czwartek, 23 czerwca 2016

Obejrzałem "Cinema Paradiso". Ludzie powinni więcej gadać w kinie!

Pewnie oglądaliście już ten film, albo przynajmniej o nim słyszeliście. To opowieść o mężczyźnie, który rozpoczyna nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa, spowodowane śmiercią dawnego przyjaciela. Zdobyła ona popularność na całym świecie, i dziś to jeden z filarów opowieści o miłości do kina. Akcja toczy się w XX wieku, w mieście które technicznie rzecz biorąc nie miało kina - jedynie budynek, który na czas projekcji stawał się kinem. Kopia z taśmą przyjeżdżała na miejsce, potem miejscowy ksiądz oglądał film i go cenzurował (czyli kazał wyciąć np. ujęcie pocałunku, bo to wtedy było uznawane za pornografię!). Następnie taśma była dopuszczalna do projekcji przed normalnymi widzami. Główny bohater, Toto, wtedy chodził jeszcze do podstawówki i w wolnym czasie uczył się obsługi projektora. Kino stawało się jego pasją.



piątek, 17 czerwca 2016

"Zarządca Sancho" (7/10) Recenzja

Jidaigeki, 1954



Słynący z dobroci względem poddanych władca jednej z prowincji Japonii okresu Heian zostaje zesłany na wygnanie. Jego żona i dzieci próbują do niego dołączyć, jednak w drodze dzieci trafiają w ręce handlarzy niewolników.

Oto coś nowego - film o niewolnictwie, w którym nie ma czarnoskórych ludzi. Są tylko żółci. Ale przez zastosowanie czarno-białej taśmy są biali. Czy to też podchodzi pod współczesny rasizm?...



wtorek, 14 czerwca 2016

Recenzja "Umberto D." (8+/10)

Italian Neorealism, 1952



Włoski neo-realizm zakładał proste fabuły, rezygnację z profesjonalnych aktorów na rzecz ludzi ulicy, oraz realną scenografię zamiast sztucznie zbudowanych makiet. Powodem było to, że artyści mieli w dupie fakt, iż wydarzyła się jakaś wojna, bo oni dalej chcieli tworzyć. Warunki były jakie były, więc postanowili obrócić ten stan w zaletę. Mianowicie, mogli tworzyć kino naprawdę banalne, a i tak wychodziło im arcydzieło. Ot, choćby Umberto, bohater omawianego filmu. Nie ma jak zapłacić czynszu. I to by było na tyle.

Dosłownie. Umberto jest już na tyle stary, że nie może pracować. Nie ma rodziny, jego jedynym towarzyszem jest piesek. Jedyną opcją jest dla niego wyprzedawanie niewielkiego majątku jaki posiada - zegarka za 5 tysięcy lirów, albo dwa tomy encyklopedii za kolejne 2 tysiące. A potem? Żebranie na ulicy? Opuszczenie swojego psa, oddanie go przypadkowej osobie na ulicy? Proste środki prowadzą tu bezpośrednio do celu - na koniec oglądający ma świadomość, ile takie rozstanie mogło by znaczyć. I myśli sam z siebie o tym, jak to na starość życie tej postaci zaczęło się sprowadzać do sprzedawania tego, co nazbierał przez wcześniejsze lata. Aż do pojedynczej walizki. Łatwo zacząć się zastanawiać, czy w ogóle warto to robić?

wtorek, 7 czerwca 2016

Recenzja "Kapitan Ameryka: Civil War" (8+/10)

Action, 2016


W tym filmie grupa Avengers musi spojrzeć za siebie na to, co robili w przeszłości. Zdołali zrobić sporo dobrego, właściwie wszyscy ludzie na tej planecie coś im zawdzięczają. Jednak w tym oceanie chwały znajdują się pojedyncze jednostki: ludzie, którym ci sami superbohaterowie spuścili dom na głowę, pozbawiając tym samym życia. Tego nie należy zignorować. Ale jak temu zapobiec? Pojawia się idea porozumienia, w którym Uzdolnieni będą odpowiadać przed ONZ, które zadecyduje jak i kiedy pójdą do akcji. Bohaterowie dzielą się na dwa obozy: jedni popierają uchwałę. Drudzy nie podpisują się pod nią.



czwartek, 2 czerwca 2016

"Out 1", czyli obejrzałem film trwający 13 godzin.

Kino autorskie, 1971



Ta produkcja to definicja francuskiej nowej fali oraz kina nowoczesnego. Święty Graal kinematografii, jeden z najdłuższych filmów w historii (wydłużony jeszcze przez zmianę FPS), ale nie należy do gatunku "slow cinema". Podzielony na osiem części, każda różnej długości. Są tutaj dwie grupy teatralne, które trenują i przygotowują się do wystawienia sztuki. Oprócz nich mamy babkę, która chodzi po mieście i naciąga ludzi na pieniądze, oraz głuchoniemego chłopa, który robi to samo. Wchodzi do knajpy, wręcz ludziom kartki na których napisał "Nie mogę mówić, daj mi szmal". Ale wpada jeszcze na trop tajnej organizacji "Trzynastu".