poniedziałek, 26 września 2016

Relacja z pobytu w Warszawie. Filmweb Offline, technologia 4DX i Bela Tarr.

Uwaga na początek: nie używałem imion i pseudonimów. Jak chcecie, żebym to zmienił, to dajcie mi znać.



Czwartek 

Piąta rano. Wsiadam do autobusu jadącego do Warszawy. Nie spałem całą noc. Włączam sobie po raz pierwszy płytę PJ Harvey "To Bring You My Love". Pierwszy utwór zdobywa moją miłość. To jeden z tych momentów, gdy piosenka wchodzi idealnie pod otoczenie. Ten autobus, ciemność za oknem, przesuwające się latarnie... I ten kawałek. Mistrzostwo świata. W innych warunkach zapewne nawet nie zwróciłbym na nią swej uwagi. Spróbujcie kiedyś pojechać w trasę nocą na pustej drodze i puścić sobie ten kawałek.




poniedziałek, 19 września 2016

30 najlepszych filmów XXI wieku



Mamy już 2016 rok, do końca XXI wieku zaledwie 0,22 sekundy kalendarzu kosmicznego, więc to dobry moment, by zrobić podsumowanie najlepszych filmów ostatnich 15 lat i najbliższych 84. Jeszcze parę miesięcy temu to byłby najbardziej durny pomysł na świecie, ale skoro BBC zrobiło taką listę, to "coś w tym musi być", pomyślał Internet, i oto jestem. Dołączam się do inicjatywy polskich blogerów filmowych, chociaż nikt mnie do tego nie zapraszał.





Wciąż jesteśmy mądrzejsi niż nasi przodkowie, którzy w analogicznym okresie czasu mordowali się nawzajem w Wielkiej Wojnie, bo koniecznie chcieli zostać bohaterami "Na zachodzie bez zmian".

A żeby cały ten cyrk miał jeszcze mniej sensu, to nie liczymy roku 2000. Bo nie. Nikt tego roku nie szanuje najwyraźniej, i nie należy on do żadnej dekady. A jeśli mielibyście ochotę kłócić się o cyferki i lata, to przyspieszę tę dyskusję do momentu, na którym stanęła ona wiele lat temu, gdy prowadziłem ją po raz ostatni. Otóż: Jezus urodził się ok. 8–2 roku p.n.e. I teraz to sobie liczcie, jak chcecie być poważni.

Point is: jebać "Requiem dla snu". Tak samo "Harmonie Werckmeistera", "Wonder Boys", "Tańcząc w ciemności" i "Memento". Mieliście pecha. Trzeba było mieć premierę w innym roku, wtedy krytycy by was kochali. Ale że zabawa w ustalanie prawidłowego zakresu lat jest dla dzieci i matematyków, to trzeba stosować się do zasad, które organizator sobie wymyślił. Jak będę robił swoją listę, to będę liczył z 2000 rokiem włącznie. I na pewnie nie ograniczę się do trzydziestu pozycji.

A tymczasem... Oto:

poniedziałek, 12 września 2016

Ranking filmów sprzed 1920 roku


Czyli, będąc dokładnym, z lat 1888-1919. Wtedy powstała najstarsza polska partia polityczna, wybuchła pierwsza wojna światowa, Polska odzyskała niepodległość, rodził się jazz, Titanic wypływał w dziewiczy rejs, a do tego jeszcze rewolucja październikowa - było co robić! A kilku ludziom było mało, więc zaczęli się bawić w kino.

Dwa tygodnie temu napisałem, po co ja w ogóle oglądam takie starocie. Zawarłem tam powody osobiste, pomijając przy tym wiele innych. Na ten przykład, oglądając te tytuły dowiedziałem się, że wczesny Chaplin bardzo różnił się od późnego okresu twórczości tego artysty, czyli jego pełnometrażowych filmów. Wtedy niby powstała legenda Chaplina - człowieka, który utożsamiał tego zwykłego obywatela Stanów Zjednoczonych, i opowiadał o problemach które tacy ludzie mają. Szczególnie było to widoczne w "City Lights", gdzie Chaplin opowiadał z wrażliwością los ludzi dotkniętych kryzysem. A jak wyglądał początek jego kariery? Był dupkiem na ekranie. Jego krótkie metraże mogły się nawet sprowadzić do jednego żartu w postaci przebrania się za kobietę. W innych rozlewał napoje na podłogę i śmiał się, że ktoś to musi po nim sprzątać. To mnie nie śmieszyło. Lepiej było już w takim "Charlie na kuracji", gdzie otwarcie grał alkoholika, który tylko przeszkadza innym. Ale absolutne dno to "Lichwiarz", gdzie robi straszny bałagan, zrzuca winę na kogoś innego, i dostaje za to kobietę w nagrodę.

Jeśli więc chcecie Chaplina w krótkiej formie... To obejrzyjcie shorty Harolda Lloyda. Poważnie. Mam nawet osobistą teorię, że Chaplin ukradł od niego to, co widzimy w "Brzdącu" i reszcie słynnych filmów tego twórcy. Ale to tylko moje przypuszczenia.

To już kolejna kwestia - niektórzy legendarni twórcy, którzy nie podchodzili mi w pełnometrażowych produkcjach, zyskali w moich oczach gdy zobaczyłem ich krótkometrażowe dokonania. Taką osobą jest Buster Keaton, który jednak łapie się do kolejnej dekady, więc tutaj o nim nie pisałem.

Najważniejszym jednak powodem by oglądać starocie jest taki, że powstawały wtedy dobre filmy. Przygotowałem dla was zestawienie moich ulubionych, 18 tytułów spośród blisko osiemdziesięciu które widziałem z tamtego okresu. I wciąż będę oglądał kolejne. 



Garretowy
Top 18
Filmów sprzed 1920 roku




Różne tła historyczne, różne historie, jeden bohater: nietolerancja i jej przeróżne kolory oraz objawy. Wszystko połączone klamrą, ujęciem kobiety, które powraca w czasie trwania filmu. Im bliżej końca, tym częściej. W tej niewielkiej roli - Lilian Gish. Film będący sztuką, zapewne pierwszy raz w historii. Starający się nawiązać kontakt z widzem i sprawić, by świat był lepszy. Pokazać i tłumaczyć na zasadzie kontrastu, skojarzeń, by widz sam doszedł do własnych wniosków, by samodzielnie, we własnym zakresie wykrystalizował sobie definicję problemu.




poniedziałek, 5 września 2016

Widziałem w sierpniu dobre filmy. I seriale.

Zamiast oddzielnych recenzji - krótko o prawie każdej produkcji, którą widziałem w sierpniu... Prawie, bo trochę zbyt późno wpadłem na ten pomysł i nie zdążyłem o kilku produkcjach napisać czegoś "na świeżo". W zasadzie oglądałem w sierpniu same powtórki. Trochę mnie to zdziwiło, gdy robiłem podsumowanie, ale no cóż. Są to tytuły, do których nie wracałem od wielu lat, i miałem na to ochotę. Dlatego nie będę płakać.

I obowiązuje data wystawienia oceny na moim profilu na filmwebie. Dwóch pierwszych ocen z Nowych Horyzontów nie wliczam, bo te filmy omówiłem już miesiąc temu w innym temacie.



Hiroshima: Moja miłość / Hiroshima, mon amour (1959) - 8/10. Powtórka. Para kochanków spleceni na łóżku w romantycznych objęciach wspomina dramat drugiej wojny światowej, a przede wszystkim jej finału, który wydarzył się w tytułowej lokacji. Abstrahując już od tego, że bomba atomowa była wtedy mniejszym złem - czym dla bohaterów jest to miejsce? Wiemy, że ona jest aktorką która gra w filmie o świecie bez wojny. Oboje żyli już, gdy miał miejsce teatr wojny. Kobieta jutro wylatuje i już więcej nie spotka tego mężczyzny. W panice naciska, by wykorzystać do końca czas jaki mu pozostał. Szepty kochanków wypełniają półmrok, ale czy są oni tylko tym - ludźmi? A może to manifest całej ludzkości, która musi pogodzić się z tym, że do tragedii doszło, i teraz musimy żyć dalej? To trudny film, miejscami nawet nużący, ale nie jest niemożliwy do zrozumienia. Można go odczytać na kilka sposobów, a koniec końców to zawsze może być przede wszystkim piękny romans młodych ludzi. Arcydzieło nowej fali i kina surrealistycznego.