Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2001. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2001. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 marca 2014

Wyścig szczurów (7+/10)

Comedy, 2001


Bardziej gdybanie na temat tego tytułu niż opis wrażeń z oglądania. Spoilery.

To jeden z tych filmów, na które wciąż czekam, by ktoś nakręcił nową wersję. Kolejny "Ten szalony, szalony świat" oraz "Wielki wyścig". To tego typu filmu powinny się pojawiać w każde lato - opowieść o grupie ludzi ścigających się, by dotrzeć w określone miejsce w jakikolwiek sposób dadzą tylko radę. Nie ma żadnych reguł, do tego wszelki realizm trzyma się zasad z kreskówki - czego chcieć więcej? Hmm...

Póki co "Wyścig szczurów" jest jedyny i najlepszy. Ten tytuł nie zawodzi na żadnym polu - fundament fabuły, projekty postaci, skacze, zróżnicowanie tempo, nawet ta dziecinna czołówka... Nie tu przestojów, nie ma (prawie w ogóle) słabych żartów, nie ma chwili, by gdzieś czegoś zabrakło. Co chwila pojawia się coś nowego, coś zaskakującego, coś idealnie pasującego do okazji... chociaż może być trudno dać temu wiarę. Nie ma tu tż jednego typu humoru. Czego chcieć więcej? Hmm...

piątek, 27 września 2013

Cześć, Tereska

Drama & Coming-of-Age, 2001


Jak ja nie lubię polskiego kina. Chciałem coś przy czym można zjeść, to Gliński mi zrzuca na łeb sąsiada-pedofila, ojca który pije i lubi sobie windę zdemolować, świat bez jednego porządnego dzieciaka. Każdy przed 18 kibicuje tu jedynej możliwej drużynie, chce każdemu najebać, jego jedyną rozrywką jest picie. I jeszcze walnięto to na czarno-białą taśmę, ja pierdolę.

I to jeszcze wbrew pozorom nie jest jakieś bardzo słabe, bo sama historia (z technicznego punktu widzenia) jest całkiem nieźle rozplanowana. Bohaterka znajduje oparcie w ludziach prezentujących negatywne wzorce, wnika w ten świat i tak dalej, wszystko w odpowiednim tempie, więc taki czarno-biały świat nie musiał niczego przekreślać. Do czasu aż usłyszałem dialogi, i coś wtedy we mnie umarło. Było to wszelkie zainteresowanie filmem.

Przyznaję, w pierwszej połowie podstawówki, podobne słownictwo było fajne. Tzn. za takie było uważane, i faktycznie ludzie tak mówili, przynajmniej całkiem podobnie. Ale to była podstawówka. Tutaj bohaterowie są prawie dorośli, a zachowują się jak te bałwany z "Bejbi Blus". W wypadku tego filmu wiem, że miał on przedstawiać dzisiejszy świat, więc wiem, że jego twórcy po prostu całe swoje życie spędzili pod kamieniem. Jednak "Cześć, Tereska" powstał 12 lat temu, może faktycznie 18-latkowie zachowywali się jak 8-latkowie. Wiem na pewno, że tak mówili 8-latkowie i tyle. Pewne jednak jest, że dziś ten film nie nadaje się do oglądania. Tym bardziej do "edukacyjnego" puszczania w szkołach, bo uczniowie będą płakać ze śmiechu bardziej niż ja oglądając "Intruza".

Zresztą, sami spróbujcie nie złapać się za twarz, widząc bohaterkę uciekającą od wspomnianego sąsiada.
On: No daj!
Ona: "Daj" to był chiński sprzedawca jaj!

Tego się nie spodziewałem.


4/10.
http://rateyourmusic.com/film/czesc__tereska/

czwartek, 26 września 2013

CAL OD SZCZĘŚCIA (a.k.a. Hedwig and the Angry Inch)

Queer Cinema & Rock Opera, 2001


John Cameron Mitchell gra głównie w teatrze, gościnnie występował w telewizji i filmach. Cd czasu "Calu od szczęścia" zajął się jedynie reżyserią, zrobił znany u nas "Między światami". Omawiany tu film powstał na podstawie jego sztuki (między innymi) o niemieckim dziecku które wyrosło na lidera podrzędnego zespołu rockowego, grającego w Amerykańskich barach mlecznych. Na ekrany przeniesiono to dosyć niezręcznie, czuć bardzo mocno źródło tej historii. Całość taka ciasna się zdaje, w ogóle nie złapano tu drugiego oddechu przy zmianie medium.

Druga rzecz, która mi się nie podobała, to muzyka podyktowana tekstem piosenek. Nieźle grają w tle, chciałbym posłuchać jakichś partii instrumentalnych. Te są niestety znikome.

Na szczęście sama historia wyśpiewana w piosenkach bohaterki/a potrafiła utrzymać moją uwagę przez te półtorej godziny, więc jest dobrze. Piosenki zresztą same w sobie są świetne (jak na filmowe), szczególnie "Origin of Love" i "Angry Inch". Odkrycie, czym owy cal jest, też daje kopa.;-) Mitchell śpiewa o swojej seksualności, jednak niezbyt wulgarnie. Chociaż ludzie w filmie mieli spory ból dupy.;-)

Jaskrawa i pełna charakteru opowieść w konwencji rock opery. Mi wystarczyło.


7/10
http://rateyourmusic.com/film/hedwig_and_the_angry_inch/

wtorek, 14 maja 2013

FAILAN (dobre)

Melodrama, 2001


Kang-jae to starzejący się członek mafii. Po tej stronie prawa nie ma emerytury, a odpływ energii, siły oraz charyzmy skutkuje coraz mniejszym szacunkiem od "podwładnych". Bohaterowi coraz trudniej znaleźć sobie miejsce i znosić wszystko z godnością. A potem, jakoś w 1/3 filmu, ktoś puka do drzwi i mówi mu, że jego żona, o której do tej pory nie wspominano ani razu, nie żyje.

Jednym takie tempo i długie wprowadzenie może pasować - mi niekoniecznie. Ale to dobra historia o tym, że dobre uczynki się zwracają. Wszystko to w klimatach typowo Koreańskich, które możecie widzieć w "Oazie" Chang-dong Lee i innych. Kurtki za 5 jenów, niechlujne mieszkania i mnóstwo zmęczonych ludzi żyjących w kącie. Tu wszyscy muszą się napieprzać. Jeśli przed bohaterem ktoś schodzi schodami w dół, to możecie mieć pewność, że otrzyma od niego kopa w nery.
Dzięki tej mentalności i niezafałszowanemu obrazowi ulic, mieszkań i innych, cały film wydaje się bardzo naturalny. I nic tego nie zachwiało, ton opowieści ani razu nie popada w kicz albo chociaż tandetę . Nawet gdy będzie płacz a w tle partie skrzypiec. To spore osiągnięcie.

Trochę przeszkadzało mi tempo i proporcje. Jak wspomniałem, film zaczyna się w jednej trzeciej, i chociaż rozumiem co w ten sposób chciano osiągnąć - można było to trochę skrócić mimo wszystko. Poza tym, nie bardzo lubię ciężkie filmy, które zaczynają się od czegoś smutnego i nieodwracalnego. "Oaza" i pozostałe to wyjątek.


7/10
http://rateyourmusic.com/film/파이란/

środa, 28 kwietnia 2010

Ziemia niczyja

War & Black Comedy, 2001


Znakomite kino antywojenne na poważnie – i nie tylko.

Dolina. Po obu jej stronach przebiegają dwie linie frontu – Serbckiego i Bośniackiego. Pośrodku doliny jest okop – a w nim, w skutek różnych działań skryto-sprawdzających, spotykają się przedstawiciele obu nacji. Problemem są już sami dla siebie, ale jeden z nich okazuje się być w kiepskiej sytuacji – budzi się z miną pod sobą. Jeśli się ruszy, wszystko w promieniu 50 metrów zniknie.

Czy film faktycznie jest miniaturą „bałkańskiego tygla”? Nie wiem i w sumie małą to ma dla mnie wartość. Liczy się brawura tego filmu i to w jakim stylu nabija się z konfliktów jako takich, a wojennych w szczególności. Z niesamowitych dialogów, złożoności burdelu jaki się nakręca w trakcie filmu (wystarczy powiedzieć, że do akcji, poza Bośniakami i Serbią, włączy się jeszcze banda dziennikarzy, Francuzi, Genewa oraz ONZ) oraz lekkości filmu – mimo że nie zawsze jest to komedia.

„Kto zaczął wojnę? No, kto?!”.;-)


7/10, ulubiony.
http://rateyourmusic.com/film/no_mans_land/