poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Cztery nieoczywiste rzeczy, które "Scream" zrobił dobrze




Właśnie zakończył się drugi sezon "Scream", produkcji opartej a serii slasherów Wesa Cravena. Miał on wszystko: sympatyczne postaci, wciągającą opowieść z clifhangerem na końcu prawie każdego epizodu, krwawe i zapadające w pamięć sceny morderstw. Do tego otwierające siedem minut to najlepsza scena roku, tuż za Rameyem strzelającym z łuku do Rickona w szóstym sezonie "Gry o tron". Był to pierwszy serial od wielu lat, który oglądałem na bieżąco, gdy odcinki co tydzień pojawiały się na Netflixie, i były momenty gdy nie wyrabiałem z napięcia. Zaczynałem wtedy oglądać ten serial od początku, a przed finałem obejrzałem nawet film ku czci którego ostatni epizod został zatytułowany ("When Stranger Calls" z 1979). A jednak, dziś zamiast tradycyjnej recenzji mam ochotę napisać tekst, w którym pochylę się nad elementami, które mogły ujść uwadze u większości widzów.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Wolność twórcza jest możliwa!




Są takiego kierunki filozoficzne które zakładają, że wolność w życiu nie jest możliwa. Jedna szkoła mówi, że los człowiek to skutek rzeczy, które wydarzyły się wcześniej, i na tej podstawie determinuje on swoją przyszłość. Samemu nie ma na to wpływu, bo jego decyzje podejmuje otoczenie w jego imieniu. Inna szkoła mówi, że człowiek nie jest wolny, bo musi oddychać. Innymi słowy, zawsze są jakieś warunki które człowiek musi spełnić by w ogóle funkcjonować, a przez to wolny całkowicie nie jest.

Ja jestem ze szkoły filozofii obiektywizmu, i tutaj człowiek jest jak najbardziej wolny. Sam determinuje swój kształt i los, nikt mu tego nie odmawia. Ale obiektywiści wiedzą, jak bardzo odpowiedzialne i ważne jest bycie wolnym. I nie każdy jest w stanie to udźwignąć, wielu wybiera któryś z wymienionych wcześniej kierunków jako wytłumaczenie tego, że wcale nie jest odpowiedzialny za to, co zrobił. Bo on nie jest wolny, to jego przeszłość zdeterminowała jego teraźniejszość. On tylko tam był, i w jego ocenie tylko tyle człowiek może: być. Ale to już inny temat.


Tutaj chcę napisać wam o wolności twórczej na przykładzie pisania scenariusza.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Podcast o 10 najlepszych filmach na Nowych Horyzontach 2016

...które dopiero będą mieć swoją premierę w Polsce. Niektóre nawet mają ją już ustaloną.







Jakby powyższy link nie działał, tutaj też znajdziecie ów podcast: 


01:44 Miejsce 10

05:22 Miejsce 9
10:11 Miejsce 8
12:46 Miejsce 7
15:30 Miejsce 6
20:49 Miejsce 5
24:20 Miejsce 4
27:08 Miejsce 3
30:33 Miejsce 2
32:57 Miejsce 1

Pozostałe moje teksty o Nowych Horyzontach znajdziecie tutaj:
http://garretreza.blogspot.com/search/label/Nowe%20Horyzonty

wtorek, 2 sierpnia 2016

Typowy dzień na festiwalu filmowym Nowe Horyzonty

Narosły pewne mity wokół tego, jak wygląda tryb życia uczestnika festiwalu. Ponoć pijemy cały czas kawę, na koniec ledwo trzymamy się na nogach a po powrocie do domu śpimy trzy dni. W rzeczywistości... To nie jest obowiązkowy plan dnia. U mnie wyglądał on trochę inaczej.

Jedna uwaga na początek: wszelkie przykłady są tutaj orientacyjne. Takie rzeczy nie działy się codziennie, ale coś podobnego kalibru już tak. Starałem się pisać też wyłącznie o takich umiarkowanych rzeczach. Nie będę udawać, że każdego dnia siedziałem do 4 nad ranem w Arsenale, pijąc drinki na leżaku pod drzewem skąd wracałem w deszczu, po drodze widziałem pijanego Świętego Mikołaja na czworaka pod kinem, przy Forum Muzyki prawie przejechała mnie taksówka jadąca po chodniku co podsumowałem myślą: "Ale to byłaby żałosna śmierć" i poszedłem dalej, ledwo ten punkt opuściłem to przyczepił się do mnie jakiś pijak który chciał gdzieś dojść i zaczął ze mną iść przez następne 10 minut, cały czas mówiąc: "Kolego, nie opuszczaj mnie" na zmianę z: "A ty jesteś tutejszy?", więc gdy w końcu mnie zostawił to miałem już tylko spokojną ostatnią prostą do hotelu, w czasie której mogłem się już tylko bać, że mnie okradną, bo znajomy zaczął tę noc od opowiedzenia mi historii o tym, jak jego kumpel został napadnięty przed paroma dniami - na szczęście do hotelu dotarłem w całości, poszedłem spać i obudziłem się SAM, bez budzika, cztery godziny później, by pójść na film o 9:45... To zdarzyło się tylko raz.

Tak. A więc zaczynamy: