środa, 6 czerwca 2012

Lost, sezon 3 | Odcinki 1-4

3x01: "A Tale of Two Cities". Zaskakująco dobry odcinek! Za pierwszym razem jak go oglądałem, minuty po zakończeniu poprzedniego sezonu, moja reakcja była krótka: dno. 1/10 i zdegustowany poszedłem lulu (w końcu była ta 2 czy 4 w nocy).

Teraz po powtórce odcinek jawi mi się jako... dobry! Nie jest wybitny, ale bez bólu go oglądałem, i jest to nadal "LOST", a nie jakaś słabizna!

Na początek, trochę żałuję openingu. Jest rewelacyjny, ale... wyobraźcie sobie, że nie byłoby go, przeniesiono by go na inny odcinek - co wtedy? Myślelibyśmy, że Jacka, Sawyera i Kate przeniesiono z Wyspy! Znajdują się gdzie indziej, a potem bylibyśmy w szoku, że jednak są na Wyspie. Wyobraźcie sobie tylko.:) Oczywiście, wiązałoby się to jeszcze z innymi zmianami, bo Ford i Kate są na powierzchni, ale... już teraz widać dzięki Juliet, że sceny z nimi i sceny z Jackiem dzieją się w innym czasie. To by pobudziło wyobraźnię, współgrało z dywagacjami Jacka gdzie jest. Na końcu pyta, czy jest w jednej ze stacji Dharma, i słyszy potwierdzenie, więc dywagacje ustają, nawet jakbyśmy bardzo chcieli.

Sam opening jest rewelacyjny, ale też dzięki temu, że spoglądam na niego z szerszej perspektywy (powróci on w serialu 3 razy, za każdym razem dopowiadając kolejne sekundy które zmieniają jego wydźwięk!). Poza tym jest cudowne ukrycie Ethana, przez większość czasu myślimy, że to wszystko ma miejsce gdzieś indziej, kolejna retrospekcja ale nowej postaci - Juliet. Ale nie, to Wyspa! A na koniec przychodzi Henry Gale... I nadal nie wiemy, jak ma na imię (dowiadujemy się dopiero na koniec odcinka, ale tylko imię). Plus to szerokie ujęcie na koniec... Ideał. Może nie aż tak genialny jak opening sezonu 2, ale jednak rewelacja.

Sama Juliet - za pierwszym razem byłem przekonany, że gra tak, jakby nie wiedziała, kogo ma grać. I byłem w tym punkcie święcie przekonany, że mam rację, i to przez większą część sezonu. Ale teraz widzę, że to już wtedy była zaplanowana postać którą widz dopiero pozna. Jak gra z Jackiem przez tą szybę, jak go oswaja, uspokaja... Manipuluje. I do końca nie wiemy, czy to osoba dobra czy zła, jaki jest cel porwania trójki Zagubionych...

Plus miniwystęp Emersona w openingu, w spotkaniu z Kate ("Chcę ci dać wspomnienie, bo następne 2 tygodnie będą dla ciebie ciężkie") i przy próbie ucieczki Jacka ("Zabiję ją!; ..Okey"). Świetny! Plus minirelacja Sawyera z Kate (podzielenie się z nią krakersem) oraz zagadka dla niedźwiedzi. Wprowadzenie widza w wątek Alex i Karla, realistyczne zachowanie Jacka w zamknięciu... Naprawdę dużo oferuje ten odcinek, aż muszę zacząć się streszczać.

Kwestia pierwszego ujęcia zaraz po openingu - nie mogę tu o nim pisać niestety, ale to kolejna świetna rzecz, której widz się nie spodziewa. Wraz z finałem sezonu zrozumiecie, czym było to ujęcie. Ale widać dzięki temu, i to nie tylko dzięki temu jednemu ujęciu, że twórcy naprawdę przygotowali sobie grunt pod ten sezon: te klatki, ściągnięcie Jacka do dołu, to miasteczko, postać Juliet... I to budowanie tajemnicy: skąd Others wiedzą o nich tyle? Po co im oni?




3x02: "The Glass Ballerina". Stłuczona szklana balerina staje się początkiem długiej serii kłamstw, które powiedziała w życiu Sun, wiedząc że konsekwencje i tak kogoś dotkną. W retrospekcji poznajemy jej związek z nauczycielem angielskiego z którym w końcu miała romans i miała uciec do Ameryki. Niestety (?), dowiedział się o tym jej ojciec, więc zlecił zabójstwo Jinowi, nie mówiąc mu niczego.

Ogólnie wątek wyraźnie dociśnięty do całej historii (widać jak na dłoni, że twórcy pisząc pierwszą retrospekcję tej pary nie planowali takiej sytuacji), ale jednocześnie nawet w niej pasuje. Ponad to, kontrastuje do wydarzeń współczesnych, więc jest elo.

Dzisiaj Sun z Jinem i Sayidem czekają, aż Jack do nich przyjdzie (kontynuowanie wątku z sezonu 2). Nie przychodzi, więc planują rozbić ognisko gdzie indziej. Znajdują pomost, z którego zabrani zostali James, Jack i Kate w finale sezonu drugiego, a na nim mnóstwo śladów świadczących, że Jack już do nich nie wróci. Sayid planuje zastawić pułapkę, by zwabić w nią Innych.

Narracyjnie jest więc całkiem dobrze, wykorzystano możliwość tego, że nie wszyscy rozumieją angielski.;-) Historię tę i tak trzeba było opowiedzieć, bo taki był naturalny porządek zdarzeń. Zachowano wiarygodność historii.

James i Kate... Z jednej strony heroiczna postawa tego pierwszego, by w chwili potrzeby pocałować ją, a potem w pojedynkę rozwalić wszystkich - to było naprawdę coś. Ale z drugiej strony, pojawienie się pozerów których imię Wpieprzę-Ci-Bo-Mogę nie działa pozytywnie dla tej historii. Twórcy ewidentnie nie wiedzieli, co zrobić z tą dwójką, więc kazali im kopać kamienie (potem się wykręcą niby przygotowaniem pod lotnisko, ale jakoś tego nie kupuję)
Ale po wszystkim przypada scena rozmów w klatce:

- Smakujesz jak truskawki!
- A ty... jak rybne krakersy...

I te uśmiechy.:) Urocze, doprawdy. Przy okazji, w finale zdajemy sobie sprawę, że 1 i 2 odcinek dzieją się najwyraźniej w tym samym czasie. Wracamy do Jacka, któremu Ben Linus (tak, w końcu poznajemy jego nazwisko!) oferuje pewne zadanie, w zamian za które... wróci do domu (pojawia się bardzo ważne dla tego sezonu zdanie: "That's home, Jack, right there, on the other side of that glass"). Ogólnie to jeszcze kilka rzeczy niby tu się dzieje, jak kontynuacja wątku Karla i Alex. 6/10, za końcówkę z Jackiem.




3x03: "Further Instructions". Drugi odcinek, któremu pierwotnie dałem 1/10. Locke łyka jakąś maść, siada w tipi i ma odjazd - to było po prostu głupie. I w zasadzie nadal takie jest, ale z drugiej strony... Locke na powrót wierzy w Wyspę, zamilkł i chce ją przebłagać, więc przypomina sobie jak kiedyś - gdy dziewczyna go rzuciła - pracował na farmie, i tam była taka świątynia dumania... I chciał spróbować. Seems legit. Ale flashback i tak nic nie wnosi.

Generalnie - ja bym ten odcinek wsadził jako pierwszy w tym sezonie. Bezpośrednia kontynuacja wątku wybuchu, podtrzymanie tajemnicy gdzie są Jack i reszta... Plus pierwsze ujęcie, będące kopią pierwszego ujęcia w serialu, tylko że z Lockiem.

W tym odcinku twórcy zaczynają iść w kolejne dziwne tereny, tym razem dają znać, że Desmond po wybuchu bunkra zyskał... jasnowidztwo? Ciężko to kupić. A wątek naprawiania relacji Locke'a z Charliem można było wykonać dużo lepiej. Zamiast tego, mamy początek Locke'a w roli przywódcy rozbitków z 815. [spoiler - czemu teraz dymek pojawia się bez hałasu, a później nie?] 5/10.



3x04: "Every Man for Himself". Niby dzieje się dużo, ale jednak czuć, że to chamskie ciągnięcie. Kobieta zastrzelona przez Sun jeszcze żyje, ale tylko tak długo by Jack mógł stwierdzić czas zgonu. W retrospekcji widzimy, że James był w więzieniu i pracował dla dyrektora, ale... ktoś jeszcze pamięta, że ten chłop szuka mordercy swojej rodziny? I nie obchodzi mnie, że wyszło całkiem naturalnie (była dziewczyna złożyła donos na niego).

Konflikt z Kate podbudowany słabymi dialogami (nie oszukujmy się, Sawyer mógł załatwić sprawę tak, by Kate nie dostała okresu, wszyscy to wiemy) trący tandetą, to samo numer z rozrusznikiem (choć uczciwie - można się było na to nabrać). Można go było wykorzystać bardziej, niczym guzik z drugiego sezonu - ale włożono go i wyjęto jeszcze w tym samym odcinku, nikt o nim nie będzie pamiętać za tydzień.

Do tego skończona głupota w postaci drugiej wyspy. Ben "Spędziłem na tej Wyspie całe życie" Linus widać się nie skapnął o tym. Ludzie, byłoby ją widać z drugiej Wyspy! Nawet niespecjalnie szukając! Oni siedzieli na plaży i gapili się co wieczór przez 60 dni w morze! Jakby coś tam było, to by zauważyli! Tego tam nie mogło być!

Na plus smaczki w postaci "Myszy i ludzi" czytanych w więzieniu, fryzury Forda, ciekawej pułapki którą chciał zastawić... I tyle. O, i plecy Kate.:D (no dobra, drugie wejście pary z 3 sezonu, zbliżenie się do Juliet, miłość między Kate i Sawyerem wykrzyczana w deszczu, ucieczka Kate z klatki na jednym ładnym ujęciu, oraz dowiadujemy się o dziecku Sawyera) 4/10.

piątek, 18 maja 2012

Lost, sezon 2 | Odcinki 20-24

2x20: "Two for the Road". O tak, jeden z najbardziej pamiętliwych momentów w całym "LOST", a finał tego odcinka wymienia się na pierwszym miejscu wśród 10 najlepszych scen w historii serialu. Cała budowa odcinka przygotowuje na wielki finał, kiedy to kilka wątków się łączy i absolutnie niszczy mózg. Sumienie Any-Lucii z przeszłości nakłada się na przeżycia z Wyspy, powrót Michaela, romans Libby i Hugo który właściwie dopiero się zaczyna, całe 20 milionów widzów na całej Ziemi życzy im teraz wszystkiego najlepszego, Jin daje kciuk w górę... I bum.

"Przepraszam". Jeden strzał. Zaraz potem drugi. A za chwilę trzeci.

Wszystko bez słów z jego strony. Tylko twarz pełna emocji. Efektowny clifhanger. A gdzieś wcześniej dowiadujemy się, że ojciec Jacka znał Anę, a także wiemy już, czego Henry szukał... Szukał Johna. Ale do czego? 10/10.




2x21: "Question Mark". Twórcy zmierzają w niebezpiecznym kierunku który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, tzn. pokazywaniu snów bohaterów. Na obronę tegoż można podać tylko tyle, że w sny wierzą tylko dwie postacie: Locke i Eko, i im się one objawiają. Więc o pewnej wiarygodności można tu mówić.

Do rzeczy, Eko widzi swojego brata który mówi mu, by pomógł Johnowi. John nie chce już wciskać guzika, więc Eko zdziela go w łeb i zabiera do lasu, by z pomocą mapy Johna (sporządzonej na podstawie rysunku który pokazał się w bunkrze) znaleźć kolejną stację Dharmy: Perłę, ukrytą pod wrakiem samolotu który Eko spalił. Dyskutują o wierze w Wyspę, w przycisk, poznają się bliżej... I o dziwo wszystko to ogląda się bardzo przyzwoicie.

W bunkrze Henry uciekł, szczelając do wszystkich. W tym Libby, która okazuje się jeszcze żyć... Dobra, tutaj odcinek znowu sobie grabi, bo żeby jej pomóc potrzebują heroiny, więc Sawyer pozwala innym odkryć jego tajny składzik. Pięknie, ale... On mówi "gimme 20 minuts" i idzie wolno do tej skrytki. A ona tam umiera. Po drodze jeszcze noc w dzień się zmienia. Hugo pyta się ich, czy widzieli Libby... I też robią to wolno. Ech...

Niemniej, jego pożegnania z nią chwyta za co trzeba. "Przepraszam, że zapomniałem o kocach". A chwilę wcześniej "Glad you okey, dude" do Michaela. Cały Hugo. Wielkie sceny. 8/10.




2x22: "Three Minutes". Nie wiem, skąd taki tytuł. Oglądamy w nim kolejną retrospekcję mającą miejsce po rozbiciu samolotu, tzn. dowiadujemy się, co stało się z Michaelem gdy uciekł szukać syna - znowu zostaje podkreślona jego ślepa troska o syna. W teraźniejszości oglądamy przygotowania do podwójnego pogrzebu - i chyba już tutaj to zaczynało być monotonne. Wiem, jestem bez serca, ale sceny te również zaczęto kręcić bez serca - automatycznie, z podobnymi ruchami kamer, z podobną inscenizacją, nawet w podobnym świetle słońca. Ktoś kopie, ludzie się zbierają, Jack coś mówi, ludzie odchodzą. Niemniej, nadal jest dobrze: jest szerokie ujęcie na wszystkich na plaży, idących długim sznurem przez nią, do prowizorycznego cmentarza. O każdym martwym mówią kilka słów (tyle, ile się dowiedzieli). Hugo świetnie sobie radzi, jest autentyczny w tym co wtedy mówi. Również Sawyer w swojej cichej tęsknocie za Aną jest świetny (tak cichej, że prawdopodobnie mało który widz to wyłapał).

Ale Michael przekonywujący wszystkich, że to ma być zrobiono po jego myśli... Widać w tym sztuczność, naciąganie i oczywistość, że chłop ma w planach co innego. Ewidentnie nie przyłożono się do tego wątku.

Niemniej jednak odcinek na plus, jest w nim dużo emocji i trochę napięcia. Rozbitkowie prowadzą swoje życie, obok nich banda Jacka przeżywa przygodę, a na horyzoncie pojawia się łódka... Wait, what?! 9/10




2x23 & 2x24: "Live Together, Die Alone". Michael prowadzi przyjaciół na ścięcie, Sayid okrąża Innych, Locke czeka na przycisk a Eko chce wszystko wysadzić w powietrze. Całkiem sporo jak na początek, prawda? :) Jest w tym finale wiele wspaniałych rzeczy, jak dwuczęściowa retrospekcja Desmonda wyjaśniającego zagadki związane z bunkrem które narodziły się w poprzednim sezonie. Dowiadujemy się w końcu, czy przycisk jest prawdziwy. Dowiadujemy się, jak Desmond znalazł się sam na Wyspie. Patrzymy, jak Jack dostaje w nogę ale mimo to idzie dalej. Obserwujemy powrót Michaela do domu, do syna... I pierwszy raz w pełni możemy się zastanowić, czy chłop dobrze zrobił? Zdradził, zabił, naraził na niebezpieczeństwo przyjaciół... ale z drugiej strony - no właśnie! Plus rewelacyjny występ Henry'ego (jego kwestie, zachowanie, mistrzostwo!), powrót Charliego do Claire i wiele innych dobrych scen.

Co będzie dalej z Jackiem, Kate i Sawyerem? Kim są Inni? Czemu Locke został, mimo że to po niego Henry szedł? Co się stało po tym, jak Des przekręcił kluczyk? Czemu Eko i Locke nie wrócili, podczas gdy Charlie wrócił na plażę spokojnie? Czemu ludzie Penny szukali wyładowania? Skąd wiedziała, że tego ma szukać? 9/10

czwartek, 17 maja 2012

Lost, sezon 2 | Odcinki 14-19

2x14: "One of Them". Z jednej strony latanie Sawyera za żabą do najciekawszych rzeczy nie należy. Z drugiej widzimy, jak Sayid stanął w przeszłości po drugiej stronie konfilktu USA z Irakiem. Z trzeciej strony... Danielle złapała w sieć jednego z nich... Wait, what?! Co dalej nie zdradzę. 8/10.

Z ciekawostek - przyjrzyjcie się gościowi, który przekonał Sayida. Skądś go znacie, prawda? Tak. On zginął na Wyspie. A raczej zginie, za kilka odcinków. Ciekawy myk ze strony twórców, doceniam...




2x15: "Maternity Leave". Dziecko Claire zaczyna chorować, gorączka i wysypka. Matka zaczyna wariować, jest przekonana, że to Oni coś jej podali gdy Ethan porwał ją do dżungli. Pomysł na odcinek ciekawy, szczególnie interesujące jest tu pierwsza retrospekcja obejmująca wydarzenia PO rozbiciu się Oceanic 815. W nich dużo udanych i naturalnych dialogów, które niczego nie zdradzają, ale nie brzmią tak, jakby ktoś pisał je mając za cel nie przekazać nic konkretnego. Przekazują, ale im, a oni wiedzą o co chodzi.

Do tego świetny montaż z "Wake Up", Alex, pokojem dla dziecka, samolocikami...

Ale zanim do tego dojdzie, będzie kilka słabych scen, jak przywoływanie wspomnieć za pomocą medytacji - nie ukrywam, największy ciężar za to leży po stronie Emilie de Ravin grającej Claire. Z jednej strony umie grać osobę odurzoną w wiarygodny sposób, ale w teraźniejszości miota się jak poparzona, po prostu przesadza. Mimo to, oglądamy kawał ciekawego odcinka w którym dostajemy odpowiedzi na pytanie, co się z nią stało, oraz poznajemy Dannielle od drugiej strony. Dostrzegamy w niej kogoś dobrego. Ethan też wydaje się trochę mniej groźny. A ten klej do sztucznego zarostu... O co tu chodzi? Czyżby udawali przed Zagubionymi, że są dzicy? Po co?

Z drugiej strony Eko spowiada się Henremu Gale z tego, że zabił dwóch Tamtych. Dlaczego potrzebuje jego wybaczenia? Czemu trzymał na tę okazję bródkę? Na sam koniec dostajemy pokaz manipulacji Bena - przesadzony w efekcie przez twórców (wątpię, by Locke aż tak się wzburzył na tę drobną uwagę), ale to i tak dobry pokaz jego umiejętności. 7/10.




2x16: "The Whole Truth". Tytuł intrygujący, prawda? :) Ana Lucia przesłuchuje Bena i prosi go, by narysował mapę do jego balonu. Dziwne, że nie pomyśleli o tym wcześniej. Trochę na siłę podkreślono w ten sposób rozłam i konflikt między zagubionymi, ale cóż. Najważniejsza jest tu kolejna retrospekcja Jin i Sun, w której starają się o dziecko, ale okazuje się, że nie będzie im dane... Wszystko to kontrastuje z teraźniejszością, gdzie ukochani się kłócą, ale ostatecznie wracają do siebie... i płodzą dziecko. Wyspa to wspaniałe miejsce, amen! bracie. Do tego naprawdę można poczuć, że zbliżyliśmy się do tej dwójki, poczuliśmy zagubienie (!) Jina wśród ludzi z którymi nie może porozmawiać i jego potrzebę opiekowania się żoną...

Trzeba też wspomnieć o monologu Henry'ego na koniec. Klasyk.:) 8/10.




2x17: "Lockdown". Co za gra słów w tytule.:) Odcinek wykorzystujący jeszcze raz potęgę klawisza i dźwięku, który wydaje, gdy trzeba mu zmienić pieluchę. Nie ważne, co jest na ekranie, jeśli słyszymy ten dźwięk... Cholera, nawet nie musimy go słyszeć. Wystarczy, jeśli się nam o nim przypomni. Z niewiadomych przyczyn właz przeciwwybuchowy zostaje opuszczony, John przygnieciony do ziemi a zegar tyka... Poza bunkrem Jack gra w karty z Sawyerem, nikt nie przyjdzie. Jedyna nadzieja w uratowaniu świata spoczywa na Henrym... Czy pomoże? Czy może zachowa się jak Inny? Czy zdąży nacisnąć klawisz? Sporo napięcia w tym odcinku, trzeba przyznać. A po wszystkim ono wcale nie opada, ono dopiero wtedy wypływa - "Nie nacisnąłem guzika, John" sprawia, że znowu wracamy do pytania które zadaliśmy sobie ponad 15 odcinków temu: "Czy guzik naprawdę jest istotny? Może to podpucha?". Kryzys wiary u Johna, z którym pomoże mu dopiero Rose w odcinku "SOS", przypominając mu o jego kalectwie.

W retrospekcji dowiedzieliśmy się, jak zakończył się romans Johna z tą babką z "Synów Anarchii". Do tego kolejne tajemnice: hologramy na ścianie po uruchomieniu alarmu, paczki z żywnością oraz... Henry Gale. Jedna tajemnica doprowadziła do kolejnej. 8/10.




2x18: "Dave". To jest TO. Jeden z największych odcinków w całym LOST. Odcinek, który mógł absolutnie wszystko zakończyć w sposób, którego nikt się nie spodziewał. To znaczy... wiedzieliśmy, że Hugo był chory psychicznie, ale nie do tego stopnia, że wymyślił Wyspę... I wszystko na niej... Wszystko nagle zaczęło do siebie pasować. Hugo mógł skoczyć, serial się skończyć, a fani i za 20 lat by dyskutowali kto strzelił pier... tzn. czy Hugo miał rację?
Chociaż pewnie przesadzam i po pierwszym szoku zaraz znalazłby się kościół wyznający "LOST SUCK'S".
Z trzeciej strony, on i tak się pojawił, ale w innej formie i mając więcej argumentów.
Z czwartej strony, bez tego nie byłoby wspaniałej przygody z 3, 4, 5 i 6 sezonu. Ten argument wygrywa na korzyść tego, że Libby słusznie pojawiła się na koniec. Prawdopodobnie największe stężenie mindfaka na sekundę. "Fight Club" i reszta się chowa. 9/10




2x19: "S.O.S." Dla odmiany jeden z najsłabszych odcinków, ale po powtórce nie jest aż tak źle. Zapamiętałem Rose gorzej niż jest. Potrafiła być wredna, ale zawsze potrafiła wyhamować by nie przesadzić i nie zmienić się w sukę. Również Bernard nie był kimś wyjątkowym, więc to nie tak, że zasługiwał jako postać na lepszą ukochaną. Pasowali do siebie i kochali się, więc... dla mnie cool.

Retrospekcja jest zadziwiająco świetna. Najpierw myślimy, że oni już się znają od wielu lat. Ale poznali się zaledwie kilka miesięcy przed rozbiciem - naprawdę fajny zwrot. Oświadczyny również świetne. Współpraca przeszłości z teraźniejszością na medal. Podkreślenie znaczenia i magii Wyspy - na medal.

A co w teraźniejszości poza Bernardem? Locke upada na wierze w guzik (dobrze przedstawione) a Jack leci do Innych by kupić Walta za Henry'ego. Drze się w deszczu, kamera krąży wokół niego... Zadziwiająco dużo w tym napięcia i energii, sceny te mają w sobie moc.

I humor. "Jak długo będziesz tu czekał?; Aż odzyskam głos. Wtedy pokrzyczę sobie jeszcze trochę". Typ humoru pasujący i do postaci i do sytuacji. Świetna robota. Świetny odcinek, zakończony powrotem Michaela. 7/10.

środa, 16 maja 2012

Lost, sezon 2 | Odcinek 9-13

2x09: "What Kate Did". Czemu Kate wylądowała w samolocie z kajdankami? Tego dowiemy się w tym odcinku. Ale czemu wałęsała się przez cały odcinek płacząc i krzycząc... Tego się chyba nigdy nie dowiedzieliśmy. Nagle dopadły ją duchy przeszłości, zobaczyła konia który jej pomógł w poprzednim życiu (a przynajmniej pomyślała, że to ten sam koń), potem duch który opętał Sawyera... Ale żeby uciec, krzyczeć i całować Jacka, a na końcu zwierzać się na ślepo? Minus!

Eko zachowuje się coraz dziwniej, milczy nienaturalnie a twórcy to podkreślają. Opowieść o książce znikąd się pojawia i jest totalnie bezcelowa. Mógł po prostu powiedzieć, że znalazł taśmy. Ale nie, trzeba było przygotować widza na to, że Eko to fanatyk który zbuduje Kościół-Tipi. Hm.

W ogóle to ciężko oglądało się ten odcinek. Początek jest świetny, przejście z planu ogólnego (plaży) na namioty, z jednego wychodzi Jin (pierwszy raz widzimy jego mięśnie), za nim Sun. Patrzy na to Hugo, robi znak "Hugo Approved", uśmiechają się do siebie, widz też się uśmiecha... Zaraz potem spoglądamy razem z Sun na drugi koniec plaży, gdzie Sayid kopie grób. Uśmiech znika, zastępują go kompletnie przeciwne emocje. Będzie pogrzeb.

Sam pogrzeb również jest świetny, mowa Sayida nie jest ani długa ani szczegółowa, nie jest przesadzona. Jest idealna, naturalna i pełna emocji. Zachowanie tłumu również, któremu przywodzi Jack w naprawdę dobrym stylu. Występ fałszywego ojca Kate, wybuch domu, aktorstwo Josha - świetne. Na sam koniec dokonujemy odkrycia brakujących klatek, które zawodzą, bo nic nie mówią, a także okazuje się, że komputer jednak służy do czegoś jeszcze. Mało. 7/10



2x10: "Psalm 23". Z perspektywy czasu, kiedy wie się jak wątki się zakończą, odcinek sprawia gorsze wrażenie. Jednak za pierwszym razem oferuje sporo napięcia - Eko okazuje się znać tajemnice Wyspy? A jednak nie, choć z odkryciem tego czekamy aż do końca. Konfrontacja Eko i Potwora? Zjeść zęby można. Kryjówka Charliego? Gdzie to zaprowadzi? Chcę się dowiedzieć, moja więź emocjonalna z bohaterem jest mocna! Oczywiście - co oznaczają komunikaty z komputera? Czy to aby na pewno Walt? A jak nie... to kto? Napięcia za pierwszym razem było mnóstwo !!

Trochę przeszkadza Jack mówiący o załatwieniu spraw tutaj, potem pójdziemy po twojego syna. Niby jakich spraw? Ale brzmi nieźle...

Co trzeba odnotować, Wyspa dała coś Eko. Uzmysławiamy sobie też, że Charlie również coś otrzymał. Drugą szansę, test? Mistycyzm Wyspy działa w tym odcinku, nawet w wątku Michaela. Wcale nie powiedziano, że to nie Wyspa się z nim komunikuje. Tak jak nie komunikowała się z Kate w poprzednim odcinku za pomocą konia i Sawyera (jak podejrzewaliśmy).

W tym odcinku zaczyna się też relacja Hugo i Libby, choć to zaledwie uśmiechy. 8/10.



2x11: "The Hunting Party". W przeszłości Jack na fali sukcesu podejmuje się dokonania kolejnego cudu, w teraźniejszości rusza za Michaelem który ucieka do lasu by znaleźć syna. Na końcu dochodzi do świetnej konfrontacji z Innymi (!), w między czasie różne relacje między Zagubionymi wywołane ucieczką Michaela (Jack z Kate, Jack z Sawayerem, Locke z Jackiem, Jin z Sun). Ciśnienie podnosi też ostatnia kwestia Shepharda: "Ile czasu zajmie ci wytrenowanie armii?" 8/10.



2x12: "Fire + Water". Czyli twórcy LOST próbują tworzyć psychodelę. I im wychodzi. Schizy Charliego z Matką Boską, dzieckiem w pianinie, dniem świątecznym który zaczyna się gdy jest dzieckiem a kończy gdy jest już dorosły... Niesamowite. Skąd się wzięły? Wtedy pewnie każdy pomyślał, że to zagranie Wyspy. Jego działania w teraźniejszości nie należą do najprzyjemniejszych w oglądaniu, bo chłopak traci zmysły. Retrospekcja też nie jest przyjemna, bo obserwowanie jak człowiek stara się dbać o rodzinę zapominając o sobie, a na koniec zostaje sam... No, to też nie jest przyjemne. Ciężki odcinek. 8/10.



2x13: "The Long Con". Odcinek niby totalnie zbędny*, a jaki pomysłowy. Intryga Sawyera w teraźniejszości oraz w retrospekcji naprawdę zaskakuje. Plus całość wiarygodna pod względem ich charakterów. 7/10...
*chociaż dziewczyna z retrospekcji wróci w sezonie 5, a fakt, że Ford zajmie broń będzie miał znaczenie w przyszłości.