czwartek, 8 maja 2014

Free to Play (6/10)

Documentary, 2014


Tytuł odnosi się do gatunku gier komputerowych, które są zasadniczo darmowe, tzn. można je pobrać i grać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Tyle w teorii, co musicie wiedzieć, choć cały temat gier "F2P" jest rozleglejszy i nieco bardziej skomplikowany niż to opisałem. W 2011 roku miało miejsce wydarzenie - turniej międzynarodowy w Dotę, którego pula nagród wynosiła 1,6 miliona dolarów. Z czego okrągły milion dla zwycięskiej drużyny. Organizatorzy przygotowali dokument z tej okazji, pochodzili za zawodnikami, nakręcili wywiady z nimi, dowiedzieli się o ich życiu. Zarejestrowali też sam turniej. I tu zaczynają się schody.

Bo gdy usłyszałem, że Valve robi dokument o grach zatytułowany "Free to Play" miałem prawo oczekiwać wszystkiego. Przygotowałem się, że usłyszę wiele o samej grze, o przyczynie jej popularności, o niesamowitych możliwościach jakie daje, o historii e-sportu, może samo Valve się wypowie, czemu tak bardzo inwestuje w to wszystko. Do tego dostanę pełny przebieg turnieju, usłyszę o tym, co trzeba, by być profesjonalnym graczem.

poniedziałek, 5 maja 2014

(książka) Placówka Basilisk

Militarystyczne hard sci/fi, 1992
David Webber
450 stron
Cykl "Honor Harrington", tom I


Najsłynniejsza seria autora uwielbianego przeze mnie "Schronienia". "Honor Harrington" to, co zaskakujące, imię i nazwisko głównej bohaterki, która właśnie została kapitanem. Akcja rozgrywa się w swoim własnym uniwersum, gdzie jest przyszłość Federacje Planetarne, statki kosmiczne i tunele nadprzestrzeni oraz cywilizacje. Generalnie wszystko to jest ponoć przeniesieniem powieści żeglarskiej sprzed kilkuset lat w warunki futurystyczne, w co mogę dać wiarę.

Honor jest człowiekiem niezwykle zdyscyplinowanym, bardzo sumiennym i charyzmatycznym. Nie traci nad sobą kontroli i ma wszystkie cechy wymagane, by być wzorowym dowódcą. Tuż po swoim pierwszym objęciu stanowiska w skutek zagrań politycznych (ktoś tam wybrał ją na kozła ofiarnego) została zesłana ze swoim statkiem i nową poznaną załogą na Placówkę Basilisk, układ kiedyś bardzo istotny, dzisiaj kontrolują go władze, bo trzeba. Robią to przy minimalnym wysiłku, zrzucają tam niewygodnych ludzi lub takich, których przyjęto i nie mają co z nimi zrobić. Szerzy się tu przestępczość, przemyt, tubylcy wciągają jakąś dziwną substancję i nie są zbyt przyjaźni... A Honor ma statek trzeciej kategorii, braki na każdym polu oraz załogę, której nie tylko nie zna, ale też jest jej niewiele. Mało? Okej: na miejscu spotyka tam swojego starego, złego znajomego z Akademii. Człowieka, który chciał ją kiedyś zgwałcić pod prysznicem, a ona w zamian ciężko go pobiła. Nie złożyła skargi i tylko dlatego kontynuował naukę w poniżeniu. Dziś, po wielu latach mści się na niej, oddając w jej nieprzygotowane ręce dowództwo oraz obowiązek ochrony nad całym okręgiem, czyli trzema planetami.

niedziela, 4 maja 2014

New World / Sinsegye (5/10)

Gangster Film, 2013


Schemat fabuły policyjnej numer trzy, czyli wtyczka od wielu lat w mafii ma dylemat, po której stronie stanąć. Świat zbudowany jest bardzo skrótowo - mafia ma tylko dwa lub trzy momenty w których pokazuje, że robi coś złego, poza tym jest po prostu mafią i dlatego policjanci chcą ją zamknąć. Oczywiście każda mafia musi mieć na pieńku ze wszystkimi i zawsze będzie jakiś konflikt o coś, czego nawet nie trzeba wyjaśniać. Nie ma tu pokazanych większych procedur, według których działa którakolwiek ze stron, zupełnie tak, jakby scenarzysta widział obie organizacje tylko w telewizji. Postaci zbudowano skrótowo - jest tu tyczka, która nawet po wykryciu nie zdradzi żadnych informacji i umrze śpiewając Bogurodzicę. Jest komisarz, który poświęci podwładnych i generalnie zrobi wszystko, by zrobić swoje, ponieważ. Smaczku jednak dodaje zmiana kilku akcentów - w szerszym ujęciu to władza wydaje się tą gorszą stroną. Komisarz nie zawaha się szantażować swoich wtyczek, niewielu wie, ilu ich tak naprawdę jest, kto nią jest i jaki jest większy plan. To przez niego główny bohater ma konflikt wewnętrzny, i rzuca się w bezsilności, wiedząc, że nie ma dla niego ratunku. To jeden z najlepiej zrealizowanych elementów filmu - na papierze nie brzmi to doniośle, jednak na ekranie widziałem życiowy dramat tych ludzi.

piątek, 2 maja 2014

(felieton) Mam szacunek dla długich form sztuki

Ilekroć przechodzę obok półek w bibliotece lub księgarni, zwracam uwagę na te większe tytuły. Wezmę je do ręki, udźwignę, przeczytam opis, gdzieś tam będę miał te dane w pamięci. W ten sposób zwróciłem uwagę na "Źródło" Ayn Rand albo sagę "Schronienie" Davida Webbera. A tamtych czasach jeszcze nie rozumiałem, co stoi za tym zachowaniem. Dzisiaj mam kilka wyjaśnień:

By napisać książkę liczącą 1000 stron trzeba paru rzeczy. Musi ci się chcieć, i musisz mieć o czym pisać. Istnieją pewne drogi na skróty, jak łączenie wielu historii w jedno i przesadzenie ze stereotypowymi bohaterami, jednak reguła pozostaje niezmienna. Gdy ktoś konstruuje długą historię, to dlatego, że nie może się zmieścić w wersji krótszej. I przy czytaniu czuć, że każde zdanie było tam istotne, a temat jest bardzo złożony. 300 stron mimo wszystko zapełnić jest łatwiej, korzystając z zasad gatunku i innych pochodnych. Wszystko szybko i łatwo się zamyka na koniec, nie ma żadnego ciężaru na piszącym. Bardzo niewiele jest książek potrzebujących mało miejsca i umiejących to wykorzystać. Wolę celować w długie opowiadania, najlepiej kilkuczęściowe.

Z filmami sprawa jest gorsza, bo rynek dla filmów trwających 3 godziny i więcej jest znikomy (a spróbuj podzielić go na dwie części to sam zobaczysz). Peter Jackson trochę poprawił sytuację, podwyższając granicę tolerancji u widzów do 2,5 godziny. Wciąż jednak najpopularniejszy jest limit półtorej godziny. O czym można opowiedzieć w tak krótkim czasie? Wyobrażacie sobie jakąkolwiek dobrą historię uciętą do takiej formy?
Plus pozostają takie aspekty jak większe koszta produkcji albo większa kwota, jaką kina muszą uiścić za taką kopię. Dłuższy czas pracy, większa ilość powtórek... Na papierze każde zdanie można usunąć, zmienić, i zajmie to chwilę. Na taśmie każda minuta to jakby dzień pracy w terenie, o obróbce technicznej nie wspominając. Chyba że kręcisz europejskie smuty, te są banalne w nakręceniu. Nawet nie wymagają prawdziwych aktorów.;-)