czwartek, 21 lipca 2016

Nowe Horyzonty 2016 - krótko o każdym obejrzanym tytule.

W tym roku, poza podcastami, będzie też na blogu standardowa relacja z obejrzanych filmów w postaci tekstowej. Ot, kilka zdań o każdym tytule i tyle. Razem wyszło 47 pełnych metraży, jeden średni, trzy krótkie i dwa teledyski.




****31 lipca****


Mroczne bestie ("Dark Beast / Oscuro animal", 2016) - 6/10. W kolumbijskiej dżungli czają się bestie. Sieją postrach wśród mieszkańców interioru. Zabijają bezbronnych ludzi, nie oszczędzając kobiet i dzieci. To żołnierze formacji paramilitarnych, którzy pozostawiają po sobie opustoszałe wioski i rozpacz ocalonych. Felipe Guerrero portretuje trzy kobiety pod presją, na których życiu odcisnęły piętno wojny gangów. Pierwsza z nich nie zastaje nikogo żywego w rodzinnej wiosce, druga znosi brutalność jednego z siepaczy, trzecia jest członkinią bojówki. "Mroczne bestie" są pozbawione dialogów w taki sam sposób co kino Bartasa. Ludzie mówią coś, ale w obcym języku i nie jest to przełożone na jakiś znany nam język, więc traktujemy to jak słowa w piosenkach. Nie słyszymy ich. Ogólnie to podoba mi się taka praca, tylko jest tu jeden problem: nie miałem powodu, by samemu to rozgryzać, ponieważ opis wystarcza. Znacie opis, znacie cały film. Podczas seansu nie miałem nawet zbytnio ochoty by podziwiać i zastanawiać się, jak to zostało osiągnięte, albo czy ja bym to zrozumiał gdybym nie czytał opisu. Widownia na sali odpłynęła, i ja razem z nimi. Ale nie zasnąłem!

Kwiaty ("Flowers / Loreak", 2014) - 6/10. Kobieta dostaje kwiaty, ale nie wie od kogo. I w zasadzie trudno mi teraz napisać coś więcej, ponieważ jest to film dosyć oszczędny. Niewiele się dzieje, przesłanie szybko złapać, a film trwa, trwa i trwa... Spokojnie mógłby trwać z godzinę zamiast stu minut. Niemniej, podoba mi się ten hiszpański (baskijski) humor, konstrukcja fabularna i morał: warto kupować kobietom kwiaty, bo wtedy dzieje się magia.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Będę na Nowych Horyzontach. Te seanse możemy spędzić wspólnie.

Taki niszowy festiwal filmowy, gdzie przyjeżdżają ludzie a następnie myślą, oddychają i śpią kinem. Czasem też muszą się nim odżywić. Program w tym roku opublikowano dosyć późno, bo zaledwie dwa tygodnie przed startem (karnet kupiłem już kilkanaście miesięcy temu, hotel też zarezerwowałem dosyć dawno). Do wyboru było blisko 400 tytułów, z których ponad 300 to były pełne metraże. Reszta to krótkie formy.

W tym roku wybór swojego programu poszedł mi zaskakująco szybko, bo zajął tylko dwa dni. Rok temu męczyłem się z tym kilka tygodni, a teraz zrobiłem to w następujący sposób: przejrzałem katalog, zaznaczając na zielono wyłącznie tytuły z polski albo wyprodukowane w 2016 roku. Następnie przy układaniu okazało się, że nie musiałem za bardzo kombinować, bo o każdej godzinie zazwyczaj był tylko jeden tytuł zaznaczony przeze mnie na zielono, więc nie musiałem za bardzo wybierać. Dopiero potem zacząłem się przyglądać poszczególnym tytułom i przyznaję, w kilku miejscach było coś, co mnie nie interesowało... więc przeglądałem resztę z danej pory. I tylko o jednej porze nic dla siebie nie znalazłem. Będzie to ostatni dzień, około 16:00, kiedy to puszczą ledwie garść tytułów. Resztę miejsca zarezerwowali dla powtórnego seansu filmu, który wygra w ich konkursie. Zapewne na to pójdę, a póki co na dole zobaczycie w tym miejscu "P.S.Jerozolima".




wtorek, 12 lipca 2016

Euro, perfekcja i kino

Podoba mi się obecny turniej Euro. Piłkarze biegają, walczą do ostatnich chwil, pocą się jak trzeba, są przygotowani fizycznie i technicznie. Jednym słowem: uczciwie zarabiają na te miliony, którymi widzowie w nich rzucają. Dążą do perfekcji. A ja ich za to podziwiam, jednocześnie zastanawiając się: czy podobne staranie się jest możliwe w sztuce filmowej?

Wracam tym samym do rozmyślań rozbudzonych we mnie przez film "Whiplash". Opowiadał o perkusiście, który chciał osiągnąć perfekcję w graniu na swoim instrumencie. Chciał być najlepszy. Nawet była scena na ten temat, gdy jego rodzina bardziej zachwycała się wynikami jego brata w footballu amerykańskim niż tym, iż nasz bohater dostał się do ekskluzywnej szkoły muzycznej. Bo dla nich sztuka jest subiektywna, nie można jej zmierzyć i ocenić raz na zawsze, że coś jest "dobre". Bohater twierdzi inaczej. I dąży do perfekcji - grając dokładniej, szybciej, precyzyjniej. Skutkuje to fenomenalnym finałem, gdzie bohater poci się bardziej niż cały stadion oglądający serię karnych na koniec meczu Włochy - Niemcy na Euro 2016.


poniedziałek, 4 lipca 2016

"Prohibicja". Dokument o prohibicji.

Dokument, 2011



Kolejna produkcja Kena Burnsa w mojej kolejce, którą dodałem bez wyraźnego powodu. Nazwisko twórcy i tyle, sam temat nie wydawał się istotny. Ale jest krótki i zaraz go zdejmą z Netflixa, więc obejrzałem. Po pierwszych kilkunastu minutach wydawało mi się, że będzie to doskonały tytuł na temat... dyskusji o broni palnej i jej dostępności. Przynajmniej raz w miesiącu ten temat wraca na język całego świata, a tu okazuje się, że niecałe sto lat temu ta sama dyskusja miała miejsce. Z tymi samymi argumentami.

Ale zostawię to lepiej, bo opowieść o prohibicji to coś więcej niż się spodziewałem. To samodzielna produkcja nie tylko o tym, co się wydarzyło. Ale też dlaczego. I obejmuje przy tym wszystkie warstwy społeczne.


Trzy epizody, trwające od 94 do 110 minut.