Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romance. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

"Victoria" (7/10)

Heist Movie, 2015


Tytułowa postać tańczy na parkiecie w dyskotece, jest jakaś czwarta nad ranem. Gdy wychodzi, spotyka paru mężczyzn którzy nieszkodliwie z nią flitują, zaczepiają. Spędzają razem miło czas, ale do rana może się jeszcze wiele wydarzyć...



poniedziałek, 27 lipca 2015

Nowe Horyzonty 2015 Dzień #3 Kobiety, siostry i dużo jedzenia

Dzisiaj znowu wyłącznie o filmach. Pięć tytułów w tym jeden na którym mi zależy, byście o nim usłyszeli.



00:00 - Perfomer (Polska, Eksperymentalny, 2015). 5/10
01:07 - Narodziny miłości (Francja, Romans, 1993). 6/10
01:49 - Nasza najmłodsza siostra (Japonia, Obyczajowy, 2015). 7/10
03:40 - Przeprowadzka (Kirgistan, Obyczajowy, 2014). 5/10
04:53 - Montażysta / The Editor (Kanada, Thriller, 2014). 4/10

Muzyka: Marek Grechuta - "Ulica cieni" z płyty "Magia obłoków"

RELACJA Z DNIA PIERWSZEGO ; DRUGIEGO

niedziela, 22 marca 2015

"In Your Eyes" (4/10) Słaby film nad którym warto się pochylić

Low-Fantasy, 2014


Wyjątek od reguły - nisko ją oceniam, ale i tak poświęcam niniejszej produkcji miejsce na blogu. Czasem trafi się na tytuł będący zły w dobry sposób. Można obejrzeć i uczyć się, jak powinna wyglądać produkcja filmów na poziomie. Przypomnieć sobie, że podstawowe elementy w filmie też można zepsuć, i bardziej docenić pozostałe produkcje.

Zaznaczę tylko, że to nie jest tragiczny obraz. Ale jest zwykły i nie spełnia obietnicy. Jest też nieco niezręczny.

Fabuła wygląda następująco: pewna kobieta i mężczyzna mają zdolność widzenia wzajemnie oczami tej drugiej postaci. Są od siebie oddaleni o połowę Stanów Zjednoczonych, nie znają się, ale w ważnych chwilach nagle widzą to co widzi tamta druga osoba. Czasem wystarczy jak się zdenerwują, ale najczęściej jest to coś o wiele poważniejszego. Jak wypadek. I wtedy oboje zachowują się, jakby wpadli na drzewo, chociaż tylko jednej jest tak naprawdę źle. Gdy dojrzewają, uczą się kontrolować tę zdolność i zdają sobie sprawę, że nie zwariowali. Ta druga osoba naprawdę istnieje...


sobota, 7 lutego 2015

"Dzieci gorszego Boga" (6/10) Lubisz romans?

Romance, 1986


James jest utalentowanym człowiekiem, który spędził całe życie na podróży. Był wszędzie i robił bardzo dużo. Teraz przypłynął do niewielkiej miejscowości, by uczyć w tutejszej szkole dla głuchych. Umieją już komunikować się za pomocą tamtejszego języka migowego, jednak większość wstydzi się mówić. Dźwięki które wydają są nieskładne, inni nie mają "ładnego" głosu, ludzie się z nich śmieją... James przybył tu, by ich nauczyć porozumieć się również z tymi, którzy nie znają języka migowego. W kuchni zauważa Sarę - dorosłą pracownicę sprzątającą po godzinach, która również nie mówi. Nasz bohater postanawia ją uszczęśliwić.

To oczywiście prowadzi do zakochania się. Problemy z tym filmem można wymieniać niemal bez końca - James cały czas przeprasza za wszystko, Sarah to chodzący stereotyp ówczesnej kobiety na ekranie, czyli "silna, samodzielna istota, która jest jednak delikatna w środku i potrzebuje, by ją ktoś zrozumiał i przytulił". Historia jest prosta jak napięty sznurek, brak tu tła lub wątków pobocznych, życia. To jedynie kino gatunkowe, w którym on i ona się spotykają i jest miłość. Szkoła nie jest tu istotna, inne postaci nic nie znaczą, temat głuchych też w zasadzie nie istnieje. Ponadto fabuła to wzór schematu komedii romantycznej, a wszystkie dramaty jakby gubią się po drodze i chyba same postaci nie pamiętają miejscami o swojej przeszłości.

Ale jakie to jest łatwe kino! I przyjemne! Nastawiłem się na ciężki dramat, w której głusi są gnębieni i śmieją się z nich, i dzielni William Hurt broni ich własną piersią, i wszyscy płaczą, i samobójstwa... zasugerowałem się plakatem. A zamiast tego dostałem lekki, sympatyczny film. Bohaterów można polubić, a ich głębia psychologiczna - chociaż to kolejny schemat - jest solidna i zadowala. Wydaje się prawdziwa i naturalna. William Hurt i inni mogący gadać cały czas czytają na głos język migowy używany przez inne postaci, ale to też wyszło... łatwo. Nie przeszkadza, wydaje się naturalne, wchodzi bez poślizgu podczas oglądania i w ogóle nie rozprasza.

Nie tego się spodziewałem. Odkładałem ten seans od wielu lat, i teraz też myślałem, że wyłączę po godzinie, a obejrzałem z zadowoleniem i bez problemu do samego końca. Jasne - są lepsze filmy, ale dla fana gatunku jakie to ma znaczenie? Przyjemny seans.

sobota, 19 kwietnia 2014

Cudowna Mila (7/10)

Disaster, 1988



Ilość przypadków i jak wiele od nich zależy nie jest istotna. Ważne, jak się do nich człowiek ustosunkuje. Przypadkiem natknąłem się na "Cudowną milę" w polecanych pod filmem "Zabić księdza", chociaż nie wiem, co te dwa tytuły mają ze sobą wspólnego. Przypadkiem w ogóle owe rekomendacje działały wtedy. Stwierdziłem: "Ciekawy tytuł. Zobaczę, o czym jest". Harry Washello przypadkiem zaspał 12 godzin i zamiast odebrać dziewczynę z pracy 15 po północy, obudził się o 3:45 i w biegu udał się do baru licząc sam zapewne nie wiedząc na co. Przed lokalem stała budka telefoniczna, a tam przypadkiem cały czas coś dzwoni. W końcu bohater odbiera - słyszy młodego człowieka pracującego w silosie nuklearnym. Dowiaduje się, że rakiety już zostały wystrzelone. Zostało im... 50-70 minut? Chłopak próbował się dodzwonić do ojca, ale pomylił kierunkowe. Ostatnim, co Harry usłyszał, były dźwięki strzałów po drugiej stronie słuchawki. Harry wybiera uwierzyć i przekazać to dalej. Część ludzi z baru uwierzyła, część nie. Jedni wykonali telefon i usłyszeli o pewnych zachowaniach władz, które by potwierdzały atak nuklearny. Reszta spakowała co miała pod ręką i zaczęła uciekać, troszcząc się o siebie. Harry najpierw jednak musi zabrać swoją dziewczynę, która poszła do domu po tym, jak ten się nie stawił by ją odebrać.

sobota, 15 lutego 2014

Her (7+/10)

Romance & Science Fiction, 2013


Niedaleka przyszłość. Theodore pracuje jako twórca pocztówek, wiadomości, listów. Te kartki, które dziś kupujecie, tylko się pod nimi podpisując - to coś w tym stylu, tylko na wyższym poziomie. Theo nie tylko je pisze, on je kontynuuje. Zna ludzi dla których tworzy jakby poznał ich osobiście, pisze korespondencję którą oni się wymieniają przez lata. I jest w tym wyjątkowy, szef określa jego prace jako sztukę. Jednak towarzyskie życie nie wychodzi bohaterowie. Rok temu zakończył formalnie związek, wciąż go wspomina. By uporządkować życie, kupuje nowy OS mający mu pomóc w uporządkowaniu życia. Owy OS jest reklamowany jako możliwe partner życiowy. Tak, trudno w to uwierzyć. Do pierwszego włączenia.


Reżyser nadał tej opowieści świetne tempo - na wszystko tu jest miejsce, i w to można uwierzyć. W świat, w bohaterów, w ich relację między sobą. Tak, to wszystko co zobaczyłem, było prawdą. Początek jest bardzo pozytywny, jakby się leżało na hamaku i słuchało idealnej muzyki... Im bliżej końca tym bardziej się jednak stresowałem. To po części moja "zasługa", jak zareagowałem na ten tytuł: już po 20-30 minutach zacząłem spekulować sam ze sobą, jakie będzie zakończenie. Ale też film sam w sobie należy do kategorii opowieści, w których koniec może zdefiniować całą resztę. "O czym był to film" oraz "czy mi się podobał". I tak naprawdę powtórny seans będzie tym właściwym, wtedy będę mógł odebrać film takim jakim jest, nie licząc moich obaw. Zresztą, sami zobaczcie - film o miłości z komputerem mógł mieć 4 zakończenia:
a) Theo opowiada znajomym, że jest zakochany w OS, ci chcą go leczyć i ogólnie zostaje wyklęty.
b) Theo zostaje z Sam do końca, umiera szczęśliwy, a Sam wyłącza się sama by z nim zostać.
c) Theo dzięki Sam odnajduje porządek w życiu, zaczyna się umawiać z kobietami, a Sam... jest sama. Chlip.
d) Spike Jonze mnie zaskakuje.

Widzicie więc, że to mogłyby być całkowicie różne opowieści. Wkurzające albo przesadnie płaczliwe. Na szczęście wybrano opcję ostatnią. Właściwie, to dwa razy.

Opowieść zachowuje balans pomiędzy rzeczową fabułą a metaforami przeróżnych rzeczy, choćby stanu w którym gadasz sam ze sobą, rozpamiętując przeszłość, starając się ją napisać na nowo. Dawne kłótnie z ukochaną i takie tam. Wszystko to prowadzi do poważnych rozmyślań nad istotą miłości i człowieka w tym wszystkim. Nawet jeśli odpowiedzi są ci znane, prawdopodobnie zastanowisz się jeszcze raz. I nie na tym wszystko się kończy. "Her" można spokojnie odebrać również jako opowieść o wyjątkowości kina. Film Jonze jest wypełniony dialogami, nie ma tutaj zbyt wiele "filmowości", całość niewiele by straciła gdyby była książką. Ale to nie wada, tylko podkreślenie tego, czego tak brakuje w relacji z Samanthą. Mieliście podobne myśli? Albo przy drugim seansie skupcie się na profesji Theo, i jak ją skonfrontujecie z resztą filmu...

Futurystyczny świat wypadł bardzo przekonująco. To nie jest zbyt odległa przyszłość, ale wygląda bardzo realistycznie jako konsekwencja teraźniejszości. Tak może wyglądać świat za 10-20 lat. W krajach pierwszego świata, oczywiście. Gry komputerowe,zawód głównego bohatera, rozwój sztucznej inteligencji, zanik stosunków międzyludzkich, wynajdywanie coraz dziwniejszych sposobów zapełnienia potrzeby towarzystwa... Ale sterowanie głosem nadal wygląda głupio i niepraktycznie. Na potrzeby kina jest idealne, ale gdy się nad tym zastanowić nie ma to ani trochę sensu. Chodzisz w tłumie ludzi i gadasz do siebie, jak ma to inaczej wyglądać? Nie działało w "Babylon 5", nie działa w "Her". Chociaż trzeba oddać - jest tu jedna scena nadająca całemu zjawisku realizm. Sami zobaczycie.

Scarlett Johanson - ideał.
https://rateyourmusic.com/film/her/

środa, 29 stycznia 2014

Cudownie tu i teraz (6/10)

Teen Movie, 2013


Sutter Keely miał dziewczynę. Do czasu, gdy w skutek pewnych wydarzeń znalazł się w całkowicie niewinnej sytuacji z inną kobietą, co zostało odczytane jako "zdradę". Sutter próbował poprawić sobie humor w towarzystwie i przy alkoholu, ale mu nie szło. Aż następnego rana obudził się na czyimś trawniku bez pojęcia, gdzie jego samochód, a nad nim stała Aimee. Była obok, bo rozwoziła gazety po okolicznych podjazdach.

czwartek, 16 stycznia 2014

Zupełnie inny weekend (6/10)

Queer Cinema, 2011


Opowieść o geju, który poznaje drugiego geja, i jest im razem całkiem miło. Wszystko w stylu który ja nazywam "indie movies" - kamera z ręki, blisko bohatera, dużo ujęć zwykłych czynności w stylu mycia się lub palenia trawki. Częste korzystanie z ujęć śledzącym (np. bohater długo idzie zanim zapuka do drzwi), a przede wszystkim: mnóstwo dialogów, przy zerowym nacisku na jakąkolwiek akcję. Inni nazywają to "Sundance Style" chyba.


Najlepszy moment był wtedy, gdy główny bohater jechał tramwajem na spotkanie w klubie, i słuchał grupy nastolatków w tle, gadających o zachowaniu "kogoś tam". Zachowywał się jak pedzio, ubrał się jak jeden z nich, na pewno nim jest - i takie tam. A bohater niewiele w tym czasie robił, wyglądał jakby tego nie słyszał. Ale było jasne, że jest inaczej. Zdjął czapkę. Tylko tyle. Cięcie, następna scena - tramwaj odjeżdża, a on idzie ulicą. To było naprawdę dobre. Wiele to dało, obserwowanie jak radzi sobie w takich sytuacjach - i szerzej, że każdy gej zapewne napotyka na taki moment... Daje to do myślenia.

Reszta... Cóż, nie była tak interesująca. Owszem, były sceny w klubie, i naturalne poznanie się, były sceny seksu. Ale większość filmu to dwoje ludzi siedzących na tyłku i gadających o byciu gejem. Muszę oddać twórcom, że napisali świetne postaci, i słuchało mi się ich całkiem dobrze, ale przydałoby się, by jeszcze gdzieś poszli, robili coś. By działo się nieco więcej, by był chociaż jeden pomysł na całość. Albo i dwa. "Weekend" to obraz zbyt powierzchowny, zbyt prosty i zbyt krótki (mówię tu o czasie który obejmuje akcja filmu, nie o czasie trwania), bym mógł ocenić go jako coś więcej.
https://rateyourmusic.com/film/weekend_f2/

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Restless (6/10)

Romance & Low Fantasy, 2011


"Harold i Maude" na smutno i z Wasikowską zamiast starej. To w sumie wyczerpuje temat, ale spróbuję coś napisać. Otóż, Enoch Brae chodzi na pogrzeby ludzi, których nie znał. Na jednym z nich poznaje Annabel Cotton, która go rozpracowuje na pierwszy rzut oka. Jest w jego wieku, oboje nie chodzą obecnie do szkoły, i zaczynają wspólnie spędzać ze sobą czas. Między innymi chodząc na pogrzeby, albo porozumiewając się z duchem Japończyka z WW2. Poznają się. Widz dowiaduje się, jak wygląda ich życie osobiste, oraz że jedno z nich umrze za trzy miesiące...


W teorii brzmi to bardzo dobrze, ale szybko zacząłem zadawać sobie pytanie: czemu to nie wychodzi tak uroczo jak powinno? Taka scena nad grobem rodziców Enocha - Annabel zaczyna się zachowywać, jakby żyli, i właśnie się poznali. A Enoch się przyłącza i mają ten dziwny-ale-pozytywny moment. Ten film ma sporo momentów, które czuję i które działają, i owa rozmowa to jeden z nich. Czemu cały film nie jest taki? Nawet na wspomnianym "Harold i Maude" bawiłem się przednio, choć to film anarchistyczny.

Obstawiam nijakich bohaterów. Relacje między nimi są świetne, ale oni sami już nie. To bardziej główne osoby dramatu, który już nieraz widziałem. Zachowują się jak z góry zaplanowano, brakowało w nich naturalizmu - jedno dowiaduje się o stanie drugiego, "ojej, umierasz! Cóż, widać musimy się w sobie zakochać teraz". I jest miło, są razem, miłość po grób, seks, wymuszone rozstanie w gniewie żeby nie było zbyt monotonnie, powrót i zakończenie. A ja bym chciał zobaczyć bohaterów, którzy tylko się zaprzyjaźniają. Szczególnie wobec faktu, że wcześniej nawet tym nie byli. To by było coś!

Jak wspominałem,  poczułem kilka momentów, i ogólnie zapamiętam ten tytuł. Przynajmniej niektóre momenty, szczególnie motyw Hiroshiego.
https://rateyourmusic.com/film/restless_f1/

"Jest ptak, który myśli, że umrze gdy zajdzie słońce. Dlatego codziennie rano śpiewa, by wyrazić swoją radość, gdy odkrywa, że wciąż żyje"


Top 5 van Santa

1. Buntownik z wyboru
2. Restless
3. Moje własne Idaho
4. Słoń
5. Paranoid Park

niedziela, 29 grudnia 2013

Tabu (5/10)

Drama, 2012


Jak dobrze, że nie poszedłem na to do kina... Fabuła? Historia? Sam nie wiem, co napisać. Starsza kobieta oskarża potajemnie swoją służącą o to, że ta chce ją zabić? To strasznie chaotyczny film, męczący brakiem organizacji, dodatkowo aktorzy widać uczęszczali do szkoły aktorstwa imienia Wujka Boonmee, każdy wypowiada swoją kwestię jakby widział ją po raz pierwszy w życiu, i wygląda przy tym jakby miał problemy z pamięcią. Po ujęciu podejdziesz do takiego, zapytasz co ten przed chwilą mówił, a ten nie będzie wiedział o czym mówisz - jakim ujęciu?

Sceny następują po sobie bez większego ładu i składu, o rytmie nie wspominając. To bardzo nudny film, który strasznie nuży. Szybko miałem już gdzieś uważne oglądanie, praktycznie zasypiałem słuchając monotonnego głosu narratora, który na dodatek mówił kwestie wyjęte jakby z wiersza. Wiecie, scena trwa kilka minut, narrator cały czas usypia widza swoim wolnym tonem, i wszystko co mówi można zamknąć tak naprawdę w dwóch zdaniach.

Jestem obojętny wobec "Tabu". Mam gdzieś, czy to dobry film. Może i tak. Może o czymś opowiada. Ale stracił moje zainteresowanie gdzieś w 3/5 seansu, i nie ma szans by je odzyskał. Jest nudny i wygląda na typowy offowy obraz, który nie został stworzony po to, by go ktoś potem oglądał.
https://rateyourmusic.com/film/tabu/

poniedziałek, 14 października 2013

Dzisiejsze czasy

Slapstick & Romance, 1936


Powtórka. Chaplin w erze kina dźwiękowego ostatni raz próbuje nakręcić kino nieme, i to w zasadzie jest najczęstszy żart w tym filmie. Jak stara się, by wyglądało na dźwiękowe, ale bez wydawania głosu. Jest oczywiście slapstick i zwykłe gagi, ale dzięki owemu kontekstowi ten film tak śmieszy. Jak na końcu szef pyta się Charliego, czy umie śpiewać - jego mina mówi wszystko. A gdy w końcu mówi, odmawia użycia słów. I tak dalej, o tym jest ten film. Oczywiście jest tu luźna fabuła i różne małe dramaty w stylu człowieka, który woli być za kratkami niż na wolności, ale jednak ten film nie porusza ani nie śmieszy tak bardzo jak pozostałe filmy Chaplina.

Chociaż całość jest bardzo urocza i pozytywna. Reżysersko z kolei naprawdę imponująco, dużo skomplikowanych scen zbiorowych. Plus naprawdę pomysłowe gagi z użyciem maszyn.


7/10.
http://rateyourmusic.com/film/modern_times/

niedziela, 13 października 2013

Metropolis

Dystopian & German Expressionism, 1927


Powtórka po wielu latach. Era filmów na TVP Kultura, i oglądania ich bo miały 5 gwiazdek w programie telewizyjnym z Wyborczej. To był pierwszy z tytułów, przy których musiałem się tłumaczyć, czemu nie dałem dychy. Trochę się obawiałem tej powtórki, to głównie urywki z tego filmu miałem na myśli gdy mówiłem, że nie lubię kina niemego za dziwaczne aktorstwo. Przybranie pozy, zastygnięcie, czekać aż reszta sceny zrobi co trzeba, wykonać swój ruch, powtórzyć. Ale nie jest tak źle, dzisiaj już  to się nie rzuca mi w oczy, do tego już rozumiem ten okres, że wtedy tak musiało być, i wszystkie inne trudności z którymi artyści musieli się zmierzyć.

Choć jednocześnie rozumiem tych, którzy nie akceptują takiego kina. Też mają rację.



Fabuła. Pokręcony i dziwny świat, w którym są dwie grupy: rządzący i pracujący. Drudzy harują do śmierci ze zmęczenia w podziemiach, a na powierzchni ci pierwsi żyją jak królowie. Młody potomek ważnej osobistości zjeżdża na dół, i na własne oczy widzi koszmar tego, co się tam dzieje. Miałem wrażenie, że reżyser wyłożył do tego momentu wszystkie karty, i nie szykuje dla mnie żadnej niespodzianki, ale byłem mile zaskoczony. Dalsza część jest naprawdę interesująca pod każdym względem: tematyki, gatunku, postaci, wydarzeń. Ekspresjonizm miesza się z kinem utopijnym, dramat z romansem, kino katastroficzne z elementami cyberpunku, a jako całość ogląda się to znakomicie.

Wszystkie dekoracje robią wrażenie swoimi rozmiarami, rozmachem i zróżnicowaniem (a jak jeszcze człowiek zacznie się zastanawiać "Jak oni to zrobili" to w ogóle film ma u niego +10 do oceny). A powiedzieć coś takiego o filmie z 1927 roku to naprawdę wiele. Czuć wielkość tego miasta i wszystkiego co na niego się składa, niczym dinozaurów z "Parku Jurajskiego". Do tego historia ma niezwykły klimat i niesamowite tempo, od połowy jest niebywale intensywnie, niczym najlepsze kino akcji.

Może i film jest trochę zbyt czarno-biały, może trochę mało konkretów na drugim planie, może za mało to wszystko jest rozbudowane fabularnie. Zakończenie, ostatnia scena, jest słaba, znowu w kinie niemym zabrakło odpowiednich słów na koniec. Ale oglądało mi się to znakomicie. Chętnie w przyszłości obejrzę jeszcze trzeci raz.


7+/10
http://rateyourmusic.com/film/metropolis/

sobota, 21 września 2013

Szampan

Comedy & Melodrama, 1928



Bogaty ojciec ma dosyć zachowania swojej córki. Robi jej żart, mówiąc jej, że zbankrutowali - a ona chwyta haczyk.

W biografii Hitcha jest kilka istotnych wzmianek o tym tytule. To pierwszy film we współpracy z Eliotem Stannardem, i jeden z nielicznych opartych na oryginalnym pomyśle (nie jest to adaptacja sztuki). Początkowo Stannard rzucił pomysł - tematem będzie szampan. I zbudowali wokół tego dramatyczną fabułę o prostytutce, z gorzkim finałem... ale w głównej roli obsadzono znaną, uśmiechniętą aktorkę, producenci wymusili zmianę tonacji historii na komediową, wszystko się posypało. Skończyło się na tym, że scenariusz powstawał na bieżąco w drodze do studia co dzień rano. Plus inne problemy, w stylu napięcia na linii aktor-reżyser.

I tak powstał "Szampan". Sam Hitchcock ponoć nigdy go nie polubił. Widać, że to obraz z problemami: sam bym się nie domyślił, że to komedia, żart jest aż tak rzadki i niedostrzegalny. Rozbawiło mnie, jak ona z nim się witali, ona mu rękę do ucałowania, a on normalnie jak facetowi podał rękę. I jednocześnie się przywitali na oba sposoby.:) Ale to jedyne o czym będę pamiętać. Tempo filmu jest za wolne - moment o którym wspomniałem na początku, ojciec robi córkę w balona, ma miejsce dopiero około 30 minuty. I tak dalej.
Ale nie oglądało mi się tego jakoś źle... Przypadło mi do gustu mnogość sztuczek, z jakich reżyser skorzystał. Na przykład, gdy ojciec zrzuca bombę na córkę, zobaczyłem wtedy dwa przenikające się obrazy - drzwi i za nimi bohaterkę stojącą przed tłumem, który się z niej śmieje. Naturalny sposób pokazania o czym ona wtedy pomyślała, sami przyznacie. Takich ujęć jest w tym filmie mnóstwo, i bardzo mało jest samego tekstu. Całkiem ładna narracja niemym obrazem.

Takie tam szczegóły. Średnio angażujący film. Oglądałem wersję z YouTube'a bez muzyki, ciekawe doświadczenie. Absolutne kino nieme.


5/10
http://rateyourmusic.com/film/champagne/

środa, 18 września 2013

CYRK (trzeci seans)

Romance & Comedy, 1928


Właściciel tytułowego przybytku ma kłopoty - klauni których zatrudnia nie umieją już rozśmieszyć widowni, brakuje im energii. Na ratunek przybywa legendarny tramp, który akurat przebiegał obok uciekając przed policjantem, i rozśmieszył wszystkich. Przede wszystkim dzięki temu, że nie miał bladego pojęcia o tym, co się wokół dzieje. I w ten sposób znajduje nasz bohater pracę...



Gagi może nie są tak rozbudowane i zgrane jak w "City Lights", ale jednak to tutaj są one najlepsze. Pierwsza ucieczka przed policjantem, motyw z gabinetem luster i figurami, uczenie się różnych sztuk wraz z resztą klaunów, scena z lwem, końcowe chodzenia na linie... To jedna z najlepszych komedii jakie w życiu widziałem, kropka. Nieprawdopodobna dawka świeżości, energii i pomysłowości - co widać szczególnie dziś.

Z drugiej strony jest to też jeden z najmocniejszych dramatów, jakie w życiu zobaczyłem. Szczególnie ze względu na kontrast - nie ma tu nawet jednego mocnego wydarzenia, nikt nie umiera ani nie jest choćby ranny. Wielokrotnie o tym pisałem - przez 70 minut jakie film trwa, byłem przekonany, że oglądam komedię. Ostatnie 20 sekund uświadomiło mi, że oglądam dramat. Tak proste, tak piękne, tak bardzo dobre zakończenie - ono zmienia wszystko. I gdy oglądam to ponownie, miejscami zastanawiam się, jak kiedyś mogłem to brać za 100%-ową komedię? Dosłownie pierwsza scena, w której właściciel cyrku po występie krzyczy na córkę za to, że popełniła błąd podczas akrobacji, więc teraz nie zje nic na kolację... A następnie łapie ją za pysk i rzuca na podłogę. W tym po prostu nie ma żartu. Czysty dramat. Jak mogłem tego nie widzieć za pierwszym razem?

"Cyrk" to film, który najlepiej wypełnił główny motyw sztuki Chaplina, czyli: "Życie jest tragedią, gdy widziane z bliska, a komedią, gdy widziane z daleka".


9+/10.
http://rateyourmusic.com/film/the_circus/


Top 5 Chaplina

1. Cyrk - 9+/10
2. Światła rampy - 9+/10
3. Światła wielkiego miasta - 8+/10
4. Dzisiejsze czasy - 8+/10
5. Gorączka złota - 8+/10

wtorek, 17 września 2013

Laugh, Clown, Laugh

Melodrama, 1928


Kiedy zobaczyłem taki gatunek obok takiego tytułu, wiedziałem że będzie ciężko. I faktycznie - historia kręci się wokół klauna, który znalazł porzucone dziecko, i postanowił się nim zaopiekować. Tytuł z kolei zostanie dwa razy użyty jako kwestia w samym filmie, i jest to chyba najlepsza kwestia z kina niemego, jaką widziałem. Obok "I can see now" z "City Light", oczywiście. "Śmiej się, klaunie, śmiej, nawet jeśli serce masz złamane..."
Ostatnia kwestia też piękna.

Ten film nakręcono z dużym uczuciem. Odegrano go z jeszcze większym. Rozwój historii jest niekonwencjonalny a końcówka wzruszająca. Bez wgłębiania się w szczegóły, choć przynajmniej raz fabuła stanie się dosyć głupia - twórcy wiedzieli, czego się spodziewałem i dokładnie to mi dali, w pełni szczerze. Dla zwolenników melodramy pozycja godna uwagi.;-)

Szkoda Lona Chaneya. Dwa lata później umarł na raka, i w tym filmie wyraźnie już wygląda na chorego. A przynajmniej na o wiele starszego niż wtedy był. Choć zapewne dzięki temu wypadł tak dobrze.


7/10.
http://rateyourmusic.com/film/laugh__clown__laugh/

niedziela, 1 września 2013

10 najśmieszniejszych głupot z filmu "Intruz"

Nie będzie tradycyjnej recenzji, nawet w moim tradycyjnym stylu. Obejrzałem jakieś 10 minut tego filmu (jeśli nie wiecie, na podstawie czyjej książki go nakręcono - gratuluję i nie zmienię tego) i po tym czasie doszedłem do wniosku, że przydałby mi się drink, bo na trzeźwo tego oglądać się nie da. Film opowiada o tym, że przyszli kosmici i wyssali z ludzi człowieczeństwo (czymkolwiek ono jest), przejęli ich ciała i dzięki czemu zapanował pokój i szczęście. Jak więc łatwo się domyślić, po owych 10 minutach mój mózg działał tylko dzięki temu, że nieustannie komentowałem wszystko co zobaczyłem. Niestety, na najniższym poziomie inteligencji, czyli "sarkazm". Zaszedłem więc gniota od dupy strony i zrobiłem listę - jak za starych dobrych czasów. W stylu pewnego człowieka, który mnie nie lubi.;-) Odwiedziłem nawet jeden z jego starych tematów i ze zdziwieniem odkryłem, że na potrzeby wstępu użyłem nawet niemal tych samych wyrażeń co on. Dziwne, nie?

Zdecydowałem się na listę najśmieszniejszych. Nie największych, nie najbardziej obraźliwych, nie najobszerniejszych, i z całą pewnością nie wszystkich. Dodam tylko, że niektórych scen nie oddadzą żadne słowa, choćby moment śmierci jednego chłopa... Zdecydowanie jeden z najśmieszniejszych filmów w historii.

(kolejność chronologiczna)



Miejsce 1. W sytuacji zagrożenia skok na japę z wysokiego budynku jest rozwiązaniem, które warto wziąć pod rozwagę. Wcześniej jednak koniecznie upewnij się, że chcesz żyć. W ten sposób po przyjebaniu w glebę i zrobieniu dziury, twoim organom wewnętrznym i kościom nic nie będzie, a na twarzy nie będzie nawet siniaka. Rozwiązanie to sprawdziło się w 100% zbadanych przypadków.

Miejsce 2. Po byciu przejętym przez kosmitę istnieje opcja bycia "żywym" jako głos z OFF-u, dzięki czemu będziesz mogła wtedy gadać sama ze sobą. Bóg już pracuje nad patchem który naprawi ten dziwny bug.

Miejsce 3. Jeśli opowiadasz czyjś życiorys, rób to przy użyciu języka z trailerów filmowych. Wskazane jest upewnienie się, że obok ciebie stoi wtedy jakiś ćwok z gitarą akustyczną.

Miejsce 4. Jeśli chcesz uprawiać seks, wybierz kogoś, kogo jedyną cechą charakterystyczną jest zapewnianie cię, że nie musisz tego robić, gdy tylko usłyszy samą propozycję.

Miejsce 5. Ludzie ścigani przez cały świat mogą uprawiać seks tylko na otwartym terenie, gdzie ktoś chwilę wcześniej robił ujęcie do pocztówki.

Miejsce 6. Jeśli chcesz, by kosmita z tobą współpracował, pokaż mu swoją sex-taśmę. Spokojnie, obcy nie umieją się masturbować.

Miejsce 7. W sytuacji, gdy wróg znajdzie schronienie w którym ty i twoi przyjaciele ukrywacie się przed całym światem, można zrobić tylko jedno. Przywódca musi telepatycznie podzielić swoich ludzi na trzy obozy: pierwszy będzie miły w stosunku do obcej istoty. Drugi będzie chciał go zabić ale tego nie zrobi, ograniczy się tylko do grożenia bronią, bicia i obnoszenia się swoją obojętnością wobec obcego na zmianę z chęcią zabicia. Trzeci obóz również będzie chciał obcego zabić, ale będzie mieć wątpliwości. Dla pewności skorzystaj z wehikułu czasu, by dograć szczegóły. Na pewno gdzieś jakiś znajdziesz.

Miejsce 8. Obrażanie się i czysta nienawiść do kogoś - bo ta osoba właśnie zabiła kilku z twoich ziomków - jest dokładnie tym samym. W obu wypadkach ucieka się do pokoju obok.

Miejsce 9. Od jednej kobiety gadającej do siebie w trakcie seksu śmieszniejsza jest tylko druga kobieta, która również rozmawia sama ze sobą.

Miejsce 10. Gdy w otoczeniu są ludzie którzy chcą cię zabić, nie rób nic poza robieniem wystraszonej pozy i dziwieniu się, że wciąż im się chce. Zdaj się na mężczyzn, oni cię obronią i zrobią wszystko za ciebie.


----
Bonusowy cytat z filmu, żebyście już na pewno musieli zmienić nie tylko spodnie, ale i pokój.

"Całuj mnie tak, jakbyś chciał bym ci przywaliła"

piątek, 5 lipca 2013

Przed północą

Romance & Drama, 2013



Dobra, jak mawia Doug Walker - gdy mówi się o kolejnej części trzeba pokrótce omówić wcześniejsze odcinki. "Before Sunrise" (1995) - bohaterowie spotkają się pierwszy raz i jest fajnie. Nic więcej z niego nie zapamiętałem. Fajna formuła i bohaterowie, lekkie, chyba nawet pozytywne kino. 7/10. "Before Sunset" (2004) - ten oglądałem pierwszy. I byłem chyba zdenerwowany. 2 godziny jęczenia o tym, że on ją kocha, i ona kocha jego, ale oboje tylko to sugerują bo czeka aż drugie powie to pierwsze, a na koniec nie wiadomo, na czym stanęło - będą razem? Nie będą razem? Przyjdą kosmici i wsadzą jednemu z drugim w dupę Statuę wolności? Nie wiadomo. Najbardziej tchórzliwy i wymijający film w historii kina, 2/10.

"Before Midnight" miałem olać, ale stało się najlepszym na chwilę obecną filmem roku. I to nie tylko tyle, ale wręcz awansowało do pierwszej 50 w rankingu ogólnym na RYM. Trudno, zaryzykuję. W końcu ma polską premierę, a zarys fabuły jest obiecujący - okazuje się, że po 10 latach twórcy zdecydowali się na konkretne zakończenie poprzedniego filmu. Ethan Hawke jest teraz w nieformalnym związku z Julie Delpy (ich bohaterowie mają imiona, ale kto by ich używał), ponad to rozwiódł się z żoną. Jego syn z tamtego małżeństwa ma już 14 lat, i z ojcem spędza tylko kilka tygodni w roku. W nowym związku Ethan ma już 2 córki. Akcja zaczyna się na koniec wakacji, które spędzali oni wszyscy w Grecji. Młody wyleciał właśnie do USA, dzieciaki zostają u poznanych tam ludzi, więc nasi bohaterowie mogą spędzić wieczór w hotelu, sami ze sobą. Nie wytrzymają 5 sekund.

Jeśli wyciąć z tego filmu zakończenie, to jeszcze miałby u mnie jakąś szansę. Byłby ten promyk nadziei, oświecenia, czegokolwiek. Jest taki moment, że w końcu ona strzela focha, wychodzi, i na scenie zostaje już tylko Ethan z wyrazem twarzy mówiącym: "W mordę, straciłem całe życie na męczenie się z taką kobietą... Trzeba będzie zacząć od nowa". Ale nie. To właśnie miłość. Wracają do siebie, stwierdzają: "Och, na tym to właśnie polega". A powodem dla którego takie zakończenie nie działa, jest to, że nie ma zapowiedzi rozwiązywania problemów które ze sobą nawzajem mają. Po godzinie krzyczenia na siebie i wymienia problemów, okaże się, że oni nie robili tego z innego powodu niż potrzeby dramy. Olewają to, mówią sobie najbardziej puste "kocham cię" w historii kina, i wszystko już jest w porządku.

Z tym filmem jest wiele problemów. Julie Delpy gra tu najbardziej stereotypowy obraz suki w historii, Ethan gra typowego pantofla, scenariusz pełen jest zapchajdziur, połowa konfliktów między bohaterami nie ma sensu biorąc pod uwagę ich wiek i wspólny "staż" jaki za  sobą mają, ale zupełnie to pomijają. Zamiast tego jest "Chciałbym porozmawiać z użyciem racjonalnych argumentów", tworząc tym samym najgorszy filmowy duet. A co tam, duet w ogóle.
Ale najgorszy w tym wszystkim jest właśnie policzek wymierzony każdemu, kto uważa, że miłość polega na... Jak brzmi najbanalniejsza definicja? Byciu szczęśliwym? Chyba tak. Czyli nawet bez wgłębianiu się i świadomości, że polega ona na celebrowaniu wartości które czcisz w uosobieniu tej jednej osoby - i bez tego, wystarczy tylko jeśli kojarzysz miłość z uczuciem pozytywnym, to oglądając ten film poczujesz się, jakby ktoś ci wymierzał policzek. Pokazana jest para dla której każda chwila spędzona razem to tortura, wskazują ci ją palcem i mówią: "To właśnie miłość". To okropne.

Nienawidzę tego filmu. Za sam pogląd, że miłość polega na ostatecznym zhańbieniu się, poniżeniu i absolutnym braku szacunku dla TEJ drugiej osoby.


1/10
http://rateyourmusic.com/film/before_midnight_f1/

piątek, 28 czerwca 2013

Upstream Color (7/10)

Low Fantasy & Psychological Drama, 2013


"Zakochany bez pamięci" w wersji ambient.

Shane Carruth po blisko 10 latach wraca do kina, nie tylko jako reżyser czy scenarzysta, ale i główny aktor, producent, współmontażysta i twórca muzyki do własnego filmu. Stworzył bardzo płynny obraz, dokładny, a także skoncentrowany. Niecałe półgodziny wypełnione jest widocznym wysiłkiem w niego włożonym. Widać, jak bardzo to wszystko zostało przemyślane i dopracowane. To puzzle, ułożone na swoim miejscu co do jednego, i wszystkie skrócone w montażu jak tylko się dało. Różne etapy czasowe, wszelkie odmiany doznań, metafory, psychozy, sny i emocje - jest w tym porządek, skutkujący hipnozą. To naprawdę dobrze się ogląda, o wiele lepiej niż "Primer". Magiczna jest sekwencja składająca się wyłącznie z nasłuchiwania - zaintrygowani?




Nie mówię, że ostatecznie ten film ma powód w byciu właśnie tak opowiedzianym, albo że wysiłek włożony w rozgryzienie go zostanie wynagrodzony. Ale dobrze jest obejrzeć taki film, bo wiele ich nie powstaje (i całe szczęście). Mało który obraz potrafi aż tak zaangażować, mało który ma ambicje opowiadać w tak skomplikowany sposób, jednocześnie potrafiąc zapewnić, że za tym wszystkim coś konkretnego stoi.

Chętnie go sobie powtórzę. Chociaż...?
http://rateyourmusic.com/film/upstream_color/

piątek, 17 maja 2013

CYRULIK SYBERYJSKI (powtórka)

Melodrama & Romance, 1998


Kiedyś bardzo lubiłem ten film, był u mnie wśród bodaj 200 ulubionych filmów. A po powtórce... to nie jest materiał na trzy godziny seansu.:/ To dosyć prosta miłosna historia, którą kino widziało wiele razy, tylko tutaj zrobiono z niej jeden z najdroższych filmów w kinematografii rosyjskiej. Epicki, rozbudowany, z mnóstwem statystów... A przez pierwsze półtorej godziny zobaczyłem parę gagów na krzyż. Zabawnych i zapadających w pamięć ("I don't give a shit about Mozart", pastowanie podłogi, pijany dowódca), ale... to wszystko? Bite 3 godziny, na które składa się kilka dobrych żartów, a w końcówce kilka dobrych dramatycznie scen (jak wyznania Julii Ormond lub śpiewanie na dworcu) i znakomite zakończenie?...

Sorry, ale nie zgadzam się. Mimo że całość ma tempo i nie odczuwałem w trakcie oglądania, że coś tutaj dorzucono na siłę.


6/10
http://rateyourmusic.com/film/сибирский_цирюльник/