Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2015

Nowe Horyzonty 2015 # Dzień 6 - Albinosi i brak sensu

Wciąż nie udało mi się zakochać... żeby o tym zapomnieć, opowiem o tytułach, które dziś widziałem!


Spis treści:

00:21 - Biały cień (Tanzania, Drama, 2013)
01:12 - Wideofilia (Peru, Drama, 2015)
02:59 - Pamięć minionych dni (Litwa, Drama, 1990)
03:30 - Trzy dni (Litwa, Drama, 1991)
04:12 - Okruchy (Etiopia, Sci-Fi, 2015)

Muzyka: Jazzpospolita - "Jedno jabłko mniej"


RELACJE Z WCZĘŚNIEJSZYCH DNI: PIERWSZEGO ; DRUGIEGO ; TRZECIEGO ; CZWARTEGO ; PIĄTEGO

środa, 27 maja 2015

(Sezon I) "Attack on Titan / Shingeki no Kyojin". Szybko miałem dość.

Anime & Adventure


Od "Neon Genesis Evangelion" minęło tyle czasu, że data w kalendarzu dobiegła do futurystycznych lat w trakcie których działa się akcja serialu - tak więc można spróbować zrobić coś podobnego jeszcze raz. Co tam jest teraz popularne... "Jak wytrenować smoka"? "Gra o tron"? Dobra, dorzucamy coś z tego. Będzie dobrze.

Uniwersum "Attack on Titan" to przede wszystkim grube i niebotycznie wysokie mury, w których żyje ludzkość, bo za nimi jest już świat Tytanów. Olbrzymich jednostek, które 1000 lat temu zaatakowały i tylko mur je powstrzymał, ale nigdy nie udało się ich pokonać. Teraz znowu atakują. Człowieczeństwo jest na granicy wymarcia. Główny bohater widząc strach w oczach innych potępia ich za tchórzostwo, i obiecuje, że dołączy do wojowników polujących na Tytanów. I zabije wszystkich, do ostatniego.


niedziela, 15 marca 2015

"Zatrzymane życie" (7/10) Wiele rzeczy spodobało mi się tu

Drama, 2013


John May zajmuje się zawodowo dbaniem o samotnych zmarłych. Ludzi, którzy zostali znalezieni po kilku dniach gdzieś w motelu, nie mają rodziny, nikt ich nie zna. Pan May bada ich rzeczy osobiste, sprawdza czy faktycznie nie mieli bliskich - zazwyczaj nawet jeśli z kimś da radę się skontaktować, to ta osoba nie będzie chciał przyjść na pogrzeb. John przyjdzie więc sam i wysłucha przemowy księdza. Nie ma życia osobistego poza pracą, trzyma w domu album fotograficzny ze zdjęciami ludzi, których pożegnał. To jest jego celem życia - zapewnić pamięć tym, o których nikt inny nie powie już ani jednego słowa. Żyją tak długo jak żyje on sam. Zmienia się to, gdy natrafi na sprawę w którą postanowi się zagłębić bardziej.

"Still Life" jest skupionym filmem, i przypominał mi "Idę". Każde ujęcie jest treściwe i niezbędne, a do tego krótkie i jeśli akurat natrafi się coś dłuższego to wtedy również będzie miało to swoje uzasadnienie. Dla przykładu, scena na cmentarzu, w której bohater idzie dosyć długo pośród grobów zanim dojdzie do trawnika i położy się tam. Jasny znak dla widza, że to nie jest przypadkowa decyzja, jakiś impuls, ale wypracowane miejsce. "Jego" miejsce, które lubi, i tu świadomie zmierzał. "Zatrzymane życie" jest dynamiczne, chociaż tematyka tego nie zapowiada (metraż wynosi niecałe półtorej godziny), a sceny badania "miejsc zdarzenia" wygląda jak fragment kryminału.

niedziela, 23 listopada 2014

Ida (5/10)

Drama, 2013


Cóż... Jeśli zależy wam na obejrzeniu kina, które wie jak film powinien wyglądać, "Ida" będzie znakomitym wyborem. Jest tu perfekcyjny montaż i zdjęcia, każdy kadr coś wnosi i jest niezbędny, a przy tym służy do opowiedzenia w satysfakcjonujący sposób o psychice bohaterek. Mało tu słów, mało tu właściwie wszystkiego, i poetyka obrazu zajmuje najważniejsze miejsce. To opowieść niezwykle skoncentrowana i przemyślana... w aspektach reżyserskich i z nimi związanymi.

Bo gdy scenariusz zacznie odwracać uwagę od fotografii, powrót będzie bardzo trudny. Historia jest skonstruowana wręcz w haniebny sposób (całe to przepychanie głównej bohaterki przez kolejne wydarzenia przywodzi na myśl produkcje tworzone od razu na rynek VHS). Pierwsza połowa filmu to w zasadzie nudne klisze, a potem następuje właściwa część filmu w której bohaterka reaguje na wcześniejsze doświadczenia. Również w banalny sposób. Nie ma tu jakiejś subtelności, życia w "Idzie" ma dwie skrajności: żałosne tankowanie wódki lub celibat i malowanie Jezusa do końca życia. A jak trzeba tragedii, to koniecznie z grubej rury odwołać się do jednej z największych wojen w historii. Nie mam pojęcia, czemu akcja rozgrywa się w latach 60'tych.

To piękny film. Dobrze, że powstał, bo jakby nad tym się zastanowić - takie czyste kino staje się powoli legendą, o którym czytam czasem w książkach. Tak właśnie powinni grać aktorzy, taką robotę powinien wykonać reżyser. Taką głębię psychologiczną powinny mieć postaci na ekranie. Chociaż pod względem szeroko pojętej treści to wydaje się znajoma historia, jest tu odrobina delikatności nadającej seansowi posmak zgłębiania jej na nowo. Trzeba się chwilę zastanowić, co w kilku scenach się wydarzyło i co doprowadziło do tego, co się dzieje.

Żałuję tylko, że to taki monotonny film jest.

niedziela, 6 lipca 2014

Under the Skin (7/10)

Surrealism & Psychological Drama, 2013


Zacząłem oglądać ten film wczoraj późną nocą, i to były idealne warunki. Holandia się bawiła z Kostaryką, a ja włączyłem na chwilę by zobaczyć, jak to wypada. Po chwili wstałem, by wyłączyć światła i kontynuowałem oglądanie w środku nocy. Byłem zaskoczony podwójnie, gdy zobaczyłem ten tytuł wymieniony w zestawieniu najlepszych obrazów ubiegłego roku - raz, że w ogóle "Under the Skin" powstało! Pamiętam, że zwróciłem uwagę na niego, bo Scarlett Johanson miała w nim grać, ale jakoś nic nie było słychać o nim... "Martwy tytuł" - uznałem. A tutaj niespodzianka. Tych zresztą przybywa w trakcie oglądania! Zupełnie nie byłem przygotowany, że pierwsze ujęcia będą kojarzyć mi się ze Stanleyem Kubrickiem i jego "Odyseją kosmiczną". Ta elektroniczna, eksperymentalna muzyka, ten powolny rytm, ten zagadkowy widok niejasnych kształtów wyłaniających się z czerni - absolutny szok!


niedziela, 4 maja 2014

New World / Sinsegye (5/10)

Gangster Film, 2013


Schemat fabuły policyjnej numer trzy, czyli wtyczka od wielu lat w mafii ma dylemat, po której stronie stanąć. Świat zbudowany jest bardzo skrótowo - mafia ma tylko dwa lub trzy momenty w których pokazuje, że robi coś złego, poza tym jest po prostu mafią i dlatego policjanci chcą ją zamknąć. Oczywiście każda mafia musi mieć na pieńku ze wszystkimi i zawsze będzie jakiś konflikt o coś, czego nawet nie trzeba wyjaśniać. Nie ma tu pokazanych większych procedur, według których działa którakolwiek ze stron, zupełnie tak, jakby scenarzysta widział obie organizacje tylko w telewizji. Postaci zbudowano skrótowo - jest tu tyczka, która nawet po wykryciu nie zdradzi żadnych informacji i umrze śpiewając Bogurodzicę. Jest komisarz, który poświęci podwładnych i generalnie zrobi wszystko, by zrobić swoje, ponieważ. Smaczku jednak dodaje zmiana kilku akcentów - w szerszym ujęciu to władza wydaje się tą gorszą stroną. Komisarz nie zawaha się szantażować swoich wtyczek, niewielu wie, ilu ich tak naprawdę jest, kto nią jest i jaki jest większy plan. To przez niego główny bohater ma konflikt wewnętrzny, i rzuca się w bezsilności, wiedząc, że nie ma dla niego ratunku. To jeden z najlepiej zrealizowanych elementów filmu - na papierze nie brzmi to doniośle, jednak na ekranie widziałem życiowy dramat tych ludzi.

niedziela, 9 marca 2014

Witaj w klubie (7+/10)

Drama, 2013


Południe USA, lata 70-80'te. Ron Woodroof to zasadniczo przedstawiciel białej hołoty. Uprawia hazard, mieszka w przyczepie, nienawidzi pedałów. Do tego ćpa, chleje, dupczy i nie ma brody. Pracuje jako elektryk - w czasie wykonywania zawodu poraził go prąd - po przebudzeniu w szpitalu usłyszał wyniki badań krwi: jest źle. Doktor dziwi się, że ten wciąż żyje! Ma AIDS i dają mu najwyżej 30 dni życia... I tu się zatrzymam - bo jeśli myślicie, że to opowieść o czekaniu na śmierć, docenianiu życia i wewnętrznej przemianie... To się grubo mylicie. Nawet Obeliks by się tu ze mną zgodził. Fabuła "Dallas Buyers Club" jest olbrzymia, rozpisana jak serial, z wprowadzaniem różnych postaci i przedmiotów, powracaniem do nich, ciągła zmiana stylu niczym w "Psychozie" (kino drogi, psychological drama, legal drama). A do tego trwa tylko dwie godziny! Historia ciągle zaskakuje, utrzymując przy tym bardzo dobre tempo. Nie ma tu wprowadzenia w ciągu 10 minut - czym jest tytułowy klub dowiecie się prawie w połowie seansu!

Wielka zasługa w tym wszystkim głównego bohatera, który zrobi wszystko byle tylko przeżyć - brzmi banalnie, ale różnica jest taka, że on to naprawdę zrobi. Gdy usłyszy, że w szpitalu zaczęli testować nowy lek dla chorych, nawiąże kontakt z pielęgniarzem, by mu kradł ze szpitala. A gdy okaże się, że owe leki nie są zbyt skuteczne, a badania tego dowodzące nie zostaną opublikowane w Stanach?... Co w tej sytuacji może zrobić bohater taki jak Ron? Oczywiście pozostanie sobą.

sobota, 15 lutego 2014

Her (7+/10)

Romance & Science Fiction, 2013


Niedaleka przyszłość. Theodore pracuje jako twórca pocztówek, wiadomości, listów. Te kartki, które dziś kupujecie, tylko się pod nimi podpisując - to coś w tym stylu, tylko na wyższym poziomie. Theo nie tylko je pisze, on je kontynuuje. Zna ludzi dla których tworzy jakby poznał ich osobiście, pisze korespondencję którą oni się wymieniają przez lata. I jest w tym wyjątkowy, szef określa jego prace jako sztukę. Jednak towarzyskie życie nie wychodzi bohaterowie. Rok temu zakończył formalnie związek, wciąż go wspomina. By uporządkować życie, kupuje nowy OS mający mu pomóc w uporządkowaniu życia. Owy OS jest reklamowany jako możliwe partner życiowy. Tak, trudno w to uwierzyć. Do pierwszego włączenia.


Reżyser nadał tej opowieści świetne tempo - na wszystko tu jest miejsce, i w to można uwierzyć. W świat, w bohaterów, w ich relację między sobą. Tak, to wszystko co zobaczyłem, było prawdą. Początek jest bardzo pozytywny, jakby się leżało na hamaku i słuchało idealnej muzyki... Im bliżej końca tym bardziej się jednak stresowałem. To po części moja "zasługa", jak zareagowałem na ten tytuł: już po 20-30 minutach zacząłem spekulować sam ze sobą, jakie będzie zakończenie. Ale też film sam w sobie należy do kategorii opowieści, w których koniec może zdefiniować całą resztę. "O czym był to film" oraz "czy mi się podobał". I tak naprawdę powtórny seans będzie tym właściwym, wtedy będę mógł odebrać film takim jakim jest, nie licząc moich obaw. Zresztą, sami zobaczcie - film o miłości z komputerem mógł mieć 4 zakończenia:
a) Theo opowiada znajomym, że jest zakochany w OS, ci chcą go leczyć i ogólnie zostaje wyklęty.
b) Theo zostaje z Sam do końca, umiera szczęśliwy, a Sam wyłącza się sama by z nim zostać.
c) Theo dzięki Sam odnajduje porządek w życiu, zaczyna się umawiać z kobietami, a Sam... jest sama. Chlip.
d) Spike Jonze mnie zaskakuje.

Widzicie więc, że to mogłyby być całkowicie różne opowieści. Wkurzające albo przesadnie płaczliwe. Na szczęście wybrano opcję ostatnią. Właściwie, to dwa razy.

Opowieść zachowuje balans pomiędzy rzeczową fabułą a metaforami przeróżnych rzeczy, choćby stanu w którym gadasz sam ze sobą, rozpamiętując przeszłość, starając się ją napisać na nowo. Dawne kłótnie z ukochaną i takie tam. Wszystko to prowadzi do poważnych rozmyślań nad istotą miłości i człowieka w tym wszystkim. Nawet jeśli odpowiedzi są ci znane, prawdopodobnie zastanowisz się jeszcze raz. I nie na tym wszystko się kończy. "Her" można spokojnie odebrać również jako opowieść o wyjątkowości kina. Film Jonze jest wypełniony dialogami, nie ma tutaj zbyt wiele "filmowości", całość niewiele by straciła gdyby była książką. Ale to nie wada, tylko podkreślenie tego, czego tak brakuje w relacji z Samanthą. Mieliście podobne myśli? Albo przy drugim seansie skupcie się na profesji Theo, i jak ją skonfrontujecie z resztą filmu...

Futurystyczny świat wypadł bardzo przekonująco. To nie jest zbyt odległa przyszłość, ale wygląda bardzo realistycznie jako konsekwencja teraźniejszości. Tak może wyglądać świat za 10-20 lat. W krajach pierwszego świata, oczywiście. Gry komputerowe,zawód głównego bohatera, rozwój sztucznej inteligencji, zanik stosunków międzyludzkich, wynajdywanie coraz dziwniejszych sposobów zapełnienia potrzeby towarzystwa... Ale sterowanie głosem nadal wygląda głupio i niepraktycznie. Na potrzeby kina jest idealne, ale gdy się nad tym zastanowić nie ma to ani trochę sensu. Chodzisz w tłumie ludzi i gadasz do siebie, jak ma to inaczej wyglądać? Nie działało w "Babylon 5", nie działa w "Her". Chociaż trzeba oddać - jest tu jedna scena nadająca całemu zjawisku realizm. Sami zobaczycie.

Scarlett Johanson - ideał.
https://rateyourmusic.com/film/her/

sobota, 8 lutego 2014

Wielkie piękno (7/10)

Satire & Drama, 2013


Kolejny człowiek wałęsa się po Rzymie, szukając swojej przeszłości, myśląc nad życiem oraz sztuką. W "Great Beauty" jest nim Jap Gambardella, człowiek który krótko po swoich 64 urodzinach doszedł do wniosku, że szkoda mu czasu na rzeczy, w których nie chce uczestniczyć. Dawno temu napisał książkę, tylko jedną, i do dziś ludzie pytają się go, kiedy napisze następną? Czemu jeszcze jej nie napisał?


Pierwsze co rzuca się w oczy to fenomenalna reżyseria. Pierwsze 13 minut wręcz każe zastanowić się: po co filmom scenariusze? Przecież wystarczy ruch, tempo, muzyka, rytm... Niby nic się nie dzieje, by następnie zmienić scenerię na typowo dyskotekową, ale jak to wygląda! Trudno uwierzyć, że to współczesny film, bardziej prawdopodne by było, gdyby powstał w latach 30-tych, gdy różni mistrzowie kina i teoretycy uczyli się języka kina, poszerzali go i kategoryzowali. "Wielkie piękno" to definicja ruchu, powszechnie nazywanego akcją. Co chwila jest cięcie, co chwila kamera robi jakiś gwałtowny najazd gdzieś, cięcie, kręci się wokół czegoś, cięcie, podążą za czymś. Albo aktorzy są w ruchu, albo coś innego... zwróćcie uwagę na zgranie tego, jak kamera zatrzymuje się idealnie w momencie gdy aktor zaczyna ruch i na odwrót... Pozostaje tylko mieć nadzieję, że "Avengers 2" nakręcą z taką samą dynamiką oraz pasją. Bo ogląda się to miodnie.

Wysoce prawdopodobne, że Paolo Sorrentino to najlepszy reżyser tej dekady. Gorzej w temacie zawartości, opowieści, historii, fabuły. Czyli scenariusza, bo ten jednak był. Ludzie wypowiadali dialogi, uczestniczyli w scenach i tak dalej. Samo przesłanie, morał - to jest w porządku, na dodatek ładnie na końcu wyłożone bym dał radę zrozumieć. Bardzo spodobał mi się świat wyjęty niczym ze "Śmierci w Wenecji", gdzie ludzie byli wykwintni i pełni klasy... tylko w "La Grande Bellezza" już tego nie mają. Wciąz fascynują się sztuką, są artystami, ale wystarczy ich przycisnąć i okazuje się, że sami nic nie wiedzą. Słyszeliście zapewne o ludziach, którzy jedzą farbę, wymiotują na płutno i takie dzieło sprzedają potem za grube miliony - Sorrentino opowiada właśnie o tym. I trzyma klasę, posługując się satyrą ale nie w taki jaskrawy sposób który zwykło kojarzyć z pojęciem "satyry". Ale film trwa ponad 2 godziny, i parę razy zdarza się twórcom powtarzać po sobie to, co chwili widzowi przekazać - a innym razem zwyczajnie przynudzać. Ilość scen uniemożliwia utrzymanie początkowego tempa.
https://rateyourmusic.com/film/la_grande_bellezza/

niedziela, 2 lutego 2014

American Hustle (6/10)

Crime & Black Comedy, 2013


Para oszustów zostaje nakryta przez FBI. Zamiast jednak ich skazać, oferują im współpracę przy rozpracowywaniu kolejnych przestępców. Oczywiście zgadzają się. "American Hustle" to udana komedia kryminalna, choć nie wyróżniają się ani poczuciem humoru ani niczym innym. Postaci i ich imion nie pamiętam, fabuła ulatuje z pamięci, pozostaje tylko wrażenie miło spędzonego czasu. Dialogów słuchałem z przyjemnością, a ogólny kierunek humoru całkiem mi odpowiadał - nie mogłem się nie uśmiechać widząc "Some of this actually happen" otwierające film (zamiast standardowego "Based on true story"), albo Christiana Bale'a z brzuszkiem, przyklejającego sobie perukę na łysinę. Aż do końca miałem gwarancję, że co chwila zobaczę jakiś miły moment, dzięki czemu seans był całkiem sporą przyjemnością.

Oddzielne są dwie kwestie, których zupełnie nie rozumiem. Pierwsza to Amy Adams, która dwa lata temu tańczyła z Muppetami, a teraz chodzi z biustem na wierzchu, ponieważ... Jakieś propozycje? Po drugie, piosenki. W czasie seansu usłyszałem między innymi "Goodbye Yellow Brick Road" Eltona Johna albo "I Saw The Light" Todda Rundgrena. To oczywiście dobre piosenki i było mi miło je ponownie usłyszeć, ale jaki był powód ich obecności? Strasznie dziwne było oglądanie czołówki, w której bohaterowie mają gdzieś iść, i w czasie gdy idą a potem wchodzą do pokoju, tempo zwolniło, a ja usłyszałem "Dirty Work" Steely Dan. Bardzo dobry kawałek, strasznie go lubię - ale co on miał wspólnego z filmem? Tekst się zgadzał, ale cały klimat tego utworu już nie. Do niczego - do filmu, do sceny, do intra, a szczególnie do umiejscowienia w czołówce. Najdziwniejsza scena to "Live and Let Die" wykonywana na niby (!) przez Jennifer Lawrence (!) do jej... synka (!) przy sprzątaniu (!). I trzęsie przy tym głową, i jest strasznie... do dupy.

Ponoć chodzi o to, że "American Hustle" miał w założeniu być kiczowaty. Eeetam... Za często coś ostatnio słyszę tę wymówkę.
https://rateyourmusic.com/film/american_hustle/

sobota, 1 lutego 2014

12 Years a Slave (7/10)

Historical Drama & Biopic, 2013


Solomon Northup to prawdziwa osoba - w XIX wieku został sprowadzony z pozycji szanowanego obywatela do zwykłego czarnucha i sprzedany, by zbierał bawełnę. Jak to możliwe? Otóż... wypił, a następnego dnia samo się stało. Dopiero na napisach końcowych wyjaśniono, że byli jacyś łowcy niewolników, którzy go porwali. Miał pecha, biedaczek. "12 years a Slave" skupia się na okresie pomiędzy przed porwaniem i gdy znowu był wolnym człowiekiem.

Podczas oglądania miałem wrażenie, że ta opowieść została ograniczona, by nie była zbyt drastyczna, gwałtowna i nie zmuszała widza do niczego. By wysiedział to do końca i nie czuł się po seansie jak gówno. Kilka przykładów - tytuł. Już on daje wyraźny znak, że ten okres w życiu bohatera skończy się, daje pewność i nadzieję. Gdy Solomon budzi się na początku w kajdanach i przekonuje strażników, że przecież jest wolnym człowiekiem, nazywa się tak i tak, mieszka tu i tu... A oni zaczynają z nim rozmawiać. Nic wielkiego, ale to i tak spora różnica wobec tego jak ta chwila wyglądała naprawdę (pobicie za samo odezwanie się, ubliżanie i tak dalej... i jakoś wątpię, by dawali po jednym niewolniku do jednej celi). Na statku z kolei usłyszałem niewielką przemowę o tym, że jak to Solomon chce żyć, zamiast przetrwać... Dosyć jasny znak dla oglądającego, że to tylko film. Takich "ugładzających" momentów jest trochę w tym filmie. Największym jest Brad Pitt pytający Michaela Fassbendera, jakie on ma prawo by niewolić drugiego człowieka. Piszę absolutnie poważnie. To naprawdę jest w tym filmie.

Są też bardziej subtelne wygładzenia, np. prawie w ogóle nie ma scen przedstawiających wcześniejsze życie bohatera, więc nie czułem za bardzo tej przepaści, nie czułem smutku za tym co teoretycznie przepadło na zawsze, bo w ogóle tego nie poznałem. Takie ograniczenie sprawiły, że to bardziej kolejny film na znany temat niż coś wyróżniającego się. A może to ja? Może to do mnie nie docierają filmy o przemocy fizycznej (przemocy psychicznej w ogóle u McQueena nie ma tym razem)? Tak czy siak - podjęto z pewnością właściwą decyzję. Jeśli poczytacie opnie innych to zobaczycie, że widzowie z reguły są wstrząśnięci tym obrazem.

Zapewne niżej powinienem ocenić ten tytuł, zwłaszcza biorąc pod uwagę różne "modyfikacje" względem pierwowzoru. Ale szczerze - świetnie się to oglądało. Szczególnie jak na film bez pełnometrażowej fabuły. Główny bohater był niezły, reżyseria i klimat Nowego Orleanu, pól i natury. Co chwila pojawiał się jakiś szczegół warty uwagi (zmiana ubrania, by pokazać krew na plecach), jakaś świetnie zrealizowana scena (biczowanie!). Aktorzy sprawdzają się bez pomyłki (chociaż trochę żałuję, że Cumberbatch grał typowego dobrego białego). Jeszcze Paul Dano na medal śpiewał rasistowski pop. Taki typowy, dobry film, który się nie wyróżnia.

Mam tylko nadzieję, że za 36 miesięcy nie będę pisał "Steve McQueen się sprzedał".
https://rateyourmusic.com/film/12_years_a_slave/

PS. Teraz muszą zrobić film o tym, jak wymyślono polski tytuł.

piątek, 31 stycznia 2014

The Selfish Giant (5/10)

Drama & Coming-of-Age, 2013


Miałem obejrzeć "Paradise: Hope", ale to okazało się zwieńczeniem jakiejś trylogii, więc zamiast tego - inny Coming-of-Age z 2013 roku. "The Selfish Giant" to opowieść z dna Anglii, dzieciak z ADHD imieniem Arbor zbiera złom by zarobione pieniądze dać matce na rachunki. Do tego przyłączają się jego przyjaciel z ręką do koni, sam konik, oraz szkoła i jej władze, wyrzucające bohatera na początku opowieści. Swoje trzy grosze dorzuci też właściciel złomowiska, wprowadzając Arbora i Swifty'ego w zawód.


To tytuł, o którym równie trudno powiedzieć coś dobrego jak i złego. Ani tego polecić komuś, ani też odradzić. Niby obejrzeć bez bólu można, ale by był ku temu powód - też nie bardzo. Dramat jest bardzo prosty - jest źle, bo jest. Dorośli nie pełnią tutaj jakiekolwiek roli. Są by wyszło naturalnie (w końcu bohaterowie muszą mieć jakichś opiekunów), ale nie robią nic, by odebrać uwagę od najmłodszych. Na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Cała ta tragedia z zimnym posiłkiem z puszki, brakiem kasy na leki i rachunki - wszystko to złożono na kark głównego bohatera.

Niby wszystko wygląda całkiem realistycznie, jakby twórcy wiedzieli o jakim środowisku opowiadają, ale to nie robiło na mnie wrażenia. Z drugiej strony - nie mam pomysłu, by wskazać coś i napisać: "To zrobiono źle". To co zobaczyłem było całkiem wiarygodnym portretem świata do którego najmłodsi starają się dopasować.

Jeśli wam to może zapamiętać tytuł - "The Selfish Giant" startuje w nagrodach BAFTA. Kategoria: "Najlepszy film brytyjski 2013 roku". Cóż - jak obejrzycie całą resztę, możecie i ten. Nie zaszkodzi.
https://rateyourmusic.com/film/the_selfish_giant_f1/

czwartek, 30 stycznia 2014

Młoda i piękna (6/10)

Drama, 2013


Isabelle ma 17 lat. Podczas wakacji nad morzem poznała pewnego Niemca, z których traci dziewictwo. Gdy wraca do domu i codziennego życia, zaczyna zajmować się prostytucją. I... to tyle. Przynajmniej do połowy filmu, poważnie. Do tego czasu są tylko kolejni klienci, kolejne erotyczne sceny, migawki z rodziną, "pożyczanie" ubrań matki, przebieranie się w publicznej toalecie, zakładanie kont w Internecie... I tyle. Oczywiście zdradzę, co się dzieje w połowie, bo inaczej ten tekst raczej nie miałby sensu, ale jak nie chcecie wiedzieć - to nie czytajcie.


Matka Isabelle dowiaduje się w pewnym momencie, czy zajmuje się jej córka. Z pomocą policji, ale tego już nie zdradzę. Tu zaczyna się właściwa część opowieści - życie z tym, że mamy w rodzinie kurwę. Życie ze świadomością, że oni wiedzą. Co zrobić z pieniędzmi, które do tej pory zarobiła? Meldunek na policji, terapie u psychiatry. Z jednej strony - mamy obraz dosyć typowy o relacjach świata dorosłych z młodymi. Nikt nie pyta o nic samej Isabelle, wszyscy tylko mówią jej, co ma robić, i gadają byle nie dojść do etapu w którym są istotne odpowiedzi (w tym - "Czemu to robiłaś". Nie czekają, aż odpowie, tylko zadają kolejne pytania - "Przecież dawaliśmy ci na wszystko co chciałaś. Czy brakuje ci pieniędzy?"). Z drugiej strony - to udana opowieść o seksualności, i całkiem interesujące spojrzenie na samą Isabelle która też przecież żyje sama ze sobą.

Tak więc, co zaskakujące, ale pod pewnymi względami jest to film warty obejrzenia. Pomimo przedłużającej się ekspozycji, która zajmuje połowę filmu, i kompletnego braku trzeciego aktu. Sceny erotyczne są krótkie, i zrobiono je ze smakiem.
https://rateyourmusic.com/film/jeune_and_jolie/

środa, 29 stycznia 2014

Cudownie tu i teraz (6/10)

Teen Movie, 2013


Sutter Keely miał dziewczynę. Do czasu, gdy w skutek pewnych wydarzeń znalazł się w całkowicie niewinnej sytuacji z inną kobietą, co zostało odczytane jako "zdradę". Sutter próbował poprawić sobie humor w towarzystwie i przy alkoholu, ale mu nie szło. Aż następnego rana obudził się na czyimś trawniku bez pojęcia, gdzie jego samochód, a nad nim stała Aimee. Była obok, bo rozwoziła gazety po okolicznych podjazdach.

wtorek, 28 stycznia 2014

Królowie lata (7/10)

Teen Movie, 2013


Joe i Patrick mają mają po 15 lat oraz dosyć swoich rodziców. Ojciec Joe znalazł sobie nową dziewczynę i jest dupkiem 24 godziny na dobę, a rodzice Patricka są tak słodcy, że od samego przebywania w tym samym mieście co oni można dostać cukrzycy. Nastoletni bohaterowie postawiają więc uciec z domu. Warunki im sprzyjają - zbliżają się wakacji, a podczas powrotu z jednej z imprez na plaży znaleźli w lesie idealną polaną, gdzie nikt ich nie znajdzie. Nawet dołączył do nich jakiś dziwak, który przynajmniej nie robi nikomu krzywdy, więc... może zostać. I nazywa się Biaggio. Po kryjomu więc zaczynają budować dom...

Chwila. Czy to Alison Brie? Owszem! Nikt mi nie powiedział, że tu jest Annie z "Community"...



niedziela, 26 stycznia 2014

Kapitan Phillips (7/10)

Thriller, 2013


Statek załadowany po brzegi towarem płynący na południe Afryki zostaje zaatakowany przez piratów. Niestety, jesteśmy po tej białej stronie, więc to nie kino przygodowe tylko thriller łamany na dramat. W tonie całkiem realistycznym - załoga obu statków nie jest wcale liczna, atakujący są zdeterminowani i pogodzeni z ryzykiem. Broniący boją się i przy pierwszych oznakach zagrożenia zakopują się jak najgłębiej mogą. Do tego fakt, że tytułowy kapitan na końcu żyje (to nie spoiler - czego innego byście się spodziewali po "historii opartej na faktach"?), będzie tylko i wyłącznie jego zasługą. Był opanowany, umiał rozmawiać z oprawcami tak, by nikogo nie skrzywdzili.


Wszystko to w dynamicznym stylu, z mnóstwem napięcia, oraz kamerą z ręki, która w niczym nie przeszkadza. Spodobało mi się, chociaż mogliby trochę to zagęścić, i obciąć z pół godziny. Emocjonowałem się i cieszyłem na koniec. Solidna robota.

Trzeba jednak zaznaczyć - to strasznie biały film. Tom Hanks gra Jezusa, wszyscy czarnoskórzy to wyłącznie Arabska hołota (od "białej hołoty") nie umiejąca powiedzieć jednego zdania bez oplucia siebie i wszystkich dookoła, a wojsko oczywiście przybyło wszystkich uratować i Bóg im świadkiem, że dadzą z siebie wszystko. Są grzeczni, profesjonalni i generalnie zachowuje się bardzo dyplomatycznie. Nawet nie przekrzykują przez siebie nawzajem, złote chłopaki. I by jeszcze rozczulić wszystkich białych, dołożono wątek biednych Somalijczyków, którzy u siebie nie mają innych sposobów by przeżyć, poza łowieniem ryb i okradaniem statków. A skoro biały człowiek zabrał wszystkie ryby to co im zostaje?...

Ale wszyscy tu przecież jesteśmy biali, więc komu ma to przeszkadzać?
https://rateyourmusic.com/film/captain_phillips/

sobota, 25 stycznia 2014

Przechowalnia numer 12 (9+/10)

Psychological Drama, 2013



Zobaczyłem film warty obejrzenia.

Tytułowa przechowalnia to miejsce, do którego trafiają dzieci i nastolatkowie które próbowały popełnić samobójstwo, ich rodzice mają problemy prawne lub - ujmując to bardziej ogólnie - zachowywali się nieprawidłowo albo mają różne delikatne problemy, i ten ośrodek to miejsce dla nich. Nie mają prawa go opuścić, ale jeśli uciekną, ludzie tam pracujący nie mogą ich nawet dotknąć. Poza terapeutami i zarządem, pracują tam ludzie odpowiedzialni za stworzenie bezpiecznej atmosfery. Jedną z takich osób jest Grace, główna bohaterka.


czwartek, 16 stycznia 2014

Moje ulubione płyty z 2013 roku

W 2012 roku zacząłem słuchać bardzo dużo muzyki. Czułem potrzebę poznania tych wszystkich kultowych płyt i zespołów. Wcześniej miałem na półce około 25 płyt i myślałem, że to mi wystarczy. Rok słuchania wiele zmienił. W 2013 roku musiałem wiele ocen wystawić na nowo, kiedy zrozumiałem, ile razy trzeba coś posłuchać by przynajmniej wstępnie poznać.

Ale też poczułem potrzebą poznania tego, co powstaje teraz, dzisiaj. Jeśli coś nowego wypuszczał artysta, którego wcześniej znałem, to owszem, słuchałem też jego najnowszych nagrań - ale to wszystko. Nie miałem pojęcia o istnieniu The National, Quenns of the Stone Age albo Radiohead, żeby dać wam wymiar tego, jak bardzo do tyłu stałem ze współczesnymi albumami. 2013 to rok, w którym chciałem to zmienić, i słuchałem sporo nowości, kierując się rankingiem na RYM, ocenami znajomych i tymi na Pitchfork.

To również rok, w którym zacząłem słuchać polskiej muzyki. Armia, Świetliki, SBB? - nic mi to nie mówiło 12 miesięcy temu. I obowiązkowo poznałem nowości - Riverside, Blindead i wiele innych.


Jedno musi być jasne: nie znam się na muzyce. To nie są najlepsze płyty 2013 roku. Tymi są różne czarne Jezusy i inne Współczesne Wampiry. Poniższe zestawienie to ciekawostka, co spośród przesłuchanych nowości polubiłem. Nie słuchałem wszystkiego, nawet nie słuchałem jakoś dużo. Jeszcze mniej przesłuchałem na tyle porządnie, by móc to potem ocenić - ale co najważniejsze przynajmniej pobieżnie poznałem.

Nie będę się rozpisywał o poszczególnych tytułach, bo po pierwsze nie umiem, a po drugie wychodzę z założenia, że nie ważne, co tam wysmaruję. Ktoś zobaczy tytuł który tu proponuję, przesłucha raz i sam zdecyduje czy mu to się podoba. Ja tak przynajmniej robię z czyimiś podsumowaniami.

Uznałem, że 5 pozycji będzie wystarczające. Jak widać Polska rządzi.

sobota, 23 listopada 2013

Przeszłość (5/10)

Drama, 2013


W sumie... mogło być gorzej. Oczywiście, to kolejny "głupi film o głupich ludziach i ich głupim życiu", ale tym razem w ogóle się nie denerwowałem. Tak, wszystko czym ta opowieść jest to pokazywanie mi bohaterów i krzyczenie do ucha: "Patrz, jacy są chujowi, Boże jaki żal!!!!" na przemian z naprawdę śmiesznymi sytuacjami. Pierwsza scena, powitanie na lotnisku, gadają ze sobą przez szybę, nie słyszą się nawzajem ale i tak gadają. Bardzo brakowało mi śmiechu z taśmy w tym momencie. Potem matka gania syna po podwórku - bardzo przedramatyzowana sytuacja, bierze się znikąd, wcześniej długo na niego krzyczała, poleciały poważne inwektywy, a i pościg nie był wcale krótki. W końcu go łapie, zaciąga do pokoju w brutalny sposób, zamyka a młody pierwsze co robi to próbuje rozwalić drzwi. Kopie, krzyczy, matka wychodzi a ojciec nic nie mówi. Zaczyna sprzątać, tamten cały czas krzyczy i tłucze... i wtedy gdy wydaje mi się, że scena nie może być bardziej absurdalna, to stary w końcu nie wytrzymuje, otwiera drzwi i krzyczy na małego: "Co? No Co? O co ci chodzi?". Umarłem ze śmiechu.

To tylko przykłady, żeby was zapewnić, że Asghar Farhadi nadal kręci głupie i śmieszne kino. Tylko już nie potrafi tak tym irytować. Aktorzy grają nijako, ale chętnie zwalę winą na reżysera za ich poprowadzenie. Dramaturgia jest wymuszona, nic się nie dzieje i wszystko co czułem to zmęczenie. Strasznie się to wszystko mi dłużyło. Śmieszne/żenujące momenty były bardzo krótkie i niewarte nawet wypisywania (w stylu: młody z nożem wielkim jak katana dziubie kukurydzę, mało sobie ręki przy tym nie odcina trzy razy na sekundę, trwa to jakiś czas a jego ojciec tylko "Ej, uważaj"). Do tego scenarzysta nie ma zielonego pojęcia o prowadzeniu dialogu, ani po co dialog w filmie w ogóle jest od samego początku. Jakby tego było mało, to nikt na planie nie wiedział, gdzie ta historia zmierza ani po co zaczęto o tym wszystkim kręcić film.

Jestem zmęczony. Przynajmniej mam to już za sobą.
http://rateyourmusic.com/film/le_passe/

piątek, 8 listopada 2013

Blackfish (7/10)

Nature Documentary, 2013


Parki wodne i przedstawienia z udziałem orek. W związku z niedawną śmiercią jednaj trenerki jej koledzy po fachu ujawniają prawdę biznesu. Widz pozna historię początków tego interesu, jak wiele dekad temu łapano te olbrzymie zwierzęta, jak rozpoczęto reklamować całe zjawisko jako przyjazne i różowe... Okazuje się, że nawet sami trenerzy i ludzie tam pracujący nie wiedzieli, jaka jest prawda. Na przykład, mówili że orki w niewoli żyją dłużej niż na wolności, podczas gdy złapane żyją nie tylko krócej, ale ta różnica jest cztero-pięciokrotna.