Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teen Movie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teen Movie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2015

(serial) "Scream" (7/10)

Serialowa adaptacja filmu kinowego Wesa Cravena pt. "Krzyk" pojawiła się na dniach na brytyjskim Netflixie i nie miałem wobec niego wielkich oczekiwań. Tym milej mi ogłosić, że jest to produkcja udana pod każdym możliwym względem! Osią fabuły jest oczywiście środowisko licealne, gdzie zaczyna grasować morderca. Wszystko zaczyna się jeszcze przed pierwszym morderstwem - Aubrey zostaje nagrana gdy całuje swoją dziewczynę, Rachel. Wideo trafia do Internetu i wszyscy je oglądają w kilku sekund od publikacji. Wszystkiemu winna jest grupa nastolatków pod przywództwem Niny - to ona po powrocie do domu ginie zadźgana przez gościa w czarnym płaszczu i masce, którą 20 lat temu nosił tutejszy człowiek-słoń. Rano wszyscy stają się podejrzani.

Miłośnicy podcastów będą mile zaskoczeni.



wtorek, 31 marca 2015

"Agenci T.A.R.C.Z.Y." (sezon I) Lubicie znęcać się nad serialami?

Teen & Superhero, 2013


Opis tej produkcji brzmi: Agent Phil Coulson wraca do S.H.I.E.L.D., gdzie dowodzi małym oddziałem świetnie wytrenowanych agentów, którzy zajmują się niesklasyfikowanymi jeszcze dziwnymi i trudnymi do zrozumienia sprawami. Potem to się zmienia, dlatego już nawet nie pamiętałem. Pierwsze wrażenie nie jest złe - jest jak jest, ale nie nudzi, nie zabija głupotą, da się oglądać. Jest dosyć standardowo: zbieranie ekipy, parę lekkich żartów, jakaś rebeliancka postać która na koniec zaczyna pracę dla tych, których nie lubi. Brzmi jak 10 innych seriali, które nawet taki laik jak ja widział.

A więc konkrety: "Agenci..." to serial nastolatkowy, co wiele mówi. Ludzie, którzy coś faktycznie umieją, trzymani są na drugim planie, a na pierwszym są ludzie którzy nic nie umieją ale są jacyśtam (nie przestrzegają reguł, nie współpracują w drużynie, fsdhfdfj!) i muszą pracować nad swoim charakterem i to wszystko czego trzeba by być najlepszym, najważniejszym, najbardziej lubianym. We wszystkim. Gdy jest lekko, jeszcze da się na to patrzeć, ale gdy dojdzie do poważniejszych momentów, to widać, że ci ludzie nie rozmawiają ze sobą jak dorośli.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Akademia wampirów

Teen Movie, 2014


Nie czytałem książki. Bo zapewne jest to adaptacja jakiejś książki. Czułem się jak ktoś, kto nie czytał "Czary Ognia" ale oglądał film. Nic nie zrozumiałem. Przez większość seansu byłem przekonany, że ten film nie ma fabuły, którą zastąpiono zbiorem scen z którymi nie było wiadomo co zrobić. Rose Hathaway i Lissa Dragomir uciekły z Akademii Wampirów rok temu, jednak w końcu udało się je sprowadzić z powrotem. W świecie filmu istnieją trzy rodzaje wampirów: złe, szlachetne i ochroniarze szlachetnych przed złymi. Lissa jest szlachetna, a Rose to jej ochroniarz. I tyle póki co trzeba wiedzieć. W owej Akademii szlachetne uczą się panować nad magią (każdy wampir to X-men), a ochroniarze uczą się bić. I w jakiś sposób jest to najbardziej lamerska szkoła jaką w życiu widziałem na ekranie kin. Uczniowie mogą się nawzajem czarować, nakładać uroki nawet na dyrektorkę, bić po pyskach, uprawiać seks na każdym kroku... I nic!!! Nie wynika z tego ani jedna ciekawa scena.

A gdzie fabuła? Właśnie. Bohaterki uciekły, ale przyprowadzono je z powrotem, więc... skoro już tu są to nie będą uciekać ponownie, bo po co. Ktoś zostawia z jakiegoś powodu krwawe napisy na ścianach adresowane do Lissy i morduje różne zwierzaki, ale nie wiem, czemu. I też nikt nic z tym nie robi (z dorosłych też nie). Jakaś brzydka nastolatka dopieprza się z twarzą na bohaterki, więc Lissa postanawia zauroczyć (magią) wszystkich poza nią by ona dała jej spokój. I to wszystko. Z grubsza, bo na koniec jednak pojawia się coś, co można nazwać fabułą.

środa, 29 stycznia 2014

Cudownie tu i teraz (6/10)

Teen Movie, 2013


Sutter Keely miał dziewczynę. Do czasu, gdy w skutek pewnych wydarzeń znalazł się w całkowicie niewinnej sytuacji z inną kobietą, co zostało odczytane jako "zdradę". Sutter próbował poprawić sobie humor w towarzystwie i przy alkoholu, ale mu nie szło. Aż następnego rana obudził się na czyimś trawniku bez pojęcia, gdzie jego samochód, a nad nim stała Aimee. Była obok, bo rozwoziła gazety po okolicznych podjazdach.

wtorek, 28 stycznia 2014

Królowie lata (7/10)

Teen Movie, 2013


Joe i Patrick mają mają po 15 lat oraz dosyć swoich rodziców. Ojciec Joe znalazł sobie nową dziewczynę i jest dupkiem 24 godziny na dobę, a rodzice Patricka są tak słodcy, że od samego przebywania w tym samym mieście co oni można dostać cukrzycy. Nastoletni bohaterowie postawiają więc uciec z domu. Warunki im sprzyjają - zbliżają się wakacji, a podczas powrotu z jednej z imprez na plaży znaleźli w lesie idealną polaną, gdzie nikt ich nie znajdzie. Nawet dołączył do nich jakiś dziwak, który przynajmniej nie robi nikomu krzywdy, więc... może zostać. I nazywa się Biaggio. Po kryjomu więc zaczynają budować dom...

Chwila. Czy to Alison Brie? Owszem! Nikt mi nie powiedział, że tu jest Annie z "Community"...



wtorek, 27 sierpnia 2013

SŁAWA (powtórka)

Teen Movie & Dance Film, 1980


Opowieść o artystach, zanim stali się artystami. Oni mają za sobą tylko początek tej drogi, przed nimi kolejny przystanek: przetrwanie szkoły wyższej. A nawet on niczego nie gwarantuje. Muzycy, tancerze, aktorzy, wokaliści. Wszyscy młodzi i pełni pasji, zamknięci razem, by się rozwijać. Ta opowieść wyróżnia się zaskakującym realizmem - przed kamerą przewija się mnóstwo ludzi, ale nie ma tu wyraźnej fabuły, bohaterowie po prostu są sobą i robią normalne rzeczy, choćby ćwiczą w szkole. I tyle.

Ten film wygląda, jakby naprawdę w 1980 Alan Parker poszedł z kamerą do szkoły na Brooklynie i spędził tam sporo czasu. To jedyny film w którym taniec synchroniczny naprawdę wydaje się spontaniczny, a sceny śpiewania nie są typowo musicalowe. Bohaterowie nie mają "swoich" piosenek, które nagle zaczynają śpiewać, by potem zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Do tego dochodzi muzyka, którą później ludzie będą utożsamiać z latami 80 - a spójrzcie na datę powstania filmu! Wszystko to miesza się z klimatem Nowego Jorku, ujęciami z ręki i namacalnością każdej chwili.

lol, wygląda jakby się bili :)

To co jest zaletą, jest też wadą. Przez 3/4 filmu ogląda się to świetnie - tempo jest świetne, reżyser zapanował nad wszystkim, bohaterowie tryskali świeżością i naturalizmem, do tego co chwila pojawia się coś fajnego. Żarcik, świetna scena, jakiś moment warty zapamiętania. Dopiero na koniec zauważyłem, że żaden z wątków nie zostanie zakończony. Żaden motyw nie zostanie domknięty. Żadna postać nie rozwinie się do końca. Film w końcu nie zyska wyrazu - nie będzie ani filmem nastolatkowym, ani dramatem. Nie będzie o ciężkim życiu artystów, którzy często kończą jako kelnerzy, ani o tych, którym się udaje. Nie będzie to też opowieść o systemie, który uczy nowoczesną młodzież starymi metodami. Koniec końców chciałem zapamiętać ten film, ale w sumie nie wiem, jako co go zapamiętać. Ciekawy i udany eksperyment?

Jeszcze jedno, pozytywne słowo. Scenę improwizacji w stołówce oglądałem kilkanaście razy, i dopiero za 4-5 razem zauważyłem, że nie widać tam ani razu kamery. A to naprawdę duża, dzika scena, z mnóstwem aktorów na bardzo niewielkiej przestrzeni, która wymagała mnóstwa zbliżeń na wiele jej elementów jednocześnie. I wtedy sobie przypominam, że to tylko film, że były powtórki, a owy chaos to przecież wyśmienita reżyseria, aktorzy z kolei za każdym razem po prostu dawali z siebie wszystko. Magia kina, trudna do przyjęcia.
Dzięki stacji TCM, że kiedyś przypadkiem natknąłem się na ten film.:) To było dobre czasy...


7/10.

PS. Gdzieś tutaj ponoć pierwszy raz pojawia się Harold Perrineau.


- Chyba każdy lubi swojego terapeutę, prawda? Jest chyba na to jakieś słowo...
- Homoseksualista.



Ranking Parkera (czołówka):

1. Ściana - 7/10
2. Harry Angel - 7/10
3. Sława - 7/10
4. Evita - 7/10
5. Najwyższa stawka - 7/10

niedziela, 18 sierpnia 2013

Beztroskie lata w Ridgemont High

Teen Movie, 1982


Ostatni rok liceum. Chłopak pracujący w fastfoodzie, chcący zerwać ze swoją dziewczyną by być wolnym w tym roku. Jest jego siostra, która jeszcze tego nie robiła. Jest chłopak zarabiający na byciu konikiem. Jest czarny sportowiec, luzak na wiecznym haju... Z nim jest związany najlepszy żart filmu, jak zamówił pizzę do szkoły. Bardzo dobrym pomysłem było zrobienie z niego prawdziwego luzaka, zamiast kozaka który cały chce komuś coś udowodnić i utrzeć nosa nauczycielowi, spóźniając się na lekcje i zamawiając pizzę do szkoły... Nie, on po prostu nie widzi w tym nic złego i jest w tym szczery.

...Jeśli macie wrażenie, że kręcę się wokół filmu zamiast przejść do rzeczy, to właśnie o to mi chodziło. "Beztroskie lata w Ridgemont High" nie mają większej fabuły ani nawet motywu przewodniego. To po prostu zbiór postaci, każda dostaje kilka scen ale między nimi nie ma żadnej interakcji. Wspomniany luzak po prostu przyjdzie 3 razy na lekcję, wyniknie z tego jakiś żart... i tyle. Nawet nie spotka tej dziewczyny, która będzie szukać romansu, lub czarnego sportowca, który chyba zniknął z filmu po scenie wściekłego meczu... Mało konkretny, wciągający i zajmujący ten film. Nawet jak na to czym jest, bo żadna z tych postaci nie zapada w pamięć, i żaden z tych okazjonalnych żartów nie jest wart zapamiętania. Poza pizzą, to było niezłe.

Brakuje też jakiegoś wykorzystania dramatycznych momentów. Bo te były, nie wymagam by się wzięły znikąd, a pojawi się tu motyw utraty pracy, zrywanych związków a nawet aborcja (!). Każdy z nich pojawia się i przemija, ustępując pizzy zamówionej na lekcji. Temu filmowi brakowało charakteru do tego stopnia, że na końcu o jednej z postaci mówi się, że wróciła do kofeiny. O innej, że są razem. I co dalej? Po prostu pojawili się razem w obrazku, koniec historii.

Nawet pryywatnie nie będę zaliczał tego filmu do gatunku "Coming-of-Age". Za mało tu istotnych elementów.


6/10.
http://rateyourmusic.com/film/fast_times_at_ridgemont_high/

środa, 24 października 2012

NIESAMOWITY SPIDERMAN

Superhero & Teen Movie, 2012


Świetne postaci i dobór aktorów... ale gdzie akcja?

Reboot trylogii Spidermana zapowiadał się bardzo obiecująco. Nie żeby był potrzebny, bo to co Raimi zrobił było przynajmniej zadowalające w przeważającej części, ale zawsze można podejść do tematu w nowy sposób. Ot, choćby poprzez pokazanie przemieszczania się Spidermana po Nowym Jorku z perspektywy jego oczu. Wyobraźcie sobie: patrzycie jego oczami, jak niemal dosłownie lata po jednym z największych miast na Ziemi. To właśnie obiecywał zwiastun, czego trzeba było więcej? Co się mogło nie udać?

Marc Webb zaczyna swój film od pokazania dzieciństwa Petera Parkera, który teraz zostaje odstawiony przez rodziców do swojego wujka i ciotki - wtedy też widział ich po raz ostatni. Następnie już w teraźniejszości widzimy, jak Peter jako nastoletni uczeń stara się poznać jednego z przyjaciół jego ojca. To w jego laboratorium zostanie ukąszony przez pająka, przez co pozyska kilka specjalnych mocy - jak umiejętność chodzenia po ścianach, wyczulone zmysły i szybszy refleks. Jednym słowem, stanie się Spidermanem.

Widać więc, że to nie remake "Spidermana" z 2001 roku, tylko dosłowny reboot całej serii. Sporo rzeczy jest tu inaczej, począwszy od tempa opowieści na postaciach kończąc. Od początku: człowiek-pająk nie od razu postanawia być superbohaterem. Najpierw jedynie szuka tego jednego, który zabił mu wujka, wszystko jest bardzo osobiste. Najpierw w kapturze, dopiero gdy od jednego bandyty usłyszy "Znajdę cię!" zaczyna używać maski. Właściwie to chyba w całym filmie nie uznaje, że jego misją jest ratowanie miasta - nawet samego terminu "Spiderman" używa się w tym filmie tylko kilka razy, a pierwszy będzie dopiero w jego drugiej połowie!
Co się tyczy postaci - tu jest naprawdę ogromna różnice. W ogóle nie ma Mary Jane, zamiast niej rolę "dziewczyny Spideya" przypada Gwen Stacy - a ta zamiast zwisać z mostów i drzeć się o pomoc woli sama o siebie zadbać, a w międzyczasie czarować widza, bo sympatia wręcz bije od niej. Wnosi sporo do historii, jej relacja z Peterem naprawdę może się podobać, jest po prostu pełnoprawną postacią. Sam Peter też się zmienił, jest bardziej naturalny, zwykły i przyjemny w odbiorze. Dosłownie od pierwszej sceny, w której jakaś dziewczyna na korytarzu w szkole go zagaduje. Wspominam o niej, bo już w niej można było wiele zepsuć, można było pójść w standardowe rozwiązanie, czyli: najpierw bohater napala się, że dziewczyna do niego zagaduje, robi ten głupi uśmiech, podrzuca sobie wyżej plecak na ramieniu, wiecie, albo przeczesuje sobie włosy. Wszystko po to, by potem gdy okaże się, że dziewczyna wcale go nie podrywa, móc zrobić smutną minę, zgarbić się, wybąkać jakieś "och", żeby widz zrozumiał kontrast i było mu go żal. Tego w ogóle nie było, mimika Garfielda w tej scenie prawie w ogóle się nie zmieniła, ale efekt i tak był zrozumiały. Ale różnica polega na subtelności.

Nawet na drugim planie wiele wysiłku włożono w postaci wujka Bena i cioci May. Dla przykładu, wujek potrafi porozmawiać ze swoich siostrzeńcem, dać mu przykład, przemówić do rozsądku, wesprzeć. Gdy Parker po ukąszeniu wraca do domu i na oczach wujostwa obrabowuje lodówkę, jego wujek komentuje: "On je twoje pulpety. Nikt ich nie lubi". Na co ciotka: "Dlaczego mi nigdy nie mówiłeś, że ci nie smakują? Robiłam je od 36 lat, ile razy ci je przyrządziłam?".

A więc wszystko pięknie, do tego momentu trylogia Raimiego nie ma nawet startu do wersji Webba. Bohaterowie, relacje między nimi, rozwój psychologiczny, wszystko świetnie... Do czasu, gdy minie jakaś połowa filmu i zniecierpliwiony widz zacznie coraz bardziej dziwić się, jak niewiele jest w tym filmie scen akcji. Takiej typowej akcji-akcji, z pościgami, pojedynkami i bujaniem się na linie. Tego jest tak niewiele, że aż trudno w to uwierzyć. To przecież "Spiderman"! Z widokiem z pierwszej osoby!

Prawda jest jednak taka, że wspomnianej perspektywy użyto w całym filmie na krótko w jakichś trzech scenach. I to dosyć przypadkowych, nie miały za zadanie uatrakcyjnić tego, co obecnie widz miał zobaczyć. Do tego nie ma żadnych płynniejszych przejść między nimi a resztą ujęć, żadnego zbliżenia na ramię Spidermana lub coś.

Kiedy jednak akcja trwa, to jest wykonana dobrze. Bohater porusza się z gracją po wszystkim co się da, różne rzeczy latają, inne zostają rozwalone... ale nie ma niczego, co byłoby warte zapamiętania. Poza sceną, w której nagle zacząłem słyszeć muzykę klasyczną i zobaczyłem na pierwszym planie starszego bibliotekarza w słuchawkach, a za nim w tle Spidey tłuk się z Lizardem. To było przekomiczne.

Ale to wciąż ekranizacja "Spidermana". Widzowie mieli prawo oczekiwać akcji, zamiast tego poczułem się trochę jak fan Harry'ego Pottera który poszedł do kina i zobaczył, że lekcje w większości prowadzone są na błoniach, a sam Hogwart pojawia się w kilku ujęciach. Łapię, naprawdę łapię na co chciano postawić w tej wersji, i to się udało, gratuluję! Całość jest o wiele przyjemniejsza w odbiorze, nie ma tanich zagrań, bohaterowie są mądrzejsi, a akcja jest bardziej realistyczna (bohater już nie lata do przodu łapiąc się linami nie wiadomo czego, teraz wyraźnie widać do czego strzela, a jego ruch przypomina huśtanie). Ale uprzedzam - chciałeś scen akcji, czekaj na drugą część lub odpal którąkolwiek z trylogii Raimi'ego.


6/10.

http://rateyourmusic.com/film/the_amazing_spider_man_f1/