Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Batman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Batman. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Widziałem w maju dobre seriale. I filmy.

Panie, panowie - ostatnie cięcie ("Final Cut", 2012) - 6/10. Film złożony z innych filmów. To nadal jest normalna fabuła, ale tutaj, zamiast kolejny raz kręcić, jak ktoś idzie ulicą, to wzięli jakiś inny film, w którym pojawia się scena chodzenia po ulicy, wycięli ją i wsadzili ją tutaj. Da się za tym nadążyć, i ogólnie jest to strasznie ciekawa awangarda, w którą włożono od cholery wysiłku. Zmontowane to jest bajecznie, i chociaż przez pierwszą minutę byłem nastawiony negatywnie (co to, YouTube?), to podczas seansu właściwego bawiłem się znakomicie. Razem z przyjaciółmi krzyczeliśmy co sekundę tytuł filmu, z którego wycięto dany fragment. Świetna zabawa. Na raz. Jeśli obejrzeliście kilka tysięcy filmów i chcecie to świętować, nie ma lepszego wyboru niż seans "Final Cut" właśnie. GARRET POLECA!


Go Get Some Rosemary (2009) - 4/10. Ojciec który jest bardziej kumplem dla swoich dzieci niż rodzicem. Zaskakujące, że wszystkie te niezależne tytuły tworzone przez artystów-indywidualistów wyglądają identycznie. W ich rękach kamera jest jak zupka chińska. Smakuje tak samo i prezentuje się identycznie. Chociaż przyznam - tym razem nie ma ambientu który brzmi jakby ktoś zasnął na jednym klawiszu. Reszta jest bez zmian, w tym i niżej omawianym "Bóg wie co" (ci sami twórcy zresztą). Oba oglądasz przez 30 sekund i już wiesz wszystko co te tytuły mają do zaoferowania, czyli nic. Trwają tak długo, że nie mogą się skończyć, a gdy przychodzi ostatnia scena... To jest to scena jak każda inna, tylko zaczynają nagle lecieć napisy końcowe.



Złoty środek (2009) - 2/10. Film w którym kobieta przebiera się za mężczyznę, i nikt nie zwraca na to uwagę. Trochę jak Superman, tylko bez nadziei i całej reszty, a zamiast tego upchnięto do tego filmu kilka grupek które opowiadają między sobą jakieś słabe dowcipy. I w jakiś sposób jest to filmem. Najlepszy moment był na napisach końcowych, gdy jednego gościa określono "mistrzem oświetlenia". Nie chcę być niemiły, ale są tutaj sceny, w których ta sama twarz na oddaleniu jest oświetlona, a przy zbliżeniu jest dosłownie skryta w cieniu.





****SERIALE****



Kochane kłopoty, sezon 1 ("Gilmour Girls", 2000-01) - 7/10. W maju wróciłem do Netflixa, więc chciałem kontynuować "GG"... Ale stwierdziłem, że skoro tak lubię ten serial, to po co mam się śpieszyć? Obejrzę go od początku w całości, bez przeskakiwania żadnych odcinków. To nie jest konieczne, bo wiele epizodów jest samodzielnych, ale co ja poradzę? Samo oglądanie tej produkcji sprawia mi przyjemność. Rory idzie do drogiego liceum, dzięki czemu uda jej się dostać do Harvardu, ale by mieć na to pieniądze jej matka musi dogadać się z jej bogatą babcią. Dziadkowie wyłożą pieniądze, ale oczekują, że to odbuduje ich relacje rodzinne, i te wszystkie trzy pokolenia będą spotykać się raz w tygodniu na kolacji. To sprawia okazję do rozwiązywania wszystkich problemów wewnętrznych, jakie ci ludzie mają (Lorelai, mama Rory, urodziła ją mając 16 lat, przez co okryła swoich rodziców hańbą). Rory z kolei poznaje swojego pierwszego chłopaka, i spędza z nim czas. Swój pierwszy pocałunek, taniec i kłopoty w związkach. Uwielbiam obraz młodych w tym serialu. Ludzi, którzy niewiele wiedzą i popełniają błędy, wciąż jednak zasługują na drugą szansę. Nie stają się dupkami, bo nie wiedzieli lepiej, i idą do przodu. Uczą się życia na swoich wzajemnych przykładach. Tak właśnie powinny wyglądać seriale o dorastaniu.

poniedziałek, 1 maja 2017

Widziałem w kwietniu dobre filmy i seriale.

Kwiecień to głównie Amazon Prime z dodatkami Brown Sugar oraz HBO GO, czyli mamy tu sitcomy, Batmana, kino nieme i blaxploitation. Plus, to najwyraźniej był ostatni gwizdek aby obejrzeć "Split" i nie mieć zepsutego seansu przez newsy z całego świata o kontynuacji tego filmu, które zdradzały unikalny i niespodziewany zwrot akcji z finału. Jak widać to nie tylko w Polsce nie ma już prawdziwych dziennikarzy, ale to generalnie problem całego świata. Film miał premierę światową w styczniu, a w kwietniu już odbierają tobie wolność i przyjemność z oglądania. Cóż, jak widać najpierw trzeba urodzić się tak z 15 razy aby w tym czasie obejrzeć wszystkie filmy jakie wyprodukowano do chwili obecnej, i dopiero potem będzie można zaglądać na strony z newsami. Taki ich wybór. Ja się dostosuję.

A w maju wracam na Netflixa. Nareszcie...



****SERIALE****




Batman: The Animated Series, sezony 1-4 (1992-95) - 7/10. Parę lat temu obejrzałem 19 odcinków. Teraz doobejrzałem 17 kolejnych, i chyba jestem gotów pisać o całości. Podział na sezony nie ma tu większego sensu. Pierwszy niby liczy 60 odcinków, kolejne po 10 i mniej, a na Amazon Prime gdzie oglądałem ten serial serie liczą po 20 odcinków i konkretnych epizodów szukałem gdzie indziej niż wydawało mi się, że je znajdę. Każdy odcinek to oddzielna przygoda Batmana - człowieka w kostiumie Nietoperza, który walczy samowolnie z przestępcami. Produkcja ta jest familijna, skierowana głównie do dzieci, i to często hamowało twórców i scenarzystów. Jednak o wiele istotniejsze jest, jak wiele mimo to udało im się zrobić. Podejmowali wiele ryzyka i przekraczali granice standardowych seriali animowanych. Czarne charaktery wypowiadają cięte riposty, bijatyki są bezkrwawe, a historie często uproszczone (trzymamy Batmana na muszce aż do momentu, gdy ktoś go uratuje, zamiast zastrzelić typa od razu). Ale przy tym tor fabuły często jest nieoczywisty - nie wiemy, dokąd odcinek zmierza. W najlepszych epizodach czuć nutkę tragedii, a przeciwnicy Batmana często okazują się zasługiwać na współczucie. Pingwin po wyjściu z więzienia zostaje wykorzystany przez społeczeństwo. Harley wraca do społeczeństwa nie znając zasad "normalności" i przez to wpada w kłopoty. A człowiek, który zabił Batmana to mały knypek bojący się własnego cienia - zamiast go nienawidzić, wolimy mu kibicować, aby uszedł z życiem. Dla większości młodych widzów takie odcinki to wyzwanie! Najlepiej wspominam właśnie te odcinki, które są tragiczne. W których Batman nie ściga przestępcy aby mu przylać, ale by mu pomóc.



Najlepsze odcinki "Batmana: TAS" (chronologicznie)

1. "Heart of Ice" (1x03)
2. "Appointment in Crime Alley" (1x12)
3. "Two-Face" (1x17-18)
4. "Perchance to Dream" (1x27)
5. "Almost Got 'im" (1x35)
6. "The Man Who Killed Batman" (1x49)
7. "Birds of a Feather" (1x52)
8. "Mudslide" (2x02) - najlepszy!
9. "Second Chance" (3x02)
10. "Baby-Doll" (3x14)
...po obejrzeniu 36 odcinków.

środa, 30 stycznia 2013

Dark Knight Returns, part 2 (7/10)

Animation & Action, 2013


Historia jest kontynuowana - Gang został pokonany, większość jego członków znalazło inspirację w Batmanie i zostało jego chuliganami... I znowu - na okrak, jedną nogą wynika to z fabuły, a z drugą wynika z dupy. Joker się obudził i jego doktor proponuje mu, że pójdzie z nim do talk-show, będzie mu dzięki temu lepiej. Joker pojawił się w pierwszym filmie w dwóch ujęciach i miał chyba jedno zdanie dialogowe. Trzeci ważny wątek: na Kubie (?) USA walczy z Rosjanami, a pomaga im Superman. Też niby o tym wspomnieli w pierwszej części, ale również jednym zdaniem.

Who cares? Joker rządzi. Był tym powodem, dla którego obejrzałem ten i wcześniejszy film. Gra go Michael Emerson, i byłem z tego powodu strasznie nakręcony. Gdy tylko go usłyszałem, rozpoznałem bez problemu. Znałem ten łagodny, spokojny głos. Gdy skończyłem oglądać pierwszy part, była chyba 1 w nocy, ale i tak włączyłem drugi. Tylko do pierwszej sceny z Jokerem, chciałem to zobaczyć. I to dostałem. Jego występ w talk-show był tym, czego oczekiwałem po takiej postaci, i właśnie to zobaczyłem. Wspaniałe uczucie.


Ale... To trwa tylko 70 minut. To nie prawie 3 godziny Nolana, tutaj wiedziałem od razu, że nie dostanę porządnej, rozbudowanej, bogatej historii. Joker szybko wbiega do huba po czym wątek szybko się zamyka, by zrobić miejsce kolejnemu. Narzekałem na to już wcześniej, ale teraz ma to większe znaczenie, chodzi w końcu o Jokera! Wszystko kończy się o wiele za szybko i niezbyt ciekawie - oczywiście sama postać i jego konfrontacja z bohaterem jest satysfakcjonująca, tylko... to durne wbieganie do huba, nie ma nic więcej.

A potem - Superman wkracza do akcji. I wszystko wraz z tym jakoś zespala się w końcu w całość, choć można rzecz: na słowo honoru. Z początku nawet go nie widać, albo jest skryty w cieniu albo pokazany zostaje tylko ślad, że tu był - jednak w końcu dochodzi do jego pojedynku z Batmanem. Supermana, nadczłowieka, kosmity, niepokonanego, a mimo to Batman podejmuje z nim równorzędny pojedynek... z efektem, który musicie zobaczyć. Bo wszystko to zamknie się doskonałym zakończeniem filmu. Nie powiem, że całej historii, jak mówiłem, trochę tego pojawia się z dupy, ale zakończenie samo w sobie jest doskonałe. Kilka postaci umrze, wspomniany pojedynek skopał mi dupę, końcówka zmiażdżyła a ostatnie sceny usatysfakcjonowały. Po prostu: doskonałość.


Ale się cieszę, że w podsumowaniu 2013 roku będę miał przynajmniej jeden tytuł do odznaczenia w kategorii "Najlepsze zakończenie".

Czy najlepszy film o Gacku? Na pewno należy do czołówki, ale każdy wyróżniał się czym innym. "Maska Batmana" miała retrospekcje wprowadzającymi w znajomość Bruce'a z pewną kobietą. Dwa ostatnie filmy Nolana miały napięcie i bohaterów, "DKR, P2" ma dwa fantastyczne pojedynki, akcję, i Emersona w roli Jokera. Nolan ma lekką przewagę w tym, że jego historie były bardziej rozbudowane, dłuższe. Ale na dłuższą metę cieszę się, że obejrzałem wszystkie te tytuły.
http://rateyourmusic.com/film/batman__the_dark_knight_returns__part_2/

wtorek, 29 stycznia 2013

(NIEZŁY) DARK KNIGHT RETURNS, PART 1

Animation & Superhero & Crime & Action, 2012


Obejrzane ze względu na drugą część i pewną osobę w pewnej roli... Ale o tym jutro.

Nie siedzę w komiksach, o Batmanie mam takie se pojęcie. Widziałem filmy fabularne od Nolana, Burtona i tego trzeciego-którego-nazwiska-nie-umiem-napisać, z 50 lat temu oglądałem sporo odcinków serialu animowanego, zobaczyłem też niedawno "Maskę Batmana". Znam jako-tako realia uniwersum, umiem wymienić kilku przeciwników... Odpalam "DKR" i widzę, że Batman ma tu z 70 lat, jest staruszkiem, Joker siedzi sobie w spokoju w szpitalu Arkham, Two-Face przeszedł operację twarzy i obie połówki teraz się zgadzają...

...Okey.... To ile lat ma w takim razie Alfred? 180?
Po seansie się dowiedziałem, że to film na podstawie komiksu Franka Millera, więc to nie tak, że jakiś random wszedł z butami w to uniwersum i pozabijał połowę postaci, bo tak mu się podobało. Mnie to uspokaja.
Warto nadmienić, że nawet świeży widz dostaje wprowadzenie we wszystko co trzeba - pojawi się scena straty rodziców lub z nietoperzem w jaskini.


Przede wszystkim - silne upolitycznienie wszystkiego. Właściwie każdy ruch Batmana jest komentowany w telewizji, cała jego sylwetka jest omawiana i analizowana przez ludzi. Przez cały film toczy się dyskusja, czy jest przestępcą czy nie. Ale nie tylko - w jednej scenie przestępca w sklepie zakradnie się z bronią od tyłu do Gordona, ten jednak strzeli pierwszy. W domu pewnej nastolatki rodzice oglądający telewizję powiedzą: "zabił 17-latka. Wielka akcja policji!". Tego nie było w innych ekranizacjach Gacka, to z pewnością go wyróżnia. Podnosi wszystko na nowy poziom, dodaje smaczku wszystkiemu.

Akcja jest bez zarzutu. Przeloty nad miastem na tle wieżowców lub księżyca, wszelkie wybuchy a przede wszystkim finałowy pojedynek - rewelacja. Efektownie, ma dobre tempo, jest świeże i zachwycające. Sceny ociekają klimatem, są mroczne i dosadne. Gdy Batman dostanie w twarz, krew z nosa od razu się poleje.

Oczywiście, trzeba zaakceptować parę luk lub ułatwień ze strony twórców. Akcja na wysypisku, Batman wyciąga z kieszeni czoł i naciera. Czemu tak? Bo ładne? Albo każdy pościg kończy się w jakimś ujściu, placu budowy lub na klatce schodowej, podając w wątpliwość czy ci co uciekają naprawdę wierzą, że stamtąd wyjdą? Jakby na sam koniec zapomnieli, że mają zamiar uciec, a zamiast tego wpadają do takiego huba i się tam skradają, bawiąc z Gackiem w "Znajdź i zniszcz".

Minusy są generalnie dwa. Pierwszy - Gang, główny wróg w tej części, jest... śmieszny, wręcz żałosny. Składa się chyba wyłącznie z jakichś pryszczatych nastolatków, wyrwanych wprost z lat 80. To zwyczajnie słaby przeciwnik, serio ktoś taki sterroryzował całe miasto? Przy scenach z nimi cały film zalicza spadek, do poziomu dla 5-latków.
Drugi: narracja jest bardzo rwana. Wszystkie wątki stoją w rozkroku pomiędzy "pojawiają się z dupy" a "wynikają z fabuły", cała historia jest bardzo niezgrabnie połączona w całość.


A Robin jest dziewczyną. Przez pół filmu brałem ją za chłopaka, który wygląda na dziewczynę... Nie wiem, czemu jakaś randomowa dziołcha postanowiła być Robinem i skąd miała kostium, ale poza tym sprawdza się jako faktyczny pomocnik.
I jeszcze jedno... Kobieta z naklejonymi swastykami na sutkach. Nie łapię. Wstaliście kiedyś z rana i postanowiliście - "dziś nakleję sobie swastyki na sutki i tylko w tym będę chodzić!" Co się musiało stać, by do czegoś takiego dojść? Dziwne.

Ale to i tak nieważne. Oglądało się całkiem dobrze, animacja poza kilkoma wyjątkami (sztywne sięgania i siadanie na krześle w jednej scenie, tego typu drobiazgi) jest idealna, akcja jest efektowna. Jak na to czym to jest - liczącym sobie 70 minut wstępem do drugiej części filmu o Batmanie - jest w porządku.


6/10
http://rateyourmusic.com/film/batman__the_dark_knight_returns__part_1/

wtorek, 31 lipca 2012

MROCZNY RYCERZ POWSTAJE

Superhero, 2012


(Notatka pozbawiona spoilerów, recenzja właściwa) Mroczny rycerz spełniony.

Kocham ten film za przezroczyste efekty specjalne. Ani na moment nie pomyślałem, że to co widzę jest efektem komputera, green screenu lub tekturowych makiet. Miałem prawo uwierzyć, że to co widziałem wydarzyło się naprawdę. Każdy wybuch, przelot nad miastem, pościg. Nie miałem wątpliwości, że każdy z tysięcy statystów, dziesiątek samochodów lub setek budynków nie istnieje naprawdę. Kamera jedynie przeleciała przed tym i tyle.

To o tyle zachwycające, że nie miałem do czynienia z czymś zwyczajnym, jak w "Hugo" Scorsese, gdzie udało się twórcom przekonać mnie, że tam naprawdę był dworzec. W nowej części przygód Batmana widziałem spektakularne akcje, cały film znaczył przepych i rozmach. Widać już to w pierwszej scenie, gdy to widzimy w akcji dwa samoloty... I ani na chwilę nie przestałem wierzyć,że to naprawdę się działo. Że ci ludzie naprawdę znajdowali się na tej wysokości i tak dalej. Absolutnie niesamowite uczucie, pomijając wszystko inne co tworzyło tę scenę.

A było to przede wszystkim poznanie się widza z Bane'em, nowym przeciwnikiem Batmana. Jaki jest jego plan, czego dotyczy i jaki jest związek tej postaci z samym Waynem - tego nie mogę napisać. Właściwie o samej fabule jako takiej nie mogę za wiele zdradzić, bo tym razem nie jest tak prosta jak w "Avengers" lub "Mrocznym rycerzu", tu nie ma po prostu przeciwnika którego trzeba pokonać i wszystko wróci do normy. Fabuła jest złożona, wielopoziomowa, rozpisana na wiele postaci, wątków drugoplanowych i retrospekcji, bardzo mocno wykorzystuję strukturę trzech aktów. Czy to znaczy, że jest dobra? Do tego jeszcze wrócę.

Kocham ten film za Bane'a i Selinę, zarówno aktorsko jak i... wizualnie. Bane jest wielki, ma głos Seana Connery'ego wydobywający się z jego... maski, uprzęży, założonej na usta. Od samego początku jest tej postaci bardzo mało, ale za każdym razem chciałem jej więcej. Żeby jeszcze raz zobaczyć go, jego manierę, posłuchać jego tekstów ("Calm down, Doctor! Now's not the time for fear. That comes later"), usłyszeć ten głos nadający całej postaci zupełnie inny wymiar. A to wszystko było jeszcze zanim zobaczyłem go w akcji, tzn. w starciu z Batmanem. Powiem jedno: nie tego się spodziewałem.

Selina to zaskakująco kobieca postać, rewelacyjnie zagrana przez Hathaway, której w życiu nie podejrzewałbym o takie umiejętności. I nie piszę tylko o scenach walki, ale tych pojedynczych momentach gdy zdejmuje maskę bezbronności i zamienia się w Kobietę Kota. Niebywale atrakcyjne widowisko.

Kocham w tym filmie rozmach wszystkiego - wiem, wspomniałem już o tym pisząc o efektach specjalnych, ale sceny akcji same w sobie są w tym filmie bardzo ekscytujące. Szerokie ujęcia na miasto, dziesiątki prawdziwych aut biorących udział w scenie pościgu po prawdziwej autostradzie. W scenie na stadionie miałem pewność, że każdy z tych ludzi na trybunach jest prawdziwy, a wszelkie ujęcia na każdego z zawodników wymagało pracy w wymyśleniu, zorganizowaniu a na koniec wykonaniu tego wszystkiego. Za tym wszystkim stało mnóstwo pracy umysłowej i fizycznej. W czasie seansu zauważyłem zaledwie kilka powtórzeń, pozostałe sceny niosły coś wyjątkowego i często w trakcie seansu byłem pod wrażeniem tego, co twórcom udało się dokonać. Szczególnie wobec popularnej ostatnio mody na nieprzykładanie się do realizmu i logiki w filmie.

Główną wadą filmu jest ograniczenie jego długości na potrzeby wersji kinowej. Nie piszę tu o 5-10 minutach, ale minimum godzinie usuniętego materiału, bez którego w trakcie seansu byłem tak samo podekscytowany jak i zdziwiony, że sceny są tak krótkie, niektóre boczne wątki tak niekompletne a historie nowych postaci tak pobieżne. Chyba na każdej scenie zauważałem braki, co po wyjściu z kina strasznie zaczyna przeszkadzać. Dla przykładu - widz nie dowie się, skąd Selina nauczyła się bić i czemu zakłada kostium, czego w Trylogii Nolana raczej spodziewałem się nie zobaczyć. To w końcu ta seria filmów, w których wszystko było tłumaczone - kostiumy, historie, decyzje.

Również nie do końca wiedziałem co z czego wynikało w kilkunastu momentach, motywacje Bane'a lub Catwoman budzą wątpliwości, a film po głębszym zastanowieniu się wydaje się nadgryziony, a nawet okaleczony, wybrukowany. Czy więc historia jest dobra? Z jednej strony tak, jest tu bardzo dobre wprowadzenie, precyzyjne prowadzenie wielu wątków jednocześnie, dialogi są znakomite. W pewnym momencie nawet pomyślałem sobie: "To będzie to. Wyzwanie dla Batmana, któremu może nie podołać. Może przegrać albo i zginąć", a to naprawdę coś! Tego nie poczułem choćby w "Mrocznym Rycerzu", Gotham lub inne postaci mogły zginąć, ale Batman był tam nieśmiertelny i bez problemu stawał wobec kolejnych zagrożeń, szczególnie wobec chuderlawego Jokera. Tutaj sprawa się zmieniła. Ale z drugiej strony są braki, i to spore, ale mi nie przeszkadzały jakoś mocno, szczególnie wobec takiego rozmachu jaki film oferuje. Po prostu za kilka miesięcy - liczę na to - zobaczę pełnoprawny film w wersji DC.

Nie mogę jednak zapewnić, że wy też będziecie zadowoleni z wizyty w kinie. I będziecie mieć do tego prawo. Oczywiście, w kinach sceny akcji będą wręcz przygniatać a bębny Zimmera będą bombardować... Ciężki wybór. Ja bym polecał pójść do kina i czekać na wieści o wersji DC, szczególnie jeśli ktoś jest fanem poprzedniej części trylogii. Bo część trzecia zdecydowanie nie jest poniżej jej poziomu. Zauważcie też, że braków nie tłumaczę lenistwem twórców lub brakami w umiejętnościach, zamiast tego piszę "Naprawią to, na pewno!". To też spore osiągnięcie dla filmu, przekonać widza do takiego stanowiska.


8+/10