Stoisz w swoim pokoju który dzieliłeś z bratem przez pierwsze 14 lat swojego życia, tylko tym razem jest ono puste. Pod nogami masz deski, czujesz ich zapach. Zawiąż opaskę na oczach i kręć się w miejscu. Gdy stracisz panowanie nad kolanami, udaj się w stronę okna, bez wiedzy jak wysoko jesteś ani który kierunek powinieneś obrać.
Lecisz.
Masz tylko jedną przeszłość by zdecydować, czemu to zrobiłeś. Nadać znaczenie wydarzeniu, które jest bez sensu. Dla innych. Inaczej zginiesz.
Ale lądujesz bez szwanku, miękko i bez pamięci paniki, która wypełniła twoje oczy podczas reszty twojego poprzedniego życia.
Zrób to. Wyląduj.
Tak. Dokładnie. Rano myślę, jak tu zdobyć nowych czytelników, a wieczorem stwierdzam, że zacznę pisać o filmie od poematu... albo do czego to powinno się klasyfikować. I tak znajdzie się jakiś łoś, który nazwie mój tekst recenzją. Założę się o kilogram marchewek.
Dobra, a więc "Whiplash"
Czyli uderzenia bata, skręcenie karku lub kawałek Metalliki. Jest w tej produkcji kilka scen wartych uwagi, niektóre z nich można przywołać bez obawy przed spoilerami. Jedną z nich jest scena, którą udostępniono w Internecie jako materiał promocyjny z komentarzem reżysera. Ta scena jest pierwszą w filmie. Nie ma żadnego innego wstępu, nie wymienia się nazwisk, niczego nie uzasadnia - czemu bohater gra, gdzie dorastał, ile ma lat... Nie było takiej potrzeby, wszystkie podstawy podane są w tej krótkiej scenie. Temat, bohaterowie, relacja, muzyka, wszystko. Nie ma czasu, ten film się śpieszy, musi wykorzystać każdą minutę jaką tylko ma. Czyste kino pozbawione nienaturalnych dialogów.
Inną sceną jest spotkanie rodzinne Andrew.
Niby nic, zwykły posiłek umieszczony gdzieś w pierwszym lub drugim akcie i nie ma żadnej wartości dramaturgicznej. Bohater nie podejmuje po niej nowych decyzji, a jednak to istotna chwila w której widz poznaje tę postać. Widzi, jak ten opowiada co osiągnął a jego najbliżsi mówią tylko: "Tak? To fajnie." Nie rozumieją skali tego sukcesu, jazzu, perkusji. Andrew stara się, by zrozumieli, zaczyna się chwalić, że bycie w tej grupie to jak finał Mundialu. W odpowiedzi słyszy: "Ale to muzyka. Ocenia się ją subiektywnie, prawda?" Ta jedna scena wyjaśnia całą sylwetkę głównego bohatera i odpowiada na wszystkie pytania, jakie widz mógłby mieć na jego temat. I pamiętałem odpowiedzi jakie wtedy dostałem, aż do końca seansu.

