Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 maja 2017

Widziałem w kwietniu dobre filmy i seriale.

Kwiecień to głównie Amazon Prime z dodatkami Brown Sugar oraz HBO GO, czyli mamy tu sitcomy, Batmana, kino nieme i blaxploitation. Plus, to najwyraźniej był ostatni gwizdek aby obejrzeć "Split" i nie mieć zepsutego seansu przez newsy z całego świata o kontynuacji tego filmu, które zdradzały unikalny i niespodziewany zwrot akcji z finału. Jak widać to nie tylko w Polsce nie ma już prawdziwych dziennikarzy, ale to generalnie problem całego świata. Film miał premierę światową w styczniu, a w kwietniu już odbierają tobie wolność i przyjemność z oglądania. Cóż, jak widać najpierw trzeba urodzić się tak z 15 razy aby w tym czasie obejrzeć wszystkie filmy jakie wyprodukowano do chwili obecnej, i dopiero potem będzie można zaglądać na strony z newsami. Taki ich wybór. Ja się dostosuję.

A w maju wracam na Netflixa. Nareszcie...



****SERIALE****




Batman: The Animated Series, sezony 1-4 (1992-95) - 7/10. Parę lat temu obejrzałem 19 odcinków. Teraz doobejrzałem 17 kolejnych, i chyba jestem gotów pisać o całości. Podział na sezony nie ma tu większego sensu. Pierwszy niby liczy 60 odcinków, kolejne po 10 i mniej, a na Amazon Prime gdzie oglądałem ten serial serie liczą po 20 odcinków i konkretnych epizodów szukałem gdzie indziej niż wydawało mi się, że je znajdę. Każdy odcinek to oddzielna przygoda Batmana - człowieka w kostiumie Nietoperza, który walczy samowolnie z przestępcami. Produkcja ta jest familijna, skierowana głównie do dzieci, i to często hamowało twórców i scenarzystów. Jednak o wiele istotniejsze jest, jak wiele mimo to udało im się zrobić. Podejmowali wiele ryzyka i przekraczali granice standardowych seriali animowanych. Czarne charaktery wypowiadają cięte riposty, bijatyki są bezkrwawe, a historie często uproszczone (trzymamy Batmana na muszce aż do momentu, gdy ktoś go uratuje, zamiast zastrzelić typa od razu). Ale przy tym tor fabuły często jest nieoczywisty - nie wiemy, dokąd odcinek zmierza. W najlepszych epizodach czuć nutkę tragedii, a przeciwnicy Batmana często okazują się zasługiwać na współczucie. Pingwin po wyjściu z więzienia zostaje wykorzystany przez społeczeństwo. Harley wraca do społeczeństwa nie znając zasad "normalności" i przez to wpada w kłopoty. A człowiek, który zabił Batmana to mały knypek bojący się własnego cienia - zamiast go nienawidzić, wolimy mu kibicować, aby uszedł z życiem. Dla większości młodych widzów takie odcinki to wyzwanie! Najlepiej wspominam właśnie te odcinki, które są tragiczne. W których Batman nie ściga przestępcy aby mu przylać, ale by mu pomóc.



Najlepsze odcinki "Batmana: TAS" (chronologicznie)

1. "Heart of Ice" (1x03)
2. "Appointment in Crime Alley" (1x12)
3. "Two-Face" (1x17-18)
4. "Perchance to Dream" (1x27)
5. "Almost Got 'im" (1x35)
6. "The Man Who Killed Batman" (1x49)
7. "Birds of a Feather" (1x52)
8. "Mudslide" (2x02) - najlepszy!
9. "Second Chance" (3x02)
10. "Baby-Doll" (3x14)
...po obejrzeniu 36 odcinków.

piątek, 23 października 2015

(serial) "Scream" (7/10)

Serialowa adaptacja filmu kinowego Wesa Cravena pt. "Krzyk" pojawiła się na dniach na brytyjskim Netflixie i nie miałem wobec niego wielkich oczekiwań. Tym milej mi ogłosić, że jest to produkcja udana pod każdym możliwym względem! Osią fabuły jest oczywiście środowisko licealne, gdzie zaczyna grasować morderca. Wszystko zaczyna się jeszcze przed pierwszym morderstwem - Aubrey zostaje nagrana gdy całuje swoją dziewczynę, Rachel. Wideo trafia do Internetu i wszyscy je oglądają w kilku sekund od publikacji. Wszystkiemu winna jest grupa nastolatków pod przywództwem Niny - to ona po powrocie do domu ginie zadźgana przez gościa w czarnym płaszczu i masce, którą 20 lat temu nosił tutejszy człowiek-słoń. Rano wszyscy stają się podejrzani.

Miłośnicy podcastów będą mile zaskoczeni.



sobota, 28 lutego 2015

"Widzę, widzę" (6/10)

Psychological Horror, 2014


Przykład oceniania błędnego po okładce - w tym przypadku plakacie. Film jest/był w ofercie Scope50, które i tak miałem obejrzeć (takie wymagania tej akcji), ale właśnie: przeczytałem opis, zobaczyłem trailer i uznałem, że to jakiś gniot w stylu Hanekego o dzieciach znęcających się nad swoją matką w celu zdenerwowania widza.

Okazało się, że jest inaczej. Film nie ma nic wspólnego ani z owym Austriakiem, ani też jego założeniami. To psychologiczny horror w stylu "Oculusa", gdyby z tamtego zabrać cały "setup": gdy się zaczynał, postawiono sprawę jasno: wydarzyła się tragedia i winne temu może być nawiedzone lustro... albo bohaterowie są chorzy na głowę, i pamiętają przeszłość inaczej niż to było naprawdę. Wyobraźcie sobie "Oculusa" który toczy się bez tego wstępu, i macie "Goodnight, mommy"

Dwoje dzieci, bliźniaków w wieku ok. 10 lat, bawi się na dworze. Elias i Lukas. Wraca do domu gdy akurat wróciła ich matka... z twarzą w bandażach. Widać tylko jej oczy oraz usta. Przerażające? Owszem. Co się stało? Nie wiadomo. Synowie z czasem zaczynają podejrzewać, że to wcale nie jest ich rodzicielka. Ponad to, od początku stawia ona sprawę jasno: nie będzie się odzywać do Lukasa. Ignoruje to, co on mówi, zabranie synowi z nim rozmawiać, rano przy stole będzie czekać tylko jedno nakrycie przy stole.

sobota, 26 kwietnia 2014

Medium (6/10)

Horror & Mystery, 1985
Nie, to nie Nowicki.


Takie filmy też kręcono w Polsce! I to u schyłku tamtego ustroju, do tego czysto rozrywkowe - może jednak nie do końca, w tle pojawia się wątek Hitlerowców dochodzących do władzy i Polacy wybierających, kogo teraz popierają. Czas akcji - tuż przez WW2. Miejsce akcji: Sopot. Albo Zoppot, zależy gdzie zapytać. A na pierwszym planie: niezwiązani ze sobą ludzie sami nie wiedzą czemu wsiadają do pociągu i jadą nad morze, budząc się dopiero na miejscu. Starszy matematyk posiadający umiejętność wyliczenia dokładnej daty śmierci. Doświadczony komisarz budzi się na plaży każdego ranka, nie wiedząc jakie są tego przyczyny. Jego pomocnik donosi na przełożonego do wąsatych braci z zachodniej granicy. Na samym końcu podejrzany zostaje zlokalizowany w starym domu, a tam komisarz znajduje... ciało.

Owszem, niektóre motywy mogą wydać się przynudzające, większość brzmi schematycznie, jednak patrząc na "Medium" jako całość, jest to sprawne rzemiosło. Solidny thriller z domieszką grozy, z kilkoma momentami które chwytają konkretnie za gardło. Na początku nikt nic nie wyjaśnia, kolejne sceny prowadzą jedynie do kolejnych pytań, chora muzyka tworzy nieprzyjemną atmosferę a gdy zobaczyłem wspomniany stary dom to byłem już u Hasa pod Klepsydrą. Wprawdzie powtarzanie "Ja nic nie pamiętam" i podobnych schematycznych, tanich akcentów potrafi obrzydzić i zanudzić, ale jednak nie przeszkadza tak, jakby się w teorii mogło wydawać.

I tak w sumie można ten tytuł podsumować: "jest dobrze, ale jednak nie do końca, ale jednak dobrze". Nieźle poradzono sobie z lekko surrealistycznym klimatem oraz ekspozycją, dopiero od momentu wyłożenia kart na stół (co dzieje się o wiele za szybko) klimat opada tak jakby wyraźniej, i im bliżej końcówki tym mniej czułem się zaangażowany.

Fani polskiego kina i horrorów będą zadowoleni.
https://rateyourmusic.com/film/medium/

niedziela, 6 października 2013

To już jest koniec

Disaster, 2013


Przykład filmu, na który nie było pomysłu, aktorów zaciągnięto na plan i nie chciano wypuścić, póki nie zrobią czegoś, co zapełni taśmę. W ramach reklamy nakręcono śmieszną scenę która nie znalazła się w filmie, ona mnie zachęciła do obejrzenia, byłem mocno nakręcony... I dostałem komedię, w której żartów trzeba szukać niczym czterolistnej koniczyny na zboczu Wulkanu na jednym z księżyców Jowisza.



Jay Baruchel i Seth Rogen udali się na imprezę w rezydencji Jamesa Franco. W połowie zabawy następuje apokalipsa, ziemia pęka w pół, a dworze panoszą się demony, więc bohaterowie muszą zabarykadować się i siedzieć na dupie, a potem czekać, aż coś się pozytywnego zdarzy i będą uratowani. Już po samym wypowiedzeniu tego pomysłu na głos można być pewnym, że to się jednak nie uda. I dalej nie jest lepiej. Pomysłów na postaci nie było, aktorzy grają samych siebie, i guzik z tego wyniknie. Ktoś do Setha Rogena powie, że gra od 10 filmów tę samą postać i tyle. Pomysłu na relacje między nimi też nie ma. Jay i Seth są BFF, a po godzinie się okaże, że jednak ta blisko nie są, i obchodzi was to w tej chwili tyle samo co mnie, gdy oglądałem film. Pomysłów na sceny nie było. Lepiej walnąć tańczenie w slow-mo do jakiegoś popowego hitu. Pomysłów na rozwój akcji akurat kilka było, i wszystkie poronione. Siedzą tam i myślą, co się stało ze światem. I wymyślają, że to Apokalipsa, taka z Biblii. Zdradzać wiele nie będę, ale potraktują to na serio. Pomysłów na gagi też kilka było, większość poniżej poziomu. Ktoś obciąga Michaelowi Cera. Twórcy uznali ten żart za tak śmieszny, że zastosowali go trzy razy w ciągu 5 minut.

Poza tym przez ten film Emma Watson trzy razy użyła f-word.


3/10
http://rateyourmusic.com/film/this_is_the_end/

PS. Żeby było sprawiedliwie: Chaning Tatum mnie rozbawił, zdecydowanie najlepsza postać w tym filmie. I jak prawie udało się Franco uciec, też się uśmiechnąłem.

PS2. Chciałbym zobaczyć ten film z Zachiem Braffem i Donaldem Faisonem. Daję sobie 10/10 za sam pomysł.

środa, 28 sierpnia 2013

ZEMSTA PO LATACH (powtórka)

Mystery & Psychological Horror, 1980


Złote czasy filmów z gazet - był taki okres, dawno temu, kiedy jeszcze do gimnazjum chodziłem. Nagle gazety zaczęły przynajmniej raz w tygodniu dodawać jakiś film na dvd w cenie tych przykładowych 5 złotych, by potem dodawać nawet seriale (po 3-4 odcinki tygodniowo) i większe serie po 30 złotych za film ("Most nad rzeką Kwai", filmy Allena). Znam ludzi, którzy po prostu szli do kiosku w piątki i zgarniali wszystko jak leci, byle była tam płytka z filmem. Niektórych obrazów pozyskanych w ten sposób do dzisiaj nie obejrzałem. Ale też w ten sposób natknąłem się na kilka takich filmów, o których w inny sposób bym nie usłyszał. Dla przykładu: "Zemsta po latach".

Może w kręgach ludzi lubiących opowieści z gatunku "Haunted House", ale poza tym jestem jedyną osobą, która ten właśnie tytuł poleca w pierwszej kolejności jeśli ktoś zapyta mnie o horrory. Powodów jest kilka, a zacząć muszę od fabuły. Bohater nazywa się John Russell (George Campbell Scott), który po stracie żony i córki szuka ciszy, by móc tam pracować i pobyć sam ze sobą. Jest kompozytorem oraz pianistą. Przez agencję znajduje stary, od dawna niezamieszkały dom, którego historia sięga jeszcze XIX wieku. Szybko zaczyna mieć wrażenie obecności kogoś jeszcze w tym budynku. Zaczyna się od głuchego uderzania w rurach, codziennie o tej samej porze. Słychać też szmery, kran nagle się odkręca by w wodzie pokazać przerażający obraz... Ten dom, to co w nim egzystuje, chce coś powiedzieć...



Nie ma tu wyskakujących nagle z szafy przerażających stworów ani zjaw, które pokazują się widzowi, np. za plecami bohatera, ale gdy bohater się odwróci to z jakiegoś powodu zjawy już tam nie ma. A to dlatego, że przez cały film nie pokazano istoty nadprzyrodzonej, która nawiedza to miejsce. Zobaczyłem jedynie szczątkowe dowody na to, że tu jest. Dzięki genialnym zdjęciom oddano jej obecność, po prostu widać po tych korytarzach, że jest tu coś więcej. Bałem się, to przerażający film. Z bardzo precyzyjnym budowaniem napięcia oraz porażającym finałem, ale nic nie przebije rewelacyjnej sceny spirytystycznej. Oglądając ją byłem pewny, że widzę przypadek opętania, a George C. Scott dodaje wiele klasy całemu przedstawieniu, dzięki swojemu spojrzeniu człowieka niewierzącego w te bzdury.

Najlepsze jest to, że wszystko tu miało swój powód. Duch został w naszym wymiarze z określonego powodu, i ma pewien cel w robieniu tego co robi. Przeszłość bohatera ma znaczenie i jest wykorzystana w filmie. Cała historia jest kapitalna i jak najbardziej logiczna, a sam duch nie chce skrzywdzić bohatera - to dopiero nowość, prawda? Rzeczy które robi są przerażające, ale ze względu na to, co stoi za nimi, i to, że stworzyły w ten sposób taką historię.
Jedyne do czego mam zastrzeżenia, to zbyt łopatologiczne wyjaśnianie zagadki w kilku momentach. Nawet mam wrażenie, że jedynym celem dla postaci Trish Van Devere było bycie tam, by John Russell miał komu opowiadać, co odkrył (na szczęście są co najmniej dwa inne powody dla istnienia tej postaci, więc luz).



I jeszcze raz o zdjęciach. Skojarzenia z "Lśnieniem" są oczywiste, ale i tak warto o nich napisać kilka słów, bo to one właściwie tworzą cały klimat tego filmu. Bardzo rzadko kamera zachowuje się tu jak w normalnym obrazie, tzn. spełnia rolę pokazywania, co się dzieje. Najczęściej staje z boku, by stać się jedną z postaci - zazwyczaj jest to postać owego ducha, wiele momentów (z tym seans spirytystyczny) jest pokazanych również z jego punktu widzenia. Kamera nie zachowuje się, jak powinna - zawsze jest albo ciut z góry, albo nieco z dołu, albo trochę za bardzo z boku. Jeśli bohater jest na parterze, widzimy go z poziomu pierwszego piętra i na odwrót. Gdy coś dzieje się w jednym pokoju, kamera nie teleportuje się tam jak w normalnym filmie, tylko przemieszcza się powoli korytarzem i sama wchodzi do pokoju. Nawet w jej zwykłym przemieszczaniu się jest sporo życia, charakteru. Zdaje się skradać, czaić, zaglądać, podglądać, obserwować. Bezszelestnie. Gdy bohaterowie opuszczają lokację, kamera zatrzymuje się na chwilę, bo wie, że tu coś jeszcze się zdarzy. I pokazuje to tak wolno, napawając się tym, że jedyne o czym wtedy myślałem, to: "Nie, ja nie chcę tego zobaczyć..." - myślicie, że o tym nie wiedziała? Skąd ta pewność?

Ten film to odtrutka na całą resztę horrorów, szczególnie tych określanych jako "Stara szkoła" lub "klasyczna opowieść". Nie lubię chwalić za to, czego film NIE robi, ale to naprawdę ogromna ulga, zobaczyć film logiczny, konkretny, umiejętnie zbudowany i przy tym wszystkim straszny. Bo pokazuje, że można to zrobić. A widownia jest teraz naprawdę ogłupiona przez te wszystkie wyskakujące przed kamerą upiory, przechodzenie duchów za drzwiami, gdy bohater nie patrzy, i historiami które kupy się nie trzymają - i wszyscy to kupują, ciesząc się jak dzieci jeśli obejrzą horror w którym dla odmiany tylko 95% bohaterów umrze. Nie, istnieje inna droga. Ta właściwa.


8+/10
http://rateyourmusic.com/film/the_changeling/

piątek, 2 sierpnia 2013

Noc oczyszczenia (zbrodnia, nie film)

Thriller, 2013


"Przyszłość. Bezrobocie i przestępczość minimalne. Brutalność ledwo istnieje. Z jednym wyjątkiem" - to pierwszy tekst, jaki zobaczyłem. Po nim nastąpiła seria zdjęć brutalności godnej wojny z, ja wiem?, Iraku, Syrii, strefy Gazy, Wietnamu, Somalii, Libanu i kilku innych zapewne. Ja tak patrzę na tę masakrę i zastanawiam się, ilu ludzi żyje w świecie filmu, skoro taka miazga jest "wyjątkiem". 100 bilionów? Musiałem coś źle zrozumieć, więc lepiej przeczytam opis.

"Przyszłość. Rząd postanowił, że jednego dnia w roku legalne jest każde przestęstwo, dzięki czemu pozbyto się problemu przestępczości przez resztę roku". Tu chciałem wkleić jakiś obrazem ze statuetką i podpis: "Gratuluję! To najgłupszy pomysł na świat filmowy w historii!", ale nie znalazłem nic pasującego. Każdy widząc taki opis zacznie zadawać pytania: skąd rząd wziął taki pomysł? Jak go wprowadzono? Jak na to zareagowała reszta świata? Jak na to zareagowało samo US? Wszyscy się zgodzili? Dlaczego? Jak ich przekonano, że to da właśnie taki efekt? Skąd oni sami wiedzieli, że tak się stanie? Pierwsze ważne pytanie, do którego prowadzą wszystkie pozostałe: jacy idioci to wymyślili? Odpowiedź jest niestety całkiem prosta, bo kino już kilka razy zhańbiło się filmami propagujących obraz człowieka jako istoty złej w swojej naturze. Tym właśnie są ludzie odpowiedzialni za ten film, nienawidzących samych siebie. Bo jakie społeczeństwo zgodziłoby się na taką decyzję rządu? Takie które nienawidzi i chce zabijać, nie ponosząc za to odpowiedzialności. W ten sposób twórcy filmu widzą samych siebie, a także ciebie i mnie. W ten sposób widzą człowieka i wszystko, co on sobą reprezentuje. A raczej - jak chcą, by inni na niego patrzyli, oraz by nie osądzali ich samych za to, bo są za słabi by się zmienić. W innym wypadku nie można dojść do stanu, w którym kręci się film w tak prostej linii prowadzący do moralnej niewoli.

I by zamknąć ten temat na tym tekście, zacytuję pewną ważną książkę: "Jeśli człowiek jest zły z natury, nie posiada woli i nie zmieni tego żadna siła; jeśli nie posiada woli, nie może być ani dobry, ani zły: robot jest pozbawiony moralności. Traktowanie jako grzechu człowieka faktu, wobec którego nie ma wyboru, jest kpiną z moralności. Traktowanie natury człowieka jako jego grzechu jest kpiną z natury. Karanie go za grzech popełniany przed narodzeniem jest kpiną ze sprawiedliwości. Uważanie go za winnego w kwestii, w której nie istnieje niewinność, jest kpiną z rozumu. Zniszczenie moralności, natury, sprawiedliwości i rozumu za pomocą jednego pojęcia jest niedoścignionym wręcz wyczynem zła."



A teraz przejdę do tego, czego napisanie wymagało ode mnie w ogóle obejrzenie filmu.

Bohaterowie są tragiczni. Standardowa rodzinka należący do 1%. Okciec chcący bezpieczeństwa i popierający "Czystkę" bo to ratuje kraj, więc majstruje w swoim domu system bezpieczeństwa. Matka, która ma tu chyba rolę bycia stereotypową kobietą (do tego wrócę). Córka z wiecznym fochem, i generalnie się nie odzywa. Syn, który jest emo-creepy. Jego jedynym celem w życiu jest siedzenie w kącie z guglami na oczach, dzięki którym widzi obraz z kamery którą przyczepił do samochodzika, z kolei dzięki temu może chodzić po domu bez właściwego chodzenia po nim. Chodzenie jest dla lamusów.

Fabuła jest tragiczna. Jest ta czystka, ale ojciec barykaduje się po zęby, więc... gdzie akcja? Trzeba doprowadzić do debilnego zwrotu akcji, w stylu mężczyzny (zgadnijcie, jaki będzie mieć kolor skóry) wbiegającego do dzielnicy i krzyczącego o pomoc. Syn zdezaktywuje całą fortecę by go wpuścić, a po 5 minutach przyjdzie cała sekta domagająca się zwrotu ich ofiary. A jak nie to wejdą i zabiją bohaterów.

Błędy logiczne... one nie tyle są ile cały film składa się wyłącznie z nich. Nie ma tu ani jednej logicznej decyzji ze strony bohaterów. Najbliżej tego było chyba wyłączenie świateł bohaterom, gdy "poproszono" o zwrot ofiary, ale to nawet jest "tak-sobie-logiczne". Siedzą w pokoju w trzy osoby, czwartej brakuje. Trzeba wyjść i jej poszukać. Zostawiamy rodzinę w jedynym pokoju w całym mieszkaniu, do którego prowadzoną drzwi bez klucza. Po wyjściu ojca matka słyszy głos brakującej córki - wychodzi oczywiście, zostawiając syna samego.

Chcecie coś większego, ale nadal bez spoilerów? Proszę bardzo: po zabarykadowaniu się żaluzjami z tytanu i całą resztą, do dziewczyny zakrada się jej chłopak. Jakoś. Cała ta forteca za grube tysiące poszła się j... przez jednego smarkacza. Świetna ochrona dla rodziny przed 800 milionami mieszkańców USA, którzy chcą zajebać wszystkich, którzy nie chcą zajebać innych.
Jeszcze lepsze jest to, że ten smarkacz zakradł się nie dla seksu, tylko by pogadać z jej ojcem. Bo on musi się zgodzić na ich romans! Dobrą okazję wybrał. Pewnie czekał cały rok. I nie, ich rozmowa nie wygląda tak. http://www.youtube.com/watch?v=nil6Fh4riM8 Nie, ich rozmowa będzie jednym z największych debilizmów całego filmu.

Błędy psychologiczne są olbrzymie. Na początku gdy syn zakrada się swoją creepy samochodówką (o wyglądzie spalonej lalki, warto dodać), jest dzień i w ogóle. Matka - przyzwyczajona do tego zapewne - odwraca się, widzi mały samochodzik i w pisk. Ale gdy jakiś czas później syn zakradnie się po ciemku, nocą, do pewnego człowieka, ten się w ogóle nie wystraszy. Przykład może słaby, ale przynajmniej bez spoilerów.

Same podstawy świata filmowego to nie jedyna obraza, którą widz usłyszy. Na końcu przecież będzie seria uderzeń w twarz (w przenośni), gdy to bohaterowie (zgadnijcie, jakiej płci będzie ta właśnie postać od łzawych wątpliwości) będą dochodzić do strasznych wniosków, że ta noc "czyszczenia" to straszna rzecz, i jak człowiek mógł do tego dopuścić... Dochodząc do wniosku, że - tadaaam! - człowiek jest zły. Oni sami w tym momencie nie obrażają samych siebie ani widzów. Widzomo, że oni są amebami, a wszyscy widzowie to odmiana pleśni, a nie ludzie właśnie (tutaj wrócić do wstępu, nie będę pisał jeszcze raz tego samego). I po wszystkim, wraz z nastaniem świtu, wszyscy zachowują się, jakby nie mogli już zabijać. Mogą. Mogą cię zabić. I kto im jak udowodni, że zrobili to minutę za późno? Albo i kiedy indziej? Zabiją, ukryją ciało, proste. Są w stanie to zrobić, to już ustalone.

Najlepsze jest to, że przez całą tą masakrę i psychodeliczną udrękę myślałem tylko o jednym: wsiądź do samolotu, poleć do Paryża w obie strony. Powinno ci to zająć 12 godzin. Już nawet bez opuszczenia kontynentu na stałe, skoro mieszkasz w kraju zamieszkałym wyłącznie przez morderców, pierwszym logicznym krokiem byłoby ucieczka. Nawet bez tej całej troski o rodzinę. Miej tę firmę w US, ale prowadź ją przez Internet. Ale i bez tego - to jedno zdanie, z lotem samolotem, zabija ten film. Wszystko inne - tego wielu może nie dostrzec, nie myśleć o tym, nie być tego świadomymi. Ale to jedno zdanie wystarczy, by ten film zwyczajnie nie zadziałał.

Módlcie się, żeby przez następne 10 lat nie powstał film gorszy. Nie chodzi mi o to, że ktoś go obejrzy i uwierzy, że faktycznie agresja i nienawiść bierze się znikąd. Ludzie już teraz w to wierzą (ale gdy ktoś zawoła, że geje są be, to już będą udawać, że nie rozumieją, jak można bezpodstawnie kogoś nienawidzić, nawet go nie znając). Ale skoro kino jest za głupie, by pokazać ten temat we właściwy sposób, niech chociaż te złe obrazy wychodzą stosunkowo rzadko.

A ja oczekiwałem głupkowatego thrillera. Psia mać. Się rozpisałem. A to można jeszcze wypunktować głupoty z ekonomicznego punktu widzenia (takie rzeczy też już widziałem w necie, odnośnie tego cudownego "minimalnego bezrobocia").


1/10.
http://rateyourmusic.com/film/the_purge/