środa, 2 lipca 2014

The Raid 2

Gangster Film & Martial Arts, 2014


Komandos Rama wraca, tym razem by infiltrować gang i robić za ochroniarza syna szefa mafii, Ucoka, który z kolei zajmuje się ściąganiem wyrazów wdzięczności - czyli haraczu. Pojawiają się tutaj jeszcze motyw relacji ojca-syna na poziomie osobistym jak i zawodowym (starszy planuje, jak tu zrobić z młodego następcę na stołku przywódcy). Jest również wątek rywalizacji między gangami, spisek by poróżnić je, kilku dodatkowych zabójców, którzy są równie fajni jak duet Chris Partlow i Snoop, oraz rodzina Ramy o którą ten się będzie martwić.

Względem pierwszej części jest to obraz wyraźnie lepszy - ambitniejszy, ciekawszy, zróżnicowany i rozbudowany. Jest tutaj parę intrygujących postaci, choćby syn szefa, Ucok. W scenie, gdy zaczął się znęcać nad prostytutkami to zapomniałem, że oglądam film. Musiałem sobie przypomnieć, że to jedynie fikcja. Przypominał mi w pewnym stopniu największego psychola w historii, czyli Catargię z "Babylon 5" - z tym, że Ucok to nie psychol, bardziej postać dramatyczna. W owej scenie nie było jakiegoś bicia, krwi, łamania kości - a jednak było to brutalne, i samo patrzenie potrafiło wywołać ból. Ten w ogóle znaczy cały film w sporym stopniu. Rama jako policjant pod przykrywką boi się o rodzinę, boi się, że go odkryją. Boli go, gdy by ochraniać mafię musiał bić się z innymi policjantami. W pewnym momencie zaczyna cierpieć z powodu zadawaniu bólu.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

(książka) Pan Lodowego Ogrodu - tom I

Sci-Fi, 2005
450 stron


Połączenie atmosfery "Malowanego człowieka" z motywami z cyklu "Schronienie". Dwie historie, rozgrywające się zapewne na tej samej planecie. Raz czytelnik poznaje pustynny klimat, towarzysząc młodemu następcy tronu, wychowującym się w surowych warunkach. Nie wolno mu korzystać z bogactw, nie je przysmaków, ciężko trenuje i znosi wiele, by w momencie, gdy osiągnie dorosłość i będzie królem, mógł się pilnować. Bo tylko on jeden będzie mieć wtedy taką władzę. Tylko kogoś takiego król chce uczynić swoim następcą. Druga historia to przygoda Ziemianina wysłanego na ową planetę (ale zapewne na jakąś jej inną stronę, bo klimat pustynny ustępuje tu skandynawskiemu), by odnaleźć tam ludzi wysłanych wcześniej. Grupa czworga naukowców zaginęła na planecie, gdzie co prawda jest życie i rozwija się całkiem nieźle w stylu Ziemskim, ale osiągnęło obecnie poziom średniowiecza a mieszkańcy nie są do końca tacy sami jak Ziemianie. Dlatego bohater, z przeróżnymi wszczepami poprawiającymi percepcję, zmodyfikowany by nie mógł na przykład czuć strachu, będzie tam odmieńcem. Ale sukcesywnym. Ma jedynie odnaleźć - nie miesza się w lokalne konflikty, nie pomaga, ale też jemu nie ma kto pomóc. Z cywilizacji ludzkiej zostaje wysłany w dzicz, gdzie zdany wyłącznie na siebie musi żyć pod gołym niebem, w miastach z trudem idzie znaleźć tawernę, a mięsa są żylaste i nieprzygotowane należycie. I wszystko to, jeśli będzie mieć szczęście. Z tego wątku wyłoniłem poniższy cytat. Większość wewnętrznych myśli bohatera przywodzi na myśl "Fight Club".

- Ten, co wędrował, ma suche gardło - recytuje Grisma. - Przepij do mnie, gościu.
Podaje mi róg wypełniony czymś mętnawym, pachnącym drożdżami i sfermentowanym ziarnem. Warzone domowe piwo. Patrzą z najwyższą uwagą, czy się napiję. Mężczyzna, który siedzi najbliżej, zaciska dłonie w pięści, kolejny zagryza wargi. O co chodzi? Mam wypić czy nie? Pomyślmy - człowiek wypije, oczywiście. Demony są u nich niepijące? (...)
Wstaję i unoszę róg do ust. Patrzą tak uważnie, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Wtedy dopiero rozumiem.
Dodali czegoś do tego piwa. Czegoś, czego demony się boją, w rodzaju wody święconej, i to jest wersja optymistyczna. Ewentualnie czegoś trującego, czego człowiek by nie zauważył, i wtedy jest gorzej. Cholerna logika sądu Bożego. Zdam test, kiedy padnę trupem - coś jak próba wody. Baba tonie - była niewinna. Baba pływa - wiedźma. Jeśli zacznę kaprysić, to znaczy, że jestem demonem. Zakładam, że jednak nie usiłują mnie od razu otruć, i piję. Nie znają tu raczej jakichś piorunujących toksyn, więc jeżeli coś będzie nie tak, momentalnie wszystko wyrzygam.
Piję duszkiem aż do zapapranego resztkami zboża i drożdży dna. Piwo jest gęstawe, ohydne. Zawiera tyle zanieczyszczeń, że trudno się zorientować, co ma być tą tajemniczą domieszką. Ślady jakichś nieprzyjemnych, roślinnych garbników to chyba błędy produkcyjne. Jakichś niechluj nie powybierał chwastów ze zboża. Nie czuję na szczęście metylu, natomiast jest coś dziwnego, czego nie mogę rozpoznać. Metaliczny, miedziany posmak.
Rudzielec z brzegu stołu jest blady jak ściana, na ustach ma ledwo zamaskowany wyraz skrajnego obrzydzenia. Napluli mi w to piwo czy jak?
Piję.
Szczupła, bogato ubrana kobieta, siedząca obok króla, jest czerwona na twarzy jak piwonia i patrzy po ścianach.
Któryś z niedoszłych zabójców, ukrytych za filarami, wybiega na dziedziniec i słyszę, że rzyga tam prosto na majdan. Co z wami jest?
To są jakieś grupy hemowe - krew. Nakapali mi tam krwi. Śladowo, ale wyczuwalne. Człowiek by nie wyczuł, więc spokojnie wypijam. Zostaje mi jakiś wyraźny ślad. Obcy i nieprzyjemny Jakieś kwasy octowe, mlekowe. Okropne.
To miesięczna krew. Paskudny dowcip.

niedziela, 22 czerwca 2014

Jak wytresować smoka 2

Computer Animated & Family, 2014


"Ej, Garret, a ty nie pisaleś kiedyś, że mieszkasz gdzieś na wsi?..." - owszem, pisałem. Ale usłyszałem mnóstwo pozytywnych recenzji i opinii o drugiej części filmu, który bardzo polubiłem swego czasu, więc postanowiłem się przejechać do Olsztyna i zobaczyć premierę. Okazało się to względnie niedrogie, i całkiem wygodne, do tego przejazd nie trwa aż tak długo, więc kiedyś to powtórzę. Jak nowy film Zacha Braffa będzie w Polsce. Albo... ee... "Avengers 2" za rok. Hm.

Dobra! "Jak wytresować smoka 2" - bardzo pasuje taki tytuł. Bo smok już został wytrenowany w pierwszej części. Ale kontynuacja powstała, nie dodając ani jednej istotnej rzeczy do tej historii, za to całkiem sporo ujmując temu uniwersum. Wystarczyło dodać cyfrę na końcu tytułu, i każdy kolejny zwrot akcji wymyślać na poczekaniu, pozbawiając tytuł jakiejkolwiek płynności. A to dopiero początek. Opowieść zaczyna się 5 lat po wydarzeniach, które zmieniły życie w osadzie Wikingów. Teraz każdy ma swojego smoka, a nasz bohater imieniem Czkawka podróżuje na Szczerbatku do nieznanych krain, by poznać wcześniej nieodkryty świat... I to nie jest główny motyw filmu. Za horyzontem, gdzie szkicował mapę, znajduje go dziewczyna z pierwszej części, Astrid. Ona nie jest głównym motywem filmu. Dzięki niej bohater może wygłosić ekspozycję, jak to ojciec chce by młody został królem - co za szok. I młody nie czuje, że się do tego nadaje - co za szok. I to też nie jest główny motyw filmu. Nagle dostrzegają dym! Lecą za siedem gór  by zobaczyć zniszczoną wioskę, a w niej nowych ludzi! I to nie jest główny motyw filmu. Ci ludzie okazują się zdobywać smoki dla Drago, oraz walczą z łowcami smoków. I to nie jest główny motyw filmu. Okazuje się, że Drago chce skombinować w jakiś sposób armię smoków, i najwidoczniej chce ruszyć na wojnę z bliżej nieokreśloną resztą świata, ponieważ nienawidzi smoków... Nasz bohater jest mądry i zamiast wojować chce przemówić tajemniczemu Drago do rozumu! W jakiś sposób. I to jest właśnie główny motyw filmu. W drodze do niego, lecąc między chmurami, Czkawka przez całkowity przypadek spotyka własną matkę, której nie widział od 20 lat, bo myślał, że ta nie żyje... Lepiej już się zamknę. Nawet nie wiem, ile zdradziłem. Z 10 minut co najmniej.

piątek, 20 czerwca 2014

(felieton) otoczka piłki nożnej jest do bani


Często mam wrażenie, że piłkarze nie są ludźmi. Zresztą, nawet szczury umieją opanować stosunek przyczyny i skutku. Sędzia odgwizduje coś, a piłkarze się wykłócają, dostają kartki, nagany, nie grają w następnym meczu... Może mają to w kontraktach, żeby w ten sposób zwiększyć widowiskowość? Nie zdziwiłbym się, gdyby to była prawda. Do tego czasu będę zakładać, że wycieli im mózg, co jest idiotyczne zważywszy na to, co robią z piłką, ale to jedyny logiczny wniosek.

Sędziowie też zawstydzają resztę świata swoją głupotą. Zasady są jakie są, i oni decydują się pracować na stanowisku, którego nie da się tak naprawdę dobrze wykonać. Cały ten zawód jest przestarzały, sam koncept biegania tam razem z zawodnikami to przeżytek. Ale najwidoczniej są zbyt słabi by pracować gdzie indziej to mają coś takiego. To tak, jakby ktoś zatrudniał was na 7 godzin dziennie, dając wam codziennie roboty na 10 godzin bez przerw. I oni przyjmują na siebie odpowiedzialność za takie coś. Z ich pozycji bardzo często nie da się stwierdzić, czy było przewinienie czy nie. Trzeba ich... zresztą, wszyscy wiedzą, co trzeba zrobić. Ale tak się nie stanie.

Będą tylko kuriozalne ulepszenia, z pianką wyznaczającą linię muru oraz cyfrowe czary mary pokazujące, czy piłka wpadła do środka czy nie. Bo kupienie zwykłej kamery nie wystarczy. Za 4 lata zapewne postawią ścianę promieni dezintegrujących, by widownia nie oberwała piłką. Jak któremuś zawodnikowi się wypadnie poza boisko to będzie niedobrze, ale... mówili mu, żeby tego nie robił! Jego wina!
W 2010 roku zobaczyłem, że piłka wpadła do bramki po czym bramkarz ją wyjął i wykopał i... nie było gola, no. Wtedy stwierdziłem, że na miejscu trenera bym zgarnął ludzi i opuścił boisko. Sędzia dał dupy, organizatorzy dali dupy, członek drużyny przeciwnej dał dupy i oszukał... Gdzie tu wartości sportowe? Nie ma. Piłkarze aktorzą, hańbiąc wszystko po kolei od siebie po cały sport, i nikt ich z tego stanowiska nie wyrzuca. Po co więc grać w takiej sytuacji? I o co? Od tego czasu nic się nie zmieniło, jest gorzej, a mundial i piłka nożna najwyraźniej cieszy się dokładnie takim samym szacunkiem co wcześniej. Wysokim. Widzowie to też debile.