdzie Sayid kopie grób. Uśmiech znika, zastępują go kompletnie przeciwne emocje. Będzie pogrzeb.
Sam pogrzeb również jest świetny, mowa Sayida nie jest ani długa ani szczegółowa, nie jest przesadzona. Jest idealna, naturalna i pełna emocji. Zachowanie tłumu również, któremu przywodzi Jack w naprawdę dobrym stylu. Występ fałszywego ojca Kate, wybuch domu, aktorstwo Josha - świetne. Na sam koniec dokonujemy odkrycia brakujących klatek, które zawodzą, bo nic nie mówią, a także okazuje się, że komputer jednak służy do czegoś jeszcze. Mało. 7/10
2x10: "Psalm 23". Z perspektywy czasu, kiedy wie się jak wątki się zakończą, odcinek sprawia gorsze wrażenie. Jednak za pierwszym razem oferuje sporo napięcia - Eko okazuje się znać tajemnice Wyspy? A jednak nie, choć z odkryciem tego czekamy aż do końca. Konfrontacja Eko i Potwora? Zjeść zęby można. Kryjówka Charliego? Gdzie to zaprowadzi? Chcę się dowiedzieć, moja więź emocjonalna z bohaterem jest mocna! Oczywiście - co oznaczają komunikaty z komputera? Czy to aby na pewno Walt? A jak nie... to kto? Napięcia za pierwszym razem było mnóstwo !!
Trochę przeszkadza Jack mówiący o załatwieniu spraw tutaj, potem pójdziemy po twojego syna. Niby jakich spraw? Ale brzmi nieźle...
Co trzeba odnotować, Wyspa dała coś Eko. Uzmysławiamy sobie też, że Charlie również coś otrzymał. Drugą szansę, test? Mistycyzm Wyspy działa w tym odcinku, nawet w wątku Michaela. Wcale nie powiedziano, że to nie Wyspa się z nim komunikuje. Tak jak nie komunikowała się z Kate w poprzednim odcinku za pomocą konia i Sawyera (jak podejrzewaliśmy).
W tym odcinku zaczyna się też relacja Hugo i Libby, choć to zaledwie uśmiechy. 8/10.
2x11: "The Hunting Party". W przeszłości Jack na fali sukcesu podejmuje się dokonania kolejnego cudu, w teraźniejszości rusza za Michaelem który ucieka do lasu by znaleźć syna. Na końcu dochodzi do świetnej konfrontacji z Innymi (!), w między czasie różne relacje między Zagubionymi wywołane ucieczką Michaela (Jack z Kate, Jack z Sawayerem, Locke z Jackiem, Jin z Sun). Ciśnienie podnosi też ostatnia kwestia Shepharda: "Ile czasu zajmie ci wytrenowanie armii?" 8/10.
2x12: "Fire + Water". Czyli twórcy LOST próbują tworzyć psychodelę. I im wychodzi. Schizy Charliego z Matką Boską, dzieckiem w pianinie, dniem świątecznym który zaczyna się gdy jest dzieckiem a kończy gdy jest już dorosły... Niesamowite. Skąd się wzięły? Wtedy pewnie każdy pomyślał, że to zagranie Wyspy. Jego działania w teraźniejszości nie należą do najprzyjemniejszych w oglądaniu, bo chłopak traci zmysły. Retrospekcja też nie jest przyjemna, bo obserwowanie jak człowiek stara się dbać o rodzinę zapominając o sobie, a na koniec zostaje sam... No, to też nie jest przyjemne. Ciężki odcinek. 8/10.
2x13: "The Long Con". Odcinek niby totalnie zbędny*, a jaki pomysłowy. Intryga Sawyera w teraźniejszości oraz w retrospekcji naprawdę zaskakuje. Plus całość wiarygodna pod względem ich charakterów. 7/10...
*chociaż dziewczyna z retrospekcji wróci w sezonie 5, a fakt, że Ford zajmie broń będzie miał znaczenie w przyszłości.
Eko zachowuje się coraz dziwniej, milczy nienaturalnie a twórcy to podkreślają. Opowieść o książce znikąd się pojawia i jest totalnie bezcelowa. Mógł po prostu powiedzieć, że znalazł taśmy. Ale nie, trzeba było przygotować widza na to, że Eko to fanatyk który zbuduje Kościół-Tipi. Hm.
W ogóle to ciężko oglądało się ten odcinek. Początek jest świetny, przejście z planu ogólnego (plaży) na namioty, z jednego wychodzi Jin (pierwszy raz widzimy jego mięśnie), za nim Sun. Patrzy na to Hugo, robi znak "Hugo Approved", uśmiechają się do siebie, widz też się uśmiecha... Zaraz potem spoglądamy razem z Sun na drugi koniec plaży, gdzie Sayid kopie grób. Uśmiech znika, zastępują go kompletnie przeciwne emocje. Będzie pogrzeb.
Sam pogrzeb również jest świetny, mowa Sayida nie jest ani długa ani szczegółowa, nie jest przesadzona. Jest idealna, naturalna i pełna emocji. Zachowanie tłumu również, któremu przywodzi Jack w naprawdę dobrym stylu. Występ fałszywego ojca Kate, wybuch domu, aktorstwo Josha - świetne. Na sam koniec dokonujemy odkrycia brakujących klatek, które zawodzą, bo nic nie mówią, a także okazuje się, że komputer jednak służy do czegoś jeszcze. Mało. 7/10
2x10: "Psalm 23". Z perspektywy czasu, kiedy wie się jak wątki się zakończą, odcinek sprawia gorsze wrażenie. Jednak za pierwszym razem oferuje sporo napięcia - Eko okazuje się znać tajemnice Wyspy? A jednak nie, choć z odkryciem tego czekamy aż do końca. Konfrontacja Eko i Potwora? Zjeść zęby można. Kryjówka Charliego? Gdzie to zaprowadzi? Chcę się dowiedzieć, moja więź emocjonalna z bohaterem jest mocna! Oczywiście - co oznaczają komunikaty z komputera? Czy to aby na pewno Walt? A jak nie... to kto? Napięcia za pierwszym razem było mnóstwo !!
Trochę przeszkadza Jack mówiący o załatwieniu spraw tutaj, potem pójdziemy po twojego syna. Niby jakich spraw? Ale brzmi nieźle...
Co trzeba odnotować, Wyspa dała coś Eko. Uzmysławiamy sobie też, że Charlie również coś otrzymał. Drugą szansę, test? Mistycyzm Wyspy działa w tym odcinku, nawet w wątku Michaela. Wcale nie powiedziano, że to nie Wyspa się z nim komunikuje. Tak jak nie komunikowała się z Kate w poprzednim odcinku za pomocą konia i Sawyera (jak podejrzewaliśmy).
W tym odcinku zaczyna się też relacja Hugo i Libby, choć to zaledwie uśmiechy. 8/10.
2x11: "The Hunting Party". W przeszłości Jack na fali sukcesu podejmuje się dokonania kolejnego cudu, w teraźniejszości rusza za Michaelem który ucieka do lasu by znaleźć syna. Na końcu dochodzi do świetnej konfrontacji z Innymi (!), w między czasie różne relacje między Zagubionymi wywołane ucieczką Michaela (Jack z Kate, Jack z Sawayerem, Locke z Jackiem, Jin z Sun). Ciśnienie podnosi też ostatnia kwestia Shepharda: "Ile czasu zajmie ci wytrenowanie armii?" 8/10.
2x12: "Fire + Water". Czyli twórcy LOST próbują tworzyć psychodelę. I im wychodzi. Schizy Charliego z Matką Boską, dzieckiem w pianinie, dniem świątecznym który zaczyna się gdy jest dzieckiem a kończy gdy jest już dorosły... Niesamowite. Skąd się wzięły? Wtedy pewnie każdy pomyślał, że to zagranie Wyspy. Jego działania w teraźniejszości nie należą do najprzyjemniejszych w oglądaniu, bo chłopak traci zmysły. Retrospekcja też nie jest przyjemna, bo obserwowanie jak człowiek stara się dbać o rodzinę zapominając o sobie, a na koniec zostaje sam... No, to też nie jest przyjemne. Ciężki odcinek. 8/10.
2x13: "The Long Con". Odcinek niby totalnie zbędny*, a jaki pomysłowy. Intryga Sawyera w teraźniejszości oraz w retrospekcji naprawdę zaskakuje. Plus całość wiarygodna pod względem ich charakterów. 7/10...
*chociaż dziewczyna z retrospekcji wróci w sezonie 5, a fakt, że Ford zajmie broń będzie miał znaczenie w przyszłości.
wtorek, 15 maja 2012
Lost, sezon 2 | Odcinki 5-8
2x05: "...And Found". Drugi zapychacz taśmy z rzędu, Sun zgubiła obrączkę i łazi po Wyspie płacząc z tego powodu, po drugiej stronie Wyspy zobaczymy tylko dużo elementów wzbudzających żywe zainteresowanie (ponownie): Michael się wyrwie od czapy gdzieś, by z tego samego powodu wrócić, ale w tym czasie Jin z Eko pobiegają po dżungli by widz poczuł, że Oni faktycznie mogą być wszędzie. I chodzą bardzo cicho. I tak upłynęło sporo taśmy filmowej...
Drugie pół taśmy poszło by pokazać przeszłość Jina i Sun, której efekt jest taki, że polubiliśmy tę dwójkę. Przygotowanie widza do jednego z najważniejszych wątków drugoplanowych? Najwyraźniej.
Odcinek, który wszyscy oglądali z zainteresowaniem, oczekując wiele ale wszystko co otrzymali to tylko przeniesienie tych emocji na kolejny odcinek, kolejny tydzień. Niemniej, wszystko wykonano na wysokim poziomie. 8/10.
2x06: "Abandoned". Zapowiada się na kolejny, trzeci z rzędu zapychacz - rozwijane jest kilkanaście relacji: Claire i Charlie, Charlie i Locke, Locke i Claire, Shannon z Sayidem, powróci wątek narkotyków i opieki nad dzieckiem oraz gra, którą Locke odkrył dla Walta w pierwszym sezonie.
Cały trik polega na tym, że to będzie jeden z najważniejszych odcinków w serialu i jedna z najlepszych śmierci w jego historii: Shannon dostająca kulkę zwodzona w głąb lasu przez "Walta". Mnóstwo zbliżeń na twarze, mnóstwo emocji i zawieszenie sytuacji na ostrzu noża: co zrobią potem?
W ogóle sama śmierć Shannon nas wzburzy, dzięki temu, że na ostatnie minuty jej życia twórcy bardzo nas do niej zbliżyli: pokazali, że chciała być niezależna, chciała być odpowiedzialna, była opuszczona... W takich momentach nie zabija się postaci. Ale twórcy LOST to zrobili. Ja już nie mam pytań i 9/10 daję już teraz.
A jest jeszcze MONUMENTALNA scena wznoszenia Forda na noszach na wzgórze. Nosze z lian, piramida z ludzi, 100% realizmu i wysiłku ludzkich mięśni bijących z ekranu. Wspaniała robota. Wspaniały odcinek. 9/10.
2x07: "The Other 48 Days". Odcinek niezbędny, przeciwieństwo poprzednich. Tutaj materiału było aż za dużo na jeden odcinek a za mało na dwa. Nieco dłuższy od standardowych 42 minut i wyraźnie słabszy. Nie przenosimy się w nim na Wyspę, nie czujemy tego klimatu. Brak wyraźnych postaci i zajmującej historii, bo już w poprzednim odcinku dowiedzieliśmy się, kim był spy. Odcinek był potrzebny, by pokazać jak przeżyli Tamci, skąd wziął się dół w którym potem zamknięto Jina i Michaela, kim był Goodwin. Kilka emocjonujących scen jest, choćby sam początek przechodzący od leniwego ujęcia na plażę po dramatyczną scenę rozbicia się i ratowania niedobitków.
Niemniej, wiem że to dobry odcinek, patrząc na to jak wykonano pracę nad takim materiałem. Ale nie ukrywam, to pierwszy moment w serialu kiedy pomyślałem: "Można to było zrobić lepiej".
Nie można też zapomnieć o końcówce, która w kilka sekund przenosi nas na szczyt emocji, do poprzedniego odcinka. Dramatyczne zwroty kamery, rozmazany obraz, dziwne dźwięki... I nagle znowu przeżywamy śmierć Shannon. Nic z tamtej sceny z nas nie uciekło, to nadal w nas było. A twórcy to wyciągnęli na wierzch, tym razem bardziej skupiając się nie na Sayidzie i tym, co zrobi po podniesieniu się. Teraz bardziej interesuje nas Ana-Lucia i to, jak będzie dalej z tym żyć... 8/10.
Plus zakończenie które sprawia, że natychmiast chcę obejrzeć kolejny odcinek.
A w ogóle to wiecie, że to pierwszy odcinek bez retrospekcji? Albo cały będący retrospekcją. Zależy, jak na to spojrzeć. Fajnie, nie? :)
2x08: "Collision". Jeden z tych odcinków, które kończą się cichym napisem "LOST" i utworem "Gathering". Ludzie do siebie wracają: Jin do Sun, Bernard do Rose, Jack obejmuje Michaela, Kate szepcze do Sawyera, Charlie obejmuje Jina a Sayid niesie Shannon... On też jest martwy, podobnie jak Ana-Lucia, której rana na psychice okazuje się być głębsza.
Odcinek, który dokłada kolejną cegiełkę do jednego z najważniejszego motywu serialu: oni są zagubieni. Martwi. Ale są razem. Tutaj.
Dużo prostego życia rozbitków na Wyspie, popisu aktorstwa (Ana-Lucia, Sayid!), parada świetnych postaci i dużo emocji. Odcinek otwierający trzeci segment sezonu. 8/10.
Drugie pół taśmy poszło by pokazać przeszłość Jina i Sun, której efekt jest taki, że polubiliśmy tę dwójkę. Przygotowanie widza do jednego z najważniejszych wątków drugoplanowych? Najwyraźniej.
Odcinek, który wszyscy oglądali z zainteresowaniem, oczekując wiele ale wszystko co otrzymali to tylko przeniesienie tych emocji na kolejny odcinek, kolejny tydzień. Niemniej, wszystko wykonano na wysokim poziomie. 8/10.
2x06: "Abandoned". Zapowiada się na kolejny, trzeci z rzędu zapychacz - rozwijane jest kilkanaście relacji: Claire i Charlie, Charlie i Locke, Locke i Claire, Shannon z Sayidem, powróci wątek narkotyków i opieki nad dzieckiem oraz gra, którą Locke odkrył dla Walta w pierwszym sezonie.
Cały trik polega na tym, że to będzie jeden z najważniejszych odcinków w serialu i jedna z najlepszych śmierci w jego historii: Shannon dostająca kulkę zwodzona w głąb lasu przez "Walta". Mnóstwo zbliżeń na twarze, mnóstwo emocji i zawieszenie sytuacji na ostrzu noża: co zrobią potem?
W ogóle sama śmierć Shannon nas wzburzy, dzięki temu, że na ostatnie minuty jej życia twórcy bardzo nas do niej zbliżyli: pokazali, że chciała być niezależna, chciała być odpowiedzialna, była opuszczona... W takich momentach nie zabija się postaci. Ale twórcy LOST to zrobili. Ja już nie mam pytań i 9/10 daję już teraz.
A jest jeszcze MONUMENTALNA scena wznoszenia Forda na noszach na wzgórze. Nosze z lian, piramida z ludzi, 100% realizmu i wysiłku ludzkich mięśni bijących z ekranu. Wspaniała robota. Wspaniały odcinek. 9/10.
2x07: "The Other 48 Days". Odcinek niezbędny, przeciwieństwo poprzednich. Tutaj materiału było aż za dużo na jeden odcinek a za mało na dwa. Nieco dłuższy od standardowych 42 minut i wyraźnie słabszy. Nie przenosimy się w nim na Wyspę, nie czujemy tego klimatu. Brak wyraźnych postaci i zajmującej historii, bo już w poprzednim odcinku dowiedzieliśmy się, kim był spy. Odcinek był potrzebny, by pokazać jak przeżyli Tamci, skąd wziął się dół w którym potem zamknięto Jina i Michaela, kim był Goodwin. Kilka emocjonujących scen jest, choćby sam początek przechodzący od leniwego ujęcia na plażę po dramatyczną scenę rozbicia się i ratowania niedobitków.
Niemniej, wiem że to dobry odcinek, patrząc na to jak wykonano pracę nad takim materiałem. Ale nie ukrywam, to pierwszy moment w serialu kiedy pomyślałem: "Można to było zrobić lepiej".
Nie można też zapomnieć o końcówce, która w kilka sekund przenosi nas na szczyt emocji, do poprzedniego odcinka. Dramatyczne zwroty kamery, rozmazany obraz, dziwne dźwięki... I nagle znowu przeżywamy śmierć Shannon. Nic z tamtej sceny z nas nie uciekło, to nadal w nas było. A twórcy to wyciągnęli na wierzch, tym razem bardziej skupiając się nie na Sayidzie i tym, co zrobi po podniesieniu się. Teraz bardziej interesuje nas Ana-Lucia i to, jak będzie dalej z tym żyć... 8/10.
Plus zakończenie które sprawia, że natychmiast chcę obejrzeć kolejny odcinek.
A w ogóle to wiecie, że to pierwszy odcinek bez retrospekcji? Albo cały będący retrospekcją. Zależy, jak na to spojrzeć. Fajnie, nie? :)
2x08: "Collision". Jeden z tych odcinków, które kończą się cichym napisem "LOST" i utworem "Gathering". Ludzie do siebie wracają: Jin do Sun, Bernard do Rose, Jack obejmuje Michaela, Kate szepcze do Sawyera, Charlie obejmuje Jina a Sayid niesie Shannon... On też jest martwy, podobnie jak Ana-Lucia, której rana na psychice okazuje się być głębsza.
Odcinek, który dokłada kolejną cegiełkę do jednego z najważniejszego motywu serialu: oni są zagubieni. Martwi. Ale są razem. Tutaj.
Dużo prostego życia rozbitków na Wyspie, popisu aktorstwa (Ana-Lucia, Sayid!), parada świetnych postaci i dużo emocji. Odcinek otwierający trzeci segment sezonu. 8/10.
poniedziałek, 14 maja 2012
Lost, sezon 2 | Odcinki 1-4
2x01: "Man of Science, Man of Faith". Genialny opening, to po pierwsze. Nikt nie spodziewał się niczego, co oferowały te 2 minuty z hakiem. Tajemniczy dźwięk, który niedługo miał być kultowy wśród fanów. Niepokazywanie twarzy postaci, ale w taki sposób, że nikt nie zauważył nawet, że jej nie pokazano! Dopiero za kilka minut ileś-tam milionów na całym świecie miało zacząć się zastanawiać, kim jest ten człowiek.. I co tutaj robi. Teraz jeszcze nikt się nawet nie zastanawia, czemu "tutaj" jest! Widz jest "otępiony" muzyką i widokiem codziennego rytuału który przerywa wybuch. Taśma zostaje zerwana, muzyka wnosi się na wyżyny idealności a kamera wykonuje kolejny długi i skomplikowany najazd którego finałem jest ujrzenie Johna i Jacka oraz TSUNAMI pytań, których istnienia do tej pory widz nie był świadomy. Arcydzieło w każdym punkcie. A to dopiero 2 minuty!
Zaraz potem, przeciąganie. W ogóle pierwsze 3 odcinki tego sezonu to genialne wydłużanie, jednak o tym później - zauważcie, że na początku przy włazie było czworo ludzi, potem się podzielili na pary by POGADAĆ. Jack z Hugo, Kate z Johnem - ich dialogi byłyby niemożliwe, gdyby szli razem, dlatego ich podzielono, dano im czas. Ciekawe dialogi, jednak się rozdzielili! W dżungli, w nocy! Nikt tego nie zauważył za pierwszym razem. Za drugim pewnie też nie. W ogóle fakt, że wrócili do obozu, jest tu znamienny. Wyciągnięto odcinek, opóźniono punkt zapalny, zachowując wysoki poziom - przeciągnięcie było realistyczne i wręcz naturalne, choć pobudki twórców ku temu były czysto matematyczne.:)
Kolejne genialne rzeczy - przypomnienie tego, co było. Właz to ideał również patrząc na to od tej strony: kim jesteście? Jak długo tam jesteście? Czy ktoś w ogóle zauważył, że te pytania służą czemuś innemu niż fabuła? Nie !!
Do tego genialna retrospekcja, pełna emocji, oraz końcówka z "You". Do tego pełno napięcia przeniesionego na następny odcinek (Kate w wentylacji!), nowy rewelacyjny bohater (Szkocki akcent na wagę złota, dosłownie), nowe interesujące miejsce którego historia naprawdę będzie męczyć wszystkich przez wiele odcinków... 9/10.
2x02: "Adrift". Czyli arcydzieło przeciągania w taki sposób, by widz nadal trzymany był w napięciu, a materiał wykorzystać do ostatniego liźnięcia. Zaczyna się od Jamesa i Michaela dryfujących na morzu - z tym się nic nie da robić. A jednak, dialogi między nimi podbudowane retrospekcją Michaela są po prostu rewelacyjne. Nic nie wnoszą do fabuły, wiemy tyle ile wcześniej - ojcu zależy na synu, obwinia w szoku o stratę Jamesa, wraz ze świtem przychodzi pogodzenie się z tym. Wyjmowanie kuli z rany, walka z rekinem (którego nawet nie widać!) oraz zwyczajna kłótnia między rozbitkami to niesamowicie wciągający wątek. Twórcy włożyli w te nieistotne sceny tyle uczucia i talentu, że twarz sama upada do pokłonu.
Że kierowała nimi tylko chęć zapełnienia tych 42 minut? Kto to w ogóle zauważył?! Relacje między zagubionymi są jednym z najważniejszych aspektów serialu, za które ludzie go pokochali!
A tuż obok, przy włazie COFAMY się do poprzedniego odcinka i w napięciu oglądamy sceny, które wiemy jak się skończą, choć nie wiemy jeszcze jak do nich doszło. Wewnątrz włazu była jedna osoba, weszły trzy - i każda z nich to oddzielny "wątek" wyciągający całą historię o kilkanaście minut. Wszystkie napisane z mnóstwem serca, po prostu. Są rewelacyjne, realistyczne i wciągające. Drobna intryga Johna ze związaniem Kate, rozmowy między Desmondem i Johnem, te wątpliwości przy wklepywaniu cyfr do komputera... Mistrzostwo świata, twórcy mieli mało materiału a w jakiś sposób nadal jeszcze mają go sporo na kolejny odcinek! Nadal nie wiemy, czym jest ta kryjówka, co oznacza kwarantanna na włazie, co powiedział jeden bałwanek do drugiego, nie wiemy czemu kluczyk na szyi Jacka zachował się tak jak się zachował, ani czemu służy wklepywanie liczb do komputera!
(o innych wątkach nie wspominając, tajemnic jest trzy razy więcej)
Czy ktoś w ogóle zauważył, że odcinek kończy się dokładnie w tym samym momencie co poprzedni? Pewnie tak, ale czy ktoś ma to za wadę? Wątpię.
Plus zakończenie - wcześniej Jack powiedział, że wszyscy doczekamy wschodu słońca razem, i wszystko będzie dobrze. Okazuje się, że wschód słońca nie jest tym, czego wszyscy wyczekiwali. Przyniósł tylko kolejne kłopoty.
Oczywiście, trzeba odnotować jeden z najlepszych momentów w serialu: nurt przywiódł Jamesa z powrotem na wyspę. Widząc to, powiedział: "We're home". Oj, nawet nie wiedział, jak dużo w tych słowach prawdy... Czy ktokolwiek wtedy wiedział? Nie wiem. Ale z dzisiejszej perspektywy, te słowa brzmią... bardzo... dla mnie. 9/10.
2x03: "Orientation". Sam pomysł na dzikiego murzyna w zdartej koszuli i z kijem zasługuje na medal. Po prostu nie ma opcji, by widz nie był przekonany do tego, kim ten murzyn się okaże. Że się mylił? Tym lepiej!
Komputer i liczby oraz walka charakterów o to, czy wciskać klawisz czy nie. Uwierzyć? Sprawdzić? W końcu gra toczy się o wszystko. Jeśli się pomylimy, nie będzie odwrotu. Taśma z instrukcją w której brakuje kilku sekund, Desmond uciekający jak najdalej przyznający się tym samym, że wierzy w to wszystko. Jack idący na ugodę. Sayid przychodzący i biorący się do roboty bez zadawania pytań.
Plus mnóstwo zagrań pod fanów, którzy teraz będą analizować pochodzenie liczb i rozważać różne opcje. Potem odkryją, że suma liczb to 108, czyli tyle ile wynosi przerwa między wpisywaniem ich do komputera.
W retrospekcji przypominamy sobie pierwszy większy dramat Locke'a związany z jego ojcem, ale także poznajemy jego ukochaną oraz ciąg dalszy jego konfliktu z ojcem (a później również między pragnieniem miłości od dziewczyny i od ojca). Wspaniale to kontrastuje z nadzieją, jaką dostał od Wyspy.
Po jej drugiej stronie, wyjaśnia się kwestia Innych - w końcu dowiadujemy się, kim oni są. Są jeszcze inni Inni na tej Wyspie.:) 9/10.
2x04: "Everybody Hates Hugo". Pierwszy zapychacz taśmy, w którym poznajemy pierwsze chwile po tym, jak Hugo wygrał 156 milionów i jak to stało się dla niego nieprzyjemne. W ten sposób negatywnie podszedł do roboty, którą dał mu Jack: organizowaniem żywności znalezionej w bunkrze. Szczerze, to trochę fałszywe to się wydało. Za dużo zachodu o coś, co w łatwy sposób można było rozwiązać (i tak to zrobiono). Dużo scen przytulania się na koniec, uśmiechów... Wyspa jest lepszym miejscem także dla Hugo. Trochę też z historii Rose i jej męża, trochę odkrywania bunkra na nowo (tajemniczy dźwięk okazujący się... prysznicem). I to właściwie tyle? Ale wciąż poziom jest dobry, wciąż przebywamy na Wyspie, przenosimy się tam... I to jest wciąż dobre. 8/10
Zaraz potem, przeciąganie. W ogóle pierwsze 3 odcinki tego sezonu to genialne wydłużanie, jednak o tym później - zauważcie, że na początku przy włazie było czworo ludzi, potem się podzielili na pary by POGADAĆ. Jack z Hugo, Kate z Johnem - ich dialogi byłyby niemożliwe, gdyby szli razem, dlatego ich podzielono, dano im czas. Ciekawe dialogi, jednak się rozdzielili! W dżungli, w nocy! Nikt tego nie zauważył za pierwszym razem. Za drugim pewnie też nie. W ogóle fakt, że wrócili do obozu, jest tu znamienny. Wyciągnięto odcinek, opóźniono punkt zapalny, zachowując wysoki poziom - przeciągnięcie było realistyczne i wręcz naturalne, choć pobudki twórców ku temu były czysto matematyczne.:)
Kolejne genialne rzeczy - przypomnienie tego, co było. Właz to ideał również patrząc na to od tej strony: kim jesteście? Jak długo tam jesteście? Czy ktoś w ogóle zauważył, że te pytania służą czemuś innemu niż fabuła? Nie !!
Do tego genialna retrospekcja, pełna emocji, oraz końcówka z "You". Do tego pełno napięcia przeniesionego na następny odcinek (Kate w wentylacji!), nowy rewelacyjny bohater (Szkocki akcent na wagę złota, dosłownie), nowe interesujące miejsce którego historia naprawdę będzie męczyć wszystkich przez wiele odcinków... 9/10.
2x02: "Adrift". Czyli arcydzieło przeciągania w taki sposób, by widz nadal trzymany był w napięciu, a materiał wykorzystać do ostatniego liźnięcia. Zaczyna się od Jamesa i Michaela dryfujących na morzu - z tym się nic nie da robić. A jednak, dialogi między nimi podbudowane retrospekcją Michaela są po prostu rewelacyjne. Nic nie wnoszą do fabuły, wiemy tyle ile wcześniej - ojcu zależy na synu, obwinia w szoku o stratę Jamesa, wraz ze świtem przychodzi pogodzenie się z tym. Wyjmowanie kuli z rany, walka z rekinem (którego nawet nie widać!) oraz zwyczajna kłótnia między rozbitkami to niesamowicie wciągający wątek. Twórcy włożyli w te nieistotne sceny tyle uczucia i talentu, że twarz sama upada do pokłonu.
Że kierowała nimi tylko chęć zapełnienia tych 42 minut? Kto to w ogóle zauważył?! Relacje między zagubionymi są jednym z najważniejszych aspektów serialu, za które ludzie go pokochali!
A tuż obok, przy włazie COFAMY się do poprzedniego odcinka i w napięciu oglądamy sceny, które wiemy jak się skończą, choć nie wiemy jeszcze jak do nich doszło. Wewnątrz włazu była jedna osoba, weszły trzy - i każda z nich to oddzielny "wątek" wyciągający całą historię o kilkanaście minut. Wszystkie napisane z mnóstwem serca, po prostu. Są rewelacyjne, realistyczne i wciągające. Drobna intryga Johna ze związaniem Kate, rozmowy między Desmondem i Johnem, te wątpliwości przy wklepywaniu cyfr do komputera... Mistrzostwo świata, twórcy mieli mało materiału a w jakiś sposób nadal jeszcze mają go sporo na kolejny odcinek! Nadal nie wiemy, czym jest ta kryjówka, co oznacza kwarantanna na włazie, co powiedział jeden bałwanek do drugiego, nie wiemy czemu kluczyk na szyi Jacka zachował się tak jak się zachował, ani czemu służy wklepywanie liczb do komputera!
(o innych wątkach nie wspominając, tajemnic jest trzy razy więcej)
Czy ktoś w ogóle zauważył, że odcinek kończy się dokładnie w tym samym momencie co poprzedni? Pewnie tak, ale czy ktoś ma to za wadę? Wątpię.
Plus zakończenie - wcześniej Jack powiedział, że wszyscy doczekamy wschodu słońca razem, i wszystko będzie dobrze. Okazuje się, że wschód słońca nie jest tym, czego wszyscy wyczekiwali. Przyniósł tylko kolejne kłopoty.
Oczywiście, trzeba odnotować jeden z najlepszych momentów w serialu: nurt przywiódł Jamesa z powrotem na wyspę. Widząc to, powiedział: "We're home". Oj, nawet nie wiedział, jak dużo w tych słowach prawdy... Czy ktokolwiek wtedy wiedział? Nie wiem. Ale z dzisiejszej perspektywy, te słowa brzmią... bardzo... dla mnie. 9/10.
2x03: "Orientation". Sam pomysł na dzikiego murzyna w zdartej koszuli i z kijem zasługuje na medal. Po prostu nie ma opcji, by widz nie był przekonany do tego, kim ten murzyn się okaże. Że się mylił? Tym lepiej!
Komputer i liczby oraz walka charakterów o to, czy wciskać klawisz czy nie. Uwierzyć? Sprawdzić? W końcu gra toczy się o wszystko. Jeśli się pomylimy, nie będzie odwrotu. Taśma z instrukcją w której brakuje kilku sekund, Desmond uciekający jak najdalej przyznający się tym samym, że wierzy w to wszystko. Jack idący na ugodę. Sayid przychodzący i biorący się do roboty bez zadawania pytań.
Plus mnóstwo zagrań pod fanów, którzy teraz będą analizować pochodzenie liczb i rozważać różne opcje. Potem odkryją, że suma liczb to 108, czyli tyle ile wynosi przerwa między wpisywaniem ich do komputera.
W retrospekcji przypominamy sobie pierwszy większy dramat Locke'a związany z jego ojcem, ale także poznajemy jego ukochaną oraz ciąg dalszy jego konfliktu z ojcem (a później również między pragnieniem miłości od dziewczyny i od ojca). Wspaniale to kontrastuje z nadzieją, jaką dostał od Wyspy.
Po jej drugiej stronie, wyjaśnia się kwestia Innych - w końcu dowiadujemy się, kim oni są. Są jeszcze inni Inni na tej Wyspie.:) 9/10.
2x04: "Everybody Hates Hugo". Pierwszy zapychacz taśmy, w którym poznajemy pierwsze chwile po tym, jak Hugo wygrał 156 milionów i jak to stało się dla niego nieprzyjemne. W ten sposób negatywnie podszedł do roboty, którą dał mu Jack: organizowaniem żywności znalezionej w bunkrze. Szczerze, to trochę fałszywe to się wydało. Za dużo zachodu o coś, co w łatwy sposób można było rozwiązać (i tak to zrobiono). Dużo scen przytulania się na koniec, uśmiechów... Wyspa jest lepszym miejscem także dla Hugo. Trochę też z historii Rose i jej męża, trochę odkrywania bunkra na nowo (tajemniczy dźwięk okazujący się... prysznicem). I to właściwie tyle? Ale wciąż poziom jest dobry, wciąż przebywamy na Wyspie, przenosimy się tam... I to jest wciąż dobre. 8/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)