poniedziałek, 4 grudnia 2017

Garret komentuje newsy filmowe z listopada




W październiku mówiono o:
- dużo spekulacji jak będą wyglądały przyszłe adaptacje komiksowe;
- dużo spekulacji jak mogły wyglądać adaptacje komiksowe, które już powstały, gdyby coś tam podczas produkcji poszło inaczej;
- spoilery;
- James Cameron wciąż kręci "Avatara 2" & 3 & 4 i 5.

W pozostałych newsach:

piątek, 17 listopada 2017

Widziałem w tym roku dużo seriali i to wciąż mało



Ten rok miałem poświęcić serialom. 52 sezony, po jednym tygodniowo. Filmy nadal darzę miłością, ale po tylu latach oglądania ich mam wrażenie, że zobaczyłem te najpilniejsze tytuły. W przypadku produkcji odcinkowych tak nie było. Praktycznie każdy tytuł był moją wielką zaległością. Dlatego ten rok miał należeć tylko do nich. W 2016 roku widziałem około 38 sezonów. Chciałem przynajmniej poprawić ten wynik.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Widziałem w październiku dobre filmy i seriale

W październiku przede wszystkim były horrory ("Wioska przeklętych", "To", "Czarny kot"), trochę polskiego kina, filmy związane z serialem "Daria". Byłem też w końcu w kinie, a tytułem zostaje pewien mało znany tytuł z lat 30. oraz pierwszy sezon "Kumpli". Zapraszam.

Plan na listopad wygląda tak, że zobaczę na pewno nowe "Morderstwo w Orient Expressie" (Kenneth Branagh ma moje zaufanie), "mother!" (przekonały mnie recenzje), a co do "Justice League" to czekam na relacje krytyków. Poza dużym ekranem będę nadrabiał nowości, przede wszystkim serialowe. Trzeci sezon "Pozostawionych", potem "Wielkie kłamstewka", "Tabu", "Anne", "Love" oraz "Twin Peaks".




****FILMY****

Dodsworth (1936) - 7/10. Tytułowy bohater właśnie sprzedał swój biznes. Dwie dekady pracy zostawia za sobą i zaczyna życie na nowo: za namową żony postanawia podróżować. Szybko jednak okazuje się, że w ich małżeństwie brakuje czegoś ważnego. "Dodsworth" to jeden z tych filmów, które mają postać kobiecą uosabiającą wszystko najgorsze co możecie z taką postacią połączyć. Kłamie, manipuluje, zdradza, jest samolubna i większość tego co robi, czyni kosztem męża. Przez sporą część seansu wielu będzie mieć problem z pamięcią o tym, że kobiety to też ludzie - ale na szczęście z czasem pojawia się w tej opowieści pierwiastek humanitaryzmu! Zamiast opowieści mającej przekonać widza, że kobiety to podludzie i życie bez nich jest lepsze, nagle wszystko się zmienia na ekranie - i zaczynamy oglądać historię małżeństwa, które może jeszcze nabrać wiatru w żagle. Jeszcze jest dla nich szansa! Czujemy ją jakby była w zasięgu NASZYCH rąk. Jest w tym piękno i liryzm - "Dodsworth" w pewnym momencie zaczyna balansować na granicy dwóch historii: to z jednej strony opowieść o godzeniu się z tym, że miłość umarła i osoba, którą darzyliśmy uczuciem jest kimś innym i trzeba przejść dalej; z drugiej jest to historia walki o podtrzymanie miłości naszego życia. Czym film jest w ostateczności? Nie wiadomo, może być którąkolwiek z nich. Co prawda nadal wszystko podparte jest konfliktem o to, że kobieta jest zbyt dziecinna aby przyznać ile ma lat, więc film nadal obraża tę płeć, chociaż pewnie nie to miał na myśli... ale z drugiej strony mamy moment piękna, kiedy blisko finału odjeżdża pociąg. Będziecie wiedzieli o czym piszę, gdy to zobaczycie. Będę go miał w oczach aż do końca, zakładam. "Dodsworth" to piękny i klasyczny melodramat, na finale które aż słyszałem klaszczącą widownię. Chciałem się do nich dołączyć.

piątek, 3 listopada 2017

FestMakabra 2017




FestMakabra jest przeglądem mniej znanych horrorów, który odbywa się w kilku miastach Polski pod koniec roku (głównie listopad). Dostałem od organizatorów okazję do obejrzenia kilku tytułów prezentowanych w tym roku i chciałbym teraz wam przekazać kilka słów o samej inicjatywie.

Nie pamiętam poprzedniej edycji, nie wiem więc jaki poziom filmów był wtedy prezentowany. W tym roku jest dosyć niski, żaden z tych tytułów które widziałem nie był warty poświęcenia mu czasu. Najlepszy z nich był zaledwie sprawnym produktem bez cienia ambicji lub oryginalności. Te cechują pozostałe dwa, ale one z kolei wykładają się na realizacji. Miejcie jednak na uwadze, że widziałem jedynie połowę dostępnych filmów - te, które mnie zainteresowały. I trzeba oddać organizatorom: to są filmy, które chciałem obejrzeć sam z siebie. Nowa produkcja Joko Anwara, reżysera "Zapisu moich zmysłów"; "Piła" rozgrywająca się w całości na statku podczas burzliwej nocy; thriller o kobiecie zamkniętej w limuzynie, czyli teatr jednego aktora. Po samym opisie wszystkie te tytuły obejrzałbym nawet teraz - problem w tym, że już je widziałem. I mnie zawiodły. Oczywiście, z wami może będzie inaczej.

Ponad to są jeszcze dwa tytuły, ale w obu występuje ktoś z "Gry o tron", a jestem zbyt dużym snobem, by coś takiego oglądać.;-)

W każdym razie - mimo wszystko podoba mi się tegoroczna FestMakabra. Filmy są z różnych zakątków świata (Skandynawia, Hiszpania, Indonezja itd), mało lub nawet kompletnie nieznane, cechujące się interesującym konceptem. Na te filmy z pewnością ludzie chcieliby pójść. Sam poziom filmów już nie zależy od organizatorów. W Cannes przecież też kupuje się filmy po nazwisku lub zapowiedzi. Liczy się, że ktoś będzie chciał obejrzeć nowy film Hanekego, a nie to, czy jest dobry. A ja będę popierał mimo wszystko promocję i umożliwianie dostępu do kina z dalekich krajów, nawet jeśli samych tytułów nie będę wam polecać. Może za rok będzie lepiej? Liczę na to.

Pozostaje mi teraz napisać o filmach, które widziałem. Dwa mnie ominęły. Może wy pójdziecie i napiszecie mi, że powinienem żałować? Dajcie znać w komentarzach.