Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Space Opera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Space Opera. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2014

Strażnicy Galaktyki

Space Opera, 2014


Poznajcie pięciu przypadkowych ludzi, którzy na siebie trafią i pod koniec z jakiegoś nieznanego mi powodu zostaną nazwani Strażnikami Galaktyki. Peter Quill, chciany być znany również jako Star Lord, to najemnik zajmujący się znajdywaniem starych rzeczy w zapomnianych ruinach, coś jak doktor Jones. Zlecono mu znalezienie pewnej kulki o nieznanym mu zastosowaniu, jednak są na nią chętni również inni. Jedną z nich jest Gamora, zielonoskóra asasynka. W paradę jej wchodzi Groot, Człekopodbne Drzewo znające tylko trzy słowa po angielsku oraz kumplujący się z nim Szop Rocket. Chcą oni dostać nagrodę jaką wyznaczono na głowę Star Lorda. Ale że cała czwórka wie, jak sobie nawzajem sprawiać manto, w imprezę wmieszała się policja i teraz wszyscy trafili do więzienia. Ta, poznają Człowieka-Tatuaża, Drexa, który chce się na początku zemścić na Gamorze za to, co zrobił jej szef, ale po chwili stwierdza, że woli poczekać i skorzystać z pomocy Gamory, by dopaść szefa we własnej osobie. Cała piątka ucieka z więzienia, by zarobić wielką kasę, poznać zastosowanie kulki i tego, komu na niej zależy, a także bić się, kłócić oraz bawić w najlepsze.

Nie musicie za tym nadążać. Wystarczy, jeśli wiecie, że jest tu Zły, który chce wysadzić Planetę, i z jakiegoś powodu piątka tytułowych bohaterów postanawia mu w tym przeszkodzić, bo nie mają nic innego do roboty.

Najlepsze, co ten film robi, to zapewnia mnie każdą sekundą, że "Strażnicy Galaktyki 2" będzie jednym z moich ulubionych filmów wszech czasów. Generalnie, wiedziałem czego się spodziewać po tym filmie, i dobra wiadomość jest taka, że jeśli się przygotujecie, to nie będziecie mieć z tym wszystkim problemów. W tej produkcji jest ocean ekspozycji, cała pierwsza połowa to tłumaczenie kto kim jest, czym się zajmuje, co robił w przeszłości... I tego nawet nie ukrywają. W zasadzie ograniczono to do tego, że ktoś wchodzi przed kamerę, pytają się jej, kim jest, ona wyjaśnia przez kilka minut, i następna scena. Rozumiem - nowa marka, nowe uniwersum, nowe postaci, i wszystko to w jednym filmie. Wyszło całkiem ok. Główny przeciwnik jest do bani, w ogóle nie zapada w pamięć, dopiero pod koniec filmu zaczynam się pytać, czemu on robi to co robi... i guzik mnie to obchodzi. Nie trzeba tego wiedzieć. Film wydaje się świadomy, co robi dobrze, co źle, i skupia uwagę widza na tych pierwszych elementach, które w pewnym stopniu dają sobie radę bez drugich. Na tyle, na ile film może być ekscytujący bez angażującej fabuły.