3x13: "The Man From Tallahassee". Intryga Bena? Jest! Niesamowity flashback? Jest! Zaskakujący zwrot akcji? Nawet trzy! Mnóstwo emocji? Tak! Jakaś głupota by się czepiać? Też jest...
Zaczynając od tyłu - Locke wysadził łódź, by ojciec go nie znalazł na tej wyspie... A niby jak miałby to zrobić? Nie łapię...
Błąd to oczywiście całkiem spory, ale jak zakryty! Z każdej strony coś się dzieje a ja oglądam wiedząc, że z tego można było zrobić więcej niż 1 odcinek. Sama retrospekcja Johna w której w końcu dowiadujemy się, czemu stał się inwalidą... Cholera, to już wielkie wydarzenie! Ale całe przygotowanie do tego, jak po raz kolejny pokazuje, że kocha ślepo ojca a kontakt z nim nadal go boli, i mimo to nie chce go zdradzić. A jednak leci w dół z 8 piętra, kręgosłup mu pęka... Ale jakimś cudem przeżywa... I ląduje na wózku - zobaczcie jak kręcono tę scenę, jaki straszny był ten wózek, jak wielki dramat z tego wyszedł! Wiedzieliśmy, że do tego dojdzie, wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądać i co będzie potem. Ale i tak coś mi się w żołądku przewróciło. Wam zapewne też. Również w momencie, gdy został zaatakowany przez Coopera. Smutek i tragedia...
Alex dowiaduje się o swojej matce, mamy ujęcie na Danielle. Kate dowiaduje się, że Jack niedługo wyjedzie... Podejrzewa go o romans z Juliet... Ale po wszystkim mamy szept Jacka: "Wrócę po ciebie". Pięknie.
Mamy rozmowę Bena z Johnem o Wyspie, wypełnioną manewrami tego pierwszego i pewną... "świętością" (?) tego drugiego. "Bo ty jesteś na wózku... A ja nie"; "W jakiś sposób jest powiązany z Wyspą i to czyni cię wyjątkowym". Plus przypowieść o pudełku... Z którego wyszedł ojciec Johna. Niesamowite.
Trzeba też wspomnieć o drugim w serialu zastsowaniu sztuczki montażowej ze zbliżeniem na coś. W drugim sezonie było ujęcie na ręce Chariego gdy grał na pianinie a po oddaleniu okazało się, że jest na plaży. Teraz jest ujęcie mniej efektywne, choć nadal bardzo efektowne: zbliżenie na otwierające się drzwi. Gdy zbliżają się do kamery następuje przejście i nagle patrzymy na drzwi z drugiej strony! Świetne wrażenie.:) Choć samo przejście od Johna na jego ojca można było wykonać lepiej. Niemniej, odcinek na medal. 9/10.
3x14: "Exposé". Jak sprawić, by zainteresować widza jakimiś przybłędami? Pokazać ich retrospekcję, oczywiście! A potem ich zabić. Nie, lepiej - najpierw zabić, a potem pokazać retrospekcję. Nie, mam jeszcze lepszy pomysł: zabić, pokazać flashback, a potem by zmartwychwstali! I od razu ich zabić! So cool !!
Czy tak wyglądał plan przygotowania odcinka? Nie wiem.:) Ale odcinek jest rewelacyjny, aż kipi od przyłożenia się do masy drobiazgów i ogromu włożonej pracy - bo odcinek jest iście epicki. Wracamy do momentu katastrofy i przeskakujemy po tym okresie aż do dnia obecnego w taki sposób żebyśmy ulegli magii "Hej, oni tam wcześniej byli!". I jak zmyślnie to zrobiono! Twórcy odnosili się co chwila do momentów które na pewno pamiętamy: wpadnięcie gościa do silnika, okazuje się że Locke najpierw krzyczał na Nikki zamiast na tego faceta. Opadające skrzydło samolotu? Też tam była. I w ogóle w centrum całej katastrofy - nie widać, że po prostu przechadzała się na green screenie, po prostu można uwierzyć, że twórcy na potrzeby tego jednego odcinka znowu wykonali scenę katastrofy!
A potem jest m.in. scena w której Nikki jest jedną z osób słuchającą Jacka w jego pierwszym przemówieniu. Następnie Kate mówi, że znalazła walizkę w wodzie - pamiętacie ten odcinek? Tam właśnie Paolo będzie nurkować by odnaleźć ich walizkę.
Poza tematem - jak w poprzednich odcinkach budowano fundamenty pod ten odcinek. Zdawało się, że niby tylko po to by widzowie poznali tych ludzi. A okazuje się, że w międzyczasie budowali kolejną linię fabularną, tylko pod ten odcinek!
Cholera, ile miejsca zajęło mi pisanie samego tła tego odcinka... O co w nim chodzi: w retrospekcji okazuje się, że Nikki miała gościnny występ w serialu "Expose" (którego wielkim fanem jest Hurley) w którym zginęła (swoją drogą, zaskoczenie widza, doceniam). Potem okazuje się, że dostała scenę jedynie dlatego, że miała romans z reżyserem ("Nie, to tylko występ gościnny, wiadomo czym to się kończy" - co za ironia, panie Abrams! :)). A romans był tylko przykrywką, by zamordować starszego bogacza i ukraść mu diamenty warte 8 milionów a potem uciec samolotem Oceanic 815... Na szczęście walizka z biżuterią zniknęła w lesie po katastrofie, dzięki czemu Paolo mógł ją odnaleźć i ukryć w swoich majtkach - tylko po to by sprawdzić, czy Nikki jest z nim dla niego czy dla pieniędzy. Biedny chłopak z głupim akcentem... Skończyło się jak się skończyło. Obaj zostali sparaliżowani na amen, a zagubieni pochowali ich żywcem myśląc, że sami się pozabijali z powodu diamentów. Fascynujący zbieg okoliczności...
Jeszcze trochę musiałbym napisać o tym odcinku, bo jest co! Humor ("bez obrazy, ale twoje supermoce... ssą"), Charlie mówiący Sun że to on ją "porwał", scenę pogrzebu, powrót do serialu Boona, Shannon, Arzta... Co trzeba pochwalić to teraźniejszość i śledztwo - tutaj twórcy spisali się na medal, wyjaśniając widzom chyba wszystkie aspekty sprawy. No, poza jednym - skoro znaleźli bunkry lub innych to czemu o tym nie gadali z innymi? Niemniej, wybaczam to... Odcinek z mnóstwem napięcia, bardzo oryginalny, z masą pomysłów i wykonany niemal do ostatniego detalu. 9/10.
3x15: "Left Behind". Locke odchodzi z Innymi, którzy opuszczają swoje miasteczko - Kate i reszta zostają uśpieni gazem w tym czasie. Na plaży Hugo wkręca Sawyera by ten okazał się lepszym przywódcą.
W zasadzie wątek powrotu do prawdziwego świata powraca na chwilę w każdym z ostatnich odcinków począwszy od drugiego odcinka w którym Ben obiecuje Jackowi powrót do domu, tutaj jednak pierwszy raz podchodzimy do niego od drugiej strony: Locke stawia sprawę jasno, nie chce wracać do domu. I tyle.
Sawyer chcący zostać w obozie zaczynający dbać o swój wizerunek? Ciekawy pomysł, chyba powstał po namowach Hallowya który chciał by jego postać była milsza. I wybrnięto z tego w dobry sposób, jego postać zachowała swoje plusy (w tym humor) zyskując też wtedy, jeśli spojrzymy na niego jako przywódcę.
Kate w retrospekcji... Przyznaję, nie byłem ciekaw tego aspektu sprawy. Jednak faktycznie, warto byłoby zapytać mamę, czemu postawiła złego męża ponad dobrą córkę. Wybrnięto z tego w zaskakujący sposób, porównując tą relację z relacją między Fordem i Cassidy. "Był złym człowiekiem; Więc donieś na niego; Wybaczyłabyś matce, że na ciebie doniosła? Nie, i nie zrobię tego". Tak, w tym odcinku pojawia się Cassidy! I wątek jej córki, jeszcze nienarodzonej. Ciekawe...
Kate i Juliet? Zostawili je obie w lesie i teraz rozwijają się między nimi konflikty - "przez ciebie Jack i ja wciąż tu jesteśmy", "złamałaś mu serce", "nie musiał mi tego mówić"; "Wiem o nim więcej niż ty". Plus monster który dla napięcia władował się do odcinka, i wyszło mu to na dobre.
Ostatecznie Sawyer myśli o sobie jako przywódcy, Juliet będzie teraz jedną z naszych, a Jack i Sayid budzą się w 2 dni później niż Kasia od tego samego gazu. Hm. Ale sam występ Jacka udany - swoją drogą, dopiero w 16 odcinku wróci do obozu, i to czuć!
Na koniec dodam 2 cytaty, do których pierwszy raz w serialu nie mam nic i w pełni je popieram:
#1:
John: Kate.
Kate: John. Co ty tutaj robisz? Złapali cię?
John: Tak, ale tylko tymczasowo. Przyszedłem się pożegnać.
Kate: Pożegnać?
John: Odchodzę z nimi.
Kate: Co się dzieje, do cholery? Zrobili ci pranie mózgu? Dokąd zabrali Jacka?
John: Nigdzie go nie zabrali. Będzie musiał tu zostać razem z tobą.
Kate: Nie możesz im ufać. Jeśli obiecali ci bilet do domu, kłamali.
John: Ja nie chcę wracać do domu. Wstawiłem się za ciebie. Powiedziałem im, że dobra z ciebie dziewczyna, mądra, godna zaufania, uczciwa, a potem oni powiedzieli mi, kim jesteś i co zrobiłaś. Niestety przebaczenie nie ma u nich wysokich notowań. Powodzenia.
Kate: Dokąd idziesz, John?
John: Wychodzę.
#2:
Sawyer: Sukinsyn. Nikt nie planował żadnego głosowania.
Hurley: Ale chyba miło było być... miłym?
Sawyer: Podstępem zmusiłeś mnie do bycia przyzwoitym? To najbardziej kiczowate oszustwo w historii.
Hurley: To nie było oszustwo. Skoro masz być naszym przywódcą, to musisz nad sobą popracować.
Sawyer: Przywódcą? O czym ty gadasz?
Hurley: Nie ma ani Jacka, ani Locke'a, ani Kate i Sayida. Zostałeś tylko ty. Kiedy zginęli Paulo i Nikki, polegaliśmy na tobie. Potem próbowałeś ukraść diamenty, ale i tak chcieliśmy na tobie polegać. Rozejrzyj się. Sprawiłeś, że wszyscy są szczęśliwi. Chociaż przez jeden dzień mogą jeść dzika, śmiać się i zapomnieć, że mają przechlapane na całej linii. A wszystko to zawdzięczają tobie.
Sawyer: A jeśli ja nie chcę być przywódcą?
Hurley: Jack też chyba nie chciał. Wpadłeś w kanał, koleś.
Udane dialogi (chyba pierwszy raz w historii serialu są aż tak ważne i rozbudowane dialogi między 2 kobietami? I to bez żadnej odskoczni w postaci przechadzających obok innych ludzi), świetne wykorzystanie postaci, udany makijaż uwalonych w błocie kobiet... LOST w całej okazałości. 8/10
3x16: "One of Us". Juliet okazuje się mieszkać na Wyspie od kilku lat, a ją samą dręczy problem następujący: kobiety, które zaszły w ciążę, umierają. Jeśli ktoś uwierzył, że Juliet naprawdę została sama, to w finale zostaje sprowadzony na ziemię: to tylko kolejna układanka Bena by porwać kolejne ciężarne kobiety z obozu. Powód co najmniej słaby.
W retrospekcji poznajemy dziwną historię Juliet, która miała być tam 6 miesięcy, ale Ben powiedział jej o chorobie jej siostry i zaproponował, że jeśli Juliet zostanie na Wyspie to jej siostra zostanie wyleczona. Zgadza się a dowodu domaga się... po kilku latach. Zarzuca kłamstwo Benowi, ale jednak ten pokazuje, że nigdy nie kłamie. Poznajemy źródło pierwszej sceny w sezonie, dowiadujemy się czemu Juliet wtedy tak wyglądała. Widzimy też Michaiła, który sprawdza "tamtych" tuż po katastrofie 815.
Dobrze zrealizowana, z mnóstwem wiarygodnych reakcji na Juliet, na fakt jej przybycia, na fakt że Jack z nią ten-tegos. Jest też nieco humoru (np. "Miałam dzień wolny"). 7/10.
3x17: "Catch-22". Desmond rusza na wycieczkę, wierząc że to Penny go odnalazła. Ale na koniec okazuje się, że to jednak nie ona...
I właściwie tyle się dzieje przez cały odcinek. Reszta to zapychacze: muszą wszyscy, bo tak, bo miałem wizję, bo razem, bo się zmieni, szybciej. Plus smutna Kasia zagląda do namiotu Sawyera by go zgwałcić, bo Jack woli gadać z Juliet.
W retrospekcji poznajemy źródło "Bracie". Trochę słaby punkt zaczepienia, Des okazuje się być zakonnikiem. Ale przełożony uznaje, że wie lepiej o jego przeznaczeniu więc go zwalnia. Co przypadkiem sprawia, że spotyka Penny... Co prowadzi do ładnego zakończenia, gdzie widzimy teraźniejszość i Desmonda wspinającego się na drzewo, ale słyszymy właśnie ten pierwszy dialog z Penny. Trochę zbyt sztucznie się śmieje, ale efekt finalny jest... efektowny. Można się wkręcić. 6/10...
3x18: "D.O.C.". Tytuł to skrót od terminu oznaczającego dzień poczęcia dziecka. Jak wiadomo, Sun jest w ciąży... Jednak z kim? To rewelacyjny dylemat, w którym i bohaterowie i widzowie muszą wybrać. Czy chcą, by dziecko okazało się pochodzić z nieprawego łoża? Czy może do zapłodnienia doszło już na Wyspie, a ojcem jest Jin? To ważne o tyle, że żadna matka która zaszła w ciąże w tym miejscu... Nigdy jej nie doniosła. Wszystkie umierały przed trzecim trymestrem. Sun przegrała tak czy siak. Ale gdy dowiaduje się, że dziecko jednak jest Jina... Cieszy się. Zostały jej 2 miesiące życia.
Trzeba się trochę wczuć w ten Koreański system mentalny. I w tym pomaga retrospekcja (tak, ma ona związek z teraźniejszością!). Pewna kobieta szantażuje w niej Sun, że jeśli nie dostanie 100 tysięcy dolarów to wyjawi, że matką jej męża jest prostytutka. Sun podróżuje, poznaje ojca Jina, dowiaduje się, że ten dokonał wspaniałego czynu, zachowując dziecko nawet nie wiedząc czy jest jego. A mimo to rozumie, że bycie rybakiem jest hańbą dla jego syna, i zgadza się na to. Na końcu dowiadujemy się, że szantażystką jest matka Jina. Jak ona się o tym dowiedziała, nie wiemy, ale wiemy, czemu jednak nie jest jego matką. Ciekawe...
Naomi spada z nieba i ląduje na gałęzi. Co zrobić, ratować ją? Ale do najbliższego lekarza jest 8 km. Tak... W tym wątku zawiodła narracja, nie poczułem tu napięcia. Ale za to JednoOki się pojawił... Wait, what?! "Już raz w tym tygodniu umarłem", wtf.
Ale za to końcówka... Znaleziono 815? Wszyscy nieżyją? Jasna cholera, już nie pamiętam ile to jedno zdanie wywołuje myśli za pierwszym razem. Mogło oznaczać wszystko. Alternatywna rzeczywistość? Niebo, czyściej? Telewizja zmyśliła? Ale dlaczego?... 8/10.
sobota, 9 czerwca 2012
piątek, 8 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 9-12
3x09: "Stranger In A Strange Land". Grifter i inni internauci nazywają to najgorszym odcinkiem sezonu/serialu. Przyznaję, jest słaby. Flashback to... hmm... zapomniałem już, że Jack ma tatuaż. Myślałem, że wyjaśniono jego znaczenie w I sezonie. Nie, czekali z tym do tego odcinka.
Więc... Mamy Shepharda na wakacjach romansującego ze skośnooką. Która ma dar, którego on nie zrozumie. Więc ją śledzi, by go poznać. Okazuje się, że... darem jest dostrzeganie ludzi jakimi są naprawdę. Jakim jest Jack? "Wspaniałym, a przez to zdenerwowanym i samotnym". Żenujące, panowie twórcy. Stephen King pisał wam ten flashback czy jak?
Ale to nie koniec. Bo zrobienie tatuażu wywoła burzę. Bójkę tutejszych spuszczających wpieprz Jackowi, zakończony rozkazem "Wyp... gdzie pieprz rośnie". Biorąc jeszcze pod uwagę przedramatyzowane zachowania Jacka (nie tylko w flashbacku, ale też w teraźniejszości - każde zdanie krzyczy, podchodząc do rozmówcy jak najbliżej... Wtf?) po prostu nie mogę mieć wątpliwości - ten odcinek pisał Stephen King.:)
Teraźniejszość... Kasia chce wrócić po Jacka i fajnie, ale Sawyer jest fajniejszy i ją stopuje. Konkretnie rozgrywa sprawę z nią, z Karlem, z miejscem obozowiska... Plusik, ale wolałbym powrót normalnej Kate. Ta nowa ma nieustanny okres.
Juliet mająca zginąć, bo takie są zasady... A okoliczności zbrodni się nie liczą? Dla wygody je pominięto... Co ratuje odcinek to Giacchino ze swoim "Oceans Apart", które wydobywa z końcówki zaskakująco dużo magii i uczucia. Alex i Karl patrzący razem na gwiazdy, Kate z Jamesem z pochodniami w dżungli, Jack i Juliet na łodzi...
Co ciekawe to dowiadujemy się, co stało się z Cindy. Taaak, ja też jej nie pamiętam. Ale za to w końcu dowiedziałem się, czym był ten przerażający misio z 2 sezonu, którego Eko i Jin zobaczyli ukryci w krzakach. 3/10.
3x10: "Tricia Tanaka is Dead". Czy w ogóle jest możiwe nie polubić tego odcinka? Najwyraźniej tak, ale dotyczy to niewielu. Ich zawód rozumiem, samemu będąc miłośnikiem tego odcinka - wali mnie, że samochód po 30 latach wciąż jest sprawny mimo nienaprawialnego silnika (wystarczy tylko popchnąć). Jak ktoś się przyczepi to zawsze można wytłumaczyć magią Wyspy jak w przypadku Locke'a. :)
Dobra, a o co tu chodzi? Hurley znajduje samochód i chce go odpalić, ale nikt mu nie chce pomóc - z wyjątkiem Jina, który nie ma pojęcia co się dzieje, Sawyera który daje się przekonać niskoprocentową zawartością pojazdu, oraz Charliego, który tak jak Hurley potrzebuje jakiegoś sukcesu.
Relacje między postaciami zyskują. Relacje bohaterów z widzami - rosną również. Fabuła trochę tam rusza do przodu: Sawyer dowiaduje się, co się stało z bunkrem i czemu rozkradziono jego rzeczy, a Kate rusza do Jacka z Locke'im i Sayidem. W flashbacku poznajemy ojca Hugo i tego, że opuścił go dawno temu by wrócić gdy ten wygrał miliony. A także dowiadujemy się, że sympatyczny przyjaciel i dziewczyna Hugo odeszli od niego... razem. U BASTARDS.:(
Do diabła z tym, najważniejszą są kultowe teksty i humor! "Buttom's Up", 3 teksty które chce usłyszeć każda kobieta, "To piwo leży tu od czasu Rocky'ego III... Może nawet Rocky'ego II", zbieg w dół za jadącym samochodem i radość tych kilku postaci... Banan na twarzy gwarantowane. A wszystko to zakończone pięknym "Shambala" Michała Giacchino... 7/10.
3x11: "Enter 77". Odcinek zakończony wklepaniem do komputera liczby "77", co ciekawe to również ilość dni pobytu na Wyspie zagubionych z lotu 815.:)
Flashback - Sayid w cywilu pracuje jako kucharz, zostaje rozpoznany przez jedną ze swoich byłych ofiar. Najpierw zaprzecza, a na koniec przyznaje się do winy dzięki czemu zostaje mu to wybaczone. Taaak... Można to było zrobić lepiej.
Na plaży Sawyer gra ze wszystkimi w ping ponga o to, by oddali mu rzeczy które wcześniej mu zabrali. Wygrywa Hugo, bo kiedyś trenował. Jeeej... Niezbyt ciekawe.
Ale za to mamy jedną dobrą rzecz - "Po drugie - kim ty do diabła jesteś?" w stronę tej nowej. No właśnie... Ta dwójka jest bardziej z tych Innych niż Ethan lub Goodwin! :)
Trójka zagubionych w drodze po Jacka znajduje kolejną bazę Dharmy - Płomień. Znajdują w niej tajemniczego jednookiego, który najpierw podaje się za ostatniego żywego członka Dharmy i opatruje Sayida którego wcześniej postrzelił, a potem spuszcza bęcki Kate a potem sam dostaje wpieprz od Irakijczyka z jedną ręką. Hm. Locke w tym czasie grał w szachy z komputerem. Hm. Który służył do kierowaniu stacją, ale najpierw trzeba było wygrać w szachy. Hm. No i ta dziwna czarnoskóra kobieta pragnąca zginąć byle tylko... nie wiem, nie być zakładnikiem? Hm.
Ale przynajmniej dowiadujemy się, skąd wziął się koń Kate z II sezonu. I przypominamy sobie o istnieniu Nadii. 6/10.
3x12: "Par Avion". Clair okazuje się być córką Krzysia Pasterza i siostrą Jacka. To w sumie zaskakujące. A na dodatek jest winna uśpieniu swojej matki. Całkiem dobrze.
Locke kłóci się z Sayidem, co wypada całkiem naturalnie ale też sama postać Locke'a zaczyna się sypać. Świadome wysadzanie stacji, ryzykowanie życiem zakładnika... Coś tu nie gra. Ale za to mamy super scenę pokonywania tajemniczego ogrodzenia - pełen realizm, ze ścinaniem drzewa, podpieraniem go kłodami i wspinaczką Kate na jednym (pociętym) ujęciu.:) To lubię w LOST!
Na plaży Charlie znowu umiera, tym razem próbując się dobrać do ptaka. Jaki to ma związek z łapaniem ich w klatkę na plaży (bo przecież gdyby je złapano wtedy to potem Charlie by nie musiał zapieprzać po kamieniach)? Nie wiem... Ale chciano dobrze... taa... Ale dobra, wrócili do wątku ucieczki z Wyspy. Może tym razem przybędzie po nich ratunek. 6/10.
Więc... Mamy Shepharda na wakacjach romansującego ze skośnooką. Która ma dar, którego on nie zrozumie. Więc ją śledzi, by go poznać. Okazuje się, że... darem jest dostrzeganie ludzi jakimi są naprawdę. Jakim jest Jack? "Wspaniałym, a przez to zdenerwowanym i samotnym". Żenujące, panowie twórcy. Stephen King pisał wam ten flashback czy jak?
Ale to nie koniec. Bo zrobienie tatuażu wywoła burzę. Bójkę tutejszych spuszczających wpieprz Jackowi, zakończony rozkazem "Wyp... gdzie pieprz rośnie". Biorąc jeszcze pod uwagę przedramatyzowane zachowania Jacka (nie tylko w flashbacku, ale też w teraźniejszości - każde zdanie krzyczy, podchodząc do rozmówcy jak najbliżej... Wtf?) po prostu nie mogę mieć wątpliwości - ten odcinek pisał Stephen King.:)
Teraźniejszość... Kasia chce wrócić po Jacka i fajnie, ale Sawyer jest fajniejszy i ją stopuje. Konkretnie rozgrywa sprawę z nią, z Karlem, z miejscem obozowiska... Plusik, ale wolałbym powrót normalnej Kate. Ta nowa ma nieustanny okres.
Juliet mająca zginąć, bo takie są zasady... A okoliczności zbrodni się nie liczą? Dla wygody je pominięto... Co ratuje odcinek to Giacchino ze swoim "Oceans Apart", które wydobywa z końcówki zaskakująco dużo magii i uczucia. Alex i Karl patrzący razem na gwiazdy, Kate z Jamesem z pochodniami w dżungli, Jack i Juliet na łodzi...
Co ciekawe to dowiadujemy się, co stało się z Cindy. Taaak, ja też jej nie pamiętam. Ale za to w końcu dowiedziałem się, czym był ten przerażający misio z 2 sezonu, którego Eko i Jin zobaczyli ukryci w krzakach. 3/10.
3x10: "Tricia Tanaka is Dead". Czy w ogóle jest możiwe nie polubić tego odcinka? Najwyraźniej tak, ale dotyczy to niewielu. Ich zawód rozumiem, samemu będąc miłośnikiem tego odcinka - wali mnie, że samochód po 30 latach wciąż jest sprawny mimo nienaprawialnego silnika (wystarczy tylko popchnąć). Jak ktoś się przyczepi to zawsze można wytłumaczyć magią Wyspy jak w przypadku Locke'a. :)
Dobra, a o co tu chodzi? Hurley znajduje samochód i chce go odpalić, ale nikt mu nie chce pomóc - z wyjątkiem Jina, który nie ma pojęcia co się dzieje, Sawyera który daje się przekonać niskoprocentową zawartością pojazdu, oraz Charliego, który tak jak Hurley potrzebuje jakiegoś sukcesu.
Relacje między postaciami zyskują. Relacje bohaterów z widzami - rosną również. Fabuła trochę tam rusza do przodu: Sawyer dowiaduje się, co się stało z bunkrem i czemu rozkradziono jego rzeczy, a Kate rusza do Jacka z Locke'im i Sayidem. W flashbacku poznajemy ojca Hugo i tego, że opuścił go dawno temu by wrócić gdy ten wygrał miliony. A także dowiadujemy się, że sympatyczny przyjaciel i dziewczyna Hugo odeszli od niego... razem. U BASTARDS.:(
Do diabła z tym, najważniejszą są kultowe teksty i humor! "Buttom's Up", 3 teksty które chce usłyszeć każda kobieta, "To piwo leży tu od czasu Rocky'ego III... Może nawet Rocky'ego II", zbieg w dół za jadącym samochodem i radość tych kilku postaci... Banan na twarzy gwarantowane. A wszystko to zakończone pięknym "Shambala" Michała Giacchino... 7/10.
3x11: "Enter 77". Odcinek zakończony wklepaniem do komputera liczby "77", co ciekawe to również ilość dni pobytu na Wyspie zagubionych z lotu 815.:)
Flashback - Sayid w cywilu pracuje jako kucharz, zostaje rozpoznany przez jedną ze swoich byłych ofiar. Najpierw zaprzecza, a na koniec przyznaje się do winy dzięki czemu zostaje mu to wybaczone. Taaak... Można to było zrobić lepiej.
Na plaży Sawyer gra ze wszystkimi w ping ponga o to, by oddali mu rzeczy które wcześniej mu zabrali. Wygrywa Hugo, bo kiedyś trenował. Jeeej... Niezbyt ciekawe.
Ale za to mamy jedną dobrą rzecz - "Po drugie - kim ty do diabła jesteś?" w stronę tej nowej. No właśnie... Ta dwójka jest bardziej z tych Innych niż Ethan lub Goodwin! :)
Trójka zagubionych w drodze po Jacka znajduje kolejną bazę Dharmy - Płomień. Znajdują w niej tajemniczego jednookiego, który najpierw podaje się za ostatniego żywego członka Dharmy i opatruje Sayida którego wcześniej postrzelił, a potem spuszcza bęcki Kate a potem sam dostaje wpieprz od Irakijczyka z jedną ręką. Hm. Locke w tym czasie grał w szachy z komputerem. Hm. Który służył do kierowaniu stacją, ale najpierw trzeba było wygrać w szachy. Hm. No i ta dziwna czarnoskóra kobieta pragnąca zginąć byle tylko... nie wiem, nie być zakładnikiem? Hm.
Ale przynajmniej dowiadujemy się, skąd wziął się koń Kate z II sezonu. I przypominamy sobie o istnieniu Nadii. 6/10.
3x12: "Par Avion". Clair okazuje się być córką Krzysia Pasterza i siostrą Jacka. To w sumie zaskakujące. A na dodatek jest winna uśpieniu swojej matki. Całkiem dobrze.
Locke kłóci się z Sayidem, co wypada całkiem naturalnie ale też sama postać Locke'a zaczyna się sypać. Świadome wysadzanie stacji, ryzykowanie życiem zakładnika... Coś tu nie gra. Ale za to mamy super scenę pokonywania tajemniczego ogrodzenia - pełen realizm, ze ścinaniem drzewa, podpieraniem go kłodami i wspinaczką Kate na jednym (pociętym) ujęciu.:) To lubię w LOST!
Na plaży Charlie znowu umiera, tym razem próbując się dobrać do ptaka. Jaki to ma związek z łapaniem ich w klatkę na plaży (bo przecież gdyby je złapano wtedy to potem Charlie by nie musiał zapieprzać po kamieniach)? Nie wiem... Ale chciano dobrze... taa... Ale dobra, wrócili do wątku ucieczki z Wyspy. Może tym razem przybędzie po nich ratunek. 6/10.
czwartek, 7 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 5-8
3x05: "The Cost of Living". Tytuł odnosi się do Eko i jego motta życiowego: "nie żałuję niczego, robiłem tylko to, co umożliwiało mi przeżycie". I trzyma się tego do końca, trzeba mu oddać słuszność. A że twórcy bawią się panią Dymek i robią z niego boga? Za pierwszym razem było fajne, ale później już się kupy nie trzymało. [spoiler: do końca nie wiadomo, czemu Dymek zabił Eko, ani czemu kazał mu przekazać Locke'owi, że oni będą następni - swoją drogą to kolejny odcinek, w którym Monster pojawia się bezszelestnie]
Oprócz tego, mamy pierwszą słabą śmierć postaci w historii serialu - tak mało nas obchodzącą, że twórcy musieli nam pomóc w rozczuleniu się i pokazali w chwili śmierci Eko jego wspomnienia z dzieciństwa, jak idzie obejmując brata. Urocze.
Pierwsze poważne wejście do akcji dwójki nowych... Mają imiona może?
Jack... pochówek po hawajsku? Litości. Plan Bena w tym, że lekarz miał chcieć go uratować? Szczyt głupoty. Wystarczyło go poprosić, dać w zamian łódź i wszyscy byliby fajni. Przyjść do ich obozu, zapytać czy mają lekarza. Zamiast czekać 60 dni i ryzykować, że guz się rozwinie i.. no wiecie... ZABIJE BENA?! Jesteśmy tymi dobrymi, cieszę się. Nie wiem, jak potem udało się z Bena zrobić taką kapitalną postać (komentarz z YouTube: "Ben Linus to jedyny człowiek, który może zabić Chucka Norrisa"). Ale na obecną chwilę widz gardzi Innymi, gardzi nową dwójką Zagubionych, gardzi śmiercią Eko i przeciętną retrospekcją w której łatwo przewidzieć, co się stanie... Cóż, ale za to mamy świetną scenę z "Zabić drozda" która niszczy mózg - dosłownie! Potwierdzi to każdy kto ją oglądając próbował się skoncentrować na obu tych liniach, i obie analizował na bieżąco w tym samym czasie... I to było fajne! Ale tylko to. Reszta zabijała w negatywnym sensie, albo była przeciętna. 3/10.
3x06: "I Do". Twórcy stabilizują poziom który do tej pory był zniżkowy. Tzn. odcinek jest słaby, ale to wciąż "LOST". To ci bohaterowie, to ta Wyspa, to spadkobierca emocji z poprzednich - lepszych - odcinków. W tym serialu nawet słaby odcinek jest lepszy od dobrego odcinka w innym serialu.;)
Zobaczmy... Przede wszystkim, to pierwszy odcinek 3 sezonu w którym mamy naraz wszystkie trzy wątki (Locke, Jack, Kate - wszyscy pojawiają się na samym początku) i nadal czuć tę synchronizację całości, co łatwe nie jest, więc trzeba im oddać. John chowa Eko, opowiada Sayidowi o "monster" i swojej teori, że Eko nie zginął bez powodu. To chyba nadzieja twórców, mam rację? Ale mamy kij z wiadomością zza grobu - idź na północ z tego miejsca w którym mnie pochowałeś. Word?
Retrospekcje Kasi - wyszła za policjanta, i go kocha, ale musi zostawić by kontynuować uciekanie. Wiecie, trzeba było się JAKOŚ odnieść do teraźniejszości i zmuszania Jamesa by uciekał razem z nią. Ale twórcy "Zagubionych" przyzwyczaili nas, że słowa "jakoś" nie ma w ich słowniku. Kiepsko i głupio.
Romans i seks w klatce - nawet dobrze. "Chciałem, byś miała nadzieję, że wciąż mamy szansę" - proste i skuteczne. Ale to co najlepsze to egzekucja Forda w deszczu. Te mokre włosy, ten wzrok, ta duma bijąca od niego nawet wtedy gdy klęczy przed frustratem z bronią... "Zamknij oczy". On mógł wtedy umrzeć. To byłoby dziwne, bo chcieli go zabić za nic, ale z Shannon przeszło, więc czemu nie? Bo to zbyt dobra postać. I wciąż szuka mordercy swojej rodziny. Dobra decyzja, a jednocześnie dobrze przekonano widza, że to faktycznie może być koniec. Plusik...
Jack nie dający wiary, że oni naprawdę ich puszczą. Taka trochę zasłona dymna, dużo krzyku by zagłuszyć racjonalizm: oni mogli przyjść i po cywilizowanemu zapytać się, czy Jack by go nie zoperował, a w zamian pomogą im w ucieczce z Wyspy. Tego się nie da naprawić. Minus, ale coś-niecoś wiarygodnego z tego wyszło. Prawie, bo na koniec Jack prosi, by Ben dał mu słowo. Ahaaa...
Ale zmyłka podczas operacji dobra. Z trzeciej strony: "MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; LOST". W ogóle to w tym odcinku przesadzono z melodramatyzmem i takimi tanimi sztuczkami. "Lost" to nie bazar ze świecidełkami, to złoto najwyższej próby, dajcie spokój...
Co trzeba odnotować to pierwsza wzmianka o Jacobie! Lista Jacoba, na której nie było Shepharda? Ciekawe... Nie, teraz nie. Tylko dla tych którzy oglądali całość. 3/10.
3x07: "Not In Portland". Odcinek na który pierwotnie czekano aż 3 miesiące (w trakcie nadawania sezonu).
Nie mówię, że to na pewno dobry odcinek. Wracamy w nim do Juliet i faktu, że za pierwszym razem gdy ją poznajemy wydaje się być nieprzemyślaną postacią. Jednak za drugim razem gdy to oglądałem... Jest już lepiej. Ale... niekoniecznie w tym odcinku. Jej wpływ na akcję był naprawdę spory i nie wszystko układa się dla mnie w spójną całość. Z jednej strony "On tego nie zrobi, zabijcie ich" z drugiej "Zabij Bena, proszę" z trzeciej "Ben obiecał mi coś, więc im pomogę". Z czwartej poznajemy ją w retrospekcji i dowiadujemy się, że zapłodniła siostrę, rozwiodła się oraz została zwerbowana na Wyspę przez Alperta (czyżbyśmy pierwszy raz poznali tę postać i jej nazwisko?) oraz Ethana (chłop umarł 40 odcinków temu i nadal go oglądamy, magia LOST :). Jest też scena śmierci w skutek autobusu na ulicy. Aż szukałem w tej scenie pewnej wiadomej postaci, ale jej nie dostrzegłem - co nie znaczy, że jej tam nie było.;-)
To w tym odcinku widzimy Pokój 23, który za pierwszym razem jakoś mi umknął - poważnie! Po obejrzeniu całościu i wgłębieniu się w ciekawostki dowiedziałem się o istnieniu tego... miejsca... Dowiadujemy się, że Alex to córka Bena, a Carl to jej chłopak - na ten związek Ben nie pozwala. Dlaczego? To później, teraz chłopak odurzony magią Pokoju 23 ucieka na rękach Sawyera i Kate.
Kate... Co oni robią z tą postacią? Znowu melodrama. Tym razem płacz jako akompaniament historii z pierwszego odcinka. Dlaczego ona płakała? Za to Ben wciąż jest świetną postacią, uleczony przez Jacka który teraz czeka na to, co z nim zrobią. Taa.. Bardziej mnie interesuje, co zastaną uciekinierzy na plaży. 5/10.
3x08: "Flashes Before Your Eyes". Historia niby w klimacie LOST, ale... właściwie nic mi się w tym odcinku nie podoba. Poważnie. Sam pomysł na to, że wybuch bunkra i to dziwne zjawisko związane z magnetyzmem wywarły wpływ na Desmonda... Okey, to jeszcze kupuję. Sprawił, że cofnął się w przeszłość znając przyszłość do momentu wybuchu bunkra. To też kupuję... Ale cała reszta? Popełnienie błędy z Penny na siłę. Zabicie postaci Charliego na siłę nawet bardziej. Tłumaczenie przeznaczeniem i wszechświatem który wszystko koryguje? GÓWNO PRAWDA! Widać jak na dłoni co twórcy mają zamiar zrobić, ale nie umieją tego zrobić na poziomie.
Podsumujmy... Wprowadzono podróże w czasie. By zabić jedną postać. Bo tak. 4/10.
Oprócz tego, mamy pierwszą słabą śmierć postaci w historii serialu - tak mało nas obchodzącą, że twórcy musieli nam pomóc w rozczuleniu się i pokazali w chwili śmierci Eko jego wspomnienia z dzieciństwa, jak idzie obejmując brata. Urocze.
Pierwsze poważne wejście do akcji dwójki nowych... Mają imiona może?
Jack... pochówek po hawajsku? Litości. Plan Bena w tym, że lekarz miał chcieć go uratować? Szczyt głupoty. Wystarczyło go poprosić, dać w zamian łódź i wszyscy byliby fajni. Przyjść do ich obozu, zapytać czy mają lekarza. Zamiast czekać 60 dni i ryzykować, że guz się rozwinie i.. no wiecie... ZABIJE BENA?! Jesteśmy tymi dobrymi, cieszę się. Nie wiem, jak potem udało się z Bena zrobić taką kapitalną postać (komentarz z YouTube: "Ben Linus to jedyny człowiek, który może zabić Chucka Norrisa"). Ale na obecną chwilę widz gardzi Innymi, gardzi nową dwójką Zagubionych, gardzi śmiercią Eko i przeciętną retrospekcją w której łatwo przewidzieć, co się stanie... Cóż, ale za to mamy świetną scenę z "Zabić drozda" która niszczy mózg - dosłownie! Potwierdzi to każdy kto ją oglądając próbował się skoncentrować na obu tych liniach, i obie analizował na bieżąco w tym samym czasie... I to było fajne! Ale tylko to. Reszta zabijała w negatywnym sensie, albo była przeciętna. 3/10.
3x06: "I Do". Twórcy stabilizują poziom który do tej pory był zniżkowy. Tzn. odcinek jest słaby, ale to wciąż "LOST". To ci bohaterowie, to ta Wyspa, to spadkobierca emocji z poprzednich - lepszych - odcinków. W tym serialu nawet słaby odcinek jest lepszy od dobrego odcinka w innym serialu.;)
Zobaczmy... Przede wszystkim, to pierwszy odcinek 3 sezonu w którym mamy naraz wszystkie trzy wątki (Locke, Jack, Kate - wszyscy pojawiają się na samym początku) i nadal czuć tę synchronizację całości, co łatwe nie jest, więc trzeba im oddać. John chowa Eko, opowiada Sayidowi o "monster" i swojej teori, że Eko nie zginął bez powodu. To chyba nadzieja twórców, mam rację? Ale mamy kij z wiadomością zza grobu - idź na północ z tego miejsca w którym mnie pochowałeś. Word?
Retrospekcje Kasi - wyszła za policjanta, i go kocha, ale musi zostawić by kontynuować uciekanie. Wiecie, trzeba było się JAKOŚ odnieść do teraźniejszości i zmuszania Jamesa by uciekał razem z nią. Ale twórcy "Zagubionych" przyzwyczaili nas, że słowa "jakoś" nie ma w ich słowniku. Kiepsko i głupio.
Romans i seks w klatce - nawet dobrze. "Chciałem, byś miała nadzieję, że wciąż mamy szansę" - proste i skuteczne. Ale to co najlepsze to egzekucja Forda w deszczu. Te mokre włosy, ten wzrok, ta duma bijąca od niego nawet wtedy gdy klęczy przed frustratem z bronią... "Zamknij oczy". On mógł wtedy umrzeć. To byłoby dziwne, bo chcieli go zabić za nic, ale z Shannon przeszło, więc czemu nie? Bo to zbyt dobra postać. I wciąż szuka mordercy swojej rodziny. Dobra decyzja, a jednocześnie dobrze przekonano widza, że to faktycznie może być koniec. Plusik...
Jack nie dający wiary, że oni naprawdę ich puszczą. Taka trochę zasłona dymna, dużo krzyku by zagłuszyć racjonalizm: oni mogli przyjść i po cywilizowanemu zapytać się, czy Jack by go nie zoperował, a w zamian pomogą im w ucieczce z Wyspy. Tego się nie da naprawić. Minus, ale coś-niecoś wiarygodnego z tego wyszło. Prawie, bo na koniec Jack prosi, by Ben dał mu słowo. Ahaaa...
Ale zmyłka podczas operacji dobra. Z trzeciej strony: "MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; MOŻESZ!; NIE MOGĘ!; LOST". W ogóle to w tym odcinku przesadzono z melodramatyzmem i takimi tanimi sztuczkami. "Lost" to nie bazar ze świecidełkami, to złoto najwyższej próby, dajcie spokój...
Co trzeba odnotować to pierwsza wzmianka o Jacobie! Lista Jacoba, na której nie było Shepharda? Ciekawe... Nie, teraz nie. Tylko dla tych którzy oglądali całość. 3/10.
3x07: "Not In Portland". Odcinek na który pierwotnie czekano aż 3 miesiące (w trakcie nadawania sezonu).
Nie mówię, że to na pewno dobry odcinek. Wracamy w nim do Juliet i faktu, że za pierwszym razem gdy ją poznajemy wydaje się być nieprzemyślaną postacią. Jednak za drugim razem gdy to oglądałem... Jest już lepiej. Ale... niekoniecznie w tym odcinku. Jej wpływ na akcję był naprawdę spory i nie wszystko układa się dla mnie w spójną całość. Z jednej strony "On tego nie zrobi, zabijcie ich" z drugiej "Zabij Bena, proszę" z trzeciej "Ben obiecał mi coś, więc im pomogę". Z czwartej poznajemy ją w retrospekcji i dowiadujemy się, że zapłodniła siostrę, rozwiodła się oraz została zwerbowana na Wyspę przez Alperta (czyżbyśmy pierwszy raz poznali tę postać i jej nazwisko?) oraz Ethana (chłop umarł 40 odcinków temu i nadal go oglądamy, magia LOST :). Jest też scena śmierci w skutek autobusu na ulicy. Aż szukałem w tej scenie pewnej wiadomej postaci, ale jej nie dostrzegłem - co nie znaczy, że jej tam nie było.;-)
To w tym odcinku widzimy Pokój 23, który za pierwszym razem jakoś mi umknął - poważnie! Po obejrzeniu całościu i wgłębieniu się w ciekawostki dowiedziałem się o istnieniu tego... miejsca... Dowiadujemy się, że Alex to córka Bena, a Carl to jej chłopak - na ten związek Ben nie pozwala. Dlaczego? To później, teraz chłopak odurzony magią Pokoju 23 ucieka na rękach Sawyera i Kate.
Kate... Co oni robią z tą postacią? Znowu melodrama. Tym razem płacz jako akompaniament historii z pierwszego odcinka. Dlaczego ona płakała? Za to Ben wciąż jest świetną postacią, uleczony przez Jacka który teraz czeka na to, co z nim zrobią. Taa.. Bardziej mnie interesuje, co zastaną uciekinierzy na plaży. 5/10.
3x08: "Flashes Before Your Eyes". Historia niby w klimacie LOST, ale... właściwie nic mi się w tym odcinku nie podoba. Poważnie. Sam pomysł na to, że wybuch bunkra i to dziwne zjawisko związane z magnetyzmem wywarły wpływ na Desmonda... Okey, to jeszcze kupuję. Sprawił, że cofnął się w przeszłość znając przyszłość do momentu wybuchu bunkra. To też kupuję... Ale cała reszta? Popełnienie błędy z Penny na siłę. Zabicie postaci Charliego na siłę nawet bardziej. Tłumaczenie przeznaczeniem i wszechświatem który wszystko koryguje? GÓWNO PRAWDA! Widać jak na dłoni co twórcy mają zamiar zrobić, ale nie umieją tego zrobić na poziomie.
Podsumujmy... Wprowadzono podróże w czasie. By zabić jedną postać. Bo tak. 4/10.
środa, 6 czerwca 2012
Lost, sezon 3 | Odcinki 1-4
3x01: "A Tale of Two Cities". Zaskakująco dobry odcinek! Za pierwszym razem jak go oglądałem, minuty po zakończeniu poprzedniego sezonu, moja reakcja była krótka: dno. 1/10 i zdegustowany poszedłem lulu (w końcu była ta 2 czy 4 w nocy).
Teraz po powtórce odcinek jawi mi się jako... dobry! Nie jest wybitny, ale bez bólu go oglądałem, i jest to nadal "LOST", a nie jakaś słabizna!
Na początek, trochę żałuję openingu. Jest rewelacyjny, ale... wyobraźcie sobie, że nie byłoby go, przeniesiono by go na inny odcinek - co wtedy? Myślelibyśmy, że Jacka, Sawyera i Kate przeniesiono z Wyspy! Znajdują się gdzie indziej, a potem bylibyśmy w szoku, że jednak są na Wyspie. Wyobraźcie sobie tylko.:) Oczywiście, wiązałoby się to jeszcze z innymi zmianami, bo Ford i Kate są na powierzchni, ale... już teraz widać dzięki Juliet, że sceny z nimi i sceny z Jackiem dzieją się w innym czasie. To by pobudziło wyobraźnię, współgrało z dywagacjami Jacka gdzie jest. Na końcu pyta, czy jest w jednej ze stacji Dharma, i słyszy potwierdzenie, więc dywagacje ustają, nawet jakbyśmy bardzo chcieli.
Sam opening jest rewelacyjny, ale też dzięki temu, że spoglądam na niego z szerszej perspektywy (powróci on w serialu 3 razy, za każdym razem dopowiadając kolejne sekundy które zmieniają jego wydźwięk!). Poza tym jest cudowne ukrycie Ethana, przez większość czasu myślimy, że to wszystko ma miejsce gdzieś indziej, kolejna retrospekcja ale nowej postaci - Juliet. Ale nie, to Wyspa! A na koniec przychodzi Henry Gale... I nadal nie wiemy, jak ma na imię (dowiadujemy się dopiero na koniec odcinka, ale tylko imię). Plus to szerokie ujęcie na koniec... Ideał. Może nie aż tak genialny jak opening sezonu 2, ale jednak rewelacja.
Sama Juliet - za pierwszym razem byłem przekonany, że gra tak, jakby nie wiedziała, kogo ma grać. I byłem w tym punkcie święcie przekonany, że mam rację, i to przez większą część sezonu. Ale teraz widzę, że to już wtedy była zaplanowana postać którą widz dopiero pozna. Jak gra z Jackiem przez tą szybę, jak go oswaja, uspokaja... Manipuluje. I do końca nie wiemy, czy to osoba dobra czy zła, jaki jest cel porwania trójki Zagubionych...
Plus miniwystęp Emersona w openingu, w spotkaniu z Kate ("Chcę ci dać wspomnienie, bo następne 2 tygodnie będą dla ciebie ciężkie") i przy próbie ucieczki Jacka ("Zabiję ją!; ..Okey"). Świetny! Plus minirelacja Sawyera z Kate (podzielenie się z nią krakersem) oraz zagadka dla niedźwiedzi. Wprowadzenie widza w wątek Alex i Karla, realistyczne zachowanie Jacka w zamknięciu... Naprawdę dużo oferuje ten odcinek, aż muszę zacząć się streszczać.
Kwestia pierwszego ujęcia zaraz po openingu - nie mogę tu o nim pisać niestety, ale to kolejna świetna rzecz, której widz się nie spodziewa. Wraz z finałem sezonu zrozumiecie, czym było to ujęcie. Ale widać dzięki temu, i to nie tylko dzięki temu jednemu ujęciu, że twórcy naprawdę przygotowali sobie grunt pod ten sezon: te klatki, ściągnięcie Jacka do dołu, to miasteczko, postać Juliet... I to budowanie tajemnicy: skąd Others wiedzą o nich tyle? Po co im oni?
3x02: "The Glass Ballerina". Stłuczona szklana balerina staje się początkiem długiej serii kłamstw, które powiedziała w życiu Sun, wiedząc że konsekwencje i tak kogoś dotkną. W retrospekcji poznajemy jej związek z nauczycielem angielskiego z którym w końcu miała romans i miała uciec do Ameryki. Niestety (?), dowiedział się o tym jej ojciec, więc zlecił zabójstwo Jinowi, nie mówiąc mu niczego.
Ogólnie wątek wyraźnie dociśnięty do całej historii (widać jak na dłoni, że twórcy pisząc pierwszą retrospekcję tej pary nie planowali takiej sytuacji), ale jednocześnie nawet w niej pasuje. Ponad to, kontrastuje do wydarzeń współczesnych, więc jest elo.
Dzisiaj Sun z Jinem i Sayidem czekają, aż Jack do nich przyjdzie (kontynuowanie wątku z sezonu 2). Nie przychodzi, więc planują rozbić ognisko gdzie indziej. Znajdują pomost, z którego zabrani zostali James, Jack i Kate w finale sezonu drugiego, a na nim mnóstwo śladów świadczących, że Jack już do nich nie wróci. Sayid planuje zastawić pułapkę, by zwabić w nią Innych.
Narracyjnie jest więc całkiem dobrze, wykorzystano możliwość tego, że nie wszyscy rozumieją angielski.;-) Historię tę i tak trzeba było opowiedzieć, bo taki był naturalny porządek zdarzeń. Zachowano wiarygodność historii.
James i Kate... Z jednej strony heroiczna postawa tego pierwszego, by w chwili potrzeby pocałować ją, a potem w pojedynkę rozwalić wszystkich - to było naprawdę coś. Ale z drugiej strony, pojawienie się pozerów których imię Wpieprzę-Ci-Bo-Mogę nie działa pozytywnie dla tej historii. Twórcy ewidentnie nie wiedzieli, co zrobić z tą dwójką, więc kazali im kopać kamienie (potem się wykręcą niby przygotowaniem pod lotnisko, ale jakoś tego nie kupuję)
Ale po wszystkim przypada scena rozmów w klatce:
- Smakujesz jak truskawki!
- A ty... jak rybne krakersy...
I te uśmiechy.:) Urocze, doprawdy. Przy okazji, w finale zdajemy sobie sprawę, że 1 i 2 odcinek dzieją się najwyraźniej w tym samym czasie. Wracamy do Jacka, któremu Ben Linus (tak, w końcu poznajemy jego nazwisko!) oferuje pewne zadanie, w zamian za które... wróci do domu (pojawia się bardzo ważne dla tego sezonu zdanie: "That's home, Jack, right there, on the other side of that glass"). Ogólnie to jeszcze kilka rzeczy niby tu się dzieje, jak kontynuacja wątku Karla i Alex. 6/10, za końcówkę z Jackiem.
3x03: "Further Instructions". Drugi odcinek, któremu pierwotnie dałem 1/10. Locke łyka jakąś maść, siada w tipi i ma odjazd - to było po prostu głupie. I w zasadzie nadal takie jest, ale z drugiej strony... Locke na powrót wierzy w Wyspę, zamilkł i chce ją przebłagać, więc przypomina sobie jak kiedyś - gdy dziewczyna go rzuciła - pracował na farmie, i tam była taka świątynia dumania... I chciał spróbować. Seems legit. Ale flashback i tak nic nie wnosi.
Generalnie - ja bym ten odcinek wsadził jako pierwszy w tym sezonie. Bezpośrednia kontynuacja wątku wybuchu, podtrzymanie tajemnicy gdzie są Jack i reszta... Plus pierwsze ujęcie, będące kopią pierwszego ujęcia w serialu, tylko że z Lockiem.
W tym odcinku twórcy zaczynają iść w kolejne dziwne tereny, tym razem dają znać, że Desmond po wybuchu bunkra zyskał... jasnowidztwo? Ciężko to kupić. A wątek naprawiania relacji Locke'a z Charliem można było wykonać dużo lepiej. Zamiast tego, mamy początek Locke'a w roli przywódcy rozbitków z 815. [spoiler - czemu teraz dymek pojawia się bez hałasu, a później nie?] 5/10.
3x04: "Every Man for Himself". Niby dzieje się dużo, ale jednak czuć, że to chamskie ciągnięcie. Kobieta zastrzelona przez Sun jeszcze żyje, ale tylko tak długo by Jack mógł stwierdzić czas zgonu. W retrospekcji widzimy, że James był w więzieniu i pracował dla dyrektora, ale... ktoś jeszcze pamięta, że ten chłop szuka mordercy swojej rodziny? I nie obchodzi mnie, że wyszło całkiem naturalnie (była dziewczyna złożyła donos na niego).
Konflikt z Kate podbudowany słabymi dialogami (nie oszukujmy się, Sawyer mógł załatwić sprawę tak, by Kate nie dostała okresu, wszyscy to wiemy) trący tandetą, to samo numer z rozrusznikiem (choć uczciwie - można się było na to nabrać). Można go było wykorzystać bardziej, niczym guzik z drugiego sezonu - ale włożono go i wyjęto jeszcze w tym samym odcinku, nikt o nim nie będzie pamiętać za tydzień.
Do tego skończona głupota w postaci drugiej wyspy. Ben "Spędziłem na tej Wyspie całe życie" Linus widać się nie skapnął o tym. Ludzie, byłoby ją widać z drugiej Wyspy! Nawet niespecjalnie szukając! Oni siedzieli na plaży i gapili się co wieczór przez 60 dni w morze! Jakby coś tam było, to by zauważyli! Tego tam nie mogło być!
Na plus smaczki w postaci "Myszy i ludzi" czytanych w więzieniu, fryzury Forda, ciekawej pułapki którą chciał zastawić... I tyle. O, i plecy Kate.:D (no dobra, drugie wejście pary z 3 sezonu, zbliżenie się do Juliet, miłość między Kate i Sawyerem wykrzyczana w deszczu, ucieczka Kate z klatki na jednym ładnym ujęciu, oraz dowiadujemy się o dziecku Sawyera) 4/10.
Teraz po powtórce odcinek jawi mi się jako... dobry! Nie jest wybitny, ale bez bólu go oglądałem, i jest to nadal "LOST", a nie jakaś słabizna!
Na początek, trochę żałuję openingu. Jest rewelacyjny, ale... wyobraźcie sobie, że nie byłoby go, przeniesiono by go na inny odcinek - co wtedy? Myślelibyśmy, że Jacka, Sawyera i Kate przeniesiono z Wyspy! Znajdują się gdzie indziej, a potem bylibyśmy w szoku, że jednak są na Wyspie. Wyobraźcie sobie tylko.:) Oczywiście, wiązałoby się to jeszcze z innymi zmianami, bo Ford i Kate są na powierzchni, ale... już teraz widać dzięki Juliet, że sceny z nimi i sceny z Jackiem dzieją się w innym czasie. To by pobudziło wyobraźnię, współgrało z dywagacjami Jacka gdzie jest. Na końcu pyta, czy jest w jednej ze stacji Dharma, i słyszy potwierdzenie, więc dywagacje ustają, nawet jakbyśmy bardzo chcieli.
Sam opening jest rewelacyjny, ale też dzięki temu, że spoglądam na niego z szerszej perspektywy (powróci on w serialu 3 razy, za każdym razem dopowiadając kolejne sekundy które zmieniają jego wydźwięk!). Poza tym jest cudowne ukrycie Ethana, przez większość czasu myślimy, że to wszystko ma miejsce gdzieś indziej, kolejna retrospekcja ale nowej postaci - Juliet. Ale nie, to Wyspa! A na koniec przychodzi Henry Gale... I nadal nie wiemy, jak ma na imię (dowiadujemy się dopiero na koniec odcinka, ale tylko imię). Plus to szerokie ujęcie na koniec... Ideał. Może nie aż tak genialny jak opening sezonu 2, ale jednak rewelacja.
Sama Juliet - za pierwszym razem byłem przekonany, że gra tak, jakby nie wiedziała, kogo ma grać. I byłem w tym punkcie święcie przekonany, że mam rację, i to przez większą część sezonu. Ale teraz widzę, że to już wtedy była zaplanowana postać którą widz dopiero pozna. Jak gra z Jackiem przez tą szybę, jak go oswaja, uspokaja... Manipuluje. I do końca nie wiemy, czy to osoba dobra czy zła, jaki jest cel porwania trójki Zagubionych...
Plus miniwystęp Emersona w openingu, w spotkaniu z Kate ("Chcę ci dać wspomnienie, bo następne 2 tygodnie będą dla ciebie ciężkie") i przy próbie ucieczki Jacka ("Zabiję ją!; ..Okey"). Świetny! Plus minirelacja Sawyera z Kate (podzielenie się z nią krakersem) oraz zagadka dla niedźwiedzi. Wprowadzenie widza w wątek Alex i Karla, realistyczne zachowanie Jacka w zamknięciu... Naprawdę dużo oferuje ten odcinek, aż muszę zacząć się streszczać.
Kwestia pierwszego ujęcia zaraz po openingu - nie mogę tu o nim pisać niestety, ale to kolejna świetna rzecz, której widz się nie spodziewa. Wraz z finałem sezonu zrozumiecie, czym było to ujęcie. Ale widać dzięki temu, i to nie tylko dzięki temu jednemu ujęciu, że twórcy naprawdę przygotowali sobie grunt pod ten sezon: te klatki, ściągnięcie Jacka do dołu, to miasteczko, postać Juliet... I to budowanie tajemnicy: skąd Others wiedzą o nich tyle? Po co im oni?
3x02: "The Glass Ballerina". Stłuczona szklana balerina staje się początkiem długiej serii kłamstw, które powiedziała w życiu Sun, wiedząc że konsekwencje i tak kogoś dotkną. W retrospekcji poznajemy jej związek z nauczycielem angielskiego z którym w końcu miała romans i miała uciec do Ameryki. Niestety (?), dowiedział się o tym jej ojciec, więc zlecił zabójstwo Jinowi, nie mówiąc mu niczego.
Ogólnie wątek wyraźnie dociśnięty do całej historii (widać jak na dłoni, że twórcy pisząc pierwszą retrospekcję tej pary nie planowali takiej sytuacji), ale jednocześnie nawet w niej pasuje. Ponad to, kontrastuje do wydarzeń współczesnych, więc jest elo.
Dzisiaj Sun z Jinem i Sayidem czekają, aż Jack do nich przyjdzie (kontynuowanie wątku z sezonu 2). Nie przychodzi, więc planują rozbić ognisko gdzie indziej. Znajdują pomost, z którego zabrani zostali James, Jack i Kate w finale sezonu drugiego, a na nim mnóstwo śladów świadczących, że Jack już do nich nie wróci. Sayid planuje zastawić pułapkę, by zwabić w nią Innych.
Narracyjnie jest więc całkiem dobrze, wykorzystano możliwość tego, że nie wszyscy rozumieją angielski.;-) Historię tę i tak trzeba było opowiedzieć, bo taki był naturalny porządek zdarzeń. Zachowano wiarygodność historii.
James i Kate... Z jednej strony heroiczna postawa tego pierwszego, by w chwili potrzeby pocałować ją, a potem w pojedynkę rozwalić wszystkich - to było naprawdę coś. Ale z drugiej strony, pojawienie się pozerów których imię Wpieprzę-Ci-Bo-Mogę nie działa pozytywnie dla tej historii. Twórcy ewidentnie nie wiedzieli, co zrobić z tą dwójką, więc kazali im kopać kamienie (potem się wykręcą niby przygotowaniem pod lotnisko, ale jakoś tego nie kupuję)
Ale po wszystkim przypada scena rozmów w klatce:
- Smakujesz jak truskawki!
- A ty... jak rybne krakersy...
I te uśmiechy.:) Urocze, doprawdy. Przy okazji, w finale zdajemy sobie sprawę, że 1 i 2 odcinek dzieją się najwyraźniej w tym samym czasie. Wracamy do Jacka, któremu Ben Linus (tak, w końcu poznajemy jego nazwisko!) oferuje pewne zadanie, w zamian za które... wróci do domu (pojawia się bardzo ważne dla tego sezonu zdanie: "That's home, Jack, right there, on the other side of that glass"). Ogólnie to jeszcze kilka rzeczy niby tu się dzieje, jak kontynuacja wątku Karla i Alex. 6/10, za końcówkę z Jackiem.
3x03: "Further Instructions". Drugi odcinek, któremu pierwotnie dałem 1/10. Locke łyka jakąś maść, siada w tipi i ma odjazd - to było po prostu głupie. I w zasadzie nadal takie jest, ale z drugiej strony... Locke na powrót wierzy w Wyspę, zamilkł i chce ją przebłagać, więc przypomina sobie jak kiedyś - gdy dziewczyna go rzuciła - pracował na farmie, i tam była taka świątynia dumania... I chciał spróbować. Seems legit. Ale flashback i tak nic nie wnosi.
Generalnie - ja bym ten odcinek wsadził jako pierwszy w tym sezonie. Bezpośrednia kontynuacja wątku wybuchu, podtrzymanie tajemnicy gdzie są Jack i reszta... Plus pierwsze ujęcie, będące kopią pierwszego ujęcia w serialu, tylko że z Lockiem.
W tym odcinku twórcy zaczynają iść w kolejne dziwne tereny, tym razem dają znać, że Desmond po wybuchu bunkra zyskał... jasnowidztwo? Ciężko to kupić. A wątek naprawiania relacji Locke'a z Charliem można było wykonać dużo lepiej. Zamiast tego, mamy początek Locke'a w roli przywódcy rozbitków z 815. [spoiler - czemu teraz dymek pojawia się bez hałasu, a później nie?] 5/10.
3x04: "Every Man for Himself". Niby dzieje się dużo, ale jednak czuć, że to chamskie ciągnięcie. Kobieta zastrzelona przez Sun jeszcze żyje, ale tylko tak długo by Jack mógł stwierdzić czas zgonu. W retrospekcji widzimy, że James był w więzieniu i pracował dla dyrektora, ale... ktoś jeszcze pamięta, że ten chłop szuka mordercy swojej rodziny? I nie obchodzi mnie, że wyszło całkiem naturalnie (była dziewczyna złożyła donos na niego).
Konflikt z Kate podbudowany słabymi dialogami (nie oszukujmy się, Sawyer mógł załatwić sprawę tak, by Kate nie dostała okresu, wszyscy to wiemy) trący tandetą, to samo numer z rozrusznikiem (choć uczciwie - można się było na to nabrać). Można go było wykorzystać bardziej, niczym guzik z drugiego sezonu - ale włożono go i wyjęto jeszcze w tym samym odcinku, nikt o nim nie będzie pamiętać za tydzień.
Do tego skończona głupota w postaci drugiej wyspy. Ben "Spędziłem na tej Wyspie całe życie" Linus widać się nie skapnął o tym. Ludzie, byłoby ją widać z drugiej Wyspy! Nawet niespecjalnie szukając! Oni siedzieli na plaży i gapili się co wieczór przez 60 dni w morze! Jakby coś tam było, to by zauważyli! Tego tam nie mogło być!
Na plus smaczki w postaci "Myszy i ludzi" czytanych w więzieniu, fryzury Forda, ciekawej pułapki którą chciał zastawić... I tyle. O, i plecy Kate.:D (no dobra, drugie wejście pary z 3 sezonu, zbliżenie się do Juliet, miłość między Kate i Sawyerem wykrzyczana w deszczu, ucieczka Kate z klatki na jednym ładnym ujęciu, oraz dowiadujemy się o dziecku Sawyera) 4/10.
Subskrybuj:
Posty (Atom)