Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neo-Noir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neo-Noir. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 stycznia 2015
"John Wick" (6/10) Ciekawe, co mu zabiją w drugiej części?
Zabili mu psa, więc idzie się zemścić, niszcząc każdego kto mu stanie na drodze. Bo zwierzątko dostał jako prezent od żony, która nadała mu go zza grobu, by miał co kochać. I to w sumie wszystko, poza wstępem są może jeszcze trzy sceny w których coś mówią. Cała reszta to akcja, i w zasadzie to była całkiem satysfakcjonująca.
Fabuła jest znośna. Daje kontekst, jest bardzo podstawowa, nie przeszkadza. Wiedziałem, kto jest kim i co się dzieje. Dobrze łączy poważne akcenty z komiksowymi scenami przemocy - gdy John Wick leci na plecy z 1 piętra, czuć jego ból. Ale zaraz potem wstaje i sobie idzie, ledwo bo ledwo, ale jednak pozostaje to spójne. Jest tu nawet miejsce dla absurdalnego hotelu dla morderców, w którym jest lekarz przez 24/7, za pokój pewnie płaci się w milionach za godzinę, i nikt nie zadaje pytań. Dodatkowo, za recepcją stoi Matthew Abaddon, z jakiegoś powodu posługujący się akcentem nie dającym się zidentyfikować. Lester Freamon też się pojawi, ale jego nie warto nawet wspominać, i sam nie wiem, po co tu wystąpił.
niedziela, 30 listopada 2014
Wolny strzelec (+ anegdota z kina)
Neo-noir, 2014
Po ulicach Los Angeles jeździ kilku ludzi z kamerami. Nie są związani z żadną ze stacji telewizyjnych, ale zależy im, by być na miejscu zdarzeń pierwszymi i sprzedać nagranie do którejś. To może być wypadek, pożar, strzelanina, katastrofa, napad z włamaniem - cokolwiek. Lou Bloom jest samotnikiem - ma własną kamerę, jeździ własnym samochodem, sam zatrudnia pomocnika który robi za drugi obiektyw oraz GPS. Z pozoru liczy się tylko mięsisty materiał, który będzie można skadrować i wziąć za niego hajs. Sprawa jednak nie jest tak banalna - temat kontrowersyjności oraz pokazywania treści graficznych przez media to tu wątek ledwo obecny. Sama prezentacji pracy w stacji czy policji na miejscu zbrodni jest nieco zbanalizowana i "byle-jaka". Szczególnie, jeśli oglądaliście wcześniej "Newsroom".:)
Mnie zaintrygował główny bohater, który nie jest jasny i łatwy do przewidzenia. To głównie zaleta całej produkcji - wiele tu chwil które nie są standardowe i nie idą zgodnie z myślą widza oczekującego typowego kina. Główny bohater jest niespodzianką w każdej kolejnej scenie, pokazuje niebywałą klasę i styl, a wszystkiego jego skrajności łączą się w całość, reżyser nie utrudnia ani też nie ułatwia dokładnego poznania go. Wszystko jednak tworzy spójny, logiczny obraz, który dostarcza odpowiedzi, chociaż w związku z zakończeniem - o którym za chwilę, bez spoilerów - nie bardzo wiem, co z tymi odpowiedziami mam teraz zrobić.
Lou Bloom z jednej strony zatrudnia pomocnika, by ten pomagał mu z nawigacją gdy ten będzie prowadził swoje auto z dociśniętym gazem przez nocne LA, z drugiej - zna miasto lepiej od niego, i orientuje się w tym, które ulice są w trakcie remontu. Nagrywa fenomenalny materiał na którym widzi bandytów, by następnie wyciąć wstęp i nie pokazać go policji. A resztę zanosi do najpodlejszej telewizji w mieście by wytrzeć tamtejszą prezes o podłogę, dobitnie uświadamiając jej, że bez jego materiałów oglądalność spadnie i ta poleci ze stanowiska. Kim jest bohater i jakie są jego prawdziwe motywacje? Zastanawiałem się nad tym gdy razem jeździliśmy rozświetlonymi w mroku ulicami Los Angeles jego klasycznym, czerwonym samochodem.
To po prostu porządna produkcja. Sprawnie wyreżyserowana, dobrze odegrana, ciekawie napisana (najlepszy składnik). Ma prawie wszystko co było trzeba, po seansie powinniście być usatysfakcjonowani. Ja na pewno, bo nawet zakończenie było słabe w taki obiecujący sposób. Moja ocena byłaby wyższa, gdyby nie finał. Napisać, że film się urywa, to za mało. On się dopiero zaczął rozkręcać. To powinna być dopiero pierwsza trzecia opowieści. To był jedynie pilot serialu, który anulowano i nie zobaczę drugiego odcinka. Prezentacja bohatera, pomysłu, tylko rozwinięcia brakuje. Co też wywołuje we mnie pozytywne uczucie - chciałem więcej.
A może za rok Netflix zapowie pierwszą serię "Nightcrawlera"? Byłoby miło. Opening z Judas Priest itd...
Po ulicach Los Angeles jeździ kilku ludzi z kamerami. Nie są związani z żadną ze stacji telewizyjnych, ale zależy im, by być na miejscu zdarzeń pierwszymi i sprzedać nagranie do którejś. To może być wypadek, pożar, strzelanina, katastrofa, napad z włamaniem - cokolwiek. Lou Bloom jest samotnikiem - ma własną kamerę, jeździ własnym samochodem, sam zatrudnia pomocnika który robi za drugi obiektyw oraz GPS. Z pozoru liczy się tylko mięsisty materiał, który będzie można skadrować i wziąć za niego hajs. Sprawa jednak nie jest tak banalna - temat kontrowersyjności oraz pokazywania treści graficznych przez media to tu wątek ledwo obecny. Sama prezentacji pracy w stacji czy policji na miejscu zbrodni jest nieco zbanalizowana i "byle-jaka". Szczególnie, jeśli oglądaliście wcześniej "Newsroom".:)
Mnie zaintrygował główny bohater, który nie jest jasny i łatwy do przewidzenia. To głównie zaleta całej produkcji - wiele tu chwil które nie są standardowe i nie idą zgodnie z myślą widza oczekującego typowego kina. Główny bohater jest niespodzianką w każdej kolejnej scenie, pokazuje niebywałą klasę i styl, a wszystkiego jego skrajności łączą się w całość, reżyser nie utrudnia ani też nie ułatwia dokładnego poznania go. Wszystko jednak tworzy spójny, logiczny obraz, który dostarcza odpowiedzi, chociaż w związku z zakończeniem - o którym za chwilę, bez spoilerów - nie bardzo wiem, co z tymi odpowiedziami mam teraz zrobić.
Lou Bloom z jednej strony zatrudnia pomocnika, by ten pomagał mu z nawigacją gdy ten będzie prowadził swoje auto z dociśniętym gazem przez nocne LA, z drugiej - zna miasto lepiej od niego, i orientuje się w tym, które ulice są w trakcie remontu. Nagrywa fenomenalny materiał na którym widzi bandytów, by następnie wyciąć wstęp i nie pokazać go policji. A resztę zanosi do najpodlejszej telewizji w mieście by wytrzeć tamtejszą prezes o podłogę, dobitnie uświadamiając jej, że bez jego materiałów oglądalność spadnie i ta poleci ze stanowiska. Kim jest bohater i jakie są jego prawdziwe motywacje? Zastanawiałem się nad tym gdy razem jeździliśmy rozświetlonymi w mroku ulicami Los Angeles jego klasycznym, czerwonym samochodem.
To po prostu porządna produkcja. Sprawnie wyreżyserowana, dobrze odegrana, ciekawie napisana (najlepszy składnik). Ma prawie wszystko co było trzeba, po seansie powinniście być usatysfakcjonowani. Ja na pewno, bo nawet zakończenie było słabe w taki obiecujący sposób. Moja ocena byłaby wyższa, gdyby nie finał. Napisać, że film się urywa, to za mało. On się dopiero zaczął rozkręcać. To powinna być dopiero pierwsza trzecia opowieści. To był jedynie pilot serialu, który anulowano i nie zobaczę drugiego odcinka. Prezentacja bohatera, pomysłu, tylko rozwinięcia brakuje. Co też wywołuje we mnie pozytywne uczucie - chciałem więcej.
A może za rok Netflix zapowie pierwszą serię "Nightcrawlera"? Byłoby miło. Opening z Judas Priest itd...
6/10
Anegdota: nie widziałem początku filmu. Seans był w innym mieście, do którego jedzie się 20 minut. 16:20 bus, o 16:45 "Wolny strzelec" miał się zacząć. Pierwszy się spóźnił, byłem na miejscu o 16:50. Miasta w ogóle nie znałem, jeszcze się zgubiłem, na szczęście starsza para mnie zaprowadziła do kina, bo miała po drodze. Będę im to pamiętał. Tu najlepsze: z powodu wyborów wejście do kina było "Obok". Wchodzę z boku i nikogo, żywego człowieka. Otwieram jedne drzwi, kotara i film słyszę za nimi. Drugie drzwi otwieram, to samo. Innych nie ma, to stwierdzam, że zapłacę po seansie i wchodzę. Przyszedłem na scenę, w której Lou zatrudnia chłopaka, jadą, tamten pomylił się o 2 przecznicę, potem ćwiczyli nawigację podczas szybkiej jazdy.
Jakoś na 30 minut przed końcem, gdy Lou i chłopak kłócili się o wynagrodzenie przed czuwaniem pod domem podejrzanych, do sali kinowej wszedł mężczyzna. Bez kurtki, z plakietką. Wtedy jakoś dotarło do mnie, że ten wieczór mogę skończyć w areszcie. Natychmiast wymyśliłem sobie, że zobaczył na kamerze jak wchodzę i tylko czeka jak będę wychodził. To zagadałem do niego, wyjaśniłem sytuację, a on: "Aha... Tak, nie ma problemu" i wrócił do oglądania. Zamieszanie w związku z wyborami, nawet przeprosił. A po seansie stwierdził, że nie ważne. Nawet jak nalegałem, że chcę zapłacić, to nie chciał (bo wciąż zamieszanie i problemy w związku z wyborami). Jest jeszcze opcja kupna przez Internet, jeśli będzie więcej seansów to na pewno kupię. W końcu to tylko 13 złotych miało być... W sumie obejrzenie filmu wyniosło mnie tyle ile bilet na bus w obie strony, czyli 8 zeta.:)
Tak w ogóle to pierwszy raz byłem w sali kinowej z balkonem. Albo drugi. Pamięta ktoś kino Kosmos w Lublinie? Byłem w nim na Spider-Manie 2, i nie mam pewności.
sobota, 30 sierpnia 2014
Cold in July
Psychological Thriller, 2014
Proste, męskie kino. Schemat znany z kina B opowiedziano w dobry sposób, wzięto do głównej roli Michaela Carlyle Halla, trzymano wszystko najprościej jak się da... Garret jest zadowolony. Akcja "Mroźnego lipca" rozgrywa się w niedalekiej przeszłości, na południu Stanów Zjednoczonych. Pierwsze sceny mają miejsce w nocy - żona budzi śpiącego obok męża. Ktoś jest w domu, słychać tę osobę. Richard Dane natychmiast zrywa się, wyciąga z pudełka rewolwer i zaczyna go ładować - już w tym momencie widać, po tym, jak ta postać wkłada kolejne naboje trzęsącymi się dłońmi, że reżyser wiedział co robi. Z rozmysłem obsadził takiego aktora jak Hall w roli szarego ojca, i nie pomylił się. Richard podczas skradania się po własnym domu przekonuje się na własne oczy, że faktycznie ktoś tu jest. A wystrzał nie był do końca kontrolowany. W jednej chwili tylko w niego celował, w drugiej krew tamtego zachlapała jego cenną ścianę.
Policja przyjeżdża, identyfikuje ciało włamywacza... i przy okazji wspomina, że ten miał tylko ojca. Który właśnie wyszedł z więzienia po wielu latach. Jeśli spodziewacie się, że ten będzie chciał się zemścić na mordercy jego syna, to macie rację. Jeśli spodziewacie się powtórki z "Przylądku strachu", i motywu gnębienia rodziny przez 2 dłużące się godziny, to zostaniecie mile zaskoczeni. Bo ojciec szybko dokonuje ataku, i równie szybko zostaje złapany. Tu następuje pierwszy zwrot akcji - nagle okazuje się, że oglądam coś innego niż myślałem. Kino klasy B? Nie do końca!
Proste, męskie kino. Schemat znany z kina B opowiedziano w dobry sposób, wzięto do głównej roli Michaela Carlyle Halla, trzymano wszystko najprościej jak się da... Garret jest zadowolony. Akcja "Mroźnego lipca" rozgrywa się w niedalekiej przeszłości, na południu Stanów Zjednoczonych. Pierwsze sceny mają miejsce w nocy - żona budzi śpiącego obok męża. Ktoś jest w domu, słychać tę osobę. Richard Dane natychmiast zrywa się, wyciąga z pudełka rewolwer i zaczyna go ładować - już w tym momencie widać, po tym, jak ta postać wkłada kolejne naboje trzęsącymi się dłońmi, że reżyser wiedział co robi. Z rozmysłem obsadził takiego aktora jak Hall w roli szarego ojca, i nie pomylił się. Richard podczas skradania się po własnym domu przekonuje się na własne oczy, że faktycznie ktoś tu jest. A wystrzał nie był do końca kontrolowany. W jednej chwili tylko w niego celował, w drugiej krew tamtego zachlapała jego cenną ścianę.
Policja przyjeżdża, identyfikuje ciało włamywacza... i przy okazji wspomina, że ten miał tylko ojca. Który właśnie wyszedł z więzienia po wielu latach. Jeśli spodziewacie się, że ten będzie chciał się zemścić na mordercy jego syna, to macie rację. Jeśli spodziewacie się powtórki z "Przylądku strachu", i motywu gnębienia rodziny przez 2 dłużące się godziny, to zostaniecie mile zaskoczeni. Bo ojciec szybko dokonuje ataku, i równie szybko zostaje złapany. Tu następuje pierwszy zwrot akcji - nagle okazuje się, że oglądam coś innego niż myślałem. Kino klasy B? Nie do końca!
Etykiety:
2014,
Crime,
Neo-Noir,
Psychological Thriller,
Thriller,
United States
wtorek, 9 kwietnia 2013
MROCZNE MIASTO (niezłe sci-fi)
Tech-Noir & Dystopian, 1998
Mężczyzna budzi się w obskurnej łazience, na podłodze pałęta się strzykawka a pod ścianę stoi krzesło na którym leży ubranie wyraźnie przygotowane dla niego. W następnym pokoju odbiera telefon. Ktoś po drugiej stronie radzi mu uciekać. Idą po niego. Ten zwiewa od razu - bo zauważył obok łóżka ciało kobiety... Świetny opening. Po prostu. Schematyczny, ale klimatyczny i bardzo dobrze wykonany. Rewelacyjne efekty specjalne, druga ważna zaleta filmu, szybko rzuci się w oczy. Cały model miasta i różne... działania, tak to ujmę, które w nim zajdą, naprawdę mnie zachwyciły swoją spójnością i rozmachem.
Potem już tak dobrze nie jest. Z początku mnie to złapało, chciałem to oglądać i poznać odpowiedzi, ale szybko straciłem zainteresowanie. Fabuła szybko sprowadza się do tego, że główny bohater będzie sobie szedł przed siebie. Z grubsza. Ciekawy, bardzo klimatyczny i wiele obiecujący świat zostaje obrócony w bardzo nieprecyzyjną i niekonkretne rozwinięcie oraz odpowiedzi. Które zresztą pojawiają się bardzo szybko, ale bohaterowi one nie wystarczą, więc jeszcze trochę pochodzi i uzyska te same odpowiedzi co wcześniej... Szkoda też, że różne postaci dowiedzą się o co biega w różnych odstępach czasu i każdej trzeba będzie to tłumaczyć oddzielnie... To będzie stopować film, po prostu.
I jeszcze raz o odpowiedziach - te nie mają wiele wspólnego z czymkolwiek ([SPOILER] choćby to: badali ich, a nie ma scen w którym prowadzą jakiekolwiek badania... [/SPOILER]).
Sprawa staje się lepsza ku końcowi, gdy to jest kilka dobrych scen o tym, co tworzy człowieka człowiekiem. Niby nic konkretnego, ale przynajmniej sensownie rozmawiali. Dobre sc-fi, słabszy kryminał.
6/10
http://rateyourmusic.com/film/dark_city/
Mężczyzna budzi się w obskurnej łazience, na podłodze pałęta się strzykawka a pod ścianę stoi krzesło na którym leży ubranie wyraźnie przygotowane dla niego. W następnym pokoju odbiera telefon. Ktoś po drugiej stronie radzi mu uciekać. Idą po niego. Ten zwiewa od razu - bo zauważył obok łóżka ciało kobiety... Świetny opening. Po prostu. Schematyczny, ale klimatyczny i bardzo dobrze wykonany. Rewelacyjne efekty specjalne, druga ważna zaleta filmu, szybko rzuci się w oczy. Cały model miasta i różne... działania, tak to ujmę, które w nim zajdą, naprawdę mnie zachwyciły swoją spójnością i rozmachem.
Potem już tak dobrze nie jest. Z początku mnie to złapało, chciałem to oglądać i poznać odpowiedzi, ale szybko straciłem zainteresowanie. Fabuła szybko sprowadza się do tego, że główny bohater będzie sobie szedł przed siebie. Z grubsza. Ciekawy, bardzo klimatyczny i wiele obiecujący świat zostaje obrócony w bardzo nieprecyzyjną i niekonkretne rozwinięcie oraz odpowiedzi. Które zresztą pojawiają się bardzo szybko, ale bohaterowi one nie wystarczą, więc jeszcze trochę pochodzi i uzyska te same odpowiedzi co wcześniej... Szkoda też, że różne postaci dowiedzą się o co biega w różnych odstępach czasu i każdej trzeba będzie to tłumaczyć oddzielnie... To będzie stopować film, po prostu.
I jeszcze raz o odpowiedziach - te nie mają wiele wspólnego z czymkolwiek ([SPOILER] choćby to: badali ich, a nie ma scen w którym prowadzą jakiekolwiek badania... [/SPOILER]).
Sprawa staje się lepsza ku końcowi, gdy to jest kilka dobrych scen o tym, co tworzy człowieka człowiekiem. Niby nic konkretnego, ale przynajmniej sensownie rozmawiali. Dobre sc-fi, słabszy kryminał.
6/10
http://rateyourmusic.com/film/dark_city/
Etykiety:
1998,
Australian,
Cyberpunk,
Dystopian,
Mystery,
Neo-Noir,
Science Fiction,
Tech-Noir,
Thriller,
United States
Subskrybuj:
Posty (Atom)

