piątek, 28 listopada 2014

(felieton) Byłem na chrzcinach.

Jako gość całkiem bliskiej rodziny. I było to całkiem zabawne doświadczenie. Było chłodno, budynek był jakąś podróbką oryginalnych Kościołów, wciśnięto gdzie akurat było miejsce. Ja lubię te budynki, ale te prawdziwe, które budowano by mogły również służyć do obrony przed najeźdźcą - w nich jest ta unikalna cisza. Mało kto z gości - a było ich wielu - wysilił się, by poruszać wargami w rytm piosenek czy innego "Amen". Ilość ludzi naprawdę religijnych to tam może promil całości. Ale przynieśli swoje pociechy, ponieważ... święty spokój, o ironio. Strzelam.

Ksiądz próbował w przemowie zażartować, że niemowlaki sobie lubią pokrzyczeć lub popłakać podczas tej imprezy, ale to niczego nie zmieniło. Każdy berbeć przebijający wyciem mikrofony był na wagę komediowego złota. Tak czy siak owe przemowy miały być zapewne bardzo inspirujące, tylko słowa nie było w nich o chrzcie, albo dlaczego za to się płaci... Porcja "samozaprzeczania" pomiędzy kolejnymi anegdotami też była zabawna. Sam już nie wiem, czy ja pójdę do piekła za to, że sam nie miałem chrztu, czy może Bóg na to nie zważa, bo i tak mnie kocha, czy mam jeszcze szansę wziąć chrzest czy mogłem to wziąć tylko wtedy...


Po wszystkim wszyscy wyszli przed budynek, i jedna kobieta zapaliła papierosa. Otoczona tymi dziećmi, co chyba tylko ja uznałem za zabawne. Reszta uznała to chyba za coś normalnego, co mnie bawi jeszcze bardziej. Ale gdy ksiądz to zauważył i ją mocno ochrzanił (za palenie przed Domem Bożym, oczywiście) to już wszyscy się zaczęli śmiać.

Największy ubaw jednak miałem z faktu, że to nijak nie pokrywało się z moimi oczekiwaniami. Do tej pory, gdy myślałem o chrzcinach, widziałem tę scenę ze "Scrubs": mała, przyszpitalna kapliczka, kilku gości, skromnie i szybko, ale z pietyzmem (zanurzanie głowy w misie itd.). W rzeczywistości wygląda to tak, że cały kościół był wypchany po sufit, kolejka dzieci do maźnięcia po czole robiła wężyk. Ksiądz był tu w zasadzie robolem przy taśmie, powtarzającym te same formułki tyle razy, że zapewne zwariował w połowie. "Czy przyjmujesz wyznanie, które tu wspólnie omówiliśmy", dziecko: "Agu?", rodzic: "Tak", ksiądz: "Ja ciebie chrzczę". Symbolicznie, palcem po czole, bo kolejka. I tak 60 razy pod rząd.

Aż wymyśliłem kolejny serial, o zakładzie chrzczącym na modłę "Six Feet Under". Prywatny biznes reklamujący się tym, że nie chcą być korporacją w której pracownicy się robolami przy taśmie. Nie, oni stawiają na rodzinę, uczucia, i nie robią tego tylko dla pieniędzy... Im zależy na ludziach! Hehe. Niestety, to tylko materiał na jeden z tych przypadkowych skeczy w "Latającym Cyrku Monty Pythona". Po początkowym szoku humor szybko by wyleciał i trzeba by robić telenowelę.

7 komentarzy:

  1. Spoko. Przeżyjesz. Ja swoich dzieci też nie chrzciłem. Wybiorą same.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Szatan, przechodzę o twoją duszę, a tu masz formularz, który musisz wpierw wypełnić. Cholera, długopis z ludzką krwią się wpisał, ktoś ma?

      Usuń
    2. A nie masz z krwią dziewicy?

      Usuń
    3. Żądasz niemożliwego. Ach, ta młodzież.

      Usuń
  2. Swoich chrzcin nie pamiętam, choć pewnie mogę zaśpiewać razem z happysad – „Ochrzcili mnie, chociaż ponoć głośno protestowałem”. Widziałem tylko zdjęcia (czarno białe, to inne czasy), nie wiem, co o tym sądzić. Było śmiesznie. Chyba :)

    Jestem ojcem chrzestnym pewnego farfocla, przez którego znowu musiałem odwiedzić niedawno Londyn, jak miał pierwszą komunię. Gdy był chrzczony byłem na zjeździe po władzie. Pociłem się jak skończony palant, ale dałem radę. Uwielbiam tego małego gościa. Kilka lat później, na 1 komunii byłem już czysty (nic nie brałem od 6 lat), wiec 1 komunia wypadła lepiej. I super czytał przysięgi z kartki, mimo że reszta dzieciaków ledwo już coś po polsku dukała.

    I cieszę się, że byłem na tych chrzcinach, że trzymałem go za rękę. Że dziś jak przyjeżdża do Polski, to chyba do mnie się najbardziej uśmiecha. Takie fajne.

    Kościół? Ksiądz? Pies ich ganiał.

    Mogę tu napisać o mej przyjaciółce ateistce, której ksiądz dzieci ochrzcić nie chciał, ale przyjechał jej brat (mój kumpel) i rzucił księdzu 1000 zł na rękę. Czarny zmienił zdanie.
    Ścierwa.

    Generalnie – wesoło w tym kraju jest. Wróć…nie jest wesoło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci... Za młody jestem by o nich pisać, ale fajne są. Nie wiem, czy mnie zrozumiesz, ale gdy tak na nie patrzyłem, to miałem nadzieję, że coś dobrego z nich wyrośnie.

      Usuń